[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 18 listopada 2005


RENATA PASTERNAK-MAZUR

Nadzieje
polskiej wiolinistyki

Niezwykle uzdolnione rodzeństwo Filochowskich: 11-letnia Ania, 14-letni Piotr i 16-letni Maciej uczy się w słynnej nowojorskiej Juilliard School of Music. Ania ponadto dostała się do programu samego Izaaka Perlmana, największego chyba skrzypka naszych czasów. W minioną niedzielę całą trójkę usłyszeć można było na koncercie w Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark. Z towarzyszeniem pianistki Evy Young grali utwory polskich kompozytorów Mieczysława Karłowicza i Henryka Wieniawskiego oraz pozycje z repertuaru światowej wiolinistyki.

Żeby studiować w Juilliard, nie wystarczy dostać się na tę prestiżową uczelnię. Stypendium w ramach specjalnego programu dla utalentowanych dzieci i i nastolatków pokrywa tylko połowę kosztów nauki. Na resztę trzeba samemu znaleźć środki. Dzieci złożyły podania do różnych fundacji w Polsce i USA, ale jeszcze żadnego nie otrzymały. Korzystają ze wsparcia organizacji charytatywnych i ludzi dobrej woli (o tym, jak sobie radzą, w Nowym Dzienniku z 12-13 XI pisała Anna Rudzińska w artykule "Życie z kluczem [wiolinowym]").

Ania w szkole podstawowej ma indywidualny tok nauczania. Wraca do domu koło południa. Ćwiczy. Potem jedzie do Nowego Jorku na zajęcia w Juilliard lub na lekcje do Izaaka Perlmana. Ostatnio do kalendarza weszły też przedstawienia w Metropolitan Opera, podczas których dzieci mają okazję przysłuchiwać się najpiękniejszym głosom na świecie. Słuchanie muzyki w dobrym wykonaniu jest elementem kształcenia muzycznego równie ważnym, jak wielogodzinne ćwiczenie. Oznacza to jednak powroty do domu bardzo późno w nocy i problemy ze wstawaniem następnego ranka.

Młodzi muzycy nie bardzo mogą sobie pozwolić na długie wylegiwanie się w łóżku. W soboty wstają o 6 rano. Już o 7 wyjeżdżają do Juilliard, gdzie cały dzień mają różne zajęcia. Tylko niedziele mają wolne, ale wtedy często grają jakiś koncert. Nie skarżą się jednak. Twierdzą, że jak człowiek robi to, co lubi, to się nie męczy. Nieszczęśliwi byliby dopiero wtedy, gdyby ich tych zajęć pozbawiono.

Chociaż rodzeństwo razem grywa bardzo chętnie, nie obywa się jednak bez sporów o szczegóły interpretacji. Każde z dzieci ma wyrazistą osobowość i odmienny od pozostałych gust muzyczny.

Najstarszy, Maciej, skrzypce zamienił na altówkę. Była to bardzo mądra decyzja. Ten przepiękny instrument, często niedoceniany i jakże niesłusznie lekceważony, pasuje do jego temperamentu jak ulał. Ciepłe, głębokie, miękkie brzmienie altówki pod smyczkiem Maćka jest równie ujmujące we wszystkich rejestrach. Odniosłam wrażenie, że gra zespołowa sprawia Maćkowi większą przyjemność niż indywidualne popisy.

Piotr ma z kolei naturę wirtuoza. Pociągają go karkołomne pasaże, efektowne dwudźwięki i tym podobne techniczne fajerwerki. Nic dziwnego, że do programu włączył Czwarty kaprys Paganiniego i radził sobie z nim bardzo dzielnie. Szczególnie porywający w jego grze jest najwyższy rejestr, ten najbardziej przejmujący, najbardziej charakterystyczny dla skrzypiec. Pokazała to szczególnie dobitnie Romanca, środkowa część genialnego Koncertu A-dur Karłowicza.

Ania jest jakby przeciwieństwem brata. Cudownie eksponuje niski rejestr skrzypiec, świetnie czuje się w wolnych tempach. Jest to dość niezwykłe u 11-letniej dziewczynki. Dzieci zazwyczaj wolą grać szybko. Bowiem, wbrew pozorom, szybka gra jest prostsza, a w dodatku łatwiej oczarować nią publiczność.

Ania Filochowska robi dużo większe wrażenie niż różne młodociane "maszynki do grania", których sporo tu przybywa z Japonii, Korei, a ostatnio również z Chin. Poza perfekcją techniczną niewiele mają one do zaoferowania. Gdy wyrosną już z wieku, w którym budzą podziw jako "takie małe, a grają takie trudne rzeczy", przypominają wyeksploatowane złoża, z których trudno już wydobyć prawdziwą muzykę.

Ania natomiast rozwija się jak normalne dziecko. Za to gra niezwykle interesująco, ujawniając silną muzyczną indywidualność i wyraziste brzmienie. Tym właśnie zachwyciła Izaaka Perlmana na tyle, że została jego najmłodszą uczennicą, jedyną z całej Europy.

Na pytanie, jaki jest wielki wirtuoz w roli nauczyciela, dziewczynka odpowiada krótko: "Jest super. Wszystko bardzo dobrze tłumaczy. Jest bardzo cierpliwy". "To nasz absolutny guru - dodaje mama. - Nie forsuje programu. Wręcz powstrzymuje Anię przed różnymi konkursami, żeby się za wcześnie nie wyeksploatowała. Powierzyliśmy mu ją z ogromnym zaufaniem i wiemy, że jest w najlepszych rękach na świecie".

Na koncercie w Clark cała trójka zaprezentowała się z jak najlepszej strony. Publiczność, której sporą część stanowiły dzieci, nagrodziła młodych muzyków owacją nie tylko na koniec występu, ale i po porywającym wykonaniu przez Anię Koncertu e-moll Mendelssohna.

W najbliższą niedzielę można ich posłuchać w Watchung Ars Center w New Jersey. Warto!


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail