[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 18 listopada 2005


Marek Kusiba

Żabką przez Atlantyk

Goły Julek
i mohery

"PRZEKUWAMY W CZYN UCHWAŁY ZJAZDU PZPR" - taki napis rzucił mi się do oczu jak wściekły oczojad przez okno łazienki mojego numeru. Niezły numer spłatał mi poniedziałkowy ranek, pomyślałem, obudziłem się znów w PRL-u! Panienka z recepcji upewniła mnie, że już nie śpię, podsuwając mi pod nos słonawy rachunek. Dla osłody wyjaśniła, że napis ostał się z dawnych czasów na ścianie magazynu zakładów meblowych. Odetchnąłem z ulgą. Zawsze po wyborach przemeblowywali Rzeczpospolitą, ale nigdy tak nie przesadzali.

Na ulicy dwie kuso ubrane panienki wręczyły mi gazetkę świadków Jehowy o tytule Przebudźcie się! z pytaniem na okładce: "Czy prasa kształtuje nasz sposób myślenia?". Gdy wróciłem do hotelu, do śniadania podano mi Rzeczpospolitą, chyba w celu odpowiedniego ukształtowania mego myślenia. Okazało się, że ma ono poważne luki w zakresie informacji. Wystarczyło, że przez cztery dni łazikowałem po Bieszczadach, a tu Rosjanie zdążyli wypowiedzieć wojnę naszym prosiakom, sama Polska wybiera się na wojny gwiezdne, i to nie do kina, oficerowie naszej armii przyznają się przed sądem, że wyzwalali Irak z bakszyszu, Sejm zatwierdził "moherową koalicję" - jak Donald Tusk nazwał nieparlamentarnie rząd Marcinkiewicza, czyli sejmowy układ PiS-u z Lepperem i Giertychem - a Lech Kaczyński wrócił z czterodniowych wakacji na Sycylii.

Krótkie wakacje prezydenta elekta przejdą też do historii z powodu kalorii: podczas kampanii kandydatowi smakowały zrazy zawijane, natomiast w Italii pokochał ze wzajemnością makaron o nazwie Norma. W normie była także ryba miecznik, bo prezydent lubi zwierzęta, więc nie jada cielęciny ani dziczyzny. Za to bardzo rozczarowało elekta włoskie piwo. Ja piłem patriotycznie jasne polskie, zagryzałem ruskimi (pierogami, rzecz jasna) i nadziwić się nie mogłem tłumom na połoninach w weekend Święta Niepodległości. To już w Bieszczadach tradycja, że 11 listopada - czy świeci, czy pada - pół Polski zjeżdża na ostatnie bieszczadzkie deptanie połonin. Tradycją Święta Niepodległości stało się także rytualne opuszczanie kraju przez głowy państwa. Nie oczekuję, by Lech Kaczyński poszedł w obstawie BOR-u w bieszczadzkie lub tucholskie bory, ale obchodzenie 11 Listopada tam, gdzie nie wieje i nie pada - jakoś patriocie chyba nie wypada?

Mój powrót z Mucznego - zwanego za Gierka i Jaroszewicza "Kazimierzowem", na cześć Kazimierza Doskoczyńskiego, pana na kacykowskim Arłamowie - okazał się zatem powrotem na gorący wulkan. A jeszcze kilka dni temu modliłem się do Litościwego o szczęśliwy powrót z Halicza, obiecując gruntowną poprawę, jeśli tylko uda nam się dobrnąć do domu ciemną nocą, we mgle, wichurze i deszczu - z Pawłem, co skręcił nogę, i Anią Strzelecką z Sanoka, jego żoną, posiadającą swą prywatną Aleję Gwiazd, na którą można trafić pod warunkiem, że w sposób szczególny realizuje się człek na tym "małym kawałku danej nam do zagospodarowania czasoprzestrzeni" - jak napisała w swym zbiorku felietonów o skromnym tytule Mój kawałek podłogi.

Na pewno w sposób szczególny realizuje się na bardzo ograniczonej przestrzeni swego klepiska osadnik Juliusz Wasik, założyciel Niezależnej Akademii Antywojennej, zlokalizowanej w przez niego zbudowanym niedaleko wsi Werlas nad Soliną Sanktuarium Pokoju, Życia i Miłości. Obywatel Wasik zwrócił się do prof. Zbigniewa Brzezińskiego z listem zawierającym propozycję rozwiązania problemów świata. Trudno przecenić znaczenie tego listu dla przyszłości, tym bardziej że "współczesny Diogenes z Horodka", jak nazywają go bieszczadzkie zakapiory, zaproponował Brzezińskiemu swą kandydaturę na I prezydenta światowego rządu. Po I prezydencie IV RP i kandydaturze Aleksandra Kwaśniewskiego na stolec ONZ jest to bez wątpienia najpoważniejsza polska propozycja dotycząca losów ludzkości.

Pan Wasik powołał też do życia Komitet Nuklearnego Rozbrojenia Świata, pisząc skromnie w swoim "Manifeście", że inicjatorem powołania była Światowa Uniwersalna Akademia Pokoju z siedzibą w Horodku, przezeń założona. Jeśli uda się "gołemu Julkowi spod dębu", jak nazywają wizjonera zawistnicy, doprowadzić do zmiany doktryny obronnej Stanów Zjednoczonych, Podkarpacie zyska kolejny, po wygraniu dla Lecha Kaczyńskiego wyborów, powód do dumy. Powszechne rozbrojenie ma nastąpić już w 2006 r. Na razie cichy bohater ludzkości wezwał ZSRR do jednostronnego, bezwarunkowego, całkowitego i natychmiastowego rozbrojenia się. Swą propozycję poparł Wasik pytaniem, postawionym w Muzeum Lenina w Poroninie: "Czy istnieje jakaś idea o wyższej wartości niż istnienie ludzkości?".

Pytanie było tak retoryczne, że w odpowiedzi na nie Rosjanie wydali wojnę polskim świnkom i roślinkom. A szczęście było tak blisko, Kreml był już o krok od złożenia broni u stóp i schodów Kapitolu, gdyby nie wojownicza polityka bliźniaków, no i pana Julka. Tymczasem Wasik zdaje się wołać ze swego bieszczadzkiego sanktuarium: Kaczyńscy, przebudźcie się i przekuwajcie w czyn uchwały mego "Manifestu", a przemeblujemy ten świat lepiej niż IV RP popeerelowską Polskę!

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail