Przegląd Polski 8 grudnia 2006

Definicja przyjaźni

Pięć listów Stefanii Kossowskiej do Anny Frajlich

Publikowanych tu pięć ze 162 listów, które w latach 1972-2003 Stefania Kossowska, pisarka i redaktorka londyńskich Wiadomości, napisała do mieszkającej w Nowym Jorku Anny Frajlich, poetki, historyka literatury, pedagoga i wykładowcy historii literatury polskiej na Columbia University, to zaledwie ślad regularnej korespondencji, która choć początkowo dotyczyła jedynie współpracy młodej poetki z londyńskim tygodnikiem, z biegiem czasu stała się bardzo intymną i serdecznie przyjacielską "rozmową na odległość". Stefania Kossowska odnalazła w młodszej o ponad 30 lat pisarce uważnego i ważnego słuchacza, czytelnika i przyjaciela. Dostrzegła też w Annie Frajlich znakomitą poetkę, wytrawnego krytyka i dobrego człowieka. Listy, pełne życzliwości i troski o los poetki oraz jej rodziny, nosiły miejscami znamiona "rodzinnych sekretów". Redaktorka nie tylko pytała o zdrowie najbliższych, interesowała się twórczością i przebiegiem kariery naukowej i uniwersyteckiej Frajlich, ale też opowiadała o często intymnych tajemnicach swoich i swojej rodziny. Przyjaciółka wielu znakomitych poetów i pisarzy, pomogła odnaleźć się na emigracji młodej adeptce sztuki pisarskiej.

Spotkały się tylko trzy razy. Po raz pierwszy w połowie listopada 1978 roku - po kilku latach korespondencji - kiedy Anna Frajlich przyleciała do Europy i odwiedziła Londyn. Do kolejnych, krótkich spotkań doszło jeszcze w maju 1985 i lipcu 1997 roku - zatem zaufanie budowane było na odległość, telefonami i przede wszystkim bardzo osobistymi i pełnymi zwierzeń listami.

Pisane znakomitą polszczyzną listy Kossowskiej, żywe i bezpośrednie, są nie tylko pasjonującym dokumentem epoki i cennym źródłem biograficznym, ale znaczącym rozdziałem kultury literackiej na emigracji, obrazem jej życia i stosunków oraz doskonałym materiałem do badania życiorysów obu korespondentek.

Cała korespondencja znajduje się w zbiorach Archiwum Emigracji w Toruniu. Książka listów ukaże się wkrótce nakładem Wydawnictwa Uniwersyteckiego w Toruniu.

1.

[List pisany na maszynie]

20.6.72

Szanowna Pani,

List Pani, skierowany do red[aktora] Chmielowca (Michała, nie Piotra)1) trafił do mnie, gdyż zastępuję go od dwóch miesięcy w czasie jego choroby. Bardzo ucieszył mnie i list Pani i wiersze. Wiadomości - jak Pani zapewne wiadomo liczą sobie niemal 50 lat - i bardzo się cieszymy, gdy zgłaszają się do nas młodzi pisarze2). (Niech Pani nie myśli, że ja czy red[aktor] Chmielowiec jesteśmy związani z pismem od pół wieku!).

Umiała Pani w swoich wierszach zachować piękną równowagę między nowoczesnym idiomem i rzetelnym sensem, którego brakuje tylu współczesnym wierszom. Najbardziej podobała mi się Pompeja, Santa Maria... i ostatni wiersz (bez tytułu). Dałam je wszystkie trzy do składania i chcę zamieścić w jednym z najbliższych numerów3).

Przeważnie posyłamy autorom korekty, ale wolałabym tym razem tego uniknąć (obiecuję dokładną korektę), gdyż chciałabym je dać do jednego z najbliższych numerów a nie zdążyłabym tego zrobić, gdybym posłała odbitkę (jeszcze nie gotowa). Czy nie dałaby Pani tytułu do ostatniego wiersza (tego o siedmiu numerach)? Lepiej by się to komponowało na stronie i myślę że dla wielu czytelników zrobiłoby wiersz bardziej zrozumiały. Pompea - według Pani pisowni musiałam zmienić na Pompeja w zgodzie z polskimi słownikami. Mam nadzieję że się Pani na to godzi. To była jedyna moja "zmiana".

Czy nie pisze Pani nic prozą? Jeśli tak - proszę koniecznie coś przysłać.

Łączę serdeczne pozdrowienia i cieszę się że się Pani odezwała do Wiadomości,

[Podpis odręczny] Stefania Kossowska

2.

[List pisany odręcznie]

3.6.75

Droga Pani Aniu,

Jak Pani widzi z daty, zaczęłam ten list prawie pół roku temu i czeka zaadresowany do dzisiaj!

Bardzo mnie Pani wzruszyła swym ostatnim listem, wie Pani już dawno, że i ja czuję tę jakąś bliskość między nami, tak dziwną na tę odległość i na "niewidzianego" i na różnicę wieku. Chętnie bym z Panią nieraz od serca porozmawiała i wiem że zawsze miałybyśmy o czym, choć nieraz nie zgadzałybyśmy się. Na mnie też działają deprymująco polskie zebrania (na które zresztą chodzę tylko wyjątkowo, gdy już nie mogę się wymigać), ale z innych względów niż w Pani odczuciu. Tu została już sama starzyzna, (każde zebranie to parę millenniów) i to poza małymi wyjątkami, pośledniego gatunku. To co Pani widzi w N[owym] Jorku to sama śmietanka, najlepsze co dziś jest. W odróżnieniu od Pani, uważam za wielkie szczęście jeśli polscy uczeni, pisarze znaleźli się i pracują na zachodzie. Polacy to marny ludzki materiał (b[ardzo] mi smutno że doszłam już dawno do tego wniosku) i tylko ich może uratować (i polską kulturę) domieszka obcej krwi, albo bliskie związki ze światem. Kim się najbardziej (i najsłuszniej) chwalimy? Chopinem, Mme [Skłodowską] Curie, Conradem. I będzie (i już jest) Janek Kott4) i może będą inni. Cieszę się, że Pani widzi jego wartość i wielkość (choć boję się takich słów), które ja głoszę na wszystkie strony, okropnie tym denerwując różnych ludzi (tak jak i fotografiami jego, których pełno w redakcji - przez długi czas jedna wisiała w prowokacyjnym ale głównym miejscu - między Kościuszką i Poniatowskim). Czy pisałam Pani, żeśmy byli razem na uniwersytecie? Ale niech mu Pani tego nie przypomina, on nie lubi postarzających wspominków.

Całuję miła Pani Aniu, jak się ma mój współpracownik [tj. Paweł Zając]5)

Stefa Kos[sowska]

[Na początku listu dopisek:] Strasznie się martwiłam że w Pani wierszu "że" zmieniło się - po rewizji - na "żeby". Niech się Pani nie gniewa i nie martwi. Poza mną i Panią nikt tego nie zauważył. Cieszę się że Pani podobał [się] londyński kożuch Janka [Kotta]. Ja też uważałam że mu w nim doskonale. Aha, oboje zgodziliśmy się, że b[ardzo] lubimy Pani wiersze, bardziej od prozy, ale niech Pani pisze co chce.

3.

[List pisany odręcznie]

9.2.81

Kochana, miła Pani Aniu,

dostaję dużo miłych listów, ale ten od Pani był całkiem wyjątkowy i bardzo mi ogrzał serce! Jest Pani nie tylko życzliwa i serdeczna, ale i mądra i mało kto umiał - tak jak Pani - zrozumieć sprawę Wiad[omości] i ich nieuniknionego, z trudem odkładanego końca. Jest mi oczywiście przykro i smutno z tego powodu, wychowałam się na W[iadomościach] i pech chciał, że właśnie ja muszę urządzać im pogrzeb. Ale nie dało się tego dłużej ciągnąć - złożyło się na to wiele przyczyn i brak pieniędzy (dużych) i niemożliwa praktycznie zmiana lokalu i to i tamto i wreszcie to, że już nie mam sił i wytrzymałości, by być jednocześnie redaktorką i załatwiać całą stronę gospodarczą, pisać każdy list, chodzić do adwokatów itd. i do tego - mieć za wszystko osobistą odpowiedzialność prawną i finansową! Taka była gospodarka po śmierci Grydz[ewskiego] - i w końcu ja stałam się jej ofiarą6). I właśnie to mnie wykończyło. Bo przy jakimś aparacie, który by mógł mnie nie obchodzić może mogłabym jeszcze przez jakiś czas - parę miesięcy, rok - pismo redagować. No, ale już nie ma o czym mówić.

Byłam naprawdę szczęśliwa drukując Pani śliczne wiersze i to nie żadna moja zasługa, tylko przyjemność. Czy dostała Pani już numer ze swymi ostatnimi wierszami?7) Proszę się nie martwić o Brandysa, naumyślnie go zostawiłam do ostatniego - marcowego - numeru, by Pani w nim była8). Podaję mój adres domowy, mam nadzieję, że czasem Pani do mnie napisze a i ja to obiecuję, gdy nareszcie znajdę się na wolności!

Kochana, dziękuję za tak ciepłe i cenne dla mnie słowa. Schowam Pani list wśród tych, które są dla mnie najważniejsze, najmilsze. Całuję bardzo, bardzo serdecznie

Stefa Koss[owska]

[Dopisek w lewym górnym rogu:] Zapomniałam podziękować za życzenia z powodu nagrody9). Nawet w obecnym zamęcie zapomniałam o niej myśleć!

4.

[List pisany odręcznie]

49 Chesilton Rd.

London SW6 5AA

15.10.93

Najmilsza Pani Aniu,

jak mam Pani dziękować za to co Pani napisała w Kulturze10)? Nie tylko myślę o tej obronie przed Garl[ińskim]11), ale o tym tak ciepłym, tak serdecznym stosunku Pani do mnie i o wszystkich słowach tak dla mnie pochlebnych i miłych, choć mam poczucie, że mało zasłużonych. Poznanie Pani, Jej osoba i poezja, która mnie tak od początku zachwycała, były tylko moją przyjemnością, jednym z przywilejów pracy w Wiad[omościach] - a nie zasługą. Dziękuję, Kochana, i bardzo, bardzo serdecznie Panią całuję.

Garl[iński] nie skończył swojej walki ze mną (datującej się niemal od 20 lat, bo to cała saga) i teraz znowu żąda - pod szantażem, jak zawsze - nowego przeproszenia, które nie chce - wbrew przepisom prasowym - by ukazało się w Kulturze, bo wie kto ją czyta, ale w tutejszym Dzienniku (najchętniej w Środzie12)), bo czytelnicy Dziennika nie rozumieliby o co chodzi, tylko że ja ukorzyłam się przed nim... Grozi mi natychmiastowym oddaniem sprawy adwokatowi i ponoszeniem wszelkich kosztów, począwszy od pierwszego listu jego adwokata. Wszystko to jest sprzeczne i z dobrymi obyczajami i z prawem, ale nie mogąc wdawać się w spór prawny z angielskimi piratami-adwokatami, bo nie mam na to ani pieniędzy, ani nerwów, będę musiała go "przeprosić" z nożem na gardle. Myślę, że czytelnicy Kultury będą wiedzieć co o tym myśleć. Dostaję moc listów ze świata, oburzonych na G[arlińskiego] (m.in. wczoraj od Janka [Kotta]), bardzo mnie to podnosi na duchu, ale nie może wpłynąć na sprawę. Na szczęście mam oparcie w red[aktorze] Giedroyciu13). Wykłócam się teraz o tekst tego "przeproszenia", ale w końcu podpiszę każdy, bo jak mi radzi jeden z moich młodych przyjaciół w Polsce (asystent uniwer[sytecki]): "zwymiotować i spuścić wodę". Ordynarne to, ale trafia w sedno.

Janek zachwycony Panią, jak zawsze i bardzo uradowany z wszystkich Pani sukcesów. Czy dobrze zrozumiałam z jego listu (b[ardzo] źle pisanego), że Pani była w Polsce i miała tam wielkie sukcesy? Jeśli tak - to proszę o relację14)! A może o coś do Środy Lit[erackiej]? Garl[liński] jest o nią wściekły i bardzo chciałby mi ją odebrać, o co zabiega jak słyszę. Więc chciałabym, by była jak najlepsza. Poślę Pani kilka numerów.

Martwię się Jankiem, jego zdrowiem i samopoczuciem, na szczęście ratuje go, że wciąż pisze i to doskonale, jak czytam w Zeszytach Lit[erackich] i Tygodn[iku] Powsz[echnym]. Chcę wszystko wiedzieć o ślubie "małego synka", o synowej, o Mamie, o miłym Mężu15), o nowym mieszkaniu, którym cieszę się razem z Wami.

Ściskam i całuję najmocniej i raz jeszcze dziękuję, dziękuję! St.

5.

[List pisany odręcznie]

49 Chesilton Rd

London SW6 5AA

18.7.98

Aniu Kochana,

nie wyobrażasz sobie jak się cieszę, że mogę tak do Ciebie mówić. Z mało kim tak mi dokuczała ta "pani", jakaś przegroda między nami. I nawet się nie spodziewałam, że dostanę "dodatek" - Władka! Dziękuję Wam Obojgu.

Tak jak przedtem nie mogłam się zabrać do listu do Ciebie - jak to zawsze bywa, gdy się chce do kogoś specjalnego specjalnie napisać - po Twoim telefonie, który był wielką i nadzwyczaj miłą niespodzianką, poczułam potrzebę, by zaraz napisać. Dotąd Ci nie napisałam jak byłam wzruszona tym co bardzo pięknie napisałaś w Midraszu16). Dziękuję, że mi to przysłałaś. Jesteś tytan energii! Bo i praca naukowa, i poezja i literatura i to co musi Cię kosztować najwięcej czasu i wysiłku - organizowanie takich imprez jak o Wittlinie17). Bardzo jestem ciekawa twojej Finlandii18). Czy to ma jakiś związek z Wittlinem? Nie będą to wakacje, jak sobie wyobrażałam, ale może trochę przedtem wypoczniesz. Choć z żadną, nawet najmilszą Mamą, to nie wypoczynek! Myślę, że w tej "chacie" syna może być Wam we dwoje najlepiej!

Moje życie płynie bez zmian, co mi bardzo odpowiada, bo w moim wieku każda zmiana może być tylko na gorsze. Ale byłoby wielkim grzechem, bym narzekała na życie, bo choć bez "zmian", wciąż się w nim coś dzieje - np. dziś rano dostałam pierwszy egzemplarz mojej książki. Dobrze wydana, dotąd nie znalazłam błędów i mam sobie za złe, że za mało mnie cieszy19). Oczywiście dostaniesz ją!

Bardzo zabawnie wynurzają się czasem zjawy z przeszłości. Jakaś młoda polonistka pisze pracę doktorską o Bluszczu (takie czcigodne, o dobrej tradycji pismo "dla kobiet", gdzie terminowałam - zaczęłam chyba jeszcze przed maturą)20). I ona znalazła tam (jak się dowiedziała mego panieńskiego nazwiska) jakieś moje wypociny młodzieńcze. Aż mi się zimno robi na samą myśl. Tylko jedno mnie zdziwiło - że jakieś opowiadanie miało całkiem możliwy ("dzisiejszy") tytuł Krew krąży21). Oczywiście nie chcę tego widzieć na oczy!

Kochana, dziękuję, że jesteś i ściskam Was Oboje najserdeczniej St.

DO DRUKU PRZYGOTOWAŁA ANNA SUPRUNIUK

1) Michał Chmielowiec (1918-1974), ps. Michał Sambor, krytyk literacki, poeta, eseista, tłumacz. Podczas choroby Mieczysława Grydzewskiego (od grudnia 1966 do grudnia 1969) podjął funkcję zastępcy redaktora Wiadomości.

2) Wiadomości Literackie - tygodnik kulturalno-literacki wydawany i redagowany w Warszawie w latach 1924-1939 przez Mieczysława Grydzewskiego (1894-1970). W latach 1940-1944 pismo ukazywało się jako Wiadomości Polskie Polityczne i Literackie (od marca do czerwca 1940 w Paryżu, potem od lipca 1940 do lutego 1944 r. w Londynie), a w latach 1946-1981 jako Wiadomości w Londynie.

3) Anna Frajlich, Pompeja. Santa Maria Ausiliatrice. Z Florencji. *** (Zmieniony w dzwonki); Wiadomości 1972 nr 29(1372) s. 1.

4) Jan Kott (1914-2001), pisarz, historyk literatury, krytyk literacki i teatralny, eseista, romanista.

5) Chodzi o Pawła Zająca (ur. 1967), syna Anny Frajlich i Władysława Zająca.

6) Od choroby M. Grydzewskiego w roku 1966 funduszami pisma zarządzał stworzony przez niego Trust Wiadomości, w skład którego wchodzili: K. Wierzyński, E. Raczyński, J. Sakowski i S. Kossowska. Ostatni numer Wiadomości ukazał się z datą marzec/kwiecień 1981 r.

7) Anna Frajlich, Panorama Manhattanu. Indian Summer. Podróż samolotem. Z motywów astralnych; Wiadomości 1981 nr 1(1814) s. 12.

8) Kazimierz Brandys (1916-2000), pisarz, publicysta. W ostatnim numerze Wiadomości (1981 nr 3) zamieszczono dwa wiersze Anny Frajlich: Pytanie do Kazimierza Brandysa i Na śmierć poety emigracyjnego.

9) Stefania Kossowska w roku 1980 otrzymała nagrodę Fundacji Alfreda Jurzykowskiego.

10) Anna Frajlich, Polemika z J[ózefem] Garlińskim; Kultura 1993 nr 10(553) s. 151.

11) Józef Garliński (1913-2005), publicysta, popularyzator historii. W latach 1975-2003 pełnił funkcję prezesa Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie.

12) Środa Literacka - dodatek do Dziennika Polskiego w Londynie, ukazywał się w latach 1960-2003.

13) Jerzy Giedroyc (1906-2000), założyciel i redaktor miesięcznika Kultura oraz dyrektor Instytutu Literackiego.

14) Anna Frajlich była w Polsce od 17.08 do 6.09.1993 r. w związku z promocją tomiku Ogrodem i ogrodzeniem.

15) Chodzi o Władysława Zająca (ur. 1940).

16) Anna Frajlich, Marzec zaczął się w czerwcu; Midrasz, pismo żydowskie 1998 nr 3(11) s. 6-8.

17) Józef Wittlin (1896-1976), poeta, prozaik, eseista, tłumacz. Tu mowa o konferencji poświęconej twórczości Wittlina, która odbyła się w Nowym Jorku we wrześniu 1996 r.

18) We wrześniu 1998 r. pisarka przebywała w Helsinkach na uroczystym 65. Międzynarodowym Kongresie PEN-Clubu.

19) Chodzi o książkę Przyjaciele i znajomi (Toruń 1998).

20) Chodzi o Jolantę Chwastyk-Kowalczyk (ur. 1958), która pisała pracę doktorską o Bluszczu w latach 1918-1939. Kossowska, pod panieńskim nazwiskiem Szurlejówna, opublikowała w nim kilka artykułów.

21) Stefania Szurlejówna, Krew krąży...; Bluszcz 1935 nr 8 s. 220-221.

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail