[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 16 grudnia 2005


MARIA KORNATOWSKA

Camerimage 2005

Generacja
w poszukiwaniu ojca

To festiwal niekonwencjonalny. Zjeżdżają do Łodzi tłumy młodych ludzi, studentów z całego niemal świata. Zapełniają sale projekcyjne, wysiadują na wszelkich dostępnych schodach, gromadzą się w barach i barkach. Biorą udział w licznych warsztatach, seminariach i spotkaniach z Mistrzami. Tworzą klimat imprezy.

Nie ulega wątpliwości, że organizatorzy Camerimage, Marek Żydowicz i jego Gang, cenią sobie wysoko tę żywiołowo reagującą publiczność. Dla niej nie liczą się jeszcze układy i obowiązujące trendy. Młode pokolenie poszukuje najwyraźniej przeżyć wspólnotowych, głośno wyraża swoje emocje, kreuje festiwalowe zwyczaje i rytuały, ma swoje mity i swoich faworytów. Poszukuje też najwyraźniej autorytetów, nauczycieli nie tylko, powiedzmy, operatorskiego rzemiosła, ale i czegoś więcej - filozofii życia, postawy moralnej. To generacja w poszukiwaniu ojca. Dlatego tak trafia do niej twórczość Krzysztofa Kieślowskiego, w której postać ojca, biologicznego lub duchowego, odgrywa fundamentalną rolę. Wielu z tych młodych powtarzało, że do Łodzi przywiodła ich nie tylko chęć zgłębiania operatorskiego kunsztu, ale i osoba autora Dekalogu, Podwójnego życia Weroniki i Trzech kolorów. Chcieli zobaczyć miasto, w którym studiował, zwiedzić uczelnię, która go kształtowała. "Łódź ma duszę - powiedział mi jeden ze studentów amerykańskich. - Może nie jest ładna, ale ma duszę. Teraz rozumiem skąd wzięło się w jego filmach - dodał - to szczególne widzenie świata, to dotknięcie metafizyki".

W tegorocznym głównym konkursie - był jeszcze odrębny konkurs etiud studenckich - znalazło się 15 filmów, w tym dwa polskie: Mój Nikifor Krzysztofa Krauzego i Krzysztofa Ptaka oraz Jestem Doroty Kędzierzawskiej i Artura Reinharta. Przewodniczący jury, operator Almodóvara, Affonso Beato, powiedział nawet, że rozważano nagrodę dla Jestem, ale jury doszło do wniosku, że nagradzanie gospodarzy może być źle rozumiane. Obawiam się, że wobec tak szlachetnie bezkompromisowej postawy Polacy nie będą więcej zgłaszać swoich filmów. Bo niby po co?

Jury kierowało się przede wszystkim kryteriami formalno-wizualnymi. Oceniano kształt i sens obrazu, jego rolę w przekazie opowiadanej historii, wizualną koncepcję aktorstwa. Temat, sama opowieść i jej bohaterowie nie miały większego znaczenia. Oceniano współpracę między reżyserem i operatorem, jej zasady i efekty. W nagrodzonym Złotą Żabą węgierskim filmie Fateless, według powieści Imre Kertésza Los utracony, niezależnie od grozy tematu czuje się zdecydowaną przewagę formy nad treścią, estetyki nad dramatem. Twórcami filmu są właściwie dwaj operatorzy: debiutujący jako reżyser znakomity mistrz kamery Lajos Koltai oraz jego artystyczny uczeń, Gyula Pados. Jeszcze dalej w formę idzie wyróżniony Brązową Żabą belgijski film Black Night Olivera Smoldersa i Louisa Philippe'a Capelle'a błąkający się na pograniczu zniekształconej realności i sennego koszmaru.

Można by powiedzieć, bez względu na ocenę poszczególnych dzieł, że gatunkowo w kinie dominują thrillery, los dzieci w różnych wariantach to temat numer jeden, a filmowcy czują się najlepiej tam, gdzie rzeczywistość przenika się z iluzją, to co się naprawdę zdarzyło z tym, co mogło lub mogłoby się wydarzyć. Tzw. obiektywna rzeczywistość wzbudza coraz więcej wątpliwości, prawda o tym co nas otacza, a zwłaszcza o drugim człowieku, coraz bardziej nam się wymyka. Z tego punktu widzenia interesująco wypadł duński Accused Jacoba Thuesena i Sebastiana Blenkova. Film próbuje sportretować bohatera, przygląda mu się wnikliwie w licznych zbliżeniach, zarazem zaś ukazuje obraz zwyczajnego mieszczańskiego stadła, w którym ludzie żyją obok siebie przez lata, niby szczęśliwie, a przecież w istocie nic o sobie nie wiedzą. Duńczycy mają dobrą passę w kinie. Umieją łączyć poszukiwanie nowych form, nowych sposobów wypowiedzi z potrzebą poznawania i rozumienia otaczającego nas świata.

Koreańczyk Kim Ki-duk (operator Seong-back Janga) w The Bow urzekł widzów metaforyczną, poetycką opowieścią wyrosłą z tradycji i filozofii Wschodu. W inną, raczej brutalną egzotykę wprowadza film RPA Tsotsi Gavina Hooda (reżyserował W pustyni i puszczy) i Lance'a Gewera, opowieść o gangsterze i niemowlęciu. Kanwą filmu jest niepokojąca, dzika muzyka kwaito - południowoafrykański odpowiednik hip-hopu.

Filmy trudne, niszowe przeplatały się na Camerimage z adresowanymi do szerokiej publiczności. Przebojem konkursu okazał się więc Walk the Line Jamesa Mangolda i Phedona Papamichaela, wyróżniony specjalną, osobistą niejako nagrodą Marka Żydowicza. Grek Papamichael, który ostatnio "kameruje" film za filmem (m.in. The Constant Gardener, The Weather Man), jest stałym bywalcem Camerimage.

Moim faworytem do Złotej Żaby był film amerykański Good Night, and Good Luck George'a Clooneya z fascynującymi wizualnie portretami bohaterów, ze świetnymi, sugestywnymi czarno-białymi zdjęciami Roberta Elswita. Może jednak kino czerni i bieli było bardziej magiczne, mocniej działało na wyobraźnię i emocje?

Camerimage rozwija się. Pokazy specjalne, retrospektywa Jiriego Menzla, filmy Andrieja Konczałowskiego, nowe kino europejskie, przegląd kina bułgarskiego, estońskiego itd., itd. Przegląd najnowszej produkcji polskiej. Powołano specjalny zespół ekspertów pod przewodnictwem znakomitego operatora Vilmosa Zsigmonda, który miał ocenić - zadanie delikatne - zalety i wady kina gospodarzy. Znów nie chodziło o temat, lecz o sposób opowiadania, strukturę, rytm, koncepcję wizualną i jej realizację. Z siedmiu wyświetlonych polskich filmów eksperci wybrali trzy: Mojego Nikifora Krzysztofa Krauzego i Krzysztofa Ptaka, Mistrza Piotra Trzaskalskiego i Piotra Śliskowskiego i Jestem Doroty Kędzierzawskiej i Artura Reinharta, nagradzając ten ostatni jako dzieło najbardziej artystycznie dojrzałe. Rzecz znamienna, wszystkie trzy to filmy o wymowie uniwersalnej, rozgrywające się gdzieś poza konkretnym czasem i przestrzenią. Mogłyby się zdarzyć wszędzie.

Eksperci stwierdzili jednak, że temat nie uświęca dzieła. Przykładami kina udanego, związanego z bieżącą rzeczywistością określonej społeczności, są Amores Perros lub Głową w mur. Ważny problem został w nich interesująco, nowocześnie opowiedziany. Czuje się osobisty stosunek do sprawy. W polskich filmach jest z tym gorzej. Są jakby bezosobowe. Noszą piętno poetyki telewizyjnej. Persona non grata Krzysztofa Zanussiego np. porusza - podkreślił Papamichael - kwestie rzeczywiście ważne, ale czyni to niezbyt interesująco pod względem filmowym. Analiza, jakiej dokonuje Zanussi, myślowo perfekcyjna, dokonana została w sposób bliższy dyskursowi literackiemu. Komornik Feliksa Falka robi wrażenie historii wymyślonej, opartej na sztucznym założeniu. Zdaniem ekspertów-operatorów - kino polskie pozostało nieco w tyle, w tym, co dotyczy opowiadania, dramaturgii, poetyki wizualnej.

Artyści kamery są poważnie zaniepokojeni konsekwencjami rewolucji cyfrowej. Wprawdzie dzięki niej można teraz łatwo i tanio robić filmy, ale jednocześnie upada cyzelowane przez lata filmowe rzemiosło, giną fundamentalne wartości estetyki kina. Operatorzy - trzeba przyznać - stanowią grupę ludzi energicznych, aktywnych, dobrze zorganizowanych i umiejących współpracować. Podjęli więc dwie inicjatywy: wysłano list otwarty do prezydenta oraz marszałków Sejmu i Senatu w sprawie przerywania filmów emitowanych w telewizji reklamami. "To akt barbarzyński - pisali autorzy - dyktowany żądzą zysku, uderzający w widzów - miłośników sztuki filmowej". Sformułowano też deklarację protestującą przeciw bezwzględnej eksploatacji pracy operatora.

Kino rozwija się niezależnie od niesprzyjających okoliczności. Warto w charakterze puenty dodać, że podczas gali zamykającej Camerimage 2005 wyświetlono film Chaplina Behind the Screen z 1916 roku, z muzyką Krzesimira Dębskiego. Czarno-biały. Niemy. Niezmiernie śmieszny. Z duszą. Kto wie, czy nie najlepszy film festiwalu...

------------------------------------

Zdjęcie przedstawia operatora Laszlo Kovacsa (Papierowy księżyc, Little Nikita, Miss Congeniality) podczas warsztatów z kamerami Panavision na 13. Międzynarodowym Festiwalu Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych Camerimage w Łodzi.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail