Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
O egzorcyzmowaniu potwora
9. Krakowskie Targi Książki zapamiętam zwłaszcza z powodu obecności
na nich PRL-u. Nie mówię o pisarzach wyrosłych i wypieszczonych przez
ten najlepszy z systemów, jakich doświadczyła Polska w swej długiej
historii - zdaniem żyjącego historyka, którego nazwiska nie przytoczę
z obawy przed czekającym go linczem, a szkoda byłoby człowieka, choć
prawi androny: wszyscy wiemy, że najlepszy z systemów dopiero zastukał
do polskich bram i za rok, za dwa niejeden z krajowych Polaków zatęskni
choćby i za PRL-em. Mnie już na szczęście tu nie będzie, chyba że
zostanę przez Przegląd Polski akredytowany w charakterze korespondenta
wojennego. Może nie dojść do otwartej wojny między stanem posiadająco-wyzyskującym
a stanem bidująco-wegetującym, za to wojna na słowa na pewno pokryje wrzaskiem
medialnym kulawą polską rzeczywistość IV Nierzeczywistej.
Na krakowskich targach zainteresował mnie bardzo wykład profesora Wojciecha
Ligęzy, polonisty z Uniwersytetu Jagiellońskiego, poświęcony spuściźnie
po PRL-u w literaturze i naturze, zwłaszcza ludzkiej. Dużo by o tym mówić,
jeżdżę po kraju dość długo, piszę o tym często, a PRL towarzyszy
mi jak uwierający but pielgrzymowi albo ochroniarz z BOR-u nowemu wicemarszałkowi
Sejmu Lepperowi (o zgrozo, o emigrozo, cudnaś ty Pani, że do Ciebie jadą
niezlepperyzowani...). Ligęza prawił mądrze o utopii regresywnej PRL.
O tym, że występuje LPR, przepraszam - PRL w postaci mitów i symboli
wrosłych w nasze myślenie silniej niż modlenie się codzienne (to moja
interpretacja). Byłem niedawno w bieszczadzkim zajeździe Cień PRL-u,
o czym już pisałem, ale częste podróżowanie po Polsce i liczne
rozmowy z ludźmi uświadamiają mi, że tęsknią ci oni - coraz
bardziej regresywnie i agresywnie też - za utopią równości, zwłaszcza
w biedzie, dlatego zapewne wybrali rząd obiecujący im socjalne gruszki na
kapitalistycznej wierzbie, rosnącej w dodatku na niemieckim polu, gdzie stawiają
koreańską fabrykę telewizorów.
Profesor Ligęza mówił więc o utopii regresywnej PRL-u, a mnie się
zdawało, że z lat 1945-1989 zostało znacznie więcej, niż by się
zdawać mogło. Wszyscy, wychowani w PRL-u, czy chcemy tego czy nie, nosimy
w sobie muzeum wyobraźni - mity, historie, filmy, książki, kolejki
po książki na targach spod lady, bo prawdziwych targów książki
jeszcze wtedy nie było, przynajmniej w Krakowie. Tam zawsze istniało i tętniło
życiem towarzysko-literackim targowisko próżności, ale to insza
inszość. Nie było ono zresztą w niczym różne od tego warszawskiego.
Ligęza ma rację, gdy dowodzi, że PRL żyje w nas życiem dyskretnym,
pokątnym, utajonym, by nie rzec - podziemnym. PRL zszedł w nas do podziemia,
a po 1989 r. zaczęła się nasilać główna choroba III RP - atrofia
odczuć wspólnotowych. To widać najlepiej w literaturze, która odsunęła
na plan dalszy i bardzo daleki diagnozy losów wspólnotowych, a dominują
historie indywidualne, choć przecież cenzor nie jest dzisiaj zażywną
blondyną z loczkami, trzymająca w ręku nożyczki - jak u Zagajewskiego,
którego najnowszy tom Anteny kupiłem zresztą.
O tym, że literatura, jak mówił Hemar, to nie jest tylko zasługa
pióra, przekonała mnie frekwencja na wykładzie Ligęzy - naliczyłem
ponad sto zażywnych blondyn, brunetek i rudych, a tylko czterech mężczyzn,
w tym jeden łysy (patrz foto). Nawet elokwentny i przystojny profesor nie
był mnie w stanie przekonać, że panie stawiły się takim tłumem,
by słuchać o egzorcyzmowaniu potwora PRL-u. Jestem zdania, że bardziej
panie bibliotekarki musiał zainteresować sam egzorcysta i słuchały oczarowane,
jak potwór totalitarny zarażał nasze życie nicością i beznadziejnością.
Mówiąc tytułami z PRL-u, mieliśmy pół wieku czyśćca, straszył
nas strach babiloński, prześladowało poczucie nierzeczywistości, była
to co prawda mała apokalipsa, ale wielu przyprawiała o obłęd. Długi
cień Pałacu Kultury leży na Polsce po dziś dzień. Zwiększa się
tu zainteresowanie socrealizmem, a na pewno duży wpływ na ten proces ma
zdominowanie nierzeczywistości politycznej Polski długim cieniem Leppera,
patrzącego wzrokiem mętnym na przerażonych własną przyszłością
Polaków.
Cała nadzieja, jak zawsze, w literaturze emigracyjnej. Od zawsze obłożona
obowiązkiem dawania świadectwa i przechowywania wartości, będzie musiała
wrócić do dawnych obowiązków. Ligęza zauważył, że zapanowała
teraz w Polsce moda na literaturę powrotu, a nie wygnania. Napięcie kierunkowe
wsteczne, wskazane w wierszu zapoznanego poety z emigracji, wskazuje, że
zapoznany poeta, jak i wielu emigrantów, zaczął peregrynację powrotną;
ale mogą się szybko zorientować, że zamiast do wymarzonej i wytęsknionej
krainy dzieciństwa, powrócą na łono braci bliźniaków do Atlantydy
współczesnego PRL-u z twarzą Leppera. Wojciech Ligęza, rzetelny erudyta,
napędził mi strachu. Kraina wód czystych zaczęła być znowu krainą
wódki czystej, a PRL jest dzisiaj bardziej atrakcyjnym towarem handlowym niż
IV RP. Na PRL-u można przynajmniej zarabiać. Co do IV RP, to się jeszcze
okaże...
|
|