Przegląd Polski 6 października 2006
- Odojewski opowiada - Jerzy R. Krzyżanowski
- Kartki ze skażonej strefy - Ewa Berberyusz
- Żabką przez Atlantyk- Marek Kusiba
Odojewski opowiada
Znakomity angielski krytyk i powieściopisarz E. M. Forster dał przed
wielu laty najkrótszą, najtrafniejszą i zarazem dowcipną definicję powieści;
tak dowcipną, że domaga się przytoczenia w oryginale: Yes - oh, dear,
yes - the novel tells a story
[Aspects of the Novel, 1927, s. 26]
Tak, powieść lub opowieść opowiada jakąś historię, i to nie tylko w znaczeniu historycznym, ale po prostu zwykłą, czasami codzienną, byle tylko była dobrze opowiedziana. Włodzimierz Odojewski, bez wątpienia najwybitniejszy polski pisarz ostatnich lat pięćdziesięciu, umie opowiadać i bez względu na to, czy opowieści nada formę kilkusetstronicowej powieści czy liczącego dwie-trzy strony drobiazgu, opowiada tak sugestywnie, że natychmiast przykuwa uwagę czytelnika zarówno treścią, jak i niezwykłym, wysoce indywidualnym stylem narracji.
Na nowy tom opowiadań Odojewskiego... i poniosły konie składają się utwory powstałe w różnych okresach i o różnej formie, od tytułowej minipowieści poczynając, poprzez kilka opowiadań średniej długości, aż po parę rzeczy najkrótszych, nieprzekraczających dwóch stron druku. Podobnie zróżnicowane są daty powstawania tych opowiadań - od najstarszych, z roku 1955 jeszcze pochodzących, aż po najnowsze, z kwietnia 2006 roku, o równe pięćdziesiąt lat późniejsze. Tego rodzaju układ daje czytelnikowi wgląd w pewne zmiany sposobu narracji Odojewskiego, a równocześnie pozwala dostrzec to, co w jego twórczości stałe, podstawowe.
Nie ma chyba czytelnika jego prozy, który nie zapamiętałby postaci cyklu podolskiego, tak żywych, że napotkane dzisiaj, w nowym zbiorze, wzruszają jak spotkanie ze starymi, dobrymi znajomymi. Piotr Czerestwienski, bohater Wyspy ocalenia, wraca tu do spalonego pałacu w Czupryni (I za nim szły...) i do sąsiedniej, ukraińskiej wioski (Zapis zbrodni), a Pawła Woynowicza z Zasypie wszystko, zawieje... spotykamy tym razem jako żołnierza walczącego z bandami UPA. Pośrednio do tych postaci nawiązuje najdłuższy w zbiorze utwór, który zasługuje na określenie jako minipowieść nie tylko ze względu na długość. ... i poniosły konie to bowiem historia trwałej przyjaźni narratora z Mikołajem, w którym bez trudu można poznać młodego Nika z poprzednich powieści. Podobnie w opowiadaniu Krótkie spotkanie w Koryncie odnajdujemy motyw znany z powieści Oksana - traumatyczną pamięć córki o kolaboracji ojca z wrogiem, z tą tylko różnicą, że w powieści zdarzyło się to na płaszczyźnie stosunków ukraińsko-niemieckich, podczas gdy tu mamy do czynienia ze współpracą grecko-rosyjską. Tego rodzaju powracających wątków i motywów w obecnym tomie znaleźć można więcej, co zdaje się świadczyć o niemal obsesyjnym zafascynowaniu pisarza sprawami, których ani czas, ani okoliczności z pamięci wymazać nie zdołają.
Należy do nich w stopniu zgoła zasadniczym kwestia najokrutniejszej z wojen, pogromów urządzanych przez Ukraińców na polskiej ludności Kresów. I mimo że temat ten wielokrotnie powracał w każdej niemal książce Odojewskiego, w tomie obecnym ukazany został z niespotykanym dotychczas okrucieństwem w opisach tortur i mordów popełnianych na kobietach i dzieciach, zarówno w opowiadaniu tytułowym, jak i w pochodzącym z lat 1967-2003 Zapisie zbrodni, zakończonym wszystko podsumowującą konkluzją Piotra Czerestwienskiego: "Potem pomyślał, że modlitwy z wyrażonym życzeniem są próbą wymuszenia czegoś na Bogu, a przecież on niczego wymuszać nie chce, nawet niczego sobie szczególnego nie życzy, gdyby bowiem życzył, byłaby to gorąca prośba o rzucenie klątwy na żyjące i przyszłe pokolenie tamtych" (s. 138).
Dla dopełnienia wątku okrucieństwa dodajmy jednak, że nie było ono jednostronne. Kiedy Piotr strzela do dwóch braci, Ukraińców, którzy zamordowali własną matkę i siostrę, świadomie celuje w ich brzuchy i skazuje na długotrwałe, bolesne konanie, jakby powtarzając Sienkiewiczowski obraz tortury nawlekanego na pal Azji, któremu wachmistrz Luśnia podpala ręce, aby "świecił długo". W przebogatej antologii tekstów Odojewski i krytycy (Lublin, 1999) na kontynuowanie przez Odojewskiego pewnych motywów, a nawet tradycji sienkiewiczowskich zwracało uwagę wielu autorów zamieszczonych tam prac.
Opowiadanie tytułowe odczytać przecież można jako próbę kompromisu, przerzucenia pomostu przyjaźni ponad tym morzem nienawiści. Przyjacielem narratora-Polaka od czasów dzieciństwa jest Ukrainiec Mikołaj Demiatycz, który tuż przed wybuchem wojny wstępuje do seminarium i zostaje prawosławnym duchownym. Przyjaźń ta przechodzi dramatyczne dzieje, ale okazuje się trwalsza niż zmiany stosunków narodowościowych, następujące podczas obu okupacji i powojennego terroru polskiej bezpieki. Bez reszty poświęcony Bogu, w głębokiej wierze znajdujący pociechę i nadzieję na lepszą przyszłość, Mikołaj staje się symbolem przebaczenia i pojednania między Polakami a Ukraińcami, a zarówno pomoc narratora w wyjeździe na Zachód jego braci, jak i fakt, że dawny ukraiński ataman Koryćki zginął walcząc w szeregach Drugiego Korpusu, symbolikę tę wzmacnia jeszcze bardziej. Toteż właściwa staje się konkluzja narratora kończąca tę cenną opowieść: "Przeczuwam, a nawet wiem na pewno, że w ten sposób budujemy sobie wzajemnie pomniki ze wspomnień, których żadna siła, żadna władza tej ziemi nie potrafi zniszczyć. Że rozsypią się dopiero w ciemności naszej śmierci" (s. 120).
Niedawno opublikowałem pracę o motywach religijnych w twórczości Odojewskiego. Podkreślałem wybitną rolę, jaką grają w niej postaci katolickich księży - obecnie dodać by do nich wypadło sylwetkę prawosławnego duchownego Mikołaja Demiatycza, zasługującego na szczególną uwagę pozytywnymi cechami charakteru i charyzmatycznym wpływem na powieściowe losy zarówno Polaków, jak i Ukraińców.
Problem żywej pamięci pojawia się również w opowiadaniach o tematyce bliższej obecnej rzeczywistości. Przypadkowe spotkanie z kobietą z przeszłości w opowiadaniu Sprawa Agnieszki wiąże emigracyjną rzeczywistość z najgorszymi wspomnieniami z Polski Ludowej, więzieniem i śledztwem, przy czym motyw zemsty pojawiający się tutaj jest u Odojewskiego czynnikiem nowym, dotychczas niespotykanym. Do najcenniejszych utworów tego tomu zaliczyć jednak wypada przepiękną elegię na śmierć ukochanej kobiety. Zaklinanie Meduzy to proza o najwyższym napięciu uczuciowym i - co zadziwiające u pisarza zwykle sceptycznego - z gorącą wiarą w spotkanie w życiu przyszłym, bo "miła moja, przecież tylko tam powtórzy się to wszystko raz jeszcze!" (s. 199). Głowa Meduzy, mitologiczny symbol okrutnej śmierci, przynieść ma w tym kontekście ostateczne uspokojenie, nawet za cenę, jakiej wymaga - zamiany błagającego w kamień.
Odojewski zna i ceni starożytność, czego dowiódł niejednokrotnie, w obecnym zaś tomie demonstruje swoje zamiłowanie do dawnej historii w opowiadaniu o Koryncie i podobnie jak poprzednio w Oksanie, którą można czytać jak liryczny przewodnik po wybrzeżu Adriatyku, prowadzi czytelnika po zabytkach i ruinach greckiego miasta na Peloponezie. Ale, jak zwykle w jego książkach, historia nakłada się na współczesność, nie mniej od dawnych dziejów okrutną i przerażającą. Opowieść rosyjskiej pisarki, która okazuje się dzieckiem komunistycznego oficera z okresu wojny domowej w Grecji lat 1944-1949, następnie imigranta w Związku Sowieckim, człowieka, który swoich współrodaków denuncjował i wydawał w ręce NKWD, jest równie ponura, jak sprawy znane nam z własnych dziejów, zwłaszcza gdy przypomni się i porówna z polskimi organizacje, takie jak ówczesny grecki Polityczny Komitet Wyzwolenia Narodowego i temu podobne.
Wspomniane tu najkrócej siedem opowiadań uzupełniają cztery utwory inne, nawiązujące do również uprawianej przez Odojewskiego prozy psychologicznej czy, ściślej mówiąc, parapsychologicznej, stojącej, jak często u niego bywa, na pograniczu realizmu i przywidzenia, przy czym czytelnik sam musi znaleźć odpowiedź, na ile opisane zdarzenia mogły mieć istotnie miejsce, a na ile stworzyła je wyobraźnia narratora.
Ten gatunek prozy pisarz wprowadził do swojej twórczości już przed czterdziestu laty powieścią Czas odwrócony, teraz zaś powraca do niej w formie krótkich opowiadań. Spotkanie z człowiekiem, w którego pogrzebie niedawno uczestniczył, trzykrotne pojawienie się tajemniczej kobiety pytającej o godzinę, nagła, niespodziewana śmierć - to tematy trzech najkrótszych opowiadań z roku 2005, podczas gdy rzecz o rok wcześniejsza, zatytułowana Nie mogąc obudzić się jeszcze stoi na pograniczu tego gatunku i prozy wspomnieniowej.
Zarówno opowiadania wcześniejsze, jak i najnowsze cechuje wielokrotnie podziwiane i omawiane, wysoce indywidualne mistrzostwo stylu Odojewskiego. Drobne, zdawałoby się, nieraz zużyte słowa czy zwroty nabierają u niego głębszego znaczenia, dają się odczytać jako formy nowe, niezwykłe, a zarazem najtrafniejsze. Jako przykład podać tu można jeden z takich codziennych zwrotów podniesionych do prawie metaforycznej roli. W opowiadaniu Krótkie spotkanie w Koryncie narrator komentując opowiadanie rosyjskiej pisarki powiada, że jej ojciec "w tym wszystkim ręce maczał, że miał ręce unurzane po łokcie we krwi" (s. 239) - przysłowiowe niemal powiedzenie o "maczaniu w czymś rąk" nabiera tu przerażającej wyrazistości, uderza celnością i staje się pozostającym w pamięci obrazem. Przypadków takich przytoczyć by można wiele, wszystkie one bowiem składają się na rzadko spotykane bogactwo prozy Odojewskiego, zjawisko dostrzeżone przez krytyków przed czterdziestu przeszło laty i, jak się okazuje, rozwijane w dalszym ciągu ku wielkiej chwale tego niecodziennego pisarza.
Włodzimierz Odojewski, ... i poniosły konie, Twój Styl, Warszawa, 2006, s. 264, cena 15 dol.
Ponadto tego autora:
Czas odwrócony, Twój Styl, Warszawa 2002, s.
172, cena 12 dol.
Bez tchu, Rosner & Wspólnicy, s. 502, cena 20 dol.
Milczący, niepokonani. Opowieść katyńska, Twój Styl, Warszawa 2003,
s. 216, cena 9 dol.
Wszystkie książki są do nabycia w Księgarni Nowego Dziennika;
do ceny w przypadku zamówienia z wysyłką prosimy doliczyć plus 6,50
dol.
tel. (212) 594-2386 e-mail: ksiazki@dziennik.com
