Przegląd Polski 14 września 2007
- "Katyń" na ekranach - Stanisław M. Jankowski
- "Iliada" - zawsze współczesna - Joanna Rostropowicz-Clark
- Herbert Hoover a Polska (dokończenie) - Zbigniew L. Stańczyk
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Herbert Hoover a Polska
(dokończenie)

W maju 1920 roku Hooverowska akcja odżywiania obejmowało 300 tysięcy dzieci pochodzących z najuboższych rodzin w najbardziej upośledzonych regionach. Liczba punktów, do których dowożono ciężarówkami i wszystkimi możliwymi środkami lokomocji żywność, wyniosła 10 tysięcy. Dla zaznaczania poszczególnych punktów zawieszono na ścianie centrum dyspozycyjnego w Warszawie kilkumetrową mapę, ale i ta nie wystarczała na pomieszczenie znaków. Przedstawicielom rządu polskiego imponował system, jaki zorganizowali Amerykanie. Wysyłali urzędników dla obserwowania ich metod pracy i możliwości zachowania podobnych struktur po ich odejściu.
Wojna z bolszewikami 1920 roku zastała większość członków Amerykańskiej Administracji Pomocy we wschodniej części kraju zajętej wkrótce przez Armię Czerwoną. Wobec niemożności ewakuacji magazynów Hoover polecił personelowi pozostanie na miejscu, a sam odwoływał się do obywateli USA o podwojenie wysiłków w zbiórce pieniędzy. Jak ocenił historyk Jerzy Lerski, pomoc, jaką zaoferował Hoover w krytycznych momentach wojny, przyczyniła się w większym stopniu do jej wygrania niż osławiona francuska misja wojskowa generała Weyganda.
PREMIER WINCENTY WITOS PISAŁ DO HOOVERA w październiku 1920 roku: "Robimy wszystko, by wydostać się z ekonomicznej otchłani. Bez nowych działań na dużą skalę, jak odżywianie, przeprowadzane jak dotąd z tak wielką skutecznością i precyzją, charakterystyczną dla Pańskiej pracy, pół miliona polskich dzieci będzie narażonych na niebezpieczeństwo niedotrwania do końca zimy. Zwracamy się ponownie z prośbą o pomoc do amerykańskiego narodu i do Pana, autora największego planu pomocy chrześcijańskiej, dotąd nieznanego w historii".
Świadom wyczerpania zasobów żywności i lekarstw, Hoover z początkiem stycznia 1921 zareagował natychmiast. Potrzebował następnych 20 milionów dolarów, bajońskiej sumy na tamte czasy. Fundusze zdobywał nierzadko w bardzo oryginalny sposób. W warszawskim dzienniku Robotnik tak opisano bankiet w hotelu Commodore w Nowym Jorku, wydany w celu zebrania dotacji dla Polski: "Obiad podawano na drewnianych stołach, blaszanych talerzach, bez serwetek. Składał się z ziemniaków, ryżu i kubka kakao. Wstęp wynosił 1000 dolarów na osobę (dziś równowartość ponad 20 tysięcy - przyp. ZS). Na środku potężnego stołu ustawiono wysokie krzesło dla nieobecnego na przyjęciu dziecka. Na siedzeniu stała świeczka, która płonąc rzucała światło na wieczorowe suknie pań i białe koszule panów. Był to symbol dopalającego się losu dziecka. Dookoła stołu siedzieli najzamożniejsi ludzie w Stanach Zjednoczonych. Tego wieczora Hoover zebrał milion dolarów".
Jak informowała w połowie 1921 roku Rzeczpospolita, polskim dzieciom podano w sumie 550 milionów posiłków. Odżywianiem zaczęto obejmować studentów wyższych uczelni, wypłacano zapomogi zubożałym inteligentom i uciekinierom - ofiarom wojny na wschodzie. Wydano milion ubrań.
W CHWILI ZAMKNIĘCIA 3-LETNIEJ DZIAŁALNOŚCI American Relief Administration w czerwcu 1922 r. całkowity koszt wyniósł 200 milionów dolarów (dziś to ok. 4 miliardów). Pozostawiono do dyspozycji polskich władz setki ciężarówek i samochodów, lokomotyw, sprzęt, naczynia, a ponad wszystko wzmocnionych zdrowotnie obywateli. Za poprawę zdrowotności społeczeństwa polskiego Uniwersytet Jagielloński przyznał Hooverowi tytuł doktora medycyny. Polacy na tysiąc możliwych sposobów prześcigali się w okazaniu swej wdzięczności. Przekazano Hooverowi ozdobne księgi z podpisami prezydenta i premiera, członków gabinetu, wybitnych artystów i mieszkańców wsi na rubieżach.
29 października 1922 r. sto tysięcy warszawiaków wyległo na ulice, by podziwiać osłonięty tego dnia pomnik upamiętniający dokonania AAP. Zachowany jedynie na fotografiach monument dłuta Ksawerego Dunikowskiego przedstawiał matkę troskliwie podtrzymującą dziecko. Stanął on w miejscu najbardziej honorowym w stolicy, w sąsiedztwie Mickiewicza na Krakowskim Przedmieściu. U wejścia na placyk przemianowany na skwer Hoovera wyryto w marmurze jego imię.
Hoover, którego nazwisko było rozpoznawane przez miliony za bezinteresowne poświęcenie dla odległych narodów, po otrzymaniu nominacji z ramienia Partii Republikańskiej wygrał wybory prezydenckie w 1928 r. Wkrótce po rozpoczęciu jego kadencji na giełdzie nowojorskiej nastąpił wielki krach dający początek ogólnoświatowemu kryzysowi. Kryzys był spowodowany niemożnością spłaty zadłużeń wojennych przez kraje europejskie, którym Amerykanie udzielali pomocy.
W dziesięć lat po zakończeniu światowego konfliktu, któremu starał się zapobiec i z którego efektami starał się uporać, Hoover znalazł się raz jeszcze w sytuacji kryzysowej. Nastąpił katastrofalny wzrost bezrobocia, pogarszało się położenie ludzi pracy. Ogień trawiący ekonomię był nie do pokonania. Nazwisko prezydenta stało się dla jego wyborców synonimem wielkiej depresji, tzw. hooverowskich czasów. Owoce jego śmiałych eksperymentów ekonomicznych (początek wielkich inwestycji publicznych, np. słynna tama Hoovera) zebrali następcy.
WRAZ Z WYBUCHEM II WOJNY ŚWIATOWEJ Hoover jako pierwszy Amerykanin opowiedział się za wznowieniem pomocy dla Polski. Po spotkaniu z ambasadorem Jerzym Potockim, już w 3. tygodniu września 1939 r. utworzono kolejną komisję pomocy, Commission for Polish Relief, tzw. Comporel. Hoover zainicjował rozmowy w Departamencie Stanu, dzięki którym wyasygnowano sumę 50 milionów dolarów. Następne 30 pojawiło się w parę miesięcy później. Po przyjeździe do Nowego Jorku Ignacego Jana Paderewskiego w 1940 r. doszło do ponownego spotkania obu mężów stanu. Postanowili koordynować swe poczynania.
Podobnie jak podczas I wojny, Hoover podjął negocjacje ze stronami zaangażowanymi w konflikt w sprawie transportów na tereny okupowane przez Niemców, płynących pod neutralnymi banderami. Projekt spotkał się z ostrym sprzeciwem Londynu stosującego zasadę całkowitej blokady portów zajętych przez wroga. Pertraktacje zapobiegły atakom na morskie transporty dostarczane głównie przez Włochy. Dochodziły one aż do chwili wypowiedzenia Niemcom wojny przez USA. Pomocą objęto niezliczone rzesze ludzi starych, dzieci i chorych. Wbrew oporom hitlerowców udało się nawet wejść na teren gett żydowskich. W pierwszym półroczu tej operacji komisja dostarczyła, pod całkowitą kontrolą obecnych na miejscu Amerykanów, około 2,5 miliona ton żywności. Opieką objęto także polskie ofiary wojny przebywające we Francji, Rumunii i innych krajach. W zależności od pory roku dokarmiano tam 20 do 50 tysięcy Polaków.
Hoover ostro piętnował Roosevelta za ugodową politykę wobec Rosji, za uchylanie się od krytyki najazdu na Polskę. Widział w tym zapowiedź smutnej przyszłości dla środkowej Europy. W jednym z artykułów oskarżył rządzącą ekipę o wspieranie kół gospodarczych zaangażowanych w interesy z ZSRR, "kraju prowadzącego wobec swych sąsiadów zbrodniczą politykę". Z końcem wojny wielokrotnie publicznie protestował wobec postanowień konferencji w Teheranie i Jałcie. Uznał traktowanie Polski za "sprzeczne z ideałami amerykańskimi i celami zakończonej wojny".
W MAJU 1945 ROKU PREZYDENT TRUMAN, odwołując się do doświadczeń Hoovera, powołał go raz jeszcze do służby publicznej dla określenia potrzeb żywnościowych powojennej Europy. Już jako 70-latek Hoover pojawił się raz jeszcze w marcu 1946 r. na ulicach Warszawy. Był zdruzgotany rozmiarami zniszczeń. Wędrował kilometrami wzdłuż ruin miasta, które znał z dni głodu, ale nie fizycznego unicestwienia. Zaniepokoił go poziom życia elit komunistycznych goszczących go zbytkiem szokującym wobec realiów życia szarych obywateli. Raziło go, że mówiono o głodzie milionów przy uginającym się od potraw obiedzie wydanym przez Bolesława Bieruta. By zapoznać się z realiami, odwiedził sierocińce, szpitale i szkoły. Choć informacji o jego obecności nie podano do wiadomości publicznej i pomimo 20-letniej nieobecności w Polsce, rozpoznawano go wszędzie, a ludzie gromadzili się spontanicznie w tłumy. Fotografie z jego spotkania z dziećmi znalazły się w światowej prasie. Po powrocie do Waszyngtonu Hoover wysunął kolejną ofertę dostarczania środków medycznych, ubrań i żywności. Po zatwierdzeniu jego plan dostaw realizowano przez następnych dwadzieścia parę lat. Był on największy ze wszystkich dotychczasowych. Miliony ton mąki, oleju, masła, mleka w proszku, tapioki, mielonki, żółtego sera i wielu innych produktów z charakterystycznym napisem CARE i UNRRA i wizerunkiem uściśniętych dłoni trafiała do tysięcy punktów publicznego odżywiania: szpitali, przedszkoli i szkół. Do końca lat 60. prawie każdy młody Polak urodzony w tamtych latach otrzymywał kaloryczny "zastrzyk" Hoovera. Dostawy wstrzymano na wniosek komunistycznych władz.
W LATACH ZIMNEJ WOJNY, gdy w środowiskach administracji waszyngtońskiej trudno było o człowieka skłonnego do otwartej krytyki powojennego porządku, polska emigracja polityczna często odwoływała się do opinii i autorytetu Herberta Hoovera. W miarę sił brał on udział w wiecach i zjazdach wypowiadając się z troską o losach Polski. Mówił: "Przyjdzie czas, gdy niegodziwa i nienaturalna dominacja komunistyczna upadnie. Duch wolności wciąż żyje w Polsce, a jej wolność się odrodzi. Wiara i nadzieja nigdy nie umierają w wolnych narodach".
Wielkość człowieka mierzy się cierpieniem, jakiego doświadczył. Podobnie wielkość narodu. Tu chyba widzieć należy przyczyny więzi, jaka zawiązała się między Hooverem a Polską. Bliski był mu los porzuconych, takich jak on. Nie chciał, by inni doświadczali jego sierocego losu.
W Domu Weterana Polskiego w Nowym Jorku (119 E. 15 Street, Manhattan) do 20 września czynna jest wystawa "The Spirit of Compassion. Herbert Hoover in Poland" (poniedziałki - czwartki, godz. 11 rano - 4 ppł.).
