Przegląd Polski 15 grudnia 2006
- Dziennikarskich grzechów jest wiele... - Ze Stanleyem Cloudem i Lynne Olson rozmawia Tomasz Nowak
- Pokaz prozy - Jerzy R. Krzyżanowski
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Kobietą trudno być...
Seksafera Samoobrony odsłoniła jedynie wierzchołek góry lodowej, uformowanej z wielowiekowych nawarstwień zimnego jak lód stosunku do polskich kobiet. Kobieta bywała co najwyżej "najlepszym przyjacielem człowieka", czyli sprowadzano ją do roli pudelki, łasiczki, oswojonej i wytresowanej samiczki. Miała rodzić dzieci z regularnością wiosennych powodzi, prowadzić dom, chodzić w pole i do kościoła oraz siedzieć cicho. Można ją było usłyszeć wtedy, gdy tresowana przez swego właściciela wzywała ratunku, czego oczywiście nie słyszeli bogobojni sąsiedzi. Gdy przestawała wzywać, oznaczało to, że przestawała oddychać. Wtedy odbywał się piękny pogrzeb, na którym lano łzy nad losem rodziny pozbawionej rodzicielki. Czasami pozwalano jej polec na powstańczej barykadzie, ze względów literackich (Emilia Plater). Chcąc wybić się na samodzielność, jak Maria Skłodowska-Curie, musiała wyjechać za granicę.
W mętnych wodach nowej polskiej demokracji kobiety mają się jeszcze lepiej, czyli tak mniej więcej, jak łosoś w ławicy piranii. Z zewnątrz wszystko wygląda tak, jak na zdjęciu amerykańskiego fotografa, wykorzystanym na okładce holenderskiego wydawnictwa De Geus, które opublikowało książkę Tomka Tryzny Panna Nikt: dwie panienki w bikini malują się i czeszą, unosząc lekko nad pniem, leżącym na dnie. Wyglądają uroczo, jak większość współczesnych Polek, lecz mało kto na pierwszy rzut oka dostrzega ich opłakaną sytuację: pełnią role złotych rybek w akwarium. Dostały tę pracę może nie za seks, ale na pewno za seksapil. I tak samo łatwo mogą ją stracić, gdy utracą seksapil lub gdy ich właściciele - czytaj: szefowie - zmienią kolor wody w akwarium. Wtedy nie pomoże im wieloletnie wstrzymywanie oddechu, puszczanie baniek nosem i najlepszy makijaż, w jaki przez lata wyposażały na przykład gazetę, dla której poświęciły swe najlepsze lata. W słuchawce telefonicznej usłyszą propozycję zgłoszenia się w kadrach po odbiór zwolnienia.
Cechą bowiem najdotkliwszą nowej polskiej demokracji jest chamstwo. To największa plaga, jaka dotknęła kraj, większa nawet niż komunizm, bo ten sobie poszedł, a jego chamska natura nie tylko została w polskim krwiobiegu społecznym, ale się znakomicie rozwija. Jedyną metodą na pozbycie się z Polski chamstwa jest więc wymiana krwi, a to musi zająć całe pokolenia. Co zatem mają robić współczesne kobiety polskie, traktowane jak w wierszu Rafała Wojaczka: Ech, te panie, nasze wychodki? Wychodzić za mąż, wychodzić z życia, a może wyjeżdżać za granicę? Tutaj przynajmniej mają szansę, o ile oczywiście będą trzymały się z dala od mówiących tym samym językiem. Często zmiana języka, jadłospisu i koloru skóry partnera jest najlepszą ucieczką z klatki opatrzonej tabliczką ze znanym cytatem "kochaj bliźniego swego jak siebie samego".
Żaden z komentatorów seksafery w Samoobronie nie dostrzegł jej związków z niedawnym samobójstwem 14-letniej Ani z Gdańska, która powiesiła się w wyniku wielomiesięcznego molestowania jej przez wyrostków z tej samej klasy. Kroplą, która przelała czarę goryczy, był pozorowany gwałt. W przerażającym tekście Barbary Pietkiewicz o samobójstwach dzieci ("Dzieci w życiowej pętli", Polityka nr 49) czytamy, że każdego tygodnia kilku młodych Polaków wiesza się, truje, podcina sobie żyły. W Łodzi ustalono, że o samobójstwie myśli w jakiejś fazie życia co trzecie dziecko, a liczba zamachów na własne życie osiągnęła w tej chwili postać tragicznej fali. W tym tańcu śmierci prowadzą dziewczynki. Spośród 400 odratowanych samobójców 41 procent dziewcząt wyznało, że nie znalazły pomocy u rodziców, rodzeństwa, sympatii. Rodzice albo nie wierzyli, albo lekceważyli sygnały. 14 procent rodziców wyśmiewało wyznania przyszłych samobójców, uznając je za niepoważne wygłupy.
Niewielu z nas zdaje sobie sprawę, że zbliżające się święta Bożego Narodzenia to czas samobójców. Jakaś kolejna 17-letnia Magda kupi sobie buty na zimę, a kilka godzin później matka znajdzie ją wiszącą w garażu. Kolejna 13-letnia dziewczynka narysuje matce, jak ma wyglądać jej pomnik na cmentarzu i wyskoczy z czwartego piętra kamienicy. Wspólnym mianownikiem tych i innych samobójstw jest zawsze samotność i poczucie opuszczenia.
Lecz pisząc o targnięciach się na życie własne i cudze zapomina się często o innego rodzaju śmierci, jaką ponoszą dzisiaj w Polsce tysiące ludzi. Tutaj także widać jedynie wierzchołek góry lodowej, czyli najbardziej znane nazwiska. Jeśli zwalnia się rzekomo z powodów organizacyjnych znakomitą redaktorkę na kilka lat przed emeryturą, odbierając jej gazetę, którą tworzyła i redagowała, odbiera się jej ukochane dziecko. A to tyle samo, co odebrać życie. Dzieje się to wszystko w atmosferze aprobaty dla powszechnego chamstwa, które zdaje się być w obecnej Polsce dominującym ustrojem społecznym.
