Przegląd Polski 24 sierpnia 2007
- Awantura o Jantę - Paweł Kądziela
- Wspomnienie o Bogdanie Czaykowskim - Edward Zyman
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Bogdan Czaykowski (1932-2007)
"Było we mnie wiele tożsamości dramatycznych"
|
|
Bogdan Czaykowski Urodził się 10 lutego 1932 r. w Równem na Wołyniu. W 1940 r. został wywieziony wraz z rodziną do ZSRR, gdzie przebywał kolejno w obozie w okolicach Wołogdy, w kołchozach w Kujbyszewie i koło Samarkandy, w Kermine i w Aszchabadzie. W 1942 r. wyjechał z polskim sierocińcem do Meszhedy w Persji, a następnie do Indii. W latach 1942-1946 przebywał w polskim sierocińcu w Jamnager. Następne dwa lata spędził w obozie w Valivade, tam też uczęszczał do polskiego gimnazjum. W 1948 r. wraz z matką dotarł do Wielkiej Brytanii. Studiował historię nowożytną w dublińskim University College, zaś w latach 1955-1959 polonistykę w School of Slavonic and East European Studies. W latach 1960-1962 był redaktorem naczelnym miesięcznika Kontynenty. Od 1962 roku wykładał język i literaturę polską, historię Europy Środkowo-Wschodniej oraz literaturę wschodnioeuropejską w przekładach na University of British Columbia w Vancouver w Kanadzie. W latach 1971-1988 był kierownikiem slawistyki na tymże uniwersytecie, a w latach 1995-1997 kierownikiem Programu Studiów Europejskich. Wydał osiem zbiorów wierszy i ogłosił liczne prace krytycznoliterackie po polsku i po angielsku. Był laureatem wielu nagród, m.in. im. S. Strońskiego (1959), Nagrody Młodych Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie (1960), Fundacji im. Kościelskich (1964), im. K. Wierzyńskiego (1969), Fundacji im. Turzańskich (1991) i Killam Prize for Excellence in Teaching (1996). |
W czwartek 16 sierpnia 2007 roku po długiej i ciężkiej chorobie zmarł w Vancouver Bogdan Czaykowski, jeden z najwybitniejszych polskich poetów współczesnych, krytyk, eseista i tłumacz, wieloletni profesor i kierownik slawistyki Uniwersytetu Brytyjskiej Kolumbii.
Są fakty, które z trudem przyjmujemy do wiadomości. Którym chcielibyśmy za wszelką cenę zaprzeczyć, bo wydają się nam tak okrutne i bezsensowne. Dzieje się tak zwłaszcza wówczas, gdy człowiek odchodzi zdecydowanie przedwcześnie, w apogeum swoich sił twórczych, w okresie, gdy jego nieprzeciętny talent owocuje dziełami pod każdym względem wybitnymi.
Bogdan Czaykowski obdarzył nas w ostatnich latach książkami niezwykle ważkimi, wpływającymi w sposób wyrazisty na kształt artystyczny i filozofię współczesnego pisarstwa polskiego, na świadomość literacką nie tylko czytelników, ale także znawców przedmiotu: badaczy, historyków literatury, krytyków.
W 2002 roku opracował fundamentalną Antologię poezji polskiej na obczyźnie 1939-1999 (Polski Fundusz Wydawniczy w Kanadzie, Czytelnik 2002), która przynosi prezentację najważniejszych dokonań polskiej poezji powstałej poza krajem w XX wieku. Jest to książka, która wypełniła dotkliwą lukę w obrazie współczesnej literatury polskiej, przypominająca czytelnikom ogromny obszar jej dokonań, skazany wyrokiem bezwzględnego dogmatu politycznego na półwieczną banicję.
W 2006 roku ukazał się wyjątkowo istotny dwugłos wybitnych poetów, tłumaczy, krytyków literackich i eseistów O poezji, nostalgii, krytykach i kryteriach rozmawiają Bogdan Czaykowski i Adam Czerniawski (Polski Fundusz Wydawniczy w Kanadzie, Stowarzyszenie Literacko-Artystyczne "Fraza", Rzeszów 2006). Książka ta nie tylko diagnozuje liczne przypadłości współczesnej literatury polskiej i towarzyszącej jej krytyki, ale, co niezwykle ważne, przynosi tych przypadłości ogląd "z zewnątrz", jest próbą wyjścia poza ukształtowane w powojennej historii miary i kryteria, zmusza do refleksji nad ustalonymi i zadekretowanymi hierarchiami wartości i ważności.
Rok bieżący przyniósł dwie książki, według mnie przełomowe w dorobku Bogdana Czaykowskiego: poemat Ziemioskłon (Polski Fundusz Wydawniczy w Kanadzie, Toronto) i obszerny wybór wierszy Poety z lat 1956-2006 Jakieś ogromne szczęście (Wyd. Znak, Polski Fundusz Wydawniczy w Kanadzie, Kraków). Książki te, stanowiąc szczytowe osiągnięcie wyjątkowego talentu poetyckiego, przynoszą ważną summę artystyczną i filozoficzną jego bogatego, operującego szeroką gamą artystycznych wtajemniczeń pisarstwa. Można by rzec, że Poeta zbliżył się w nich do absolutu procesu twórczego, osiągnął pełnię artystycznej wypowiedzi, dokonał podsumowania swej egzystencji jako człowiek i jako artysta. A mówiąc inaczej: dostąpił spełnienia, które zdarza się twórcom niezwykle rzadko.
Po wcześniejszych tomach, którymi przypomniał się odbiorcy krajowemu (Wiatr z innej strony, Znak 1990 i Okanagańskie sady, Wydawnictwo Dolnośląskie 1998), książki wydane ostatnio utrwaliły jego znaczącą pozycję w polskiej poezji, weryfikując obowiązujący dotychczas układ ważności, jeśli pojęcie to ma jeszcze jakiekolwiek zastosowanie w przeżywającym głęboką atrofię wartości świecie współczesnym.
Poezja Bogdana Czaykowskiego jest uniwersalnym dyskursem o egzystencji człowieka, jego miejscu we wszechświecie, jego pasjach poznawczych, namiętnościach, fascynacjach i niepokojach. Jest zaproszeniem do mądrego, skupionego dialogu nad tajemnicą jednostkowego losu i ontyczną zagadką życia. Jest poezją racjonalnego buntu i głęboko religijnej refleksji, formą epifanicznego zachwytu urodą świata, kreacyjnymi możliwościami człowieka i nieskrywanego niepokoju wynikającego z tkwiącego w nim żywiołu autodestrukcji.
Jest tym samym poezją na wskroś humanistyczną, ludzką, poszukującą sensu naszej ziemskiej wędrówki, wyzbytą wszelkiego tabu, niewahającą się formułować najbardziej dramatycznych pytań i wątpliwości dotyczących człowieczej kondycji, obcującej z transcendencją.
O śmiertelnej chorobie Pana Bogdana wiedzieliśmy od kilku miesięcy. Mieliśmy świadomość, że wyrok losu jest nieodwracalny. On wiedział o tym również. Przyjmował go z imponującym, stoickim spokojem. Chcieliśmy, jego przyjaciele, dać mu nasz dowód podziwu i miłości. Bo nie współczucia. Tego by nie przyjął. Tego nie oczekiwał i nie chciał. Formą, która wydała się nam najbardziej stosowną, była pomoc w jak najszybszym wydaniu jego książek. W imieniu członków Polskiego Funduszu Wydawniczego w Kanadzie nawiązaliśmy kontakt z wydawnictwem Znak. Przedstawiliśmy redaktorowi Jerzemu Illgowi dramatyczną sytuację Poety. Prosiliśmy o zainteresowanie się jego wyborem wierszy Jakieś ogromne szczęście opracowanym przez dr Bożenę Szałastę-Rogowską, autorkę książki Urodzony z piołunów. O poezji Bogdana Czaykowskiego. W pierwszej rozmowie dowiedzieliśmy się, że plany wydawnictwa są już zamknięte do 2008 r. Rzecz wydawała się więc niemożliwa. A jednak zachwycony tą niezwykłą poezją redaktor dokonał cudu. Pięknie wydany egzemplarz sygnalny znalazł się w mieszkaniu Poety w Vancouver już w maju br., po kilku miesiącach intensywnej pracy całego wydawnictwa. Rzeczą oficyny jest wydawanie książek, to oczywiste. Ale to, co uczynił Znak, Jerzy Illg i jego zespół, zasługuje na wielką pochwałę. Wcześniej, własnymi siłami wydaliśmy w edycji bibliofilskiej poemat Ziemioskłon. Był to efekt poświęcenia i przyjazny gest Piotra Mordela z Berlina i Henryka Wójcika, miłośników pięknego druku, którzy w zawrotnym tempie przygotowali ten niezwykły tomik; w kwietniu br. mogłem zawieźć go osobiście do Vancouver i wręczyć choremu Poecie. Nie taił ogromnej radości i wdzięczności. Prosił, bym przekazał wszystkim zaangażowanym w to przedsięwzięcie gorące podziękowania. Uczyniłem to. Dzisiaj przekazuję im je raz jeszcze, publicznie.
---------------------------------------------
Dziennik po nocy
Są tacy co mnie rozbierają
Lecz któż poznał nagość
dotkliwiej niż sam nagi
Są tacy co biorą za model drewniane babuszki rosyjskie
Malowane w ludowe desenie
W kolorach złotych glazur i czerwieni chust
Babuszka siedzi w babuszce a każda kolejna mniejsza
To nie ja
Inni przymierzają do mnie cebulę
Q.E.D. mówią, kiedy w środku nie ma środka
To nie ja
Inni mnie łamią tak, że pęka kora i skręca się rdzeń
Nie jest to całkiem łoże prokrustowe ale też i nie słodka
tortura
Taki pokrętny nie jestem
A są i tacy co mnie lukrują do mdłości
Mogę chyba powiedzieć tym i innym tyle:
Było we mnie wiele tożsamości dramatycznych
Nie były to maski ale aktorstwo na wesoło i smutno
Aktorstwo od wewnątrz, empatyczne
A z babuszkami było całkiem inaczej:
Każda większa pragnęła wejść w mniejszą
Tak jakbym pagodę stawiał na jej czubku
Rósł od końca szyszki
Od najszerszego kręgu płynął do plusku kamienia
Ludzie bywają wielopoziomowi
Życie wszak niewątpliwie jest wielowarstwow
Świadomość nie da się przekształcić w materialność
Bo kiedy ginie ginie
I żadne obrazy tu nie pomagają
Tożsamość krąży wzdłuż słojów i włókien
drąży przejścia podziemne
przebija się źródłem i wraca do źródeł
odbija się od krawędzi brzegów ostrz lustrzanych
I nie szkodzi
że to nie jest poezja
Czasem ważniejszy niż sztuka jest logos sumienia
Ogląd ważniejszy w nagości przeźrocza
I przerażenie wir tańca derwisza
świst bicza
W końcu nikt nie ma struktury poematu kompozycji muzycznej madonny Rafaela
Jeżeli już ma być analogia to niech będzie rzeźba
post i modernistyczna czyli w różnych tworzywach:
marmur wiklina papier mache glina
woda powietrze
nic
chociaż tak wiele
Ale to też
nie jestem
ja

