RYSZARD KOŁODZIEJ
O twórczości emigracyjnej Jerzego Gizelli
Między Ameryką
a Polską
Dorobek
poetycki Jerzego Gizelli można podzielić na dwa okresy. Krakowski,
do roku 1986, oraz emigracyjny, francusko-amerykański (lata
1986-2004). Pierwszy został zamknięty w zbiorze Wiersze
wybrane (1997). Weszły do niego liryki z tomików: Obustronne
milczenie (1977), Gorzko (1979), Szkoła winowajców
(1980), Rozstrój (1984) oraz Ballady, sielanki,
elegie (1994). Ten ostatni ukazał się po dziesięcioletnim
milczeniu poety. Był pożegnaniem z czasem "poemów naiwnych",
bolesnym okresem stanu wojennego i jego ponurą eschatologią.
Znalazł się w nim cykl Sennik podróżny, który
właściwie otwiera emigracyjną twórczość poety. Okres amerykański
został podsumowany w tomie Weterani wojny trojańskiej
(2002) składającym się z większości utworów opublikowanych
w zbiorach: Sąsiad marnotrawny (1988), Wpadanie
(1999), Odrywanie Ameryki (2001), Nocna straż
(2001). Trzy lata później ukazał się kolejny tom liryków
pt. Tu ciało tam dusza (2004). Znalazło się w nim także
kilka wierszy z bibliofilskiego wydania Prawo pobytu
(2002).
Autor Dwóch miast jest absolwentem filologii polskiej
Uniwersytetu Jagiellońskiego. Na tej samej uczelni obronił
doktorat z psychologii. Poezje i szkice krytyczne publikował
między innymi w Twórczości, Toposie, Frazie,
Nowej Okolicy Poetów, Kwartalniku Artystycznym,
Czasie Kultury oraz Dekadzie Literackiej.
Otrzymał nagrody im. Andrzeja Bursy, Stanisława Piętaka i
Listu Oceanicznego. Poza granicami kraju pisał dla
paryskiej Kultury, Kontaktu, Listu Oceanicznego,
Nowego Prądu. Od lat jest stałym współpracownikiem
Przeglądu Polskiego.
Oprócz wyborów poetyckich wydał dwa tomy recenzji i tekstów
publicystycznych: Pisarze i kopiści (2003), Pożegnanie
z uproszczeniami (2004). Jest autorem przekładów oraz
scenariuszy dla teatru "TAM" w Krakowie.
Krytycy widzą poezję Gizelli w ramach konwencji literackiej,
a nie w żywej dosłowności. Piszą o grotesce, dowodząc, że
twórca tak tylko sobie żartuje, błaznuje, droczy się, przedrzeźnia.
Tymczasem prawda jest zgoła inna. Autor Ślubowania
obficie wykorzystując satyrę i autoironię traktuje wszystko
bardzo poważnie.
W poezji emigracyjnej Gizelli można wyodrębnić szereg tematów.
Pierwszym jest pamięć. To, o czym pisze, stanowi dla wielu
"rozdrapywanie ran", przypominanie czasu, o którym chcą jak
najszybciej zapomnieć. Zmiana ustroju w 1989 r. nie przyniosła
oczekiwanych rezultatów. Następnie, w latach 90., do władzy
wrócili członkowie dawnej nomenklatury. Żeby uciec od niewygodnej
przeszłości, notorycznie fałszują życiorysy. Im kto ma bardziej
poszlakowaną przeszłość, tym większym chce zostać "autorytetem
moralnym". Poeta wyciąga na światło dzienne fakty z historii
PRL-u: przymusowe przesiedlenia ludności; likwidacja opozycji
politycznej; rozpasanie, konsumpcja na kredyt, obrzydliwa
korupcja i indoktrynacja ideologiczna.
W III RP sprzeciw Gizelli budzi notoryczne ograniczanie historii
do kilku wygodnych dat, do jednego pokolenia. Dlatego "ja"
liryczne wiersza Samotność we dwoje ostrzega:
Nie bądź taki gorliwy
W zasypywaniu przeszłości
Ona się z grobu wygrzebie
I da ci nożem ostrym
Jak rozdwojenie jaźni.
Nawiązuje w ten sposób do kaukaskiego przysłowia: "Kto strzeli
do przeszłości z pistoletu, do tego przeszłość wystrzeli z
armaty".
W przywoływaniu historii podmiot liryczny "katuje się pamięcią".
Mówi o sobie: "Wernyhora/ wróżący przeszłość", "więzień zatrzymanego
czasu", boleśnie kąsający grzechotnik z Alabamy.
Kolejny ważny wątek w utworach Gizelli stanowi emigracja.
Przedmiot zazdrości i drwin rodaków w kraju oraz gorycz i
absurd marnej egzystencji na obczyźnie. Choć w kraju ojczystym
rodacy szydzą z przybyszów zza oceanu, to w głębi serca "Chcą
oczywiście emigrować/ Do piekła Ameryki" (Wyjątek stanowy).
Nie zdają sobie jednak sprawy, iż na emigracji, podobnie jak
w kraju, "każdy dzień jest stawką najwyższą" (Kantor przemiany).
Trzeba naprawdę harować, żeby przetrwać. Można przewędrować
tysiące mil i nigdy nie trafić do wyśnionego eldorado. Dlatego
emigracja dla wielu pozostanie "Cnotą z konieczności/ Pokorą
z braku wyboru" (Idy marcowe).
Kolejne liryki wyrażają dramat egzystencjalny. Ludzie już
są tak między sobą podzieleni, że pusty talerz na wigilijnym
stole nie ma dla nich żadnego znaczenia. Jest tylko "zbędnym
dodatkowym sprzętem" (Latające talerze). Podmiot liryczny
nie traci jednak nadziei. Uzbraja się w cierpliwość. Pragnie
całkowitej odmiany losu, zarówno dla siebie, jak i dla rodaków
z opuszczonej przed laty ojczyzny.
Poza granicami kraju Polacy hołdują rozmaitym stereotypom.
Podczas spotkań jad przenika słowa. Dominują kłótnie, zatargi,
"wzajemne odpychanie się". Pełni kompleksów wszędzie węszą
wroga:
Mówimy o dwóch
Różnych miejscach
O innych czasach
Innych światach
Dwoma obcymi
Językami polskimi
Obaj katolicy
A jeden drugiemu
Nie wierzy
Dwa miasta
Bohater wierszy niejednokrotnie zauważa, że niewolnicza praca
nie uszlachetnia, nie nadaje jakiegokolwiek poczucia sensu
w życiu. Szczególnie jeżeli pozostaje bezlitosną walką o byt
w jak najbardziej zoologicznej postaci. Załamany emigrant
wytrzymuje tylko do momentu, w którym zdecydowanie uznaje
swe życie za absurd absurdów, lawinę nieszczęść niesprawiedliwie
mu ofiarowanych.
Nic więc dziwnego, że w trudnych chwilach atakuje choroba
powrotu. Męczy nostalgia. Doskwiera bezsilność. Wtedy podmiot
liryczny pakuje bagaże i leci do... Krakowa. W tym mieście
poeta przyszedł na świat. Tam się wychował i skończył studia,
założył rodzinę. Nad Wisłą doświadczył perfidii totalitarnego
systemu, esbeckich prześladowań. Stamtąd, przez Francję, udał
się do Ameryki. Mimo wszystko duchowo przebywał w ukochanym
mieście. W Birmingham mieszkał wyłącznie cieleśnie. "Tak naprawdę
nigdy nie opuściłem Krakowa/ Tylko na chwilę wstałem od stolika"
(Kwarantanna).
Wiersz Urodzony z przegrania doskonale oddaje dylemat
wewnętrznego rozdarcia emigranta.
Kiedy mówię
Szczerość to moja ojczyzna
Zaraz szybko pytają
Nie za dużo tych ojczyzn?
Polska Francja Europa
Stany Zjednoczone
Alabama język polski
wszystko porzucone
Jak zabawki
W sypialni dziecka
Które między nimi
Siedzi i kiwa się
Pogrążone w modlitwie
Pod ścianą płaczu.
Pisząc o rodzinnym mieście, poeta nigdy nie zapomina o Polsce,
gdzie skorumpowani politycy, wspierani przez świat przestępczy,
żyją ponad stan, a większość szarych obywateli ledwo wiąże
koniec z końcem. Z jednej strony, panuje moda na lekkość i
zabawność. Z drugiej, pustkę duchową opakowuje się w śmiertelną
powagę. Bogiem jest pieniądz i ogłupiająca rozrywka.
Podmiot wierszy ogromnie boleje nad losem III Rzeczypospolitej.
Szczególnie współczuje humanistom, artystom oraz wszystkim
obywatelom żyjącym z uczciwej pracy, jeśli nie zostali już
bezrobotnymi. Rozpacza nad sytuacją pokoleń urodzonych po
drugiej wojnie światowej. Za starych, żeby zaczynać od nowa.
Zbyt młodych na zbieranie emerytalnych plonów.
Jedyne szklane domy to
Filie zachodnich banków
W których polska bieda
Odbija się jak słońce
Do diabła z taką wolnością
Przed rokiem Gizella odbył kolejną przeprowadzkę - do Krakowa.
Na jak długo? Któż to wie? Zwłaszcza gdy ukochane miasto nie
jest już "wyspą/ z dobrego snu nad ranem" (Za późno na
powrót, za wcześnie na śmierć). Przecież "Łatwiej znosić
obelgi/ Od obcych na wygnaniu/ Niż od swoich gościnność/ Z
szyderstwem za plecami" (To nie są wykręty).
Wraz ze zmianą ustroju zmienili się ludzie. Nie tylko przyjaciele,
ale przede wszystkim najbliższa rodzina. Wszystkich dzielą
życiowe wybory, interpretacja historii, przekonania polityczne,
rozczarowanie polskim kapitalizmem. Do tego dochodzą: zazdrość,
zawiść i arogancja ziomków.
Poeta ma świadomość upadku rodzimej kultury. Trzeciorzędna
literatura zaśmieca umysły czytelników. Towarzyszy jej bełkot
reklam i mediów. W podobnej sytuacji znajduje się teatr i
cała sztuka. Do lamusa odchodzi inteligencja:
Wyostrzyłem się na teatr
Filmy literaturę
A tu: powiedz czy wolisz
Jeździć automatycznym
Czy z ręczną przekładnią?
Dużo masz akcji na giełdzie?
Ile wygrałeś w kasynie?
Kiedy ja spytam
Zapada milczenie
Licytacja
Autor Kraju utraconego ma znakomity słuch poetycki.
Z łatwością wyłapuje wszelkie niuanse w języku potocznym,
które potem skwapliwie wykorzystuje w utworach. Nasyca wiersze
dużą dawką pesymizmu, ale ów brak optymistycznej nuty pozwala
mu nieustannie kształtować cnotę cierpliwości. Dodaje zapału
i energii na wypełnienie najtrudniejszych życiowych misji.
Patronami jego liryki są Zbigniew Herbert, Miron Białoszewski
i tradycja romantyczna. Widać wyraźne wpływy myśli filozoficznej
Mariana Zdziechowskiego. Nie brakuje odwołań do Junga i Freuda.
Jerzy Gizella zdecydowanie stroni od stadnych opinii i krótkotrwałych
mód. Broniąc własnych przekonań, pozostaje otwarty na dialog.
Zachęca do refleksji.
|