Przegląd Polski
26 października 2007

Polski Październik '56
w Waszyngtonie

KAZIMIERZ WIERZBICKI

Narodom Europy Wschodniej przysługuje nasza obietnica z czasów ostatniej wojny, że powinny one mieć prawo wolnego wyboru systemu rządów oraz że ich suwerenne prawa powinny im być zwrócone.

Te słowa wypowiedziane przez prezydenta Stanów Zjednoczonych Dwighta Eisenhowera w czasie międzynarodowej konferencji w Genewie w r. 1955 zostały przypomniane w oświadczeniu Departamentu Stanu USA bezpośrednio po buncie robotników polskich w Poznaniu.

Od końca czerwca 1956 r. Waszyngton śledził rozwój wydarzeń w Polsce ze szczególną uwagą. Sytuacja w Polsce oraz w Europie Wschodniej miała również odbicie w kampanii wyborczej przed listopadowymi wyborami prezydenckimi. Zarówno ubiegający się o drugą kadencję prezydent Eisenhower, jak i kandydat demokratów Adlai Stevenson często poruszali sprawę uzależnionych od Moskwy krajów bloku wschodniego. Nie bez znaczenia była tu walka o głosy środowisk emigracyjnych pochodzących z Europy Środkowo-Wschodniej. Chodziło tu przede wszystkim o głosy kilkumilionowej Polonii amerykańskiej. Rozpoczęcie VIII plenum KC PZPR 19 października oraz wiadomości o ruchach wojsk sowieckich w kierunku Warszawy postawiły władze amerykańskie w stan pogotowia.

MEMORANDUM DEPARTAMENTU STANU z 20 X omawia najważniejsze wydarzenia poprzedniego dnia związane z rozpoczęciem VIII plenum w Warszawie. Informuje m.in. o nagłym przybyciu delegacji z Moskwy z Chruszczowem, Mikojanem i Mołotowem, o ruchach wojsk sowieckich w kierunku Warszawy, jak również o wiecach i rezolucjach polskich robotników i studentów. Niektóre informacje są nieprawdziwe lub przesadzone. Np. mowa jest o zajęciu siedziby Polskiego Radia przez oddziały wierne Gomułce lub o wyborze Gomułki na I sekretarza KC PZPR (stało się to dwa dni później). Zwraca się uwagę, że w składzie delegacji sowieckiej są twardogłowi stalinowcy, co może świadczyć o woli zademonstrowania jedności przywódców moskiewskich wobec polskiego kryzysu.

New York Times z 21 X poświęcił bardzo dużo miejsca sytuacji w Polsce. Zacytował wypowiedź prezydenta Eisenhowera, który poprzedniego dnia oświadczył: "Czytamy o Polsce (...), o tym ujarzmionym narodzie, który podtrzymuje płomień walki o życie w wolności. Nasze serca są z nimi. Mamy nadzieję, że Polacy będą mieć w końcu możliwość utworzenia rządu zgodnie z własnym wyborem".

Dziennik informował również o wizycie ambasadora Spasowskiego i radcy Jaroszka w Departamencie Stanu. W trakcie spotkania przedstawiciele Departamentu Stanu wyrazili zaniepokojenie oświadczeniem Chruszczowa, który stwierdził, że nie pozwoli sprzedać Polski imperialistom amerykańskim. Waszyngton, chociaż sympatyzuje z Polakami i ich nadzieją na niezależność, uważa, że o przyszłości Polski powinni decydować sami Polacy. Dyplomaci PRL odpowiedzieli, że nic im nie wiadomo o wypowiedzi Chruszczowa ani o ruchach wojsk sowieckich i że prasa zachodnia zawsze dramatyzuje wydarzenia. W opinii Amerykanów spotkanie przebiegało w przyjaznej atmosferze, chociaż Spasowski znajdował się w stanie pewnego napięcia.

W wydanej w r. 1986 autobiografii The Liberation of One Romuald Spasowski wspomina, że na początku spotkania zastępca sekretarza stanu Robert Murphy zadał mu pytanie, czy w opinii polskiego ambasadora ruchy wojsk sowieckich na Warszawę to wewnętrzna sprawa Polski, czy też kwestia międzynarodowa. Kiedy Spasowski zgodził się z drugą tezą, Murphy odparł: "A więc możemy rozmawiać. Gdyby zajął pan inne stanowisko, nasze spotkanie zostałoby zakończone".

21 PAŹDZIERNIKA NEW YORK TIMES zamieścił komentarz zatytułowany "Pomoc USA dla Polski?". W artykule przypomniano, że kongres Partii Republikańskiej w sierpniu wezwał do uwolnienia Polski i innych krajów Europy Wschodniej. Nie wiadomo jednak, czy oznacza to całkowite obalenie komunizmu w tym rejonie, czy też zastąpienie obecnych reżimów przez "narodowych komunistów". Komentarz nawiązuje do faktu przekazania setek milionów dolarów w ramach pomocy dla rządów Tito po uniezależnieniu się Jugosławii od Moskwy w 1948 r. W przypadku Polski różnica polega na tym, że w USA mieszka kilka milionów polskich emigrantów, którym pomoc dla komunistycznych rządów Gomułki może się nie podobać. Należy również pamiętać, że jakakolwiek ingerencja USA w sprawy polskie może jedynie zaszkodzić procesowi liberalizacji w tym kraju. Komentator nowojorskiego dziennika omawia pojawiające się sugestie, że Waszyngton powinien wydać oświadczenie popierające jakikolwiek polski rząd, który ma na celu prawdziwą niezależność swego kraju. Oświadczeniu takiemu mogłaby towarzyszyć oferta pomocy gospodarczej w formie żywności, artykułów konsumpcyjnych oraz surowców. Bez propozycji pomocy ze strony USA polski rząd będzie skazany na porozumienie się z Moskwą w celu zaspokojenia swych potrzeb.

Omawiając wydarzenia w Warszawie, sekretarz stanu John Foster Dulles wykluczył możliwość interwencji zbrojnej Zachodu w Polsce czy nawet przyspieszania procesu liberalizacji z zewnątrz i dodał, że Polacy nie potrzebują od nikogo lekcji, jak walczyć o wolność. Dulles przywołał tragedię powstania warszawskiego, którego wybuch był sprowokowany przez Rosjan, co zakończyło się całkowitym zniszczeniem miasta przez hitlerowców. Sekretarz stanu dodał, że nie spodziewa się przeprowadzenia przez Moskwę "zmasowanych działań militarnych" w celu powstrzymania dążeń Polaków do niezależności.

Następnego dnia komentator New York Timesa Cyrus Sulzberger publikuje artykuł "Niełatwa droga do wolności dla Polski". Sulzberger uważa, że nowe kierownictwo w Warszawie wybrało drogę Tity jako pierwszy etap liberalizacji. Podobnie jak Tito, Gomułka miesza nacjonalizm i kapitalizm z tradycyjnymi zasadami komunizmu. Polski przywódca deklaruje: "Drogi do socjalizmu mogą być różne. Każdy kraj ma prawo do suwerenności i niezależności". Amerykański komentator sądzi, że Gomułka zamierza pozostawić Polskę w bloku wschodnim, zachowując jednocześnie niezależność swego kraju. Czy jednak nowe kierownictwo w Warszawie będzie do strawienia dla Kremla? Odpowiedź na to pytanie byłaby przedwczesna. Polacy mogą jedynie pocieszyć się tym, że pomimo kilku rozbiorów, Rosja nigdy nie zdołała połknąć całkowicie swojego zachodniego sąsiada.

NA SPOTKANIU OSOBISTOŚCI
Z DEPARTAMENTU STANU oraz CIA w 23 X omawiano strategię polityki USA wobec Polski. Za główne cele tej polityki uznano: zachęcanie Polski do coraz większej niezależności od ZSRR, co przyczyni się do zmniejszenia prestiżu i potęgi Moskwy, oraz uniknięcie sowieckiej interwencji w Polsce, która mogłaby się wiązać z ryzykiem rozprzestrzenienia się konfliktu zbrojnego.

23 października wybuchają masowe demonstracje w Budapeszcie pod hasłem "Węgrzy, idźcie za Polakami!". Jest to początek rewolucji na Węgrzech. Przez kilka najbliższych dni wydarzenia w Polsce i na Węgrzech stawiane są w Waszyngtonie na jednej płaszczyźnie. W obu przypadkach mówi się o zrewoltowanych krajach bloku wschodniego próbujących się wyrwać spod dominacji Moskwy. Amerykańscy politycy na ogół zgadzają się, że Stanom Zjednoczonym nie pozostaje nic innego, jak uważnie obserwować te wydarzenia, powstrzymując się jednocześnie od szerszej ingerencji. Niektórzy doradcy Białego Domu uważają jednak, że ze względu na kampanię prezydencką głosy polskiego elektoratu mogą być ważne w kilku kluczowych stanach. Dlatego dobrze się stało, że prezydent Eisenhower zasugerował możliwość amerykańskiej pomocy gospodarczej dla nowych władz w Europie Wschodniej. Przeważa jednak pogląd, że cokolwiek Waszyngton uczyni, powinien uczynić dyskretnie, aby nie robić wrażenia, że Ameryka próbuje sterować rozwojem wydarzeń w Warszawie i Budapeszcie.

Komentarze prasy amerykańskiej podkreślają w tych dniach, że ekipa Gomułki reprezentuje postępowe siły w Polsce oraz że dążenie Polaków do wolności i niezależności wzbudza podziw i moralne poparcie wolnego świata. Zaznacza się też, że wyrazem poparcia Waszyngtonu dla przemian nad Wisłą mogłaby być pomoc gospodarcza, której Polska tak bardzo potrzebuje. Na tym tle wyróżnia się opublikowana 30 X wypowiedź Stanisława Mikołajczyka. Przebywający w Paryżu b. premier stwierdził: "Nie sądzę, że USA powinny pomagać Polsce, dopóki komunizm nie zostanie zmieniony. Spodziewam się, że pod rządami Gomułki liberalizacja ostatniego roku zostanie wstrzymana (...). Polacy pozbędą się wkrótce iluzji i zwrócą się przeciwko Gomułce".

29 października prasa amerykańska zamieszcza obszerne informacje o uwolnieniu kardynała Stefana Wyszyńskiego. Ocenia się, że uwalniając prymasa Polski, Gomułka usunął jedną z ostatnich przeszkód na drodze pozyskania społeczeństwa do współpracy z nowymi władzami. Przypomina się, że uwolnienia kardynała domagały się tysiące studentów i robotników na wiecach i demonstracjach w ostatnim tygodniu.

WYBUCH WALK W BUDAPESZCIE oraz pierwsza interwencja sowiecka na Węgrzech zmienia poważnie sytuację i wywołuje nowe komentarze polityków i dziennikarzy amerykańskich. Dostrzega się widoczną różnicę między rozwojem wydarzeń w obu krajach. Przeważa opinia, że Polska zdobyła sporą porcję wolności drogą pokojową, natomiast Węgry są praktycznie w stanie wojny domowej. Komentatorzy podkreślają podobieństwo doświadczeń historycznych i silną tradycję nastrojów antyrosyjskich u obu narodów. Jednocześnie jednak widać różnicę w rozwoju wydarzeń w ostatnich latach między tymi dwoma "sowieckimi satelitami". Jeżeli na Węgrzech program reform załamał się w r. 1955 po odsunięciu Imre Nagya od władzy, to w Polsce po bardzo powolnych zmianach po śmierci Stalina nastąpił przez ostatnie kilkanaście miesięcy widoczny rozwój wolności prasy i swobody wyrażania opinii publicznej. Daje to wyraźną nadzieję, że zmiany na lepsze mogą dokonać się nad Wisłą w ramach istniejącego systemu. Takiej nadziei w zasadzie nie ma w Budapeszcie, gdzie społeczeństwo skłania się w kierunku zbrojnego obalenia ustroju komunistycznego.

Sytuacja w Polsce i na Węgrzech jest w dalszym ciągu tematem kampanii wyborczej. Wiceprezydent Richard Nixon stwierdza 30 X, że ponowny wybór kandydata republikanów do Białego Domu będzie wyrazem poparcia dla walczących o wolność Polaków i Węgrów. Nixon zaznacza, że niezależnie jaką drogę obiorą przywódcy Kremla, rezultatem będzie ich przegrana. Jeżeli zdecydują się przyznać niezależność obu narodom, wyzwoli to reakcję łańcuchową, która spowoduje rozerwanie się żelaznej kurtyny. Dalej wiceprezydent przyznaje: "Jeżeli z drugiej strony wrócą oni do stalinowskiej metody bezwzględnego niszczenia tych, którzy myślą inaczej, mogą wygrać bitwę o kontrolę swych satelitów, ale przegrają wojnę o panowanie nad światem, co jest ich celem".

Druga interwencja sowiecka w Budapeszcie 4 listopada oraz brutalne stłumienie węgierskiej rewolucji przynosi dramatyczną zmianę sytuacji. Zachodzi obawa, że scenariusz węgierski może powtórzyć się nad Wisłą. W ciągu następnych kilku dni nadchodzą informacje o koncentracji wojsk sowieckich na wschodniej i zachodniej granicy Polski.

Komentatorzy amerykańscy podkreślają jednak, że Moskwa chyba nie zdecyduje się na kolejną interwencję, która niezmiernie zaszkodziłaby pozycji Sowietów na świecie i osłabiłaby ich potencjał militarno-gospodarczy. Przeważa pogląd, że Polacy będą w stanie zachować ostatnio zdobyty niewielki margines niezależności.

OCENIAJĄC REAKCJE WŁADZ AMERYKAŃSKICH na omawiane wydarzenia, nie sposób pominąć roli Radia Wolna Europa, kierowanego i finansowanego przez Stany Zjednoczone. Jak wiadomo, reakcja Sekcji Polskiej RWE na Październik była spokojna i wyważona. Oceniły to władze amerykańskie, stwierdzając, że podejście RWE do kryzysu w Polsce było "ostrożne, energiczne i niewątpliwie skuteczne". Natomiast Sekcja Węgierska dała się ponieść emocjom, sugerując możliwość pomocy Zachodu dla walczących Węgrów, co miało fatalne skutki.

Wszystko wskazuje na to, że jesienią 1956 r. Waszyngton mógł udzielić narodom Europy Wschodniej jedynie poparcia moralnego oraz złożyć obietnice pomocy gospodarczej. Trafnie ujął to Jan Nowak-Jeziorański, który na falach RWE przypominał wówczas słuchaczom w kraju: "Wydaje mi się, że całe społeczeństwo musi mieć nieustannie w pamięci dwa zasadnicze fakty. Polska jest w dalszym ciągu w sowieckiej klatce. Garnizony Armii Czerwonej znajdują się nie tylko wewnątrz kraju, ale otaczają go ze wschodu i zachodu. W obecnej chwili usunięcie ich nie leży w polskiej mocy. Głębokie zrozumienie naszego położenia wykazał prezydent Eisenhower, kiedy zgłaszając gotowość udzielenia pomocy gospodarczej Polsce oświadczył, że Stany Zjednoczone nie zabiegają bynajmniej o to, by uczynić z Polski swego wojskowego sojusznika. Jest to uczciwe postawienie sprawy. Rosja ze swoją potęgą militarną jest zbyt blisko, a Stany Zjednoczone zbyt daleko, aby mogły skutecznie obronić Polskę przed sowieckim zalewem".

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail