Przegląd Polski 17 sierpnia 2007

Poetyckie poszukiwania

GRAŻYNA J. KOZACZKA

Lindę Nemec Foster, podobnie jak Johna Guzlowskiego czy Stuarta Dybka, można zaliczyć do ciekawej grupy poetów wywodzących się ze środowisk polonijnych środkowego zachodu Stanów Zjednoczonych. Zarówno Nemec Foster, jak i Dybek (pisze o nim obok Janusz Zalewski) reprezentują trzecie pokolenie polskich emigrantów, a więc należą do tzw. starej emigracji, podczas gdy Guzlowski, syn byłych więźniów hitlerowskich obozów pracy, sam jest emigrantem. Urodził się po wojnie w Niemczech i jako dziecko przyjechał z rodzicami do USA. Mimo iż wszyscy troje tworzą w języku angielskim, zasadniczo różnią się w poetyckim dystansie do polskości. Dla Guzlowskiego tematem pierwszoplanowym staje się odtworzenie i przetworzenie wojennych losów rodziców, a pamięć o ich tragicznej i pełnej cierpienia młodości ciąży nad jego twórczością. Natomiast w poezji Dybka, wychowanego w południowej części Chicago, tradycja polska starej emigracji zarysowana jest niezwykle delikatnie, jakby z oddalenia. To wyblakły obraz, świat dzieciństwa coraz bardziej zacierający się w pamięci. Na tym tle głos Lindy Nemec Foster rozlega się najdonośniej, gdyż angażuje ona swą wyobraźnię poetycką w dogłębne badanie emigranckich rozterek, zarówno bólu odejścia od starego życia, jak i radości, i nadziei związanej z nowym startem. Dla Nemec Foster emigracyjny dramat nie kończy się na pierwszym pokoleniu, ale powtarza w losach dzieci czy nawet wnuków emigrantów.

Temu właśnie tematowi poetka poświęciła cały tomik poezji (Amber Necklace from Gdansk, Louisiana State University Press, 2001). Jest to prawdziwy klejnot. Jej wiersze i miniaturki prozą, jak kawałki prehistorycznej żywicy nanizane na żyłkę, niosą w sobie tajemnice i pamięć przeszłości. Pamięci o tych, którzy musieli opuścić rodzinne strony, i o tych, którzy musieli pozostać. A jej naszyjnik sięga dwóch bardzo odległych brzegów, od Bałtyku po jezioro Erie.

Linda Nemec Foster pochodzi z okolic Cleveland w stanie Ohio, gdzie na początku zeszłego stulecia osiedliło się wielu polskich emigrantów poszukujących zatrudnienia w przemyśle ciężkim. Dziadkowie poetki, zarówno ze strony matki, jak i ojca, pochodzili z południowej Polski. Foster, urodzona w 1950 roku, studiowała poezję w Goddard College w Vermoncie i w Warren Wilson College w Karolinie Północnej. Od wczesnych lat 80. publikuje wiersze i prowadzi warsztaty poetyckie głównie w Michigan, gdzie mieszka z rodziną. Jest autorką siedmiu tomików poezji, m.in. A Modern Fairy Tale (1992), Contemplaing the Heavens (2001) oraz Listen to the Landscape (2006).

W wielu wierszach zamieszczonych w Bursztynowym naszyjniku z Gdańska poetka identyfikuje się z podmiotem lirycznym i wprowadza czytelnika w historię swej rodziny, dzieli się z nim przeżyciami oraz refleksjami. Szczególnie ważne jest dla niej tak typowe dla całych pokoleń emigrantów poczucie rozdarcia i rozdwojenia, spowodowane próbami zaistnienia równocześnie w dwóch kulturach. A co ciekawsze, poetka śledzi rozwój swoistej ambiwalencji kulturowej w pokoleniach dzieci, a nawet wnuków emigrantów.

Poezja Foster to interesująca i pozornie niemożliwa podróż. Odbywa się zawsze w dwóch przeciwległych kierunkach - jednocześnie na zewnątrz i do wewnątrz; do Polski i do Ohio; w przeszłość i przyszłość. To podróż kogoś zadziwionego przypadkowością losu, który mimo wszystko próbuje odkryć prawa rządzące życiem.

Identyfikacja z miejscem czy krajobrazem rodzinnym, prawie że genetycznie zakodowana pamięć świata porzuconego przez przodków, dostarcza poetce dowodów własnej egzystencji. Tragiczny dla niej jest los tych, którzy odwrócili się od tradycji, żyjąc tylko w miejscu i czasie teraźniejszym. Ale równocześnie nie można zarzucić jej naiwności, gdyż doskonale zdaje sobie sprawę, iż odgrzebywanie korzeni może okazać się nie tylko trudne, ale wręcz zabójcze dla osoby, na którą się wykreowaliśmy. Z wielką obawą więc wyrusza w podróż do Polski, gdzie może nastąpić konfrontacja między rzeczywistością i pamięcią. W Conjuring Up the Landscape współuczestniczymy w jej spacerze ulicami Katowic i w przypadkowym spotkaniu z dziewczyną, która wygląda

Jak Czarna Madonna, której udało się uwolnić
od swego wymagającego syna, opuściła złocone ramy
Częstochowy, pojawiła się przed tobą,
żądając przedstawienia paszportu, dowodu
że skądś pochodzisz, że istniejesz.
Zaszokowana, czy potrafisz udowodnić siebie?*

Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta, gdy w świadomości istnieje nie jeden, a dwa krajobrazy rodzinne, ten polski i ten amerykański, a oficjalne dokumenty nie przedstawiają całej złożonej prawdy.

Zagadnienie dwoistości powraca w wielu tekstach Lindy Nemec Foster. A więc najpierw jest Sobowtór. Gdzieś w Polsce mieszka ta druga kobieta, niczym odbicie w lustrze, czy też identyczna bliźniaczka oddzielona od niej zaraz po urodzeniu. Jakiś niewytłumaczalny, okrutny przypadek sprawił, że jedna z nich zamieszkała

na przedmieściu, na południe od Cleveland
a nie na wsi pod Oświęcimiem

Poetka nie tylko wstydzi się, ale i odczuwa silne poczucie winy, że właśnie ją los wybrał, otoczył dobrobytem, pozwolił korzystać z najnowszych zdobyczy zachodniej kultury i techniki. Wydawać by się mogło, że te wyrzuty sumienia stają się barierą niepozwalającą na zgłębienie drugiej, polskiej tożsamości.

Wznoszę toast do mojej drugiej połowy, żyjmy
długo po przeciwległych stronach globu;
obyśmy nigdy nie rozpoznały się na ulicy.

W The Woman with the Two Rivers Growing from Her Hair, krótkim tekście prozą, Foster sięga po medium legendy czy mitu, aby zilustrować schizofreniczną wręcz egzystencję emigracyjną. To miniaturowe opowiadanie, jakoby historia babci Marii przekazana narratorce przez matkę, odtwarza wielce symboliczne losy pięknej krakowianki. Jej uroda, a szczególnie ciężkie złote warkocze tak onieśmielały chłopców, że żaden nie wyznał jej miłości. Zrozpaczona dziewczyna pożegnała najbliższych i ukochane miasto i wyruszyła za ocean. Osiadła w Cleveland, gdyż oczarowała ją egzotyczna nazwa rzeki, Cuyohaga. Czy Cuyohaga mogła zastąpić stęsknionej, samotnej dziewczynie Wisłę? Pewnej nocy, podczas przerażającej burzy, Marii przyśnił się dziwny sen. "Była syrenką pływającą w głębokich, czystych wodach rodzimej Wisły. Zamiast nóg miała silną, zgrabną płetwę, a piękne warkocze zamieniły się w delikatne wodorosty... Wisła lśniła jak rozsypane diamenty... Gdy obudziła się rano, deszcz ciągle jeszcze padał, a poduszka była całkiem przemoknięta - nie od łez tęsknoty, ale od jej włosów. Z głowy zamiast złotych warkoczy wypływały dwie ukochane rzeki: niebieska Wisła syrenki i zielona Cuyohaga z indiańskiej pieśni. Płynęły dwiema rwącymi kaskadami - jedna przeszłości, a druga przyszłości". Zakończenie opowiadania, zatracenie się Marii w wodach obu rzek, sugeruje symboliczne odrodzenie kobiety w nowych warunkach. Równocześnie obdarza ją życiodajną mocą, gdyż tylko dzięki niej powstanie nowe życie.

Kobietę podobną do Marii przedstawia poetka w wierszu Portrait of My Father, Learning to Count. Podglądamy tutaj młodą matkę-emigrantkę, jak spóźniona wraca po całym dniu oczekiwania na pracę w tkalni, do dwuletniego synka. Maleńki Janek uosabia nową rzeczywistość, w której niewiele jest miejsca, by wspominać przeszłość w biednej polskiej wiosce:

... Janek. Słowo
które oznacza jego imię wypełnia cały pokój
jak echo bez granic. Jej głos powtarza to imię oczekując
niepewnej jeszcze odpowiedzi.
I znowu, wymawia imię chłopca
aby upewnić siebie, że on jest tutaj właśnie, w tym domu,
w Ameryce, którego nawet polski wiatr, deszcz i słońce
nie potrafiły wyczarować.
Jak powiedzieć słońcu amerykańskiemu
"dziękuję, dziękuję".

W kilku wierszach poetka przedstawia takie scenki z początków XX wieku, z czasów jej dziadków, jakby wzięła sobie za cel zapis realiów życia codziennego emigrantów. Takim czarującym obrazkiem jest wiersz o chłopczyku, który pomaga matce wnosić wodę z podwórzowej studni do mieszkania na piątym piętrze, a jednocześnie marzy o wspaniałych podróżach. A także poemat o rodzinnym rytuale grzybobrania, w którym można się doszukać śladów Mickiewicza. Czy też portret dziadka, z wielkim poświęceniem leczącego chore drzewo.

Lecz Nemec Foster o wiele częściej pisze o uczuciach czy rozterkach. Te zwykle wiążą się z brakiem zrozumienia i nieadekwatnością języka w wyrażaniu stanów psychicznych. The Immigrant's Dream to właśnie taki powracający ciągle koszmar, w którym podwójna tożsamość emigranta doprowadza do poczucia zagubienia i niemocy. Nie tylko niemocy działania, ale również niemoty, gdy brak znajomości języka nie pozwala na kontakt z otoczeniem. Próby tworzenia słów nie udają się, a słyszane głosy to tylko barwa i natężenie dźwięku, a nie treść. Stąd rodzi się alienacja, poczucie osamotnienia, odtrącenia oraz ciągle poszukiwanie domu i akceptacji.

Poruszam się ostrożnie na obrzeżach snu
jakby to była czarna źrenica tygrysa. Delikatny
chłodny powiew muska mą twarz,
Ledwie słyszę kobiecy szept: jesteś w domu.

Język to dla Lindy Nemec Foster jeden z najważniejszych symboli przynależności kulturowej. Wielokrotnie więc powraca do swych trudności z językiem polskim. Często, jakby próbując udowodnić sobie, że nie jest całkowicie odcięta od mowy przodków, przerywa tok angielskiego wiersza wtrącając polskie słowa lub całe wyrażenia. Oczywiście natychmiast tłumaczy je na angielski, sprawiając wrażenie, że czyni to nie tylko dla wygody anglojęzycznego czytelnika, ale również dla siebie. Bo mimo wszystko czuje się nieswojo zmuszając usta do tworzenia obco brzmiących dźwięków. Mimo najszczerszych chęci wyznaje z rozpaczą:

Rozumiem tylko angielski - nic więcej.
Powtarzam, to za mało, za mało.
Ale śnię w obcym języku, w którym
Słychać mowę starych drzew.

Możliwość zrozumienia nie tylko słów, ale także uchwycenia głębszego sensu kultury polskiej umyka jej. Obwinia za to swych rodziców, którzy za wszelką cenę pragnęli odrzucić pochodzenie etniczne i wtopić się w amerykańską rzeczywistość. Jednocześnie jednak zauważa, że ona również przekazuje coraz mniej treści etnicznych swemu synowi. Jej amerykańska polskość staje się zarazem błogosławieństwem i przekleństwem, gdyż ciągle zmusza do wyboru pomiędzy dwoma odrębnymi światami - przeszłości i teraźniejszości.

Poszukiwania i rozterki poetki powracają w dywagacjach na temat znaczenia domu, w sekwencjach sennych, a także w roztrząsaniu symboliki imion. W krótkim wierszu My Name zastanawia się nad zależnościami pomiędzy osobowością a imieniem. Twierdzi, że jej trzyczłonowe miano równocześnie odzwierciedla i kreuje jej tożsamość. Ten zlepek trzech kultur, słowiańskiej, hiszpańskiej i angielskiej, pozwala jej na pewną płynność tożsamości i niczym w teatrze umożliwia szybką zmianę maski czy też kostiumu zależnie od roli, którą gra w danym momencie:

tancerka flamenco w obcisłej czerwieni, satynowej czerni
delikatny powiew stawiający opór armii najeźdźcy.
Patrz - granice zmieniają się łatwo
jak samogłoski.

Linda Foster Nemec kończy ten wiersz powrotem to rzeczywistości:

Moje imię rozbudzone ze snu
Brzmi jak dziecięce kroki o zmroku
Niepewnie rozpoczynające długą drogę do domu.

Podróż, na którą zaprasza czytelnika Bursztynowy naszyjnik z Gdańska, nie jest łatwa. Co chwilę odnajdujemy się w innym krajobrazie. Może to być rynek w Tarnowie, moknąca w deszczu Białowieża, wyidealizowany świat dzieciństwa w polskiej dzielnicy w Cleveland, szkółka parafialna, frankfurckie lotnisko czy też krakowskie Balice. Podróżując z Lindą Nemec Foster słyszymy zarówno melancholijne echa Chopina czy Góreckiego, jak i nuty skocznych oberków i polek. Poetka dedykuje wiersze zarówno Wisławie Szymborskiej, jak i Gary'emu Gildnerowi, autorowi My Grandfather's Book.

Ileż psychologicznej prawdy w tej huśtawce uczuć, tak dobrze znanej większości emigrantów! Może dzięki jej poezji niektórzy z nas odnajdą dom - miejsce akceptacji, przebaczenia i miłości, a najbliżsi zrozumieją nasze rozterki:

Daj mi przeszłość znalezioną na plaży
po bałtyckim sztormie.
Prehistoryczne powietrze
uwięzione w żywicy. Pachnące miodem
łzy słońca, trzy
sznurki pereł na szyi.
Biały bursztyn pamięci, złoty bursztyn pieśni, ciemny bursztyn żalu.

* Wszystkie fragmenty wierszy zostały przetłumaczone z języka angielskiego przez autorkę artykułu.

Linda Nemec Foster pochodzi z okolic Cleveland w stanie Ohio. Dziadkowie poetki, zarówno za strony matki, jak i ojca, pochodzili z południowej Polski. Studiowała poezję w Goddard College w Vermoncie i w Warren Wilson College w Karolinie Północnej. Od wczesnych lat 80. publikuje wiersze i prowadzi warsztaty poetyckie. Jest autorką siedmiu tomików poezji, m.in. A Modern Fairy Tale (1992), Contemplaing the Heavens (2001) oraz Listen to the Landscape (2006).

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail