[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 2 grudnia 2005


Marek Kusiba

Żabką przez Atlantyk

Recenzor,
autorewizor,
zwierzoczłekoupiór...

Siedziałem niedawno w krakowskim barze przy pierogach z Ryszardem Kapuścińskim i Martinem Pollackiem. Austriacki pisarz przejechał Czechy równymi jak stół, pustymi drogami i nie mógł zrozumieć, dlaczego za polską granicą musiał od razu wpaść w dziury i korki. Przecież Polacy mieli tak samo jak Czesi 15 lat na zbudowanie autostrad. Czesi zbudowali, a Polacy nie zbudowali. I nawet pieniędzy na te polskie drogi nie chcą brać od Unii. Wymieniliśmy z autorem Buszu po polsku porozumiewawcze spojrzenia: ci z Zachodu nigdy nie zrozumieją polskiej specyfiki.

Włączyłem telewizor. Zobaczyłem jakieś tabletki i usłyszałem radę: "...pozbyć się wzdęcia". Na drugim kanale usłyszałem Joannę Chmielewską, mówiącą "paw w nocy". Wyłączyłem i wtedy do mnie dotarło, że pisarka cytowała tytuł swej powieści "Paw nocy". Jej udział w programie "Europa da się lubić" może zapowiadać rychły podbój Paryża i Sztokholmu. Żeby od razu Nobel, to może przesada, ale kto wie? Od czasu Nobla dla Jelinek wszystko jest możliwe. Na razie Szwedzi przeprosili za oblężenie Jasnej Góry. Ale w Sztokholmie czy Paryżu nadal mają nas za kraj "proboszczów, gangsterów, sklepikarzy oraz ćwierćgłówków" - jak im podpowiedział w Jukach podróżnych Andrzej Żuławski, i teraz to powtarzają. A tu nie chodzi o żaden ciemnogród, a o typowo polską specyfikę.

Od razu przypomniał mi się Tadeusz Konwicki. Gdy 20 lat temu rozpoczynał Nowy Świat i okolice adresem do cenzora, czytelnicy myśleli, że robi do nich oko. A on nie żartował, jeno prorokował. Zapowiadał nadejście czasów zbawiennych dla skarbu państwa i literatury, czyli autocenzury, poprawności politycznej i ludowej moralności. Kiedyś mieliśmy moralność socjalistyczną, teraz mamy moralność populistyczną, co z grubsza na jedno wychodzi. Kiedyś pisywano pod gusta urzędników z Mysiej, teraz rolę opiekuna, wodzącego za piórem czujnym okiem, pełni inny - jak pisał Konwicki - "intelektualny ojciec, mój duchowy przewodnik". Kiedyś był nim cenzor, teraz na naszych oczach powstaje twór, który nazwę recenzor, czyli połączenie recenzenta z cenzorem, rewizora z autorem, czyli autorewizor.

Autor, sam siebie recenzujący i cenzurujący, czyli rewidujący na poczekaniu własne poglądy, to zjawisko dziś powszechne. Jest to wszak polska specjalność i jako taka powinna być kolejnym naszym wkładem w cywilizowanie Starego Kontynentu: może wtedy Europa dałaby się znów polubić? W prasie literackiej można już przeczytać recenzje z książek pisane przez ich autorów. Nawet już nie podpisują tych autorecenzji pseudonimami, wiadomo, wierszówka da się lubić. Piszą nawet wstępy do własnych utworów. Nikt nie chce sobie utrudniać tego "okropnego zamiaru starego recydywisty" - w terminologii Konwickiego - czyli pisania kolejnej, nikomu niepotrzebnej książki.

Jako stary recydywista piszę kolejny, nikomu niepotrzebny felieton, który sam starannie recenzoruję. Idąc tropem autora Zwierzoczłekoupiora muszę wszak wyznać, że cenzor był kiedyś moim pierwszym, wnikliwym czytelnikiem, był moim powiernikiem, to był "mój wrogi przyjaciel" czy "przyjazny wróg". Potem obaj stracili się z oczu, a pogubiony autor, "nie kontrolowany, pozbawiony czułej opieki, straciwszy miarę ideową i wagę obywatelską" pisywał, niczym Żuławski, co mu ślina na język przyniosła, "jakieś koślawe powieści i pokraczne wspomnienia" - jak sam Konwicki na siebie donosił w swej ironicznej gawędzie, nie przewidując nawet, że za kilka lat zlikwidują ten tak potrzebny pisarzom urząd.

Pisarze znaleźli sposób na powrót w słodkie jarzmo. Na miejsce cenzora wynaleźli recenzora. Zwierzoczłekoupiora. Konwicki: "To jest takie coś, które nas przez całe życie osacza". Pisma i wydawnictwa odetchnęły z ulgą. Taki uczynny recenzor dwa razy się przeżegna, zanim zdanie wywrotowe, zachwiać w posadach wydawnictwem gotowe, puści. A jużci, nie puści, bo jak puści, to będzie pościł. Dla świętego i swojego spokoju będzie więc "skreślał niepotrzebne słowa i dwuznaczne myśli" - jak dwie dekady już temu wieszczył Konwicki - i "oświeci prawomyślnością mój stary grzeszny łeb". Mój też. A idą czasy oświeceń zbiorowych, dla narodu zbawiennych, i należy wyjść czasom odważnie naprzeciw.

Jednego dnia dwie największe gazety w kraju ukazały się z zamazanymi na czarno tekstami. Rzekomo w obronie wolności słowa na Białorusi. A w kilka dni później pojawiła się wiadomość, że Samoobrona znów majstruje przy prawie prasowym i będzie forsować powrót do cenzury oraz wprowadzanie restrykcyjnych kar dla dziennikarzy i redakcji, łącznie z ekspresowymi sądami dla niepokornych gryzipiórków. To też polska specyfika. Gdy piszę, zerkam okiem na ekran, gdzie leci Rewizor Gogola w realiach Polski gierkowskiej. A Żuławski, swoim zwyczajem, ubolewa: "W ostatnim czasie dokonała się wielka zmiana, którą można by nazwać odejściem od Polski Michnika i wejściem w Polskę Rydzyka".

Ci z Paryża nigdy nie zrozumieją polskiej specyfiki. U nas przynajmniej nie palą samochodów. Kradną, i owszem, ale nie palą. To też polska specyfika.

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail