JAN ZIELIŃSKI
W stulecie urodzin Jerzego Giedroycia
Czarnoksiężnik idei
Kiedy w połowie lat 80. dla lubelskiego drugoobiegowego Funduszu Inicjatyw Społecznych pisałem Leksykon polskiej literatury emigracyjnej (ukazał się pod pseudonimem Jan Kowalski), ktoś przywiózł mi z Paryża złożoną w cztery kartkę maszynopisu z własnoręcznie na maszynie wystukanym biogramem Jerzego Giedroycia. Dziś ten tekst, poddany wówczas jedynie kosmetycznej adiustacji w celu dostosowania do reguł przyjętych w leksykonie, posłuży za szkielet rocznicowej sylwetki.
GIEDROYC Jerzy (27.07.1906 Mińsk Litewski).
Ta informacja była wówczas małą rewelacją. Dotychczas Giedroyc jako miejsce urodzenia podawał Warszawę, nie chcąc narażać się dodatkowo, jako urodzony na terenach należących później do Związku Sowieckiego, na żądania deportacji z Francji. W końcu jednak uznał, że imperium kruszeje i że jego macki stają się coraz krótsze.
Obecnie do hasła należałoby dopisać drugą datę, zamykającą: 14.09.2000 Maisons-Laffitte.
Przeżył 94 lata. Piękny wiek, zwłaszcza że Redaktor do końca
był czynny. Otwarty na nowe sposoby komunikowania. Dość powiedzieć,
że miesiąc przed śmiercią, 11 sierpnia, wziął udział w internetowym
czacie. Powodowała nim, jak stwierdził, "chęć nawiązania kontaktu
ze słuchaczami, do których normalnie Kultura nie dociera".
Poproszony o zwięzłą autocharakterystykę, powiedział: "Cechą
najbardziej charakterystyczną u mnie [jest] upór. No i powiedziałbym
- usposobienia apokaliptyczne. Jeśli są katastrofy, to mam
okres senności, a dopiero po kilku godzinach zaczynam mieć
pomysły, jak należy reagować".
Uczęszczał do gimnazjum im. Zamoyskiego w Warszawie (matura 1924).
Przybysz z Mińska trafił do jednego z najlepszych gimnazjów warszawskich, mieszczącego się przy ul. Smolnej, szkoły nawiązującej poprzez patrona, hetmana Zamoyskiego, do tradycji jego Akademii, w której akcie fundacyjnym znalazły się tak często powtarzane słowa "Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie". Zmarły niedawno w podeszłym wieku Władysław Żeleński, którego kuzyn był szkolnym kolega Giedroycia, wspominał, jak na jednej z pierwszych lekcji wyrwany do odpowiedzi Giedroyc zaczął odruchowo odpowiadać po rosyjsku. Integracja z polskim środowiskiem nastąpiła szybko, m.in. poprzez przyjaźń z synem Boya-Żeleńskiego, Stanisławem, i z braćmi Czaplickimi. A kresowe doświadczenia przerodziły się rychło w poważne zainteresowanie zagadnieniem mniejszości narodowych w Polsce, posunięte aż do nauczenia się języka ukraińskiego. Lektury formujące Giedroycia w latach gimnazjalnych to przede wszystkim Brzozowski i Żeromski.
1929 ukończył studia prawnicze na UW.
Wybór kierunku studiów nieprzypadkowy, jak się wydaje, u
kogoś, kto wcześnie wyrobił w sobie poczucie instynktu państwowego
i kto szukał innego niż nacjonalistyczne podejścia do kwestii
mniejszości narodowych. Na ostatnim roku Giedroyc zapisuje
się też na historię, chodzi na seminarium z zakresu historii
ukraińskiej. Jako student jest bardzo aktywny, działa w korporacji
Patria, w Bratniaku i Polskim Związku Młodzieży Akademickiej,
współpracuje z różnymi pismami, wreszcie w roku 1926 wstępuje
do założonej przez Rowmunda Piłsudskiego organizacji Myśl
Mocarstwowa Związek Akademicki i staje się redaktorem odpowiedzialnym
pism mocarstwowców (Civitas Academica, Dzień Akademicki
- to ostatnie zmieni tytuł na Bunt Młodych).
1929-37 redaktor "Buntu Młodych", przekształconego następnie w tygodnik
"Polityka" (1937-39). Równocześnie urzędnik ministerstwa rolnictwa
(1929-35) oraz ministerstwa przemysłu i handlu.
Pracował też w biurze prasowym Rady Ministrów. Już wtedy oczywisty był dla
niego bliski związek polityki z prasą, związek, z ducha którego
po latach zrodzi się Kultura.
Z tego okresu Giedroyc opowiadał anegdotę o tym, jak kiedyś oczekując z dziennikarzami na zakończenie długiego posiedzenia rządu, dla żartu poobcinali redaktorowi "Ikaca" wszystkie guziki. Giedroyciowi przypadł wielki guzik od kalesonów. Następnego dnia idąc na przyjęcie wydane przez ambasadora francuskiego wpiął sobie ten guzik w charakterze baretki. Pytany odpowiadał, że to "odznaczenie dla ludzi, którzy pracują dla państwa i mają z tego guzik".
Już wtedy, w latach trzydziestych, Giedroyc był dość charakterystyczną
postacią, skoro trafił do literatury jako Giedymin w powieści
Jeremiego Kornagi Robotnicy (1932), jako Gudułt w powieści
Janusza Rabskiego Alma Mater (1935). Po wojnie pojawi
się jako Piotr Kupść-Massalski w książce Melchiora Wańkowicza
Droga do Urzędowa (1955). A nazwisko Kornagi wykorzysta
Giedroyc w latach pięćdziesiątych, wysyłając do Polski Zdobycie
władzy Miłosza jako rzekome Wyzwolenie niejakiego
Zygmunta Kornagi, wydane przez (nieistniejące) Stowarzyszenie
Budowniczych Polski Ludowej im. Wandy Wasilewskiej, Sekcja
Paryż.
Od października 1939 do końca października 1940 sekretarz osobisty ambasadora
R. Raczyńskiego w Bukareszcie, następnie kierownik wydziału
polskiego przy poselstwie chilijskim.
W maju 1939 r. Giedroyc towarzyszył nowemu ministrowi przemysłu i handlu Antoniemu
Romanowi w podróży do Stanów Zjednoczonych na inaugurację
na Wystawie Światowej w Nowym Jorku polskiego pawilonu, dla
którego Cybis, Pruszkowski i inni członkowie Bractwa Świętego
Łukasza wykonali cykl obrazów mających świadczyć o sile i
wielowiekowych tradycjach polskiej państwowości. We wrześniu
samochodem tegoż ministra Romana wyjechał do Rumunii. Krótko
redagował pismo Ostatnie Telegramy (ukazały się trzy
numery). Ambasador RP w Rumunii Roger Raczyński odgrywał w
tym momencie istotną rolę w trudnej kwestii zapewnienia ciągłości
polskich władz państwowych przy równoczesnym odsunięciu od
wpływów polityków sanacyjnych, na których ciążyła odpowiedzialność
za klęskę wrześniową.
Po zakończeniu pracy w poselstwie chilijskim Giedroyc pełnił podobną funkcję w poselstwie brytyjskim. Wraz z nim się też z Rumunii ewakuował, o czym mowa w następnym zdaniu.
Wiosną 1941 wywieziony do Palestyny do Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich
jako strzelec z cenzusem. Odbył kampanię libijską, walczył
pod Tobrukiem. Po przybyciu armii Andersa na Środkowy Wschód
mianowany kierownikiem wydziału czasopism i wydawnictw wojskowych
przy II Korpusie. Od 1944 porucznik czasu wojny. 1945 w Londynie,
kierownik działu kontynentalnego ministerstwa informacji rządu
emigracyjnego.
Skomasowałem tu zdania odnoszące się do okresu działalności wojskowej, ponieważ
Giedroyc, nie uchylając się od spełnienia patriotycznego obowiązku
w czasie wojny, do spraw militarnych osobiście podchodził
z pewną rezerwą. Ale był to okres ważny ze względu na nawiązane
wówczas kontakty i przyjaźnie. Na Bliskim Wschodzie zaprzyjaźnił
się z Józefem Czapskim i Zofią Hertz, w Palestynie poznał
późniejszego naczelnego publicystę Kultury Juliusza
Mieroszewskiego; wreszcie w południowych Włoszech poznał Gustawa
Herlinga-Grudzińskiego. Z początkiem 1946 we Włoszech, założył Instytut Literacki w Rzymie. W lipcu
1947 wyd. 1 numer miesięcznika Kultura. 13.10.1947 przeniósł
się do Francji i zamieszkał w Maisons-Laffitte pod Paryżem,
gdzie regularnie wydaje Kulturę, Zeszyty Historyczne oraz
pozycje w Bibliotece Kultury.
Tak zaczęła się epopeja, której jeden element - miesięcznik
Kultura - przestał istnieć wraz z jego twórcą i redaktorem,
drugi - kwartalnik Zeszyty Historyczne - ukazuje się
nadal, trzeci - seria Biblioteka Kultury - powoli zamiera.
Dotychczasowy dorobek Instytutu Literackiego to ponad 600
numerów Kultury, ponad 150 Zeszytów Historycznych,
kilkaset tomów Biblioteki, w tym dzieła Bobkowskiego, Czapskiego,
Gombrowicza, Haupta, Leo Lipskiego, Miłosza, Stempowskiego,
Józefa Wittlina. Bez tych publikacji krajobraz polskiej kultury
drugiej połowy XX wieku wyglądałby jak szara pustynia.
*
Dla mojego pokolenia - ludzi, którzy urodzili się w kilka
lat po pierwszym numerze Kultury i młodość spędzili
w Polsce Gomułki i Gierka - ważna była świadomość obecności
Jerzego Giedroycia, jego zespołu i jego autorów. Z dostępem
do samych tekstów było różnie. Długo nie czytywałem regularnie
Kultury, ale wybór tematu pracy magisterskiej, o Kosmosie
Gombrowicza, otworzył mi dostęp do zastrzeżonych zasobów bibliotek.
Coś tam się potem przywoziło z autostopowych wędrówek, coś
zdobywało w wydaniach drugoobiegowych (umowa z Instytutem
Literackim była jednym z ważniejszych posunięć Niezależnej
Oficyny Wydawniczej Nowa, dynamizującym niezależny obieg wydawniczy).
Każdy miał swoje sposoby. Ważna była, powtarzam, świadomość
obecności. Przekonanie, że warto szukać, warto się starać,
bo tam, pod Paryżem, skupiło się, czasem osobiście, częściej
korespondencyjnie, jądro polskiej kultury.
*
Andrzej Bobkowski w listach nazywał Giedroycia "wojewodą zdyszanym" i "Rycerzem
Smutnego Oblicza". Pierwsze określenie, zaczerpnięte z ballady
Mickiewicza Czaty, było prywatnym żartem. Drugie, odwołujące
do bohatera Cervantesa, podchwytywało, jak sądzę, istotny
rys redaktora Kultury. Jerzy Giedroyc, człowiek o powiekach
opadających na smutne oczy, był upartym rycerzem w służbie
jednej idei: takiej wizji państwa polskiego, która zapewni
mu trwałą i ważną pozycję w Europie i w świecie bez krzywdy
dla wschodnich sąsiadów, związanych z Polską wspólną przeszłością.
I choć wielu wydawało się, że walczy z wiatrakami, choć sam
pod koniec życia z politowaniem patrzył na mizerię bieżącej
polskiej polityki, ziarno, które tak obficie posiał, jeszcze
wzejdzie. Józef Piłsudski wspomina w zakończeniu Bibuły (1903), jak to podczas
przesłuchania w X Pawilonie zobaczył na pokrytym zielonym
suknie stole śledczego czerwoną broszurkę, przy której drukowaniu
był kiedyś w Londynie obecny. Wspomina jej autora, emigranta,
który "pisał ją gdzieś w górzystej Szwajcarii, myślą i uczuciem
tkwiąc w równinach mazowieckich" (autorem był Edward Abramowski,
mentor całego pokolenia polskiej inteligencji). Cieszy się
z tego spotkania z nielegalnym drukiem i kończy patetycznie:
"Byliśmy zwyciężeni, ale gdyby ta drobna książeczka myśleć i mówić była w stanie, to, milknąc na wieki w mrocznych murach katowni carskiej, powiedzieć by mogła swym wrogom słowami poety:
Chcesz mi się oprzeć dzisiaj - przyszłość moja
I moje będzie za grobem zwycięstwo!".
Zastanawiając się dziś, w stulecie urodzin, nad rolą Jerzego Giedroycia, sięgam
do piątej pieśni Beniowskiego, z której cytował Piłsudski,
i czytam poprzedzające linijki: Kocham Lud więcej niż umarłych kości
Kocham... lecz jestem bez łez, bez litości
Dla zwyciężonych. Taka moja zbroja!
I takie moich myśli czarnoksięstwo!
Twórca Kultury i reżyser kierujący jej współpracownikami i autorami
jawi się oto jako szlachetny rycerz państwowej sprawy i jako
skuteczny czarnoksiężnik, który, wspierając się na idei silnej
i sprawiedliwej Polski, umiał wyczarować na szarej pustyni
potężny zamek, zwieńczony nazwiskami najlepszych polskich
pisarzy współczesnych.
|