Przegląd Polski 25 sierpnia 2006

Królowa shimmy
z krakowskiego Podgórza

MARIOLA SZYDŁOWSKA

Broadway i Hollywood - centra amerykańskiego przemysłu rozrywkowego, synonimy sławy i fortuny, marzenie artystów. Od zawsze wabiły Polaków, lecz niewielu z nich zrobiło tam karierę, zwłaszcza taką, o której pamięta się do dziś. Udało się to tylko Poli Negri. Było jednak sporo meteorów, które błysnęły w jednym przedstawieniu lub filmie, i artystów, którzy otarli się o obie stolice show-biznesu, ale odpowiednie miejsce dla swego talentu znaleźli na innych scenach. Ich drogi zawodowe naznaczone ciągłym poszukiwaniem nowych wyzwań artystycznych, osiągnięcia i losy zasługują na przypomnienie. Zacznijmy od Gildy Gray - gwiazdy, która mogłaby konkurować popularnością z Polą Negri, lecz czas obszedł się z nią mniej łaskawie.

Właściwie nazywała się Marianna Michalska. Urodziła się w Krakowie 24 X między 1897 a 1901 r. (pozostało to jej tajemnicą, ale najbardziej prawdopodobny jest 1898). Przyjechała do Ameryki z przybranymi rodzicami, gdy miała 8-9 lat. Choć nie pamiętała wiele ze starego kraju, była z nim związana emocjonalnie. Mówiła o swoim pochodzeniu w wywiadach, uczestniczyła w imprezach polonijnych, kilku sierotom z Polski opłaciła naukę w USA, za co została odznaczona przez polski rząd. Skończyła edukację na szkółce parafialnej w Milwaukee, w której opanowała podstawy angielskiego, lecz nie nauczyła się czytać ani pisać. Z późnego dzieciństwa wspominała dramatyczną historię, kiedy to ojciec sprzedał ją za butelkę trunku Martinowi Goreckiemu, właścicielowi podrzędnego baru. Śpiewała tam popularne ballady, a wkrótce poślubiła jego syna i urodziła dziecko, z którym wróciła do rodziców. Przeniosła się do saloonu Johna Leitzki i właśnie tam jako Mary lub May Gray po raz pierwszy zatańczyła shimmy.

Różne były wersje genezy tego tańca. Uważano, że to afrykańskie shim-me-sha-wabble wprowadzone w Ameryce przez Ethel Waters lub Mae West. Gray twierdziła, że podpatrzyła go u Indian z Yellowstone, innym razem wspominała o wyspiarzach z mórz południowych. Bardziej prozaiczna wersja mówiła, że stremowana piosenkarka kołysała biodrami w takt ragtime'u (lub - jak niekiedy pisano - hymnu amerykańskiego!), a gdy zapomniała tekstu, zaczęła się trząść ze zdenerwowania i jej ruchy stały się wyraźniejsze. Zachwyceni widzowie zapytawszy, co to było, usłyszeli łamaną angielszczyzną: I was shaking my shimmy (zamiast chemise), co oznaczało, że potrząsała koszulką. Ale właściwie nieważne, czy Mary potrząsała koszulką, czy naśladowała ruchy prymitywnych plemion, a nawet czy to ona wprowadziła shimmy do rewii. Najistotniejsze, że nikt nie tańczył go tak jak ona i nikt go tak nie rozsławił. Zmysłowy taniec, zwany żartobliwie "galaretką" lub "trzęsikoszulą", stał się symbolem burzliwych lat 20. Odzwierciedlał mentalność i temperament społeczeństwa czasów powojennych, odrzucającego więzy purytańskiej obyczajowości. Tworzył klimat i koloryt epoki, podobnie jak jazz, prohibicja, gangi, wyzwolone kobiety i rewie na Broadwayu. Nie przypadkiem nazwisko Gray pojawiło się w Wielkim Gatsbym Scotta Fitzgeralda. Taniec trafił też w gusta Europejczyków. Dotarł i do Polski, gdzie przez tradycjonalistów nazwany pogardliwie "łamańcami" lub "tańcem św. Wita".

Mary Gray po zwolnieniu z posady przez zgorszonego niestosownością tańca pracodawcę wyjechała do Chicago. Włączyła do repertuaru utwory jazzowe oraz bluesowe i wpadła w oko menedżerom z Nowego Jorku, którzy w 1919 r. sprowadzili ją do Reisenweber's Café. Stamtąd trafiła pod skrzydła Sophie Tucker, pierwszej damy amerykańskiej rozrywki (urodzonej gdzieś na granicy polsko-rosyjskiej). Słynna Red Hot Mama namówiła wschodzącą gwiazdę do zmiany imienia na Gilda, które na pewno było bardziej oryginalne od Mary. Zaproponowała też występ u swego boku w Winter Garden i przedstawiła paru wpływowym osobom, zaczynając od właścicieli lokalu - braci Schubertów, którzy kierowali potężną korporacją teatralną na Broadwayu. Gilda zrobiła na nich duże wrażenie, więc zaangażowali ją do rewii Schubert Gaieties. Taniec shimmy, który wykonywała do piosenki Beale Street Blues, stał się sensacją sezonu. Inny znajomy Tucker - Gil Boag, właściciel 11 nocnych klubów i restauracji, został menedżerem, nauczycielem (pomagał jej nawet w nauce czytania i pisania), a wreszcie w 1924 r. - mężem Gildy.

Gil i Gilda podbili Broadway. W lokalach Gila - Bel Tabarin i Rendezvous - Gilda jako karaibska dziewczyna wykonywała shimmy, zapewniając, że to święty taniec ku czci boga miłości. Innym razem tańczyła jako mumia egipska, zrzucając srebrne zawoje w takt piosenki, którą śpiewał Rudy Vallee. Najbardziej spektakularną sławę i opinię najlepiej opłacanej artystki rewiowej przyniosła jej współpraca z Florenzem Ziegfeldem. Niekoronowany król rewii, u którego praca była szczytem ambicji i marzeń każdej tancerki, długo zabiegał o zgodę Boaga na udział Gildy w Ziegfeld Follies w 1922 r. W olśniewającym widowisku tańczyła shimmy i śpiewała bluesa It's Getting Dark on Old Broadway, dzięki któremu przeszła do historii jako osoba zwiastująca ekspansję czarnych artystów i muzyki Harlemu. Rewia odniosła sukces artystyczny i finansowy, a Ziegfeld nazwał Gildę swoją "złotą dziewczyną" i na pewno nie miał na myśli wyłącznie koloru jej włosów.

Zaczęła robić karierę w Hollywood. W pierwszych filmach (A Virtuous Vamp, 1919 i The Girl with the Jazz Heart, 1921 r.) ledwie mignęła na ekranie, w Lawful Larceny Allana Dwana (1923 r.) tańczyła efektowne shimmy, a po sukcesie u Ziegfelda dostała scenariusze skrojone specjalnie tak, by mogła pokazać wszystkie umiejętności taneczne. W 1926 r. Maurice Tourneur nakręcił Alomę z południowych mórz - historię miłości karaibskiej tancerki i żeglarza z odległych stron. W późniejszej o rok Diabelskiej tancerce Freda Niblo gorące uczucie połączyło tancerkę z buddyjskiej świątyni w Lhasie i przybysza z Europy. Obie kasowe produkcje, w których zagrała tytułowe role, przedzielił Kabaret Roberta Vignola. Dochód z przedpremierowego pokazu tego filmu w Carnegie Hall (21 III 1927 r.), któremu towarzyszyły polskie pieśni i tańce, został przeznaczony na rzecz Fundacji Kościuszkowskiej.

Potem przyszedł bogaty w wydarzenia rok 1929. Na początku zagrała w Piccadilly (Świat nocy) zrealizowanym w Anglii przez Arnolda Bennetta. Po powrocie rozwiodła się z Boagiem, który dobrze pokierował nią na początku kariery, ale dla gwiazdy świecącej własnym blaskiem stał się zazdrosnym despotą. Rozwód kosztował ją połowę fortuny ocenianej na 2-3 miliony dolarów, która na domiar złego stopniała w oczach, gdy w dniu jej urodzin nastąpił krach na giełdzie nowojorskiej. W końcu długotrwałe przemęczenie i stres doprowadziły do ataku serca i załamania nerwowego. Gdy po dwóch latach, w czasach wielkiego kryzysu wróciła do zawodu, jej sława była już mocno przyblakła. Przez moment wydawało się natomiast, że ułoży się jej życie prywatne. W 1933 r. poślubiła młodszego o 8 lat dyplomatę wenezuelskiego Hectora Briceno de Saa. Mówiła, że był księciem z bajki; bajki mają jednak to do siebie, że różnią się od realiów życia. I to małżeństwo skończyło się po pięciu latach rozwodem, gdy Hector nalegał, aby zrezygnowała z występów. Marzyła o domu w Caracas i plantacji trzciny cukrowej, imponował jej nadany tytuł baronowej, ale nie chciała rozstać się ze sceną, łudząc się, że wrócą czasy świetności.

W 1936 r. wystąpiła w Rose-Marie W.S. Van Dyke'a i wypadła znakomicie w epizodycznej scenie tanecznego "pojedynku" i lekcji udzielonej bohaterce (Jeanette MacDonald). Później przyszła propozycja od Roberta Leonarda, który reżyserował film o Ziegfeldzie z udziałem jego największych gwiazd, m.in. Fanny Brice i Raya Bolgera oraz Williama Powella (Ziegfeld) i Myrny Loy (Billy Burke). Sukces Króla kobiet (Great Ziegfeld) był murowany. Gilda zatańczyła shimmy jak za dawnych, dobrych lat. Film wszedł na ekrany, lecz sceny z jej udziałem wycięto, bo był za długi! Zrezygnowała z kina. Znalazła sobie nową pasję - wyprawy naukowe do Meksyku oraz Afryki w poszukiwaniu materiałów dokumentujących tezę o uniwersalnym pochodzeniu i wspólnych korzeniach jej ulubionego tańca. Wraz z ekipą filmową nagrywała tańce i obrzędy tubylców. Zamierzała opracować materiały i jeździć po USA z filmami i wykładami z antropologii oraz choreografii. Może na przeszkodzie stanął wybuch wojny, a może względy finansowe - dość, że nie zrealizowała tych planów. W drodze powrotnej z Afryki zatrzymała się w Polsce, którą odwiedziła po raz pierwszy od emigracji, a że było to tuż przed inwazją Niemiec, w pośpiechu wróciła do USA.

W latach 1940-42 występowała w klubie Diamond Horseshoe na Broadwayu. Przytyła, nie tańczyła shimmy z takim wdziękiem, jak u Ziegfelda, lecz zachowała ognisty temperament i cieszyła się sympatią dawnych wielbicieli. Nie mogła jednak marzyć o dawnej sławie i zarobkach. W 1941 r. ogłosiła bankructwo. Zamieszkała później na farmie w Larkspur w Kolorado. Z rzadka przypominała o swoim istnieniu. Okazją po temu stało się wejście na ekrany kin filmu Charlesa Vidora Gilda (1946 r.), który przyniósł sławę i przydomek "bogini seksu" Ricie Hayworth. Scena, w której jako tytułowa Gilda tańczy i śpiewa Put the Blame on Mame, a w trakcie występu ściąga rękawiczkę, rozpalała wyobraźnię widzów i została uznana za jedną z najbardziej erotycznych w historii kina. Gilda Gray nieco na wyrost oskarżyła wytwórnię Columbia Pictures o wykorzystanie jej życiorysu oraz naśladowanie sposobu tańczenia shimmy. Wycofała pozew, gdy polubownie wypłacono jej wysokie odszkodowanie. Przeniosła się do Hollywood, pracowała przy kilku filmach jako konsultantka "od spraw seksapilu", w 1956 r. w programie TV This Is Your Life wspominała czasy, kiedy królowała na parkietach. Zmarła 22 XII 1959 r. Koszt pochówku wzięła na siebie organizacja artystów filmu (Motion Picture Relief Fund).

W latach największej sławy ucieleśniała amerykański mit "od pucybuta do milionera". Nazywano ją polskim Kopciuszkiem. Była bohaterką z pierwszych stron gazet, które rozpisywały się o trudnym dzieciństwie, sukcesach i majątku: apartamencie na Manhattanie, domu w Santa Monica, posiadłości z kilkunastoosobową służbą na Long Island, czterech samochodach, futrach z gronostajów. Straciła wszystko. Z jednym wyjątkiem - nawet po śmierci został jej tytuł królowej shimmy.

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail