[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 9 grudnia 2005


Marek Kusiba

Żabką przez Atlantyk

Podpucha
na podpuszczkę

Początek grudnia w Polsce należy do najweselszych od lat. Idąc z duchem czasu Kościół uchylił zakaz urządzania w adwencie hucznych zabaw. Raduje się polskie serce, raduje się dusza (i hula bez kontusza...). Podobnie czynił mój mało bogobojny dziadek już ćwierć wieku temu. Zenon jadał dużo i tłusto, od wody ognistej nie stronił, palił sporty bez filtra i dożył 95 lat. Przerażenie rodziny budził zwłaszcza przy wspólnych obiadach, gdy obchodził stół z talerzem w ręce i zgarniał nań odkrojone przez nas kawałki tłuszczu. Dla współczesnych żywieniowców byłby albo przykładem samobójcy, albo prekursorem tłustej diety Kwaśniewskiego (nie mylić z prezydentem; ten ostatni, jak tak dalej pójdzie, będzie musiał przejść na inną dietę).

Zenon chełpił się tym, że nigdy nie był u lekarza, za to lekarze często przybywali do niego, bynajmniej nie na ratunek, a na poczęstunek suto zakrapiany kropelkami na spirytusie. Kiedyś wróciłem z nart, przemarznięty do kości. Dziadek dał mi do picia herbatę. Już po pierwszym łyku poczułem mocne "kopnięcie". Herbata była "z prądem". Rano wstałem zdrowy jak ryba.

Od dwóch dekad mieszkam w kraju, gdzie na punkcie zdrowego jedzenia ludzie mają zupełnego bzika. Na każdej ulicy Toronto wabią klientów sklepy z health food. Ludzie kupują sobie nie tyle zdrową żywność, co spokój: przez cały dzień obżerają się cukrami i tłuszczami, a po drodze do domu zaopatrują się w ziołową herbatę albo chleb z otrębami. Nigdzie na świecie nie ma tylu dobrowolnych męczenników podniebienia, co w Kanadzie (i Stanach Zjednoczonych). I zarazem tylu grubasów.

Od pewnego czasu i moja rodzina aspiruje do miana świętej męczennicy (zbiorowej). Stało się tak za sprawą sklepu ze zdrowym jedzeniem. Nie wiem, czy ma to coś wspólnego z odwetem za wojnę w Iraku, ale to Irakijczyk otworzył swój przybytek niedaleko naszego domu, w połowie drogi między dwoma polskimi delikatesami. Moja rodzina bardzo dotkliwie odczuła - na własnym ciele - skutki zdrowego żywienia.

Na pierwszy ogień poszło mleko. Moja ukochana, oczytana w tematyce zdrowożywieniowej, zarządziła rezygnację z mleka. Uznała, że krowie mleko jest pokarmem dla cieląt, nie dla ludzi. Koronnym argumentem było stwierdzenie, że od picia mleka krowom rosną rogi. No i że jest to produkt kazeinowy, a aby trawić kazeinę, ludzie potrzebują enzymu podpuszczki. Myślałem, że Basia nas podpuszcza na tę podpuszczkę, ale nie. Sprawdziłem: organizm dorosłego człowieka podpuszczki nie produkuje, dlatego mleko jest produktem ciężkostrawnym i powoduje zaburzenia w działaniu układu pokarmowego. Mleko zawiera też tłuszcze zwierzęce, które podnoszą cholesterol oraz wypłukują wapń z organizmów. Straszne!

Po uporaniu się z mlekiem przyszła kolej na białą mąkę. W sposób bardzo wyrafinowany moja połowica wytłumaczyła nam, że biała mąka jest produktem rafinowanym i w związku z tym nie ma witamin i soli mineralnych, a wyroby z niej otrzymywane, łącznie z ciasteczkami, są źródłem jedynie szkodliwych kalorii. Na stole wylądowało pieczywo z mąki razowej. Na ciastka zaczęliśmy się z synami wymykać po zapadnięciu zmroku. Radość z konsumpcji pysznych pączków i ptysiów zakłócała nam świadomość popełniania zbrodni na własnym organizmie oraz poczucie winy wobec małżonki i matki.

Po mleku i białej mące przyszła kolej na "białą śmierć", czyli cukier. Ja wojowałem z burakami polonijnymi, a moja żona z burakami polnymi. Powodem jej krucjaty było to, że cukier otrzymywany z buraków jest dokładnie oczyszczany i filtrowany z witamin i soli mineralnych. Przy produkcji jest dodatkowo wybielany za pomocą chlorku wapnia - czyli trucizny! Jest także jednym z głównych winowajców cukrzycy w Ameryce, gdzie wcinają cukier jak małpy kit. Na otarcie łez dostaliśmy łyżkę miodu do herbaty. Z czasem zrezygnowałem i z miodu, i teraz najbardziej mi smakuje mocna herbata bez cukru. Oczywiście, najlepsza byłaby góralska, z prądem, ale okazało się, że alkohol też jest szkodliwy. Owszem, jest bogatym źródłem energii, ale nie zawiera żadnych składników pokarmowych niezbędnych do przetrwania, nie mógł zatem przetrwać w naszej lodówce.

Następna w kolejce do likwidacji była kawa. Usłyszałem, że mogę jej wypić tylko dwie filiżanki dziennie, i to bez cukru: każda kolejna filiżanka miała mnie zbliżać o krok do zawału lub udaru mózgu. Musiałem protestować. Podałem przykład amerykańskiej koleżanki, wypijającej dziennie od 6 do 8 poczwórnych expresso. I udało się: dostałem zielone światło na 2 dodatkowe kawy, pod warunkiem że będę pił także... zieloną herbatę. Poszedłem na kompromis.

Dziś wypijam do 6 podwójnych expresso, na dodatek z jedną łyżeczką cukru, dzięki czemu jakoś żyję, a nawet udaje mi się czasami coś napisać. Z rozrzewnieniem wspominam dziadka Zenona, który w adwent jadł, pił i popuszczał pasa - i był zdrowy jak wigilijna ryba, choć w Polsce nie było wtedy żadnych sklepów ze zdrową żywnością. No tak, ale on jadł, pił i popuszczał pasa w innych, lepszych czasach...

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail