[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 28 lipca 2006


CZESŁAW KARKOWSKI

Nowojorska kronika
(sztuki plastyczne)

Poprzednio mieliśmy okazję w Kolekcji Fricka (70 Street/5 Avenue, Manhattan) obejrzeć fascynującą wystawę prac Francisco Goi (a przed nią - sensacyjne portrety Hansa Memlinga). Obecna wystawa jest nie mniej fascynująca.

"Malarz prawdy"

Warto pójść do tej wspaniałej placówki sztuki w Nowym Jorku. Tym razem - niespodzianka. Prezentacja osiągnięć bardzo mało znanego, szwajcarskiego malarza z XVIII w. Jean-Etienne'a Liotarda.

Znakomite obrazy - w większości pastele (technika ta stanowiła mocną stronę artysty), akwarele i kilka zaledwie obrazów olejnych. Liotard był na dobrą sprawę grafikiem, kształconym w rzemiośle miniaturzysty. Sztuka ta wymaga bystrego oka, umiejętności oddania szczegółów i pewnej, precyzyjnej kreski. Szwajcarski artysta posiadł te wszystkie cnoty w nadmiarze. Jego obrazy (głównie portrety, albowiem z malowania portretów się utrzymywał) są realistyczne do przesady, toteż nie bez racji przezywano go "malarzem prawdy". Nie schlebiał swym modelom, choć miał klientelę wśród najmożniejszych ludzi epoki. Jako były miniaturzysta z zamiłowaniem do szczegółu - oddawał wszystkie defekty wizerunku modela. Na wystawie możemy też obejrzeć kilka znakomitych autoportretów - pasteli i prac olejnych przedstawiających go z brodą i bez, w czerwonym tureckim fezie, zawsze jednak widzimy pogodnego mężczyznę o długich siwych włosach.

Zarabiał bardzo dobrze, na brak zamówień nie mógł się skarżyć. Zresztą nie czekał, aż klienci przyjdą do niego. Był jednym z pierwszych i nielicznych malarzy wędrownych. Przemieszczał się z miejsca na miejsce, z kraju do kraju w poszukiwaniu dobrych klientów. I znajdował ich bez trudu. Największy wpływ na jego życie i sztukę wywarł pobyt w Konstantynopolu. Od tego czasu Liotard zaczął nosić się z turecka, czym wzbudzał sensację na ulicach europejskich miast. Wprowadził jako jeden z pierwszych orientalne wątki do swego malarstwa, akcenty, które wkrótce, w czasach romantyzmu i później wszech panującego akademizmu staną się modnym, wziętym tematem sztuki.

Ale malarstwo Liotarda nie wywarło większego wpływu na jemu współczesnych, albowiem nie był to malarz zależny od publiczności, który wystawiałby swe dzieła do wglądu, oceny i ewentualnego poklasku przez brać malarską i szeroką widownię. Wystarczyła mu doskonała opinia, jaką się cieszył, i polecenia od jednego zamożnego klienta do drugiego. Jego obrazy robione były dla prywatnego użytku, zamknięte w salonach i gabinetach ludzi zamożnych z Włoch, Anglii, Holandii, Francji. Gwarantowało mu to dostatnie życie, ale skazywało na swoiste zapomnienie w szerszym świecie. Jean-Etienne Liotard zmarł w Genewie w 1798 r. w wieku 87 lat.

Najowocniejszy zaś - można wnosić na podstawie wystawy w Kolekcji Fricka - okazał się pobyt na dworze austriackim w Wiedniu. Cesarzowa Maria Teresa, która znała twórczość Liotarda wcześniej i niezmiernie artystę ceniła, zamówiła u niego portrety swych dzieci. W 1762 r. Liotard zabrał się do pracy i zrobił 11 portretów. Znakomitych, wykonanych pastelami delikatnych wizerunków przedstawiających w sposób "fotograficzny" cesarskie potomstwo. Wśród tej mnogości dzieci - od dwudziestoparoletniej panny po kilkuletniego chłopca - zdradzających wybitne podobieństwo do siebie i pewne wspólne ("habsburskie") cechy, widzimy przyszłych przedstawicieli domów panujących Europy. Największe zainteresowanie wzbudza tu portret siedmioletniej Marii Antoniny, później ściętej na gilotynie nieszczęsnej królowej Francji, która "nie chciała jeść chleba, tylko ciastka".

Wystawa będzie czynna do 1 września.

Najdroższy obraz

Niewielka wystawa w Neue Galerie (1048, 5 Ave. /86 St., Manhattan) pięciu dzieł austriackiego secesyjnego malarza Gustava Klimta jest zarazem jedną z najbardziej sensacyjnych w ostatnich latach w Nowym Jorku. Wśród nich znajduje się bowiem najdroższy obraz świata, Adele Bloch-Bauer I, kupiony za 135 mln dolarów przez Ronalda S. Laudera, magnata z branży kosmetycznej i współzałożyciela nowojorskiego muzeum poświęconego sztuce austriackiej i niemieckiej.

Nic też dziwnego, że na pokazie dla prasy zjawiły się tłumy, podczas gdy zwykle na takie prezentacje przychodzi zaledwie parę osób. Panowała atmosfera silnego podniecenia w oczekiwaniu na wielkie misterium artystyczne. Ogromna suma zapłacona za obraz wzbudzała zrozumiałe zainteresowanie i przekonanie obcowania z czymś wielkim; dotychczas inne obrazy Klimta, zawieszone w Neue Galerie czy innych muzeach miasta, nie budziły specjalnego zainteresowania.

Rzędy krzeseł wypełniły przestronną salę na piętrze, a liczni goście - krzesła. Pełno ludzi stało. Z tyłu podium dla kamer telewizyjnych. Nie sposób wejść do środka głównymi drzwiami, trzeba od tyłu i przecisnąć się między kamerami. We wnękach sali pięć obrazów Klimta za szkłem. Z tyłu za mównicą TO DZIEŁO. Teraz już publiczność wie, że to jest sztuka, i pogrąża się w estetycznej ekstazie na widok obrazu. Jego złote barwy urzekają. Kobieta o czarnych włosach, czerwonych ustach, dużych oczach i wydłużonych wyrazistych rysach twarzy we wzorzystej sukni stapia się niemal z tłem - jak Matka Boska na złotych bizantyjskich ikonach. Na szyi ma wspaniałą diamentową kolię-obrożę, ręce także ozdobione bogatą biżuterią, złożone razem. Cały wizerunek przypominający starą mozaikę skrzącą się i mieniącą, a jednak utrzymany w jednej tonacji ewokuje wrażenie kobiety ubóstwionej, królewskiej.

Obok cztery inne prace Klimta, ale na nie już publiczność nie zwraca uwagi zahipnotyzowana 135 milionami. Wśród nich jakże odmienna Adele Bloch-Bauer II, wykonana pięć lat później, w 1912 r., przedstawia już nie strojną kobietę zatopioną w przepysznej złotej intarsji; tym razem mamy postawną damę w kapeluszu o wielkim czarnym rondzie i w eleganckim stroju stojącą w ogrodzie, na kwietnym dywanie. Pozostałe dzieła, także niezmiernie ozdobne, kolorowe, to pejzaże, w tym jabłoń jak na barwnej tkaninie, wspaniały brzozowy lasek i piękny krajobraz miejscowości nad jeziorem.

Wystawa będzie czynna do 18 sierpnia i nie wolno stracić tej okazji obejrzenia pięciu wspaniałych obrazów wiedeńskiego malarza, należących niegdyś o jednej kolekcji. Być może już nigdy nie będzie podobnej sposobności. Wprawdzie portret Adeli Bloch-Bauer zostaje na stałe w Neue Galerie, ale reszta wraca do Los Angeles, do prywatnych zbiorów spadkobierców pierwotnych właścicieli. Są na sprzedaż, kto więc wie, gdzie ostatecznie się znajdą.

Po siedmioletniej walce sądowej krewni odzyskali własność rodzinną, zrabowaną przez hitlerowców po wkroczeniu do Austrii. Adela już wtedy dawno nie żyła (zmarła w 1925 r. na zapalenie opon mózgowych), zaś jej mąż, zamożny przemysłowiec Ferdinand Bloch-Bauer zdołał uciec. 90-letnia dziś siostrzenica Adeli, Maria Altman, wygrała sprawę z władzami państwowego muzeum w Wiedniu o odzyskanie własności, następnie zaoferowała austriackiemu rządowi kupno pięciu dzieł za cenę mniej więcej taką, jaką Lauder zapłacił za jeden obraz. Dla państwa austriackiego było to za drogo.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail