Przegląd Polski 15 września 2006
- Krótkie, śmieszne i do siedzenia - Marek Klecel
- Rozmowy z Miłoszem - Jerzy R. Krzyżanowski
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Krótkie, śmieszne
i do siedzenia
Co to jest - krótkie, śmieszne i do siedzenia? To dowcip polityczny w czasach wczesnej Polski Ludowej, za który można było dostać nawet pięć lat więzienia, przeważnie zaś rok-dwa lata obozu pracy, wzorowanego na sowieckich łagrach. Komunistyczna PRL odchodzi coraz bardziej w przeszłość, pozostawiając po sobie jednak zbyt często mylne wspomnienia, sentymentalną, wzmacnianą przez postkomunistyczne wpływy legendę o tym, że jednak nie było wcale tak źle. A był to nie tylko system bezwzględny, krwawy i niszczący całe życie społeczne, był to także system niesłychanego absurdu, beznadziejnego głupstwa, gwałtu na zdrowym rozsądku, nie mówiąc już o przenikającym go kłamstwie, przewrotności i demagogii. Czy nie była jednak PRL, jak powiada się, "najweselszym barakiem w obozie"? Owszem, ale jednak barakiem i w obozie. Już nie było śmieszne, jeśli był to obóz pracy jako kara za dowcip, ironiczny gest czy aluzyjne mrugnięcie do sąsiada, czyli za wszystko, w czym władza komunistyczna dopatrzyła się politycznego przestępstwa.
Jeśli czyta się dziś dokumenty tzw. Komisji Specjalnej do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym, działającej od 1945 do 1954 roku pod kierownictwem Romana Zambrowskiego, to widać, że chodziło o totalną kontrolę polskiego społeczeństwa - najpierw zniszczenie prywatnej przedsiębiorczości, handlu i rolnictwa, później inwigilację każdego obywatela. Główną sankcją była grzywna lub obóz pracy przymusowej do 24 miesięcy. W okresie dziewięciu lat Komisja rozpatrzyła ponad 280 tysięcy spraw i skazała na obozy pracy około 90 tysięcy osób. Stała się więc dodatkowym, obok Urzędu Bezpieczeństwa, narzędziem represji i kontroli społeczeństwa, zwłaszcza krytycznej opinii publicznej.
Za co?
Przykłady działalności tej Komisji zebrano w okazale wydanej, z ilustracjami z epoki, księdze pt. Szeptane procesy. Znalazło się tu kilkadziesiąt spraw z oskarżenia i donosów, bo na tym opierała się głównie działalność Komisji, o tak zwanej szeptanej propagandzie. Za co karano? Prawie za wszystko. Pod paragraf "znieważania" i "rozpowszechniania fałszywych wiadomości" podciągano chętnie każdą podejrzaną według władz wypowiedź lub zachowanie, a więc dowcip polityczny, słuchanie zachodniego radia, plotkę lub opinię o przywódcach politycznych, czy nawet przypadkowe zachowania w miejscach publicznych, nie mówiąc już o uwagach o ustroju, ZSRR i tzw. sojuszach. Skazywano na obozy nie wrogów politycznych, lecz zwykłych obywateli, sklepikarzy, rzemieślników, handlowców, pracowników umysłowych, nawet uczniów, najczęściej jednak rolników i robotników, tę podstawową przecież klasę ustroju komunistycznego.
Wiele przypadków było zupełnie absurdalnych i trudnych już dziś do wyobrażenia. Kierownik działu skupu i kontraktacji w Białymstoku publicznie "poniżył naród radziecki" w 1951 roku, opowiadając taki dowcip: "Bawiło się trzech małych chłopców. Jeden z nich powiedział: mój ojciec przyjechał z Ameryki i przywiózł srebrnego lisa dla mamusi, drugi powiedział: mój tatuś przyjechał z Anglii i przywiózł lisa czarnego, trzeci z nich, który nie umiał dobrze mówić, powiedział: mój ojciec przyjechał z Rosji i przywiózł syfilisa". Za ten dowcip kara wyniosła 12 miesięcy obozu. Natomiast świadek zdarzenia Generaliusz S., również pracownik skupu, dodał jeszcze jeden kawał, który usłyszał od kogo innego, ale za to nie dostał żadnej kary, można domyślić się dlaczego. Otóż "jedna z Polek przedostała się do Francji, gdzie po kilku dniach umarła z głodu, dlatego że nie widziała tam ogonków przed sklepami i nie wiedziała gdzie co sprzedają". Rolnik spod Pułtuska został skazany w 1950 roku na karę 18 miesięcy obozu pracy za "rozszyfrowanie" w towarzystwie nazwy papierosów "Mocne": "Moskwa okrada całą naszą Europę". Za "pisanie i rozpowszechnianie wierszy o treści antypaństwowej przez pracownika umysłowego w Warmianach pow. Lidzbark Warmiński" - 18 miesięcy obozu. Natomiast 24 miesiące dostał robotnik z Wrocławia za napis w ubikacji o treści niewybrednej, ale stosownej do miejsca: "Stalin lubi słoninę, ale zjadł koguta i wysrał Bieruta, Bierut zjadł bułkę i wysrał Gomułkę, oni wszyscy zjedli kolację i wysrali demokrację".
Groźne było samo posiadanie "niepoprawnych politycznie" treści. Urzędniczkę z Wałbrzycha skazano na karę roku obozu pracy za "przechowywanie ulotki antypaństwowej", którą był dość niewinny wierszyk: "Kochajmy Rosję rozkaz dla Polaków / Bo jej zawdzięczamy niezniszczalny Kraków / I taki Lublin, w nim rząd nasz kochany / Wolą Narodu na Kremlu wybrany / (...) I dziś mamy tej przyjaźni próbki, ślą nam Bieruty, Gomułki, Osóbki". 12 X 1950 roku Franciszek Sz. z Nowej Rudy źle się wyraził o obuwiu sowieckim, a ściślej, że w ZSRR chodzą boso, za co dostał "tylko" 7 miesięcy obozu.
Z protokołu przesłuchania świadka w 1951 roku: "Odnośnie budowy szybkościowej Henryk B. dał kawał [24 miesiące obozu]: Było to przy budowie szybkościowej, jeden do drugiego robotnika mówił ´Feluś trzymaj mur, bo idę po wypłatęª, gdy ten wrócił z forsą, poszedł ten drugi, natomiast, gdy oboje dostali forsę, puścili mur, który się zawalił".
Za zbyt swawolne zabawy z podtekstami satyryczno-politycznymi absolwenci Szkoły Głównej Handlowej dostali po dwa lata obozu.
Z powodu cenzury i ogólnej atmosfery kwitła twórczość pokątna nie najwyższego może lotu, za to autentyczna. Wykonawcy bezpretensjonalnej Ody do świni, która została zakwalifikowana jako "wiersz o treści antypaństwowej", dostali odpowiednio po 12 i 15 miesięcy obozu: "O świnio! / Marzeń moich upojna tęsknoto, / W uszach wspomnieniem dzwonisz tak, jak szczere złoto, / Dziś twą wartość cenimy, płaczemy po stracie / W żałobie za twym mięsem w każdej ludzkiej chacie / Dziś żałość po tobie w naszych sercach płynie / (...) Dziś jesteś natchnieniem poety, / Wróć, niech ludzie żyją i jedzą kotlety". Natomiast rolnik spod Bielska Podlaskiego za samo posiadanie piosenki Kiedy rano jadę do roboty dostał 18 miesięcy obozu. Kończyła się ona następująco: "Na lewo bar, na prawo bar/ A w nim jedynie wódka płynie / Za chlebem stój, za mięsem stój / A ludzka skarga płynie / Tu rośnie dom, tam rośnie dom / Ale tylko na ekranie w kinie / Na lewo rząd, na prawo rząd / A w dole rybak siedzi / Tu PPS, tam MHD / A nigdzie nie ma śledzi".
Komunistyczna inkwizycja
Działalność Komisji Specjalnej ujawnia główną obsesję powstającego ustroju komunistycznego: poszukiwanie, tropienie i karanie urojonego wroga czy przeciwnika, którym mógł być każdy, w każdej chwili, w dowolnej sytuacji, jeśli nie w słowie i czynie, to w myśli i sercu. Mania prześladowcza sankcjonowana już potężnym aparatem państwa przemocy ścigała więc wszystkich, każdy był podejrzany, każdy był potencjalnym przestępcą. Tak narodziła się komunistyczna równość wobec prawa.
Jedną z plag dla władz PRL było słuchanie audycji zachodniego radia, zwłaszcza wrogiej Wolnej Europy, zagłuszanej zresztą na całym prawie obszarze Polski. Rolnik spod Słupska za ten czyn dostał 9 miesięcy obozu pracy, robotnik z Warszawy, już po śmierci Stalina, 6 miesięcy, leśnik spod Krosna Odrzańskiego za "zorganizowanie zbiorowego słuchania radia" - 24 miesiące obozu. Natomiast za "autorską" audycję "o treści antypaństwowej w radiowęźle spółdzielni produkcyjnej" trzej rolnicy spod Wejherowa zostali skazani na 9 i 5 miesięcy obozu.
Szczególny niepokój władz wzbudzały wydarzenia o charakterze religijnym. Trudno je było ująć w komunistyczny kodeks karny, niepokoił zwłaszcza "nadmiar cudów". Za "wzniecanie fanatyzmu religijnego oraz odciąganie rolników od akcji żniwnej przez robotników w Ladorudzu, powiat Kolno" skazano piekarza Tadeusza S. na 5 miesięcy obozu, natomiast umorzono śledztwo wobec Ireny Ż., która opowiadała po wsi o "odnawianiu się" obrazu Matki Boskiej, jako "że jest ona dziewczyną wychowaną na wsi i posiadającą 1 oddział szkoły powszechnej". Ciemnogród religijny dotykał jednak nie tylko niewykształconych. W 1950 roku skazano dwie nauczycielki z Lublina na 4 miesiące obozu pracy za rozgłaszanie wiadomości o cudzie uzdrowienia: "Jednym ze sposobów podniecenia szkodliwego fanatyzmu miał być ´cudß w katedrze lubelskiej w dniu 21 sierpnia 1950 r. polegający na zainscenizowaniu uzdrowienia rzekomo sparaliżowanej kobiety".
Szczególną plagą dla władz komunistycznych, a dla Komisji Specjalnej w szczególności, stało się "znieważanie Stalina", zwłaszcza po jego śmierci w 1953 roku. Można spisać cały katalog win i kar, którymi musiała zająć się Komisja. Surowo potraktowano (18 miesięcy obozu) wiersz, być może za niewybredną estetykę, który znalazł się w posiadaniu Ignacego D., robotnika spod Garwolina. Za bardziej wybredny wierszyk o Stalinie robotnik z Lublina dostał tylko 6 miesięcy obozu. Tak było przed śmiercią Stalina. Po jego śmierci za napis w ubikacji robotnik z Włocławka dostał już 15 miesięcy, a robotnica z Łodzi za udawanie płaczu i żałoby, przez co stała się "podejrzaną o zniesławienie Pamięci Józefa Stalina" - 6 miesięcy obozu pracy. Wreszcie okrągły rok obozu dostał rolnik spod Morąga, który postanowił "opić" z sąsiadami śmierć Stalina: "po przyniesieniu tegoż spirytusu postanowiliśmy go wypić na to konto, że Stalin zdechł".
Nie wiadomo, jakie były losy tysięcy ludzi skazanych na obozy pracy. Na pewno nie były wesołe i zabawne. W dokumentach Komisji zachowały się tylko prośby o wcześniejsze zwolnienia więźniów, często jedynych żywicieli rodziny, pisane przez żony, a nawet dzieci. Przeważnie pozostawały bez skutku. Kwitowano je tylko urzędowym dopiskiem: "pozostawić bez dalszego biegu".
I na koniec jeszcze jeden donos. Co to jest USA? Rozszyfrowanie tego skrótu jako ubijom Stalina atomom kosztowało Franciszka Z., kierownika przędzalni w Złocieńcu, 9 miesięcy obozu pracy.
Szeptane procesy. Z działalności Komisji Specjalnej
1945-1954, opracowanie Robert Maciej, Maciej Chłopek, Wydawnictwo
Baobab, Warszawa 2006.
Książkę można zamówić w Księgarni Nowego Dziennika
tel. (212) 594-2386
e-mail: ksiazki@dziennik.com
