Już taki się wydarzyłem
Z Leszkiem Długoszem, poetą, piosenkarzem, kompozytorem,
legendą Krakowa i Piwnicy pod Baranami, rozmawia Janusz Szlechta
Ostatni
raz rozmawialiśmy w roku 1983, po koncercie w Tarnowie. Teraz
spotykamy się w Nowym Jorku. W międzyczasie tyle się zdarzyło...
Co z tego, co się zdarzyło, było dla Pana najważniejsze?
Jako człowiek, obywatel i artysta uważam, że najważniejsze jest to, iż w tym czasie runął stary system. To była sytuacja niewyobrażalna, abstrakcyjna. Byliśmy tak bardzo przekonani, że wiele pokoleń musi się położyć w grobach, zanim cokolwiek się zmieni. Jednak ku naszemu zdumieniu, fascynacji i dla mnie wciąż świeżej wdzięczności wobec losu - na naszych oczach runął stary system komunistyczny. Doświadczamy ciągle tego zdumienia zmianami, konieczności uczenia się i adaptacji do nowego, co jest naszym udziałem od 16 lat. Należy przy tym pamiętać, że Solidarność, która nam się przytrafiła i wynikłe stąd wydarzenia, będą zarejestrowane w historii jako te, które zainicjowały duże wydarzenia w całym świecie.
Świat się zmienił, ale czy zmienił się człowiek? Przecież poetą, pieśniarzem jest się niezależnie od miejsca, ustroju...
Ku memu zdumieniu i zasmuceniu człowiek nie tak bardzo się zmienił. Bo jak się okazuje, zmiany w człowieku nie są aż tak bardzo zależne od sytuacji politycznej, jak myśleliśmy. Zapewne dlatego, że tu działają jeszcze inne motywacje, jeszcze inne prawidłowości. Czy ludzie są szczęśliwsi, lepsi w nowym systemie politycznym i ekonomicznym - nie wiem.
Ja, tak sądzę, w tamtym systemie byłem kimś innym, i my w Krakowie byliśmy inni. Jako grupa w Piwnicy pod Baranami mieliśmy poczucie, że jesteśmy odosobnieni, że żyjemy za jakimś płotem, zza którego niepodobna się wyrwać, a gdzieś tam toczy się świat szalony, lepszy lub gorszy, buzujący, dynamiczny, w którym nie możemy uczestniczyć, bo nie możemy przeskoczyć płotu.
Ale przecież pokazywaliście ludziom, że w tamtej Polsce też można było żyć inaczej - niekoniecznie lepiej, za to na pewno ładniej.
Pokazywaliśmy ludziom w Polsce, ale i tym z Zachodu - to brzmi dzisiaj wręcz niewiarygodnie - że człowiek może być pełniejszy, swobodniejszy wewnętrznie, niezależnie od układu politycznego. I że polityka jest ważna, ale nie powinna zdominować lub zdeprawować człowieka, gdziekolwiek się żyje. Bo jest to kwestia indywidualnej decyzji i inwencji.
Piwnica pod Baranami zgromadziła - i chyba wciąż gromadzi - grupę wspaniałych artystów, do których i Pan należy. Dzisiaj jest już oczywiście inna, o czym z żalem mówi wielu piwniczan. Jeśli zatem wszystko tak bardzo się zmieniło, to jak się zmienił Leszek Długosz?
Wewnętrznie niewiele się zmieniłem. Zawsze miałem pewien dystans do zbiorowości, stałem nieco z boku. I wciąż stoję w progu, obserwuję. Jestem tam, i nie ma mnie. Muszę tam być, aby zobaczyć, poczuć i opisać, ale nie mogę się z tym utożsamić. Jest to pozycja, która naturalnie ukształtowała się we mnie.
Wciąż jestem w Piwnicy i nie ma mnie. Jestem szczerze do niej przywiązany, jak najlepiej jej życzę, ale też widzę i głupstwa, nieprawości. Niektórzy przypisują je do określonego systemu, a nie do natury człowieka. Natura zawsze się odzywa, jest to bowiem błąd tkwiący w istocie duszy ludzkiej. Myślę, że prawdziwa, fundamentalna zmiana rozpoczyna się od wewnętrznej zmiany jednostki.
Wylatując do Nowego Jorku, byłem świadkiem incydentu na lotnisku w Warszawie. Na skutek jakiegoś tam zawirowania, stworzyło się chyba z dziesięć kolejek do odprawy i nie wiadomo było, która jest ta pierwsza, najważniejsza. W mojej okolicy pojawili się starzy ludzie, którym należałoby ustąpić miejsca ze względu na wiek, bo tak jesteśmy wychowani. Tymczasem oni "podpięli się" z przodu uważając, że to miejsce im się należy, że to jest oczywiste. Kiedy ktoś im zwrócił uwagę, że wprowadzają nieporządek, ci starzy ludzie posłużyli się argumentem: "A jaki jest nieporządek tam na górze, w rządzie!". Na miłość boską, nie mylmy spraw! Lecz takie pokutuje myślenie. A przecież nawet w tym wieku można zadać sobie pytanie: czy ja przestrzegam mojego porządku? Ja mogę im ustąpić miejsca, ale niechaj ci ludzie nie roszczą sobie pretensji i nie oskarżają innych, że "tamci na górze" też tworzą nieporządek. Szukajmy najpierw indywidualnej odpowiedzialności, każdy w tym miejscu, gdzie jest.
Kiedy podczas koncertu w klubie Europa na Greenpoincie ktoś zapytał Pana o Piwnicę pod Baranami, powiedział Pan, że o Piwnicy opowiada Pan w swojej piosence "Pod Baranami dzisiaj inny czas". Jaka jest dzisiaj Piwnica i jakie więzy z nią Pana łączą?
Sentymentalne. Trafiłem tam jako bardzo młody człowiek. W Piwnicy dojrzewałem i bardzo wiele się nauczyłem. Mam świadomość, że dzisiaj jest to miejsce wyeksploatowane. Nie mówię tego z jakimś żalem czy oskarżeniem - jest to bowiem naturalny proces. Miejsce, które zaczyna obchodzić jubileusz 50-lecia, jest zmęczone i nazbyt żyje przeszłością. Nie ma już wielu ludzi, którzy ją wymyślili, zaprogramowali i uformowali. Z różnych powodów: niektórzy umarli, inni odeszli, zajęli się czymś innym lub wykończyli w sposób różny. I nie ma co udawać, że nic się nie zmieniło. Funkcjonuje jakaś wersja Piwnicy, która jest bladą odbitką tego, co było. Mimo to wielu ludzi - którzy przychodzą do legendarnego miejsca i chcą tę legendę zobaczyć na własne oczy - jeszcze zadowala. Być może na tle reszty, innych propozycji, to jeszcze działa... Ale to jest już tylko echo przeszłości.
Może przyjdzie znów lepszy czas dla Piwnicy?
Uważam, że istnieje naturalna granica wigoru i wiarygodności. Jeśli wyeksploatuje się kopalnię i nie ma już czego wydobywać, to się ją po prostu zamyka i ściąga szyld. Nie można pod tym samym szyldem proponować czegoś, czego już nie ma. Kiedy się już nie ma tej siły, potencji, żywotności, ostrości spojrzenia jak dawniej, to tak naprawdę trzeba zamknąć firmę, pogodzić się z tym, że było i minęło. Albo można otworzyć jakąś nową firmę, dzisiejszą. Tak uważam.
Gdzie jest zatem dzisiaj miejsce Leszka Długosza?
Przy biurku, fortepianie, przy książkach, które napisałem i będę pisać - między innymi o Piwnicy. Długo siebie szukałem, przymierzałem się do różnych profesji. Jestem z wykształcenia polonistą, muzykiem i aktorem, miałem być reżyserem. Nigdy jednak nie miałem wpisanego w dowodzie zawodu. Czułem, że coś zdradzam, coś tracę, że jestem niespełniony, bo nie robię dyplomów, zawodzę rodziców i bliskich... Szukałem wciąż miejsca, gdzie mógłbym się najbardziej spełnić. I nie znalazłem niczego innego, oprócz pisania i muzyki. To jest mi potrzebne do dobrego samopoczucia. Wiem, że taki się wydarzyłem.
Książka "Dusza na ramieniu" to - do tej pory - najpełniejszy i największy wybór Pańskiej poezji. Jawi się w nim Pan jako bardziej dojrzały, nieco odmieniony, ale przecież wciąż zachwycony człowiekiem...
... i szczęściem przypadku istnienia... Że człowiek się zdarza... I że pomimo wszystko jest tak wspaniale obdarowany. Napisałem też książeczkę o Kazimierzu nad Wisłą, ilustrowaną malarstwem mieszkającego tam mojego przyjaciela Jerzego Gnatowskiego. Kilka lat temu miał on wystawę w polskim konsulacie na Manhattanie. Moim zdaniem jest to najlepszy malarz w Kazimierzu. A Dusza na ramieniu jest podsumowaniem pewnego okresu, z dodatkiem nowych rzeczy, które musiałem opublikować.
Do książki dołączona jest płyta, która jest czymś nowym: zawiera Pana wiersze przez Pana recytowane, a także Pana wiersze, które Pan śpiewa...
Ta książka wraz z płytą stanowią całość. Ona pokazuje pełniej i prawdziwiej mnie, który jestem człowiekiem rozdartym między muzyką a pisaniem. Można usłyszeć piosenki oraz jak mówię swoje wiersze, a więc jest to wzbogacenie tego, co można przeczytać.
No, ale przecież nie ma w tym rozdarciu nic złego, skoro Pańska poezja i muzyka tak pięknie się uzupełniają.
Jeśli o tym wspominam, to tylko dlatego, że ogarnia mnie niekiedy niepokój, co jest ważniejsze: czy mam właśnie siadać do biurka i pisać, czy też biec do czekającego na mnie fortepianu. Ale tak naprawdę to czuję radość, kiedy mogę "lecieć na dwóch skrzydłach": mojej poezji i mojej muzyki. Z jednej strony wydaję "wyroki na piśmie", a z drugiej mogę się oddać przyjemności prowadzenia melodii, koloru, harmonii, wyrażania emocji. Bo ani poprzez wiersz, ani poprzez malarstwo nie można tak oddać emocji, jak poprzez muzykę. Właśnie - muzyka jest najbliższa uczuciom. Każdy wrażliwy człowiek odbiera i odczytuje emocje zawarte w muzyce, czyli innymi słowy rozumie, co jest grane.
Jak często śpiewa Pan teksty innych autorów?
Czynię to chętnie i często. Przecież w Piwnicy pod Baranami śpiewałem wiele tekstów, które mnie zachwyciły, które niejako przywłaszczyłem sobie: Liberta, Baczyńskiego, Tuwima, Leśmiana, Lechonia. Z założenia śpiewałem utwory twórców niewydawanych, unicestwionych, jak wówczas Bursa czy Baliński.
Miałem kiedyś cykl programów edukacyjnych w telewizji, zatytułowanych "Literatura według Długosza", w których opowiadałem o poetach zapomnianych, zakurzonych i śpiewałem ich wiersze. Dzisiaj prawie nikt nie zna prawdziwej biografii Marii Konopnickiej, która jest rewelacyjna, a przez lata była fałszowana. Wydałem płytę ze śpiewanymi wierszami Kochanowskiego, śpiewałem wiersze Lenartowicza, księdza Baki, Karpińskiego. Miałem ogromną frajdę w odkurzaniu pięknych utworów przez nich napisanych, które wyszły z obiegu, zostały zapomniane, a do których warto wrócić.
Jestem przekonany o tym, że - wbrew pośpiechowi - w ludziach tkwi ogromna potrzeba refleksji, uświadomienia sobie poczucia wspólnoty wyborów, przeżyć, które daje sztuka, w tym literatura. Dzięki niej możemy poczuć, że jesteśmy jedną gromadką dryfującą na tej samej krze. I że warto czasami się obejrzeć.
W ostatnich latach miał Pan mnóstwo kłopotów zdrowotnych. Z Pańskich najnowszych wierszy, sposobu zachowania, prowadzenia koncertów można wywnioskować, że w efekcie nabrał Pan większego dystansu do życia, stał się bardziej refleksyjny.
Bo to była wielka - dla mnie szczęśliwa - lekcja z chorobą w tle, która bardzo wiele uczy. Jest wielkim napomnieniem.
W listopadzie wystąpił Pan z kilkoma recitalami w Stanach Zjednoczonych: w klubie Europa na Greenpoincie, w Waszyngtonie, Filadelfii i Pittsburghu. Sale były pełne. To dowodzi, że ma Pan tutaj ogromną rzeszę słuchaczy i wielbicieli. Nie sądzi Pan, że Polonia w USA zbyt rzadko ma okazję słuchania Pana?
??? Ostatni raz byłem w Stanach cztery lata temu. Dzięki temu nie znudzę się zbyt szybko. Wiem, że ludzie oczekują określonych utworów, z którymi im się kojarzę i te utwory zaśpiewałem: Jurgowską karczmę, Już tak nas ta miłość nie obchodzi, Dzień w kolorze śliwkowym czy Pod Baranami też już inny czas. Jestem w znakomitej formie. Staram się podczas koncertów zachować równowagę pomiędzy klasyką a nowościami, ale nigdy nie wiem, jak ostatecznie wszystko się ułoży - to mój największy niepokój przed każdym koncertem. Zresztą to piękny niepokój.
Podczas koncertu w klubie Europa powiedział Pan, że nie wyjdzie z sali, jeśli nie przeczyta swojego wiersza "Wyjechałem i mnie nie ma". I przeczytał go Pan nam wszystkim, którzy kiedyś wyjechaliśmy:
Wyjechałem i mnie nie ma
I na Rynku, i na Brackiej
To się może przedłużyć
- Może nawet na zawsze?
Ani głos mój się odzywa
Tu, wprost brzmiący
Nic nie spieszno moim krokom
Na Gołębiej i na Brackiej
- Cień się zabrał razem ze mną
Nie ma nas tu przykładnie
Wyjechałem...
Ale tak naprawdę to my - będący na emigracji w USA czy gdziekolwiek indziej - wyjechaliśmy, a Pan ostatecznie został. Wyjeżdża Pan co najwyżej na koncerty. Nie ma Pan ochoty wyjechać z Polski na dłużej, na stałe?
Już nie. Nie mogę, nie chcę zostawiać tego wszystkiego, co sprawia, że jestem właśnie taki, jaki jestem.
Dziękuję Panu za rozmowę.
Leszek Długosz urodził się 18 czerwca 1941 r. w Zaklikowie. Piosenkarz, poeta, kompozytor, pianista, a także aktor. Absolwent Wydziału Filologii Polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Wydziału Aktorskiego PWST w Krakowie. W czasie studiów współpracował z Teatrzykiem Piosenki UJ "Hefajstos". W latach 1965-78 związany był jako autor i wykonawca z kabaretem Piwnica pod Baranami. W 1979 r. przebywał w Paryżu na stypendium artystycznym rządu francuskiego. Zagrał w filmach Trzecia część nocy i Na srebrnym globie (reż. Andrzej Żuławski). Od 1978 r. występuje z recitalami w kraju i za granicą. Koncertował m.in. we Francji, Włoszech, Austrii, Belgii, RFN, Czechosłowacji, Szwajcarii, Szwecji, ośrodkach polonijnych USA i Kanady. Laureat nagrody artystycznej Krakowa. W podyplomowym Studiu Artystyczno-Literackim przy Uniwersytecie Jagiellońskim prowadzi warsztaty poetyckie.
|