Przegląd Polski 10 sierpnia 2007

NASZAOJCZYZNA-POLSZCZYZNA

O nazwiskach

KRYSTYNA S. OLSZER

Odkąd pojawili się w Ameryce Polacy, był problem z ich nazwiskami.

Przekręcane niemiłosiernie przez urzędników imigracyjnych wpuszczających do Stanów Zjednoczonych chłopów, przybywających tu spod "Ruska, Prusaka czy Austriaka", w zniekształconej formie pojawiały się potem w oficjalnych dokumentach. Później zmieniano je lub skracano dla wygody współobywateli albo dla ukrycia niewygodnej etnicznej tożsamości - Gore z Górskiego, Jurumbe z Zaremby, Jagelo z Jagiełły itp. I tak powstawały dziwne formy nazwisk, których nosiciele utrzymują, że są polskie: Sandouske - w oryginale Sadowski, Mackousky z Makowskiego, Zabrskie z Zaborowskiego. Wielu znanym przedstawicielom Polonii udało się jednak, gdy tego chcieli, utrzymać zapis rodowego nazwiska w niezmienionej lub tylko lekko podretuszowanej formie. Przykładem sam Kościuszko, obok generała Vladimira (Włodzimierza) Krzyzanowskiego - wiernego sojusznika Lincolna oraz - walczącego po stronie konfederatów - kapitana Leo Jastremskiego (Leon Jastrzębski).

Nie tylko my mamy kłopoty z nazwiskami. Japończycy często miewają bardzo długie i skomplikowane nazwiska, ale w Ameryce nigdy ich nie zmieniają. Znany historyk, napoleonista, nazywa się Sten Forshufvud i też nie zamierza ułatwić nam odczytywania swojego nazwiska. Zbigniew Brzeziński nauczył Amerykanów nie tylko pisać, ale nawet wymawiać swoje nazwisko, które przecież nie należy do najłatwiejszych. I być może właśnie jego przykład wskazał drogę imigrantom solidarnościowym. Faktem jest, że częściej niż dawniej Polacy pozostają dziś przy oryginalnej pisowni nazwiska, choć zgadzają się (niepotrzebnie, moim zdaniem) na zamerykanizowaną wymowę.

Inaczej ma się sprawa z odmianą, która w Polsce bezwzględnie obowiązuje, oraz z rodzajem przymiotnikowych nazwisk kończących się na -ski i -cki. W angielskim zdaniu odmieniać polskiego nazwiska rzeczywiście nie można. Istnieje nawet zasada, obowiązująca tłumaczy, która głosi, że nazwy własne w angielskim tekście pozostawiamy w formie podstawowej, bez przypadkowych końcówek. Pozostaje jednak problem z nazwiskami kobiet. Tutejsza administracja niełatwo daje się przekonać do gramatycznych niuansów polszczyzny i domaga się, by w dokumentach widniało czarno na białym to samo nazwisko dla wszystkich członków rodziny. Żona i córka mają się nazywać dokładnie tak, jak ojciec i brat. (Chyba, że sprawa jest bardziej skomplikowana i urzędowo potwierdzona). Tymczasem najczęstsze w polszczyźnie nazwiska, te z końcówkami -ski, -cki, będąc gramatycznie przymiotnikami, bezwzględnie wymagają końcówki -a dla żeńskich członkiń rodziny. Żona Kowalskiego nie może nazywać się Kowalski, a córka Myśliwskiego - Myśliwski. Ale jak się okazuje, jest prosty sposób utrzymania tej zasady w Ameryce. Wystarczy upomnieć się o właściwą końcówkę w urzędzie wystawiającym pierwszy oficjalny amerykański dokument np. kartę Social Security czy paszport. W ten sposób moja córka i wnuczka utrzymały końcówkę -a w swoim nazwisku, z czego są bardzo dumne.

Natomiast możemy zapomnieć o innych żeńskich końcówkach, które nawet w Polsce są używane coraz rzadziej. Wszelkie -owe, -yny, -ówny czy -anki, które tak precyzyjnie odróżniały niegdyś kobiety zamężne od panien, odchodzą w niepamięć. Poprawność polityczna jest jednym z powodów tych uproszczeń. Domagają się ich feministki zwalczające stosunek podległości, którą - ich zdaniem - zaznaczały żeńskie końcówki żon i córek. Sądzę jednak, że decydują tu głównie względy praktyczne - konieczność ominięcia prawnych nieporozumień; bo jednak w piśmie Olszerowa czy Olszerówna dość zasadniczo różni się od Olszera, a Skarżyna czy Skrżanka - od Skargi.

Przy okazji warto przypomnieć, że nazwiska w formie męskiej (te zakończone na spółgłoskę) pozostają nieodmienne, gdy odnoszą się do kobiet. A więc powiemy: dostałam list od pani Woś, idę do doktor Saper - choć w przypadku płci brzydkiej - dostanę list od pana Wosia i pójdę do doktora Sapera. Pamiętamy również, że dawniej typowo męskie tytuły nadal się nie odmieniają, gdy odnoszą się do kobiet (idę do doktor Saper) i ta właśnie nieodmienność podpowiada nam żeńską płeć lekarza.

W związku z nazwiskami pytano mnie kiedyś, skąd się wzięły nazwiska podwójne i jak je traktować. Jeśli ktoś nazywa się Onufry Bujak-Zagłoba, to czy powinno się mówić do niego panie Bujak czy panie Zagłoba? Wśród tatrzańskich górali znana jest rodzina Rój-Gąsienica. Z czego składa się to nazwisko? A czy znany historyk Pobóg-Malinowski w spisie alfabetycznym pojawi się jako Malinowski czy Pobóg? Czy posłanka Nowina-Konopka jest z domu Nowina, a z męża Konopka?

Mamy tu do czynienia z różnymi możliwościami. Bujak, Rój, Pobóg to rodowe przydomki. Dawniej bardzo popularne, obecnie często opuszczane, choć trzeba uważać, żeby pominięcie nie dotknęło osoby przywiązanej do swego przydomka. Według dawnej tradycji przydomek pozostawał nieodmienny. Mówiło się: czytam książkę Pobóg-Malinowskiego, piszę list do dyrektora Odrowąż-Pieniążka. Dziś często odchodzi się od tej zasady i coraz częściej widuję odmieniane obie części - i przydomek, i nazwisko. Oznacza to, że poprawne jest również czytanie książki Poboga-Malinowskiego i pisanie do Odrowąża-Pieniążka.

Nie każdy przydomek musi być rodowy. Dawniej często stawało się nim przezwisko, takie jak właśnie Bujak, Rój czy Sęp (-Szarzyński). Z przezwisk wywodzi się bardzo wiele naszych nazwisk, które zazwyczaj oznaczają jakaś zaletę lub wadę człowieka: Krzykała, Cichoń, Białas, Dobroń. Zdarzało się, że przezwiska składały się z dwu wyrazów, które z czasem zrastały się w jedno: Moczygęba, Paliwoda, Stuligrosz, Goniwiecha, Dobrowolski. W nowszych czasach z nazwiskiem często łączony jest pseudonim literacki (Boy-Żeleński, Conrad-Korzeniowski), albo wojskowy czy konspiracyjny (Bór-Komorowski, Grot-Rowecki, Nowak-Jeziorański, Siła-Nowicki). Wiele osób, które używały fałszywych nazwisk podczas okupacji, po wojnie zdecydowało się wrócić do własnego, zachowując jednocześnie konspiracyjny pseudonim. Taka decyzja często uzasadniona była względami emocjonalnymi - z przybranym nazwiskiem łączyły się szczególnie ważne przeżycia lub z rozgłos, który ktoś zdobył działając pod pseudonimem.

Podwójne nazwiska noszą dziś często kobiety zamężne, zwłaszcza profesjonalistki. Robią to czasem przez rodzinne sentymenty, ale częściej ze względów praktycznych. Te, które jeszcze przed zamążpójściem zdobyły wykształcenie, mają dyplomy wystawione na panieńskie nazwiska. By utrzymać ich ważność, wychodząc za maż, dopisują sobie nazwisko męża do swego rodowego i w rezultacie męczą się przez resztę życia ciągnąc za sobą ogoniastą identyfikację. Znam kilka lekarek i innych kobiet pracujących zawodowo, które z początku małżeństwa posługiwały się podwójnymi nazwiskami, ale po pewnym czasie uznały to za niewygodne i w praktyce używają jednego. Sprawę dyplomu i innych oficjalnych dokumentów rozwiązuje przedstawienie metryki ślubu, za pomocą której identyfikuje się kobietę zamężną.

Pozostaje problem pisowni podwójnych nazwisk oraz ich umiejscowienia w alfabetycznych spisach. Słowniki ortograficzne języka polskiego mówią: "W nazwiskach złożonych oznaczających jedną osobę każdy człon jest znaczeniowo równorzędny. Dlatego też piszemy je z łącznikiem". Zasada ta obejmuje zarówno połączenia przydomka (czy pseudonimu) z nazwiskiem, jak i nazwiska rodowego i mężowskiego kobiety. Przydomek umieszcza się przed nazwiskiem, a nazwisko panieńskie przed mężowskim. Odwrotną kolejność stosujemy wyjątkowo w przypadku Marii Curie-Skłodowskiej, co językowo uzasadnia się zwyczajem umieszczania krótszych form przed dłuższymi, ale przede wszystkim jest wynikiem naszego pragnienia, by świat pamiętał o polskości dwukrotnej laureatki Nagrody Nobla.

W dawnej praktyce drugi człon, a więc właściwe nazwisko, decydował o miejscu w spisie alfabetycznym. W naszych czasach coraz częściej pojawia się w tym miejscu człon pierwszy, bez względu na to, czy jest to historyczny przydomek, pseudonim, czy nazwisko panieńskie. Na razie nie jest to jednak przestrzegana konsekwentnie zasada. O miejscu w spisie alfabetycznym przesądza często popularność jednego z członów. I tak Jana Nowaka-Jeziorańskiego znajdziemy najpewniej pod literą N, Boya-Żeleńskiego szukajmy pod B. A Krystyny Serejskiej Olszer (bez łącznika, bo go nie lubię) pod O, bo rodowego nazwiska używam rzadko - tylko gdy publikuję coś w Polsce.

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail