Przegląd Polski 14 września 2007
- "Katyń" na ekranach - Stanisław M. Jankowski
- "Iliada" - zawsze współczesna - Joanna Rostropowicz-Clark
- Herbert Hoover a Polska (dokończenie) - Zbigniew L. Stańczyk
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
"Iliada" - zawsze współczesna

Głęboko jestem pokorny i cichy
Tu, w tym grobowcu sławy, zbrodni, pychy.
Juliusz Słowacki, Grób Agamemnona
Ręka do góry, kto czytał całą Iliadę? Kto czytał kiedyś, ma ją na półce, czasem otwiera i dziwi się, że tak dalekie - a tak w gruncie rzeczy bliskie? Albo przestaje się dziwić, ponieważ zapomina o tym, co "jakoś" wiedział o Achillesie, Hektorze i koniu trojańskim, i daje się porwać genialnej narracji o bezmiernej chciwości i okrucieństwie, ale i straceńczej odwadze po obu stronach wojennych szańców, obu brzegach krwią płynącej rzeczki Skamander. Tłumacząc Iliadę podczas drugiej wojny światowej, Anglik E.V. Rieu napisał: "Homer opisuje nas, w nieco innych okolicznościach".
Ponad pół wieku później, teraz, Czesław Karkowski otwiera swój znakomity esej Ze wszystkich śmiertelnych najokrutniejsi. "Iliada" dziś wyznaniem, że nie w młodości, a w wieku dojrzałym stał się "jedną z niezliczonych osób, które w ciągu wieków popadały w fascynację Iliadą".
Autor, polonista, filozof i historyk sztuki (od niedawna także powieściopisarz), poddaje tekst Iliady dwustronnej analizie: jaka z dzisiejszego punktu widzenia jest rzeczywistość przedstawiona przez Homera i w jakiej mierze napisana w VII wieku przed Chrystusem opowieść o wojnie trojańskiej sprzed kilku wieków opiera się na faktach historycznych, o których z innych źródeł wiemy bardzo niewiele. Odpowiedzi na pierwsze pytanie dostarcza uważna lektura poematu, z wyłączeniem interpretacyjnego szumu, jaki towarzyszy każdemu arcydziełu klasyki. Zamiast więc szukać w poemacie materiału do rozważań o strukturze eposu, o pojęciach honoru i przeznaczenia u starożytnych Greków, Karkowski dostrzega naturalistyczne opisy bitewnej jatki, mordu dla sadystycznej przyjemności i dla łupu po zabitych. Impuls grabieży jest, zdaniem autora, dominującym motywem akcji Iliady; w planie głównym jako casus belli, bowiem z osobą porwanej Heleny wiąże się dziedzictwo królestwa Sparty, a z podbojem Troi łupież słynącej z bogactw pirackiej twierdzy. Podobnie w wątkach wszystkich szczegółowych konfliktów opowieści, od kłótni Agamemnona z Achillesem do przetargów o ciała poległych Patroklesa i Hektora.
Homeryckie dylematy
Przywołując ten "... bynajmniej nie piękny, raczej odpychający z naszego dzisiejszego punktu widzenia" obraz wojny w Iliadzie, Czesław Karkowski wyraża przypuszczenie, że zapewne nie taki był zamiar Homera, a nawet zarzuca autorowi (autorom?) eposu niekonsekwencję, bo jednym tchem obdarza swoich bohaterów superlatywami o ich chwalebnych zaletach i bezlitośnie oskarża o głupotę, chciwość i dzikie okrucieństwo. Warto się nad tą kwestią zastanowić, skoro godzimy się, że Iliada jest literackim arcydziełem najwyższej rangi, porównywalnym z tragediami Szekspira i może jeszcze tylko z Don Kichotem Cervantesa. Już Arystoteles twierdził, że Iliada była pierwszą wielką tragedią, poematem o cierpieniu, a więc zgodnie z jego definicją tragedii - budzi grozę i litość. Widział w niej także element komedii, ów słynny "homerycki śmiech", co bardziej współczesny czytelnik nazwie ironią. Czy wolno nam twierdzić, że ta ironia - na przykład kpiny z nieśmiertelnych mieszkańców Olimpu, zarazem groteskowych i niebezpiecznie potężnych - nie była przez genialnego Homera zamierzona? Weźmy scenę pobratymstwa wojowników z przeciwnych obozów, Diomedesa i Glaukusa, którzy ustaliwszy łączące ich związki rodzinne padają sobie w ramiona i wymieniają na znak zgody zbroje. Czytelnik (lub słuchacz) jeszcze nie otarł łez wzruszenia, a już poeta podkpiwa, że chyba Zeus pomieszał Glaukusowi zmysły, bo oddał swój złoty rynsztunek za taniochę z brązu!
Czesław Karkowski pisze, że kwestia bezstronności Homera jest trudnym dla niego, jak i dla wielu czytelników wszystkich epok, dylematem w stosunku do Iliady. Nie wiemy, po czyjej stanąć stronie, Greków czy Trojan. Achillesa czy Hektora? "Nie chciałem przyjąć do wiadomości (jak i do dziś jej nie przyjmuję), że w wojnie żadna strona nie ma racji, tak jak się współcześnie niekiedy widzi konflikt zbrojny - jako wybuch ludzkiej brutalności, dzikości przeciw pokojowi. Wszyscy więc zaangażowani w wojnie znajdują się po jednej stronie, jej przeciwnicy po drugiej". Ale Homer, choć Grek, nie był w tę wojnę sprzed kilku wieków zaangażowany. Bardzo skrupulatnie przedstawił racje obu stron i jakby uznał, że po dziesięciu latach wzajemnej rzezi powinny były zawrzeć rozejm. Przedstawia odrażające i fascynujące piekło wojny, a własne zainteresowanie koncentruje przede wszystkim na studium natury ludzkiej - i boskiej, na ludzkie podobieństwo. Trudno nie zauważyć, że wśród bogów najbardziej antypatyczny i durny jest w Iliadzie Ares, bóg wojny. Wśród ludzi, wodzów-żołnierzy w obu obozach, są gorsi (Agamemnon, Parys) i lepsi (Patrokles, Hektor), oportunistyczni starcy (Nestor, Priam), inteligentni, ale mało skuteczni mediatorzy (Odyseusz, Eneasz) i "ze wszystkich śmiertelnych najokrutniejszy", a jednak głęboko tragiczny Achilles. Wszyscy, po wsze czasy, niezapomniani, tak samo jak budząca ich do szturmu "jutrzenka różanopalca".
Kobiety Iliady
Sporo miejsca poświęca autor roli Heleny w poemacie oraz losowi innych kobiet, wziętych w niewolę i popychanych z namiotu do namiotu (Bryzejda) lub oczekujących niewoli po nieuchronnym upadku Troi. Pełna poczucia winy, starzejąca się Helena oskarża za całe trojańskie i swoje nieszczęście Afrodytę. Szlachetna Andromacha ustępując racjom honoru Hektora rozpacza nad przyszłym własnym i ich synka niewolniczym losem. "Homer przepełniony, zdawałoby się systemem wartości greckich wojowników - pisze Karkowski - okazuje się zadziwiająco wrażliwy (bo trudno by się było spodziewać takiej subtelności po poecie lubującym się w opisach krwawych zmagań) na nieszczęsną dolę kobiet w tamtejszym świecie, pełen zrozumienia i współczucia". Cóż, po wielkich mistrzach wszystkiego się można spodziewać; kunsztu w opisach zabijania, rozpaczy po stracie najbliższych, kobiecego smutku i strachu, nie mówiąc już o rodzinnych scysjach na Olimpie. A dola kobiet na terenie objętym wojną nie wydaje się w dzisiejszym świecie od tamtego lepsza. Raczej ich wartość spadła, bo zamiast je sprzedawać za odpowiednik kilku wołów, żołnierze gwałcą i na miejscu mordują, wraz z rodzicami i młodszym rodzeństwem.
Dodajmy jeszcze, że podobnie jak większość wielkich artystów, Homer nie był dydaktykiem, a dostarczycielem wysokiej klasy rozrywki. Czym krwawsza scena pojedynku, z inwentarzem wypływających wnętrzności, czym subtelniejszy wgląd w kobiece serca - tym bardziej napięta uwaga słuchaczy i słuchaczek dobrze znających opiewane dzieje. Wśród polskich uczniów Homera - byli nimi i Kochanowski, i Mickiewicz (heksametry!) - palma pierwszeństwa należy się, moim zdaniem, Sienkiewiczowi, który w Ogniem i mieczem raczył zachwyconych czytelników orgiami okrucieństwa, humorem i... piękną Heleną.
Ile historii?
Tysiące naukowców łamało sobie głowy nad ustaleniem tzw. prawd historycznych Iliady. Świetnie w tej literaturze oczytany autor Iliady dziś daje nam zwięzły przegląd rozmaitych hipotez, po czym sam chwyta umykającego badaczom trojańskiego byka za rogi. Gdzie dokładnie była Troja, po której właściwie nie ma śladów archeologicznych? Skąd jej bogactwa? Ile faktycznie statków greckich mogło się zmieścić na skrawku cieśniny, dziś zwanej Dardanelską? Dlaczego wojna trwała tak długo? Odpowiedzi Czesława Karkowskiego na te pytania, wraz z bardzo osobistą, w doskonałym stylu interpretacją arcydzieła, to prawdziwie klasyczna biesiada - i dla znawców przedmiotu, i dla tych spośród nas, którzy ledwie Iliadę pamiętają z fragmentów szkolnej lektury.
