RYSZARD P. BOŃCZA
Przymusowa
emigracja
Komu
(nie)zależy na odzyskaniu polskich dzieł sztuki pozostawionych
na "emigracji" w USA po likwidacji Pawilonu Polskiego na Światowej
Wystawie w Nowym Jorku w 1940 r.
Polski Pawilon na Wystawie Światowej w Nowym Jorku był bez wątpienia najwspanialszą ekspozycją. W żadnym pawilonie innych krajów nie zgromadzono tylu dzieł sztuki o tak dużej wartości muzealnej. Jednakże niektóre wybitne dzieła sztuki polskiej prezentowane na ekspozycji w dalszym ciągu są przetrzymywane w USA, a roszczenia o ich zwrot nie zostały jeszcze oficjalnie zgłoszone i pozostają tylko jałowym dezyderatem. Przedmiotem restytucji jest siedem obrazów i cztery gobeliny, które komisarz generalny Polskiego Pawilonu, Stefan Ropp pozostawił w Le Moyne College w Syracuse, NY.
10 października 2005 r., w Przeglądzie Polskim ukazał się artykuł Iwony Drąg-Korgi pt. Polska na Wystawie Światowej w Nowym Jorku 1939-1940, który jest cennym wkładem do historii tego wydarzenia. Niestety tekst pomija sprawę starań o restytucję pozostawionych dzieł sztuki. Mam szczególne zastrzeżenie co do celności ostatniego zdania: "Dzieła sztuki wystawione w Polskim Pawilonie pozostały na terenie Stanów Zjednoczonych, do dziś można je oglądać i podziwiać". Stwierdzenie jest trafne jedynie w odniesieniu do pomnika Władysława Jagiełły, ustawionego w nowojorskim Central Parku. Natomiast prawda o możliwości oglądania i podziwiania w Le Moyne College pozostałych dzieł jest akurat odmienna. Prezentowane są one w miejscu, gdzie nikt się nimi nie interesuje, a o ich istnieniu wie tylko nieliczna grupa Polonii. Ponadto prace wyeksponowane są w sposób, który nie pozwala w pełni podziwiać ani ich walorów artystycznych, ani historycznych.
Geneza projektu Polskiego Pawilonu
Decyzja udziału Polski w Światowej Wystawie w Nowym Jorku była podyktowana przede wszystkim względami politycznymi. Geneza tej decyzji, nadanie rangi ważności i rozmiarów Polskiego Pawilonu, a także patronat nad projektami i działaniami organizacyjnymi, wywodzą się z Ministerstwa Spraw Zagranicznych II RP, wprost z gabinetu ówczesnego ministra spraw zagranicznych pułkownika Józefa Becka. To właśnie Beck był inicjatorem i głównym współtwórcą projektu Polskiego Pawilonu. Jemu też przypisuje się pomysł, zrodzony wiosną 1938 r., wystawienia w sali Honorowej obrazów przedstawiających ważne wydarzenia w 1000-letniej historii Polski "... ilustrujące wielowiekowe związki Polski z cywilizacją Zachodu". Celem jego zamysłu politycznego było ukazanie światu wielkość Polski, jej więź z kulturą Zachodu oraz udział w tworzeniu podwalin demokracji wśród narodów świata.
Minister Beck ten cel osiągnął. Oprócz dzieł wybitnych polskich artystów, wyeksponowanych na wystawie, te siedem obrazów i cztery gobeliny, które znajdują się obecnie w Le Moyne, były "oczkiem w głowie" pułkownika Becka.
Gobeliny
Cztery gobeliny (kilimy) zamówiono pierwotnie na ekspozycję sztuki polskiej na Międzynarodowej Wystawie Sztuki i Techniki w Paryżu w 1937 r., z intencją upamiętnienia zwycięstwa króla Jana Sobieskiego pod Wiedniem w roku 1683. Gobeliny zdobyły tam pierwszą nagrodę. Wystawiono je ponownie w grudniu 1938 r. w Instytucie Propagandy Sztuki w Warszawie, a następnie wysłano na Światową Wystawę w Nowym Jorku.
Obrazy
Komitet Organizacyjny Polskiego Pawilonu zlecił wykonanie siedmiu obrazów zespołowi jedenastu polskich artystów. Byli to: Bolesław Cybis, Bernard Frydrysiak, Jan Gotard, Aleksander Jędrzejewski, Eliasz Kanarek, Jaremi Kubicki, Antoni Michalak, Stefan Płużański, Janusz Podoski, Tadeusz Pruszkowski, Jan Zamoyski. Obrazy mają charakter pracy zbiorowej - każdy z nich jest efektem wspólnej pracy, a podpisy wszystkich artystów figurują na każdym malowidle. Wykonaniem zamówienia rządu RP kierował - w jego willi w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą - wybitny polski artysta malarz Tadeusz Pruszkowski, koordynując pracę innych w celu zapewnienia jednolitości stylu i kolorytu kompozycji.
Na zlecenie Komitetu trzech profesorów: Oskar Halecki z Uniwersytetu Warszawskiego, Jan Kucharzewski oraz Roman Dyboski z Uniwersytetu Jagiellońskiego, wspólnie wybrali siedem wydarzeń z historii Polski, których doniosłość i wpływ rozciągały się poza granice Polski i które najbardziej odpowiadały wymogowi ukazania godnego oblicza Polski w jej 1000-letniej historii.
Wartości artystyczna i historyczna
Wszystkie obrazy namalowano w jednolitym stylu i w tej samej ikonologicznej sentencji, używając jednakowej palety pigmentu, o identycznym odcieniu i tonacji kolorów, zachowując ten sam charakter sztafażu i efektu przestrzenności.
W rezultacie uzyskano ogólną spójność charakteru całej serii wspaniale harmonizujących ze sobą obrazów - a równocześnie różniących się stylem strojów, ozdób i broni.
Siedem obrazów tworzyło jedenastu artystów o różnej indywidualności osobowej oraz odmiennej preferencji i predyspozycji artystycznej. Można podziwiać genialność pedagogiczną Pruszkowskiego, który potrafił skoordynować artystyczną różnorodność charakterów dziesięciu malarzy i swoją własną, narzucając egzekwowaną konsekwentnie jednolitość stylu. Serię obrazów wykonano w niespełna rok. Podziwiać więc można poświęcenie wszystkich artystów, którzy pracowali z maksymalną dyscypliną.
Obrazy są cennymi dziełami sztuki polskiej, odzwierciedlającymi styl malarstwa polskiego okresu międzywojennego. Pojawiają się na nich postaci wykonane w stylu Eugeniusza Żaka, ale także widoczne jest podobieństwo do stylu Jana Wydry, Tymona Niesiołowskiego, Rafała Malczewskiego czy Michała Rouby. Nie są mi znane inne dzieła sztuki, które byłyby syntezą indywidualnych cech malarskich aż 11 twórców na siedmiu obiektach. Efekt ten osiągnięto przez staranny dobór artystów, tworzących w podobnym stylu.
Artyści dołożyli wszelkich starań, aby detale (szaty, zbroje, broń, ozdoby, wzory tkackie na dywanach) były odpowiednikami zachowanych eksponatów w archiwach i muzeach, na sztychach czy w opisach z danej epoki. Dzięki temu dzieła te stanowią dokument historyczny i jako takie są bezcenne.
Wartość artystyczna i historyczna tych siedmiu obrazów była przedmiotem artykułu Anny Stefańskiej w roczniku Niepodległość, gdzie zawarta jest ich fachowa i wysoka ocena. Z kolei mój piętnastostronicowy Raport z wizji lokalnej w Le Moyne College w Syracuse wraz z dokumentacją fotograficzną uzasadnił poprzednią ocenę. Celem inspekcji (której podjąłem się "w czynie społecznym") było zapoznanie się z miejscem i formą ekspozycji, stanem technicznym obrazów i gobelinów oraz ewaluacja ich wartości artystycznej (wartość historyczna obrazów i gobelinów nie podlega jakiejkolwiek kwestii).
Ekspozycja w Le Moyne College
Syracuse jest stosunkowo małą miejscowością położoną w stanie Nowy Jork w odległości 250 mil (400 km) na północny zachód od Wielkiego Jabłka, daleko na uboczu od głównej trasy komunikacyjnej, jaką jest NY Thruway, łączącej w linii prostej Nowy Jork z Montrealem. Le Moyne College jest usytuowany na samym końcu jednej z peryferyjnych dzielnic miasta. Syracuse oraz okoliczne miejscowości zamieszkuje ludność trudniąca się rolnictwem (w zaniku), drobną wytwórczością oraz pracą w zakładach przemysłowych. Odwiedzający te okolice ludzie to w większości biznesmeni z większych miast.
Określenie tego położenia w ten właśnie sposób jest ważne dla uświadomienia, że w tej lokalizacji niewiele jest osób zainteresowanych tymi obrazami. Nawet jeśli jest na ten temat wzmianka w przewodniku po tej okolicy. Jedynymi ludźmi, którzy mogą wykazywać istotne i liczące się zainteresowanie tymi dziełami sztuki, jest miejscowa Polonia zrzeszona w Polish Heritage Club w Syracuse.
Cztery gobeliny są wyeksponowane przypadkowo, tak jak pozwala na to miejsce. Mogą tam przyciągać wzrok zwiedzających i studentów przychodzących do biblioteki.
Natomiast siedem obrazów jest zamocowanych pomiędzy dużymi oknami na ścianach obszernej czytelni. Przy każdym obrazie umieszczona jest tabliczka informująca, że obrazy są darem barona Stefana de Roppa dla Le Moyne College.
Środek sali jest ciasno zabudowany stołami bibliotekarskimi z lampami. Siedzące przy nich osoby są zwrócone bokiem do ścian, na których wiszą obrazy. Z żadnego miejsca tej sali nie ma możliwości objęcia wzrokiem wszystkich obrazów równocześnie. Zarówno osoby siedzące, jak i chodzące po sali mogą widzieć obrazy tylko pojedynczo, bez możliwości uświadomienia sobie ich łączności tematycznej i historycznej.
W czasie czterogodzinnej inspekcji (od godz. 12:00 do 16:00) przez salę biblioteki przewinęło się jedynie pięć osób. Od przedstawiciela Le Moyne College dowiedziałem się, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat tylko jedna studentka historii sztuki poprosiła o informacje dotyczące obrazów. Miejsce dla ekspozycji dla obrazów nie mogłoby być gorsze. W ten sposób marnuje się twórcza praca artystów i wysiłek wszystkich, którzy postarali się o stworzenie tych dzieł sztuki. A co najgorsze, nie spełniają one zadania, dla którego zostały stworzone.
Restytucja
Po zamknięciu wystawy - w wyniku nie do końca wyjaśnionych okoliczności, sporów między Stefanem de Roppem a Rządem RP na Uchodźctwie, nieodpowiedniego działania polskiego konsulatu w Nowym Jorku w okresie II wojny światowej, chaosu wywołanego uznaniem rządu PRL przez USA i Anglię - siedem obrazów i cztery gobeliny znalazły się w Le Moyne College w Syracuse.
Jak wynika z informacji zebranych przez dziennikarzy, wypowiedzi Krzysztofa Pruszkowskiego, syna Tadeusza, i dokumentów, istnieje wyraźna kontrowersja co do prawomocności Stefana de Roppa i legalności "darowizny". W niniejszym artykule nie ma miejsca, aby dokładnie i rzeczowo rozpatrzyć wszystkie argumenty piętrzące się wokół tej sprawy, przytaczane zarówno przez Le Moyne College, jak i przez Bractwo św. Łukasza reprezentowane przez Krzysztofa Pruszkowskiego oraz przez rzeczników Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP. Sprawa ta mogłaby być przedmiotem osobnego artykułu lub raczej artykułów.
Z archiwaliów jasno wynika, że Ropp nie posiadał żadnego dokumentu nadającego mu prawo przekazywania dzieł sztuki w obce posiadanie. Również nie jemu, lecz jego zastępcy, Urząd Celny USA wydał z magazynu obrazy, czyniąc go ultimate consigner. Ropp figuruje jedynie jako odbiorca 4 gobelinów w 1941 r. Natomiast dzieła sztuki przybyły do USA jako własność rządu polskiego na zasadzie odprawy warunkowej dla celów wystawy, a dysponentem eksponatów jest Konsulat Generalny RP (a więc rząd RP), a nie Stefan de Ropp (list Secretary of the Treasury USA do Secretary of State USA). Według zapisu US Custom na liście towarów przybyłych na statku "Batory" widnieje siedem obrazów (dwie skrzynie) przynależne do "St. Luke Group - T. Pruszkowski". Le Moyne College nie ma żadnego dokumentu o mocy prawnej, z którego by wynikało prawomocne przejęcie prawa własności obrazów i gobelinów.
A najbardziej żenującą sprawą jest to, że do tej pory rząd Polski nie wystąpił oficjalnie do Le Money College z żądaniem zwrotu dzieł sztuki - a w razie odmowy, z żądaniem udowodnienia prawa do ich własności. Ten krok wydaje się prosty do wykonania, więc tylko dziwić się należy, że do tej pory to nie nastąpiło.
"Co z nimi począć?"
Otwartym pozostaje natomiast pytanie, gdzie jest miejsce w Polsce dla tych siedmiu obrazów? Pytanie to nie jest abstrakcyjne, gdyż znalazło się u podstawy decyzji o restytucję.
Miejsce przeznaczenia powinno gwarantować ich stałą ekspozycję - tam, gdzie historia Polski powinna być ukazywana, czyli zgodnie z intencją ich pomysłodawców, promotorów i twórców.
Pod rozwagę można brać np. sale recepcyjne agencji rządowych i Sejmu, Zamku Królewskiego, Pałacu Prezydenckiego oraz muzeów organizujących okresowe wystawy. Instytucje te mogłyby sponsorować poniesienie kosztów restytucji.
***
Pomysłodawca i promotor ekspozycji, Józef Beck, nie cieszył się sympatią komunistycznej Rosji. Był jej "solą w oku" z uwagi na swoją działalność dyplomatyczną, paraliżującą wrogie wobec Polski zabiegi dyplomatyczne ZSRR, oraz za patriotyczną postawę i gloryfikowanie Polski. Konsekwentnie więc MSZ PRL-u podzielało te antypatie, a propaganda nie szczędziła mu obelg, określając urągliwie rządy II Rzeczpospolitej "rządami pułkowników". Czy teraz centralnie prawicowy rząd RP zmieni to nastawienie do dzieła Becka - dla uhonorowania pamięci o nim i o jego pracy?
---------------------------------------------
OBRAZY W LE MOYNE (wszystkie o wymiarach: 120 x 200 cm)
1. A.D. 1000 - Bolesław Chrobry witający cesarza Ottona III,
pielgrzymującego do grobu św. Wojciecha w Gnieźnie. Tempera
na desce (na zdjęciu powyżej)
2. A.D. 1386 - Chrzest Litwy. Tempera na desce
3. A.D. 1430 - Neminem Captivatibus - nadanie przywileju zwanym
Jedlińskim. Tempera na płótnie naklejonym na deskę
4. A.D. 1569 - Unia lubelska. Tempera na płótnie naklejonym
na deskę
5. A.D. 1573 - Konfederacja warszawska - uchwała o wzajemnej
tolerancji wyznań religijnych. Tempera na płótnie naklejonym
na deskę
6. A.D. 1683 - Odsiecz Wiednia. Tempera na płótnie naklejonym
na deskę
7. A.D. 1791 - Konstytucja 3 maja. Tempera na płótnie naklejonym
na deskę
GOBELINY W LE MOYNE (wszystkie o wymiarach 275 x 215 cm)
1. Król Jan Sobieski i królowa Marysieńka
2. Król Jan Sobieski i cesarz Leopold - po zwycięstwie pod
Wiedniem
3. Alegoria Zwycięstwa
4. Anioł
|