Przegląd Polski 14 września 2007

"Katyń" na ekranach

STANISŁAW M. JANKOWSKI

Data premiery filmu Andrzeja Wajdy jest symboliczna - odbędzie się w Teatrze Wielkim w Warszawie 17 września, w rocznicę napaści ZSRR na Polskę. Dzień później Katyń zostanie wyświetlony na XXXII Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

Tak wielkiego tematu, jakim w historii jest zbrodnia katyńska, nie można było ruszyć przed 1989 rokiem ze względu na cenzurę. W PRL zbrodnię należało datować wyłącznie na jesień l941 roku, a nawet wśród komunizujących twórców nie było chętnego na podobną kompromitację. Z próbą powiedzenia prawdy pierwszy wyrwał się Jerzy Hoffman; w filmie o bitwie pod Lenino (Do krwi ostatniej) dał dialog, w którym pada kilka słów - jak opowiadają wtajemniczeni - o mundurach sprawców zbrodni katyńskiej. Po proteście sowieckiej ambasady zaraz po premierze "aresztowano" wszystkie kopie i gorliwcy zaczęli wycinać to, co nie spodobało się moskiewskim sojusznikom. Kiedy to uczyniono, do kin wrócił film o kolejnym, ewidentnie zawinionym przez czerwonych dowódców dramacie Polaków, bowiem taka jest prawda o rzeźni pod Lenino.

Dokumentaliści byli najwcześniej

Zaraz po zlikwidowaniu cenzury i wyduszonym przez zaciśnięte usta - równo 50 lat po zbrodni - moskiewskim mea culpa tematem zaczęli zajmować się dokumentaliści. Zainspirowanym przez mistrza Wajdę Lasem katyńskim, opowieścią o rodzinach zamordowanych, wystartował Marcel Łoziński. Niektórych sprawców masakry pokazał Józef Gębski we wstrząsającym Nie zabijaj. O utajnianiu prawdy przez Stalina, Roosevelta i Churchilla w filmie Katyń - zmowa milczenia przypomniały Alina Mrowińska i Jolanta Sztuczyńska, a pamiętniki pięciu zamordowanych polskich jeńców wziął na warsztat Ignacy Szczepański w telewizyjnym spektaklu Patrzyłem na zachód w stronę Polski.

Za najbardziej udane uważam jednak dwa obrazy. Pierwszy z nich nakręcony został dla węgierskiej telewizji. Myślę o reportażu mieszkającego od lat w Budapeszcie poety i reżysera (a także dyplomaty) Konrada Sutarskiego. Z ekipą znad Dunaju dotarł nie tylko na grób swojego ojca, jeńca obozu starobielskiego, w roku l940 zgładzonego w Charkowie, ale odnalazł - i zabrał spod Bielska jako konsultanta - księdza Leona Musielaka, prawie 80-letniego salezjanina, jednego z nielicznych, którzy byli w Kozielsku i ocaleli.

Drugi z najciekawszych, moim zdaniem, dokumentów (z niewielkim budżetem 125 tys. dolarów) zrealizowali Andrzej Sikora i Richard Owens. Konsultowali scenariusz i poprosili przed kamerę Zbigniewa Brzezińskiego, senatora Romana Pucińskiego, byli w Wirginii u Iwo Pogonowskiego, dotarli do Stanisława Swianiewicza, również jednego z ocalonych jeńców. W 1991 roku pokazany w 11 kanale film Rzeź i milczenie wysoko ocenili amerykańscy telewidzowie, a krytycy i recenzenci pisali: "prowokujący", "poruszający", "mroczny".

Śladem kapitana Jakuba Wajdy

Andrzej Wajda był w sytuacji o wiele trudniejszej od innych reżyserów. Najpierw wiedział, że nie pokona cenzury, szczególnie wyczulonej na jego nazwisko. Potem nie mógł sobie pozwolić na łączenie nazwiska z byle jakim tekstem czy pomysłem. Czytał różne scenariusze, pertraktował z autorami - i rezygnował.

Czy powstrzymywała go świadomość, że realizując temat musi sprostać pamięci swojego ojca, kapitana Jakuba Wajdy, zgładzonego - o czym był latami przekonany - właśnie w lesie katyńskim? Długo trzeba było czekać na ustalenie, że kapitan Wajda z obozu jenieckiego zawieziony został do Charkowa i tam go zamordowano w więzieniu wewnętrznym NKWD. W kwietniu, może w maju 1940 roku. W spisie jeńców, przetransportowanych ze Starobielska do "dyspozycji charkowskiego UNKWD", wpisano Jakuba Wajdę pod numerem 453, ale ten spis powstał już po zbrodni, w czasie niszczenia dokumentacji dotyczącej jeńców.

Być może przeglądając scenariusze pamiętał matkę, która - jak napisze w przesłaniu - "do końca życia wierzyła w powrót męża, a mego ojca, uczestnika I wojny światowej w II Pułku Ułanów, wojny polsko-bolszewickiej, powstania śląskiego i kampanii wrześniowej, kawalera Krzyża Srebrnego Orderu Virtuti Militari...".

Pewnego dnia za godny realizacji uznał scenariusz Andrzeja Mularczyka Post mortem. Opowieść katyńska. I pierwotnie taki tytuł miał mieć Katyń. Po przeczytaniu maszynopisu*) wiedziałem, że będzie to ważny film, zarówno w dorobku scenarzysty, jak i w życiorysie reżysera. Nie ukrywam, że nie podobały mi się w tytule nieznane powszechnie dwa słowa łacińskie. Odetchnąłem po otrzymaniu wiadomości o zmianie na proste, znane na całym świecie słowo "Katyń".

Ekipa z najwyższej półki

Do współpracy nad filmem reżyser zaprosił wielu wybitnych twórców polskiego kina. Współautorem scenariusza jest Władysław Pasikowski, autorem zdjęć - Paweł Edelman, muzykę napisał Krzysztof Penderecki. Do stworzonej przez reżysera grupy dołączyli znakomici i popularni aktorzy: Paweł Małaszyński, Artur Żmijewski, Andrzej Chyra oraz Jan Englert w roli Generała, który kojarzy mi się z zamordowanym jeńcem Kozielska - generałem Mieczysławem Smorawińskim. No i świetne aktorki: Maja Komorowska, Maja Ostaszewska, Danuta Stenka, Magdalena Cielecka. Role drugoplanowe wzięli na siebie: Stanisława Celińska, Anna Radwan i Władysław Kowalski. Pojawia się na chwilę wybitny aktor rosyjski Siergiej Garmasz jako oficer Armii Czerwonej, w dramatycznej scenie pomocy Polkom skazanym na deportację. Nie da się też zapomnieć Krzysztofa Kolbergera: to historyczny ksiądz Jasiński, przez metropolitę Adama Sapiehę w 1943 r. wysłany do Katynia, a po 1945 r. przez prokuratorów i ubeków zmuszany do oświadczenia, że to Niemcy odpowiadają za śmierć polskich oficerów.

Ogromny rozmach

Katyń kosztował ok. 15 milionów złotych, czyli ok. cztery razy więcej niż produkcja przeciętnego filmu w Polsce. Zrealizowany został z ogromnym rozmachem; przez prawie 100 dni zdjęciowych ekipa przemieszczała się od Warszawy przez Tomaszów Mazowiecki, Wyszków (dokładniej: most w tej miejscowości) do Krakowa. Stacja kolejowa w Kasinie Wielkiej, dzięki podobieństwu, zagrała tę w Gniezdowie, gdzie naszych oficerów wyładowywano z pociągu przed egzekucją. A baraki w Starym Dzikowie w powiecie jarosławskim udawały pełen prycz - umieszczonych na sześciu poziomach - obóz jeniecki w Kozielsku.

Andrzej Wajda zdecydował się na włączenie w fabułę krótkich fragmentów oryginalnych filmów z ekshumacji: dokumentu zrealizowanego przez Niemców w roku 1943, i rosyjskiego, pełnego kłamstw filmu ze stycznia 1944 r. Oglądano je pod Wawelem, w kinach czy na tzw. wolnym powietrzu; pierwszy w czasie okupacji niemieckiej, a drugi po zajęciu Krakowa przez Rosjan, co niektórzy nazywają wyzwoleniem, w styczniu 1945 r.

Ważna lekcja historii

Katyń opowiada o skutkach tego "wyzwolenia" i o tym, jak w 1945 r., właśnie w Krakowie, realizowano dyspozycje z Moskwy, aby zniszczyć prawdę, aresztować niepokornych, nie przyjąć na studia i przejechać samochodem kogoś, kto nie chce mieć innego niż swój życiorysu. I rozwalić tablicę na grobie tylko za słowo "Katyń" przy dacie śmierci porucznika "Pilota".

"Nie jest ten film - wyjaśnia reżyser - osobistym poszukiwaniem prawdy i zniczem zapalonym na grobie kapitana Jakuba Wajdy. Opowiada o cierpieniu i dramacie wielu katyńskich rodzin...".

Nie sądzę, aby były kłopoty z frekwencją, bo film na nią jak najbardziej zasługuje. Tych, którzy o zbrodni całe lata wiedzieli i - rzadziej lub częściej - rozmawiali, Katyń Wajdy upewni, że mieli rację, nie dając sobie wmówić podsuwanych przez propagandę kłamstw o niemieckich sprawcach. Trudno natomiast przewidzieć, co z tej filmowej lekcji historii zostanie w pamięci młodych widzów. Na jak długo i z jakimi rezultatami.

Jeden z moich przyjaciół zastanawiał się nawet nad propozycją, aby w postaci ministerialnego zarządzenia zabronić oglądania filmu. I liczyć, że na złość ministrowi edukacji narodowej Ryszardowi Legutce, zamiast do najbliższej dyskoteki, młodzież biegiem ruszy do najbliższego kina. Tylko co się stanie, jeśli młodzi nie będą aż tak złośliwi?

Andrzej Wajda jest oczywiście optymistą. "Nie tak dawno temu - napisał - w jednym z telewizyjnych programów gimnazjalista, zapytany, z czym kojarzy mu się 17 września, odpowiedział, że z jakimś świętem kościelnym. Może dzięki filmowi młody człowiek zapytany o Katyń potrafi wyjaśnić coś więcej niż to, że Katyń to nazwa jakiejś miejscowości niedaleko od Smoleńska".

* Stanisław M. Jankowski był konsultantem historycznym filmu Katyń ( przyp. red.).

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail