Przegląd Polski 28 września 2007
- Ostatnie dni powstania warszawskiego - Piotr Badmajew
- Festiwal "bajkowych" filmów - Małgorzata Radkiewicz
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Królowa jest naga
W związku ze zbliżającymi się w Polsce wyborami postanowiłem zapisać się do Partii Kobiet. Kobieta to człowiek miły w dotyku i w ogóle lepszy człowiek od każdego posiadacza wąsów i brody, nawet podwójnej.
Uważam, że należy rozszerzać szeregi tej partii, nawet gdyby wiązało się to z kłopotliwym zabiegiem zmiany płci. Obecność kobiet w parlamencie może bowiem przynieść Polsce szczęśliwe rozwiązanie nabrzmiałych problemów społecznych: z mapy Europy zniknie niedonoszona IV RP, a na jej miejsce narodzi się I RB - Rzeczpospolita Babska.
Taką perspektywę obiecuje nam Partia Kobiet i nie jest gołosłowna, choć jest goła na wyborczych plakatach. Zarząd ugrupowania Manueli Gretkowskiej występuje bowiem, jak je pan Bóg stworzył; mówiąc skromnie "Polska jest kobietą". Wszyscy to wiemy, wystarczy śledzić kapryśną jak kobieta politykę, pełną zagubionych jak sieroty we mgle mężów stanu. A gdzie żony stanu, jak się pytam? W stanie odmiennym - odpowie dowcipniś. Tymczasem autorka Namiętnika ogłasza program polityczny godny spowiednika: "Jesteśmy czyste, nie mamy nic do ukrycia". Co widać na plakatach. Autorka Podręcznika do ludzi wie, jak zbawiać świat: "Myślimy o przyszłości, nie interesują więc nas podsłuchy, teczki i haki. Nie jesteśmy populistami". Powinna powiedzieć "nie jesteśmy populistkami", ale Gretkowska sprytnie adresuje swój program także do mężczyzn, działając na naszą podświadomość. A ma czym: absolwentka paryskiej antropologii i rasowa skandalistka, zainteresowana gnozą i kabałą, wie, jak zdobywać zwolenników.
Debiutowała powieścią My zdies' emigranty, w której, delikatnie mówiąc, nie gloryfikowała młodych tułaczy za chlebem, wychodząc ze słusznego założenia, że polski chleb najlepszy na świecie. Jej partia domaga się zrównania płac pań i panów - co, moim zdaniem, ubliża godności polskiej kobiety. Pracuje ona bowiem przynajmniej dwa razy więcej od przeciętnego nosiciela pary spodni na szelkach - i w biurze, i w domu. Poza tym daje nie tylko do wiwatu otoczeniu i w tak zwane gardło, ale daje też życie. Bywa prostą maszyną rolniczą, praczką, kucharką, sprzątaczką, matką, żoną, kochanką oraz żoną i kochanką porzuconą. Każdy pierwszy z brzegu właściciel krawata rychło by się na nim powiesił, gdyby przyszło mu żyć w kobiecej skórze.
Być kobietą w Polsce niełatwo, ale być nagą kobietą w polskiej polityce to gorsze niż wstydliwa choroba. Partia autorki Scen z życia pozamałżeńskiego domaga się zaostrzenia kar za maltretowanie, gwałcenie i zmuszanie kobiet do prostytucji. Występując nago na plakatach, zarząd partii stanowi jednak żywą reklamę najstarszego zawodu świata, który ma się w Polsce znacznie lepiej niż polityka. Taki program w kraju przypominającym Kabaret metafizyczny - jak chce tytuł kolejnej książki niepoprawnej optymistki - zmusza jednak do refleksji. I o to w nim chodzi, gdy Gretkowska chce poprawić sytuację rodziny, a więc także nieszczęsnych mężczyzn, będących, jak wiemy, kobietami z nieodciętą pępowiną.
Partia Kobiet poczęła się dziewięć miesięcy temu i, jak twierdzą jej członkinie, "ma około półtora tysiąca członków". To kolejny przykład majstrowania przy podświadomości. A może to partia transwestytów? Partię autorki powieści Kobieta i mężczyźni wspierają "kobiety ze wsi i mądrzy mężczyźni" - jak twierdzi Justyna Wasita, wiceprzewodnicząca. Pani Justyna sugeruje, że każdy mądry mężczyzna odda się bez reszty idei I RB i odda swój głos, a może i życie (rodzinne) za ideę równouprawnienia płci. Nie rozumiem tylko, dlaczego miałyby Gretkowską i Wasitę popierać kobiety ze wsi? Autorka Polki zapomniała chyba, co pisała w Europejce o Polsce z pozycji intelektualistki. Takich wykształciuszek wieś polska nie trawi. Myślę, że Gretkowska postawiła na telewizję - serial Miasteczko, pomimo mylącego tytułu, miał największą oglądalność po wioseczkach...
Powstania Partii Kobiet nie mógł przewidzieć Jan Kochanowski "siedząc po niskich brzegach babilońskiej wody". Ostrzegał jednak przed nią już starożytny Herodot, a za nim Ryszard Kapuściński, streszczając w Podróżach z Herodotem zagrożenia, czyhające na Partię Kobiet na wypadek, gdyby jednak uzyskała poparcie "mądrych mężczyzn" i weszła do parlamentu. Kobiety w starożytnym Babilonie nie tworzyły opozycji, a mimo to zostały wycięte w pień, a ściślej: wyduszone. Za co? Zjadały zapasy żywności, potrzebne wojownikom, przygotowującym się do perskiego oblężenia. Aby zaoszczędzić na jedzeniu, na uduszenie skazano kilkadziesiąt tysięcy kobiet - żon, córek, sióstr, babć, kuzynek, ukochanych dziewczyn...
Jaki morał z tego horroru wynika? Ja bym na miejscu Manueli Gretkowskiej i jej partii poważnie się zastanowił nad powrotem do Tarota paryskiego - by użyć tytułu jej kolejnej książki - zamiast szpikować się politycznym Silikonem - by użyć tytułu jej zbioru felietonów - w celu przerabiania polskiego k-raju na raj bab. Ale do Partii Kobiet i tak się zapiszę - na członka...
