Przegląd Polski 15 grudnia 2006
- Dziennikarskich grzechów jest wiele... - Ze Stanleyem Cloudem i Lynne Olson rozmawia Tomasz Nowak
- Pokaz prozy - Jerzy R. Krzyżanowski
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Dziennikarskich grzechów jest wiele...
Ze Stanleyem Cloudem i Lynne Olson rozmawia Tomasz Nowak

Najnowsza książka autorów Sprawy honoru - Chłopcy Murrowa*
- to opowieść o grupie amerykańskich korespondentów wojennych, którzy
dzięki swemu zapałowi, odwadze i talentowi przeszli do historii dziennikarstwa.
Ich relacje z frontów drugiej wojny światowej docierały drogą radiową
do milionów Amerykanów.
Stanley Cloud był komentatorem politycznym, dyrektorem waszyngtońskiego
biura tygodnika Time, jego korespondentem w Moskwie, szefem biura
w Sajgonie, a także korespondentem z Białego Domu.
Lynne Olson była korespondentką agencji Associated Press w Moskwie i
dziennika Baltimore Sun w Białym Domu. Są małżeństwem i mieszkają
w Waszyngtonie.
Relacje z pól bitewnych drugiej wojny światowej stały się punktem zwrotnym w historii dziennikarstwa. Co było tego przyczyną?
Rozwój technologiczny był jednym z głównych czynników, które pomogły dziennikarzom i zwiększyły znaczenie wojennych korespondentów. Radio, szczególnie transmisje na falach krótkich, kabel transatlantycki, polepszenie jakości połączeń telefonicznych - wszystko to umożliwiło łatwiejszą komunikację. Dziennikarze mogli teraz relacjonować szybciej, łatwiej i precyzyjniej niż dotąd. Lecz to nie tylko narzędzia pracy dziennikarskiej uległy ulepszeniom. Sami reporterzy w większości byli lepiej wykształceni i bardziej dociekliwi niż ich poprzednicy. Umożliwiło im to pełniejszy opis oraz głębszą analizę tego, czego byli świadkami.

Czego amerykańscy dziennikarze nauczyli się od Eda Murrowa i jego zespołu?
Murrow i jego koledzy - wraz z innymi czołowymi korespondentami wojennymi jego pokolenia - ustanowili wysokie standardy nowoczesnego dziennikarstwa. Były to: niezależność, perfekcjonizm warsztatu, poświęcenie w poszukiwaniu prawdy i sprzeciw wobec różnorodnych form tyranii i cenzury. Sprawiło to, że dzisiejsi dziennikarze postrzegani są gorzej niż pokolenie drugiej wojny światowej. Z naszego punktu widzenia dzieje się tak, ponieważ nie zawsze udaje im się sprostać ustanowionym wówczas standardom.
Murrow tworzył podwaliny dziennikarstwa radiowego, wkrótce nadeszła nowa rewolucja. W 1946 roku w Stanach Zjednoczonych było 6000 odbiorników telewizyjnych. Rok później - jak Państwo piszą - ich liczba wzrosła już do 190 tys. Pod koniec dekady w USA ich liczba przekroczyła 10 milionów. Jak zmienił się etos dziennikarski wraz z nadejściem ery mediów elektronicznych?
W czasie wojny dziennikarstwo radiowe postrzegane było jako służba publiczna. Do pewnego stopnia dotyczyło to całego środowiska dziennikarskiego. Jednakże począwszy od momentu pojawienia się komercyjnych stacji telewizyjnych w pierwszych latach po wojnie i wraz z ciągłym wzrostem kosztów działalności dziennikarskiej - dzisiaj są to komputery i łącza satelitarne - informacje stały się dla wielkich, globalnych korporacji kolejnym źródłem zysków. Wielu dziennikarzy, a może nawet i większość, wciąż podchodzi do swojej pracy jako do rodzaju służby publicznej. Jednak większość ich pracodawców wydaje się mieć w tej kwestii zupełnie inny punkt widzenia. Dla właścicieli stacji dziennikarstwo stało się nazbyt często produktem, który trzeba sprzedać odbiorcom. Naturalnie, dziennikarstwo zawsze wiązało się z pewną dawką komercji. Lecz nigdy dotąd nie była ona, tak nam się wydaje, tak krzykliwa i dominująca jak ma to miejsce dziś.
Kilku współpracowników Eda Murrowa sprawia dziś wrażenie naiwnych w swych ocenach np. Związku Sowieckiego, inni często irytują swym egocentryzmem. Czy głoszony obiektywizm dziennikarski nie jest mitem?
Wiele jest grzechów dziennikarstwa: powierzchowność, brak precyzji, karierowiczostwo, pośpiech, przewaga sensacji nad treścią, cynizm, kreowanie gwiazd. To tylko fragment listy przewinień. Murrow i jego grupa również popełnili te grzechy, szczególnie, gdy po wojnie przybyli do Stanów Zjednoczonych w glorii gwiazdorów. Lecz należy docenić, że starali się, choć nie zawsze skutecznie, powrócić do standardów, które sami ustanowili.
Powracając do pytania o obiektywizm. Murrow i jego ludzie sądzili, że obiektywizm - jeśli rozumiemy pod tym pojęciem nadanie każdej ze stron konfliktu równej wagi - nie musi koniecznie zbliżyć nas do prawdy. A prawda była tą wartością, którą mieli nadzieję przekazać swym słuchaczom. W przededniu wybuchu wojny wierzyli, że opozycja wobec Hitlera była moralnym imperatywem. Odrzucali nalegania swoich zwierzchników, ażeby ukazywać "obie strony historii". Z naszego punktu widzenia bycie fair jest lepszym kryterium, aniżeli rodzaj czystego obiektywizmu dziennikarskiego, który i tak prawdopodobnie jest nieosiągalny.
Czasami za poszukiwanie prawdy płaci się cenę najwyższa. Jak amerykańscy dziennikarze zareagowali na śmierć swoich kolegów Danniela Pearla w Pakistanie w 2002 roku lub niedawne zabójstwo Anny Politkowskiej w Moskwie?
Amerykańska prasa zazwyczaj szeroko opisuje wypadki śmierci i zabójstw dziennikarzy - tak było i tym razem. Niedawno stacja CNN wyemitowała film dokumentalny poświęcony Danielowi Pearlowi. Czasami media są krytykowane za poświęcanie większej uwagi śmierci reporterów wykonujących swój zawód, aniżeli pozostałym ofiarom konfliktów. Wszyscy dziennikarze odczuwają szczególnie wielkie współczucie, gdy giną ich koledzy.
W Państwa książce Michael Severeid mówi o dylematach żołnierzy i reporterów: "Tylko żołnierz naprawdę przeżywa wojnę, czego nie doświadcza dziennikarz, nawet jeśli dzieli jego życie i naraża się na takie samo niebezpieczeństwo. Dziennikarz nie może podzielić jego wewnętrznych doświadczeń, ponieważ nie odczuwa takiego samego przymusu moralnego. Obserwator wie, że ma wybór, żołnierz wie, że nie ma żadnego". Jakie są prawdziwe motywy decyzji zostania korespondentem wojennym?
Prawdopodobnie jest tyle samo motywacji, ilu korespondentów. Ogólnie rzecz ujmując, reporterzy piszą o wojnach, ponieważ rozgrywające się tam historie dotyczą życia i śmierci, walki, zdrady, patriotyzmu, heroizmu, tchórzostwa, głupoty oraz każdej innej cechy ludzkiej, jaką można sobie wyobrazić. Wielu reporterów pragnie opisać wojnę w sposób prawdziwy i realistyczny - na tyle, na ile pozwalają na to ich wrażliwość i konwencja przekazu - oraz pokazać, jak często wojna pozbawiona jest sensu. Severeid podkreślał, że wojenny korespondent jest tam dobrowolnie i zawsze może się wycofać. Żołnierz nie ma wyboru.
A jak Pan czuł się podczas swojej pierwszej wojennej relacji w Wietnamie?
(Stanley Cloud): Czułem wielkie ożywienie. Świadomość, że właśnie wyszło się cało z ekstremalnie niebezpiecznej sytuacji oraz fakt, że można o tym opowiedzieć, jest niezwykle uwodzicielska. Jeśli tego uczucia się nie zwalczy, może ono doprowadzić do tragedii. A jednak właśnie to odczucie powoduje, że wielu korespondentów, ale także i żołnierzy, pragnie doświadczyć go ponownie.
Kto lepiej opisuje dramat wojny - korespondent czy historyk?
Ktoś napisał, że dziennikarstwo jest szkicem historii. Korespondent opisuje to, co się aktualnie rozgrywa, czasami również dlaczego. Historyk analizuje i umieszcza te wydarzenia w szerszym kontekście. Obie profesje nawzajem się potrzebują.
W czasie pierwszej wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku dostęp dziennikarzy do linii frontu był skrajnie ograniczony. Jedynymi świadkami najbardziej dramatycznych bitew byli sami żołnierze. Jakie skutki miała zmiana tej polityki podczas działań wojennych w 2003 roku?
Pierwsza wojna w Zatoce Perskiej była najgorzej udokumentowaną wojną w historii amerykańskiego dziennikarstwa. Przyczyną tego były skuteczne próby kontrolowania przez rząd amerykański dostępu dziennikarzy do terenu działań wojennych. W konsekwencji dziennikarze nie chcieli zgodzić się na powtórzenie tej sytuacji. Nawet Pentagon przyznał później, że restrykcje były zbyt daleko idące. Zezwolenie dziennikarzom na towarzyszenie amerykańskim oddziałom podczas wojny w Iraku (2003 r.) było próbą korekty tego stanu rzeczy i w dużym stopniu to się powiodło.
Bliskość wydarzeń nie zawsze oznacza obiektywizm. Czy media tworzą rzeczywistość? Jak dziennikarze mogą ustrzec się manipulacji i autocenzury? Przecież zarówno politycy, wydawcy oraz rozmaite grupy nacisku mogą mieć bezpośredni interes w selektywnym doborze informacji...
Oczywiście dziennikarze nie tworzą rzeczywistości. Tworzą jednak jej wersję - pewien obraz rzeczywistości. Możemy mieć nadzieję, że wersja prezentowana przez reportera zbliża nas do poznania prawdy, na tyle, na ile jest to możliwe. Każdy popełnia od czasu do czasu błędy. Autocenzura może mieć różne przyczyny. Na przykład może być skutkiem prób nacisku ze strony rządu, ale też wypływać z własnych uprzedzeń. Należy mieć tego świadomość i zwalczać ją w równym stopniu, co cenzurę zewnętrzną. Prawdziwa niezależność może być iluzją, lecz warto o nią walczyć.
Co odróżnia reportera od pisarza dokumentalisty?
Obaj nie tworzą fikcji literackiej. Różnica polega na tym, że dokumentalista posiada znacznie więcej czasu na refleksję nad tematem oraz miejsca na opowiedzenie o nim swoim czytelnikom. Ma on również świadomość, że to, co napisze, nie będzie tak ulotne jak relacja dziennikarska. Nawet dawno wydane książki można zazwyczaj odnaleźć w bibliotekach.
W jakim kierunku rozwinie się dziennikarstwo w najbliższej przyszłości?
Nie zajmujemy się przewidywaniem przyszłości. Wydaje się nam jednak, że pewne tendencje dają się już rozpoznać. Dziennikarstwo staje się bardziej globalne, szybsze, bezpośrednie, bardziej demokratyczne - pod tym pojęciem rozumiem fakt, że prawie każdy może stać się dziennikarzem internetowym. Jest ono również coraz bardziej komercyjne, opiniotwórcze, może mniej pogłębione i informujące w dosłownym sensie tego słowa. Budującym jest fakt, że wciąż mnóstwo dobrze wykształconych i zdeterminowanych ludzi pragnie zostać dziennikarzami, i to w czasach, kiedy dla wielu innych biznes wydaje się preferowaną drogą do kariery.
*) Stanley Cloud i Lynne Olson, Chłopcy Murrowa na frontach
wojny i dziennikarstwa, AMF, Warszawa 2006, s. 459, cena 22 dol.
plus 6,50 dol. porto w przypadku zamówienia z wysyłką (do nabycia w
Księgarni Nowego Dziennika)
tel. (212) 594-2386
e-mail: ksiazki@dziennik.com
www.ksiazkionline.com
