Przegląd Polski 24 listopada 2006
- Film robi się z nadzieja i miłością - Z Agnieszką Holland o jej najnowszym filmie "Copying Beethoven" rozmawia Hanna Kosińska-Hartowicz
- Rytmy Nowego Jorku - Grażyna Drabik
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Gamonie górą
Jak donosi mi mój warszawski supertajny współpracownik (STW), zwany dalej JEŹI (Jednoosobowe Źrodło Informacji), do walki o stołeczne stołki stanął twórca wrocławskiej Pomarańczowej Alternatywy. Major Waldemar Frydrych założył Komitet Wyborczy Gamoni i Krasnoludków, pokazał się w lokalnej telewizji pod transparentem "Głosując na Gamoni wybierasz siebie", no i z tym programem otrzymał więcej głosów w wyborach niż Wojciech Wierzejski, zastępca Romana Giertycha.
Jest to kolejny sygnał zamieniania się kraju naszej kontestującej młodości w społeczeństwo postarzałych ździebko kontestatorów. Bereza kontestuje literaturę, promując literackiego pawia, ale i w wielu innych książkach, kontestujących literacką polszczyznę, odnajdujemy próby zanegowania rzeczywistości skarlałej. Podobnie postępuje krytyk obijający gębusię literata, dyrektor szkoły milczący o gwałcie na uczennicy, polityk gwałcący przez uszy emerytkę i ciągający ją po sądach, prezydent domagający się ścigania europejskim listem gończym ościennego satyryka za nazwanie go kartoflem, minister edukacji ogłaszający koniec demokracji, jak na razie w szkole ("Koniec z demokracją w szkole! Szkoła ma jedynie przyuczać do demokracji"), wiceminister tegoż resortu, kontestujący prawo ewolucji Darwina, szacowna Kancelaria Sejmu kontestująca własne państwo prawa i procesująca się z bezprawnie zwalnianymi pokojówkami z Domu Poselskiego - i tak dalej, byle dalej od rozumu.
Gdyby to były chociaż Pokojówki Jeana Geneta, gdzie dwie Służące walczą z jedną Panią, a ich słuszna walka ukazuje względność moralnych osądów. Ale nie, są to dwie panie, wyrzucone z pracy za to, że upomniały się o nadgodziny. Gdyby chociaż upomniały się o papier toaletowy, kradziony nagminnie przez posłów wracających do swych gmin, to jeszcze bym zrozumiał: od posłów pokojówkom wara, nawet gdyby wynosili z Domu Poselskiego pisuary. Pokojówki wszak postanowiły zrobić porządek z "układem towarzysko-korupcyjnym", kradnącym pieniądze Kancelarii Sejmu. Nie mogły się jednak spodziewać, że szefowa Kancelarii w randze ministra kontestować będzie powagę urzędu, broniąc tych, którzy go okradają, a karząc te, które go bronią... Kancelaria wybucha śmiechem nad krzywdą człowieka prostego, gromadę błaznów koło siebie mając, niepomnych na to, że spisane będą czyny i rozmowy. I są w istocie spisywane przez panie pokojowe. Pokojowe ruszają na wojnę z licznymi notatkami służbowymi i to jest groźne nawet dla kanclerzy, a cóż dopiero dla Kancelarii. Znając polską rzeczywistość, wygra jak zawsze prawo i sprawiedliwość silniejszego.
Życie w Polsce już dawno przerosło Geneta i Mrożka, upadają nawet kabarety, bo zamiast wydawać na bilety, wystarczy włączyć telewizor. Nawet najwyższe władze kościelne kontestują życzenia testamentowe najwybitniejszych synów tej ziemi. Gdy Warszawa żegnała księdza Jana Twardowskiego, pogrzebanego nie tam, gdzie sobie za życia zażyczył, mój niezastąpiony JEŹI wypatrzył w sklepie jakąś nieznaną, bezpłatną gazetkę, a w niej wierszyk nieznanego bliżej poety Bolesława J. Korzeniowskiego (czyżby potomek?) z taką puentą: "Teraz Stwórca przedwieczny smętnie głową kiwa, / Bo pierwszy raz się stała, jak ten świat szeroki, / Rzecz zda się niemożliwa, a jednak prawdziwa - / Że poecie skradziono jego własne zwłoki"...
Polska jest nadal krajem nieograniczonych możliwości, dlatego to, co gdzie indziej niemożliwe, jest tam możliwe. Od prawie dwóch dekad trwa na przykład kontestowanie z takim trudem odzyskanej wolności. Głosujemy ciągle na gamoni i krasnoludków, wybieramy zawsze drogę pod górę, robimy podkop pod więziennym murem, choć bramy już dawno otwarte, amnestia ogłoszona, tylko strażnik zapomniał o tym nam powiedzieć, bo kontestował swoje obowiązki. Gdyby ktoś dzisiaj powołał na obczyźnie Komitet Wyborczy Pazurów Babci i wystąpił z programem ratowania Czerwonego Kapturka poprzez udzielenie mu azylu politycznego w demokratycznym Iraku, dostałby na pewno poparcie nie mniejsze niż kiedyś Stanisław Tymiński, którego program wyborczy różnił się tylko tym, że napisał go Roman Samsel, a nie Jan Brzechwa - nie mówiąc o braciach Grimm, bo się źle kojarzą. Każdy, kto cokolwiek coś lub kogoś kontestuje, uważany jest za męża opatrznościowego. Pójdą nań głosować, by nie zwariować, ot co.
Lecz jaka jest alternatywa dla braku alternatywy, nawet pomarańczowej? Lewatywa stanowisk, jaką zarządzono w kraju? Polecą ze stołków matołki, a siądą na stołki gamonie. Jest to najlepsza wykładnia podstawowego prawa Polaków do kontestacji własnej sytuacji. Nie pozostaje więc nic innego, jak stałe głosowanie na listę Gamoni i Krasnoludków, z nadzieją, że do kolejnych wyborów skromny komitet Majora Fydrycha zamieni się w partię, a on sam siebie awansuje z majora na generała i jak dzielny gajowy z wielką fuzją z bajki Brzechwy i braci Grimm zrobi wreszcie w tym lesie porządek...
