Przegląd Polski
9 listopada 2007

Filmowe plany Jana Karskiego

STANISŁAW M. JANKOWSKI

25 listopada 1987 roku natrafiłem na pierwszy ślad nigdy niezrealizowanego filmu fabularnego, który już w czasie II wojny światowej miał możliwie najszerzej ukazać osiągnięcia polskiej konspiracji cywilnej oraz wojskowej.

20 lat temu, w listopadzie 1987 roku, w Bethesdzie pod Waszyngtonem, profesor Jan Karski nie tylko opowiedział mi o swojej pracy nad scenariuszem filmu o Polsce Podziemnej, ale pokazał raporty, które w tej sprawie ze Stanów Zjednoczonych kierował do Londynu. W 1943 roku pomysł wzmacniał argumentem, że realizacja jest potrzebna, "bo dotąd nie mieliśmy filmu...".

"Powinien to być dobry film, uwydatniający najwartościowszą cechę naszej walki, to znaczy brak Quislinga. Fabuła - proponował w "I raporcie Karskiego z pobytu w USA" - to ścieranie się opinii patriotów. Pewna część, patrząc na ofiary, terror, straty, obawiając się, że świat nie zrozumie naszej bezkompromisowej postawy i nie oceni - chce aktywizacji i normalizacji stosunków z okupantem, zwycięża jednak koncepcja walki bezwzględnej, nie kunktatorskiej, koncepcja ofiar, strat ale i honoru i wierności ideałom... Można by zrobić cudowny film, gdybyśmy się zakrzątnęli" - 24 lipca 1943 roku kończy Jan Karski raport adresowany do Stanisława Mikołajczyka, premiera rządu RP na uchodźstwie w Londynie.

Część informacji ze wspomnianego dokumentu znajduje się w "Raporcie p. J. Karskiego", datowanym 22 sierpnia 1943 r.

"Myślę - pisze emisariusz - o filmie propagandowym, przedstawiającym walkę Polski Podziemnej. Pominąwszy bogactwo naszego materiału (widziałem większość filmów innych krajów i przypuszczam, że są one w dużym stopniu oparte na fikcjach) - mamy jedyną w świecie możliwość do podkreślenia najcharakterystyczniejszego rysu Polski: brak Quislinga. Można byłoby napisać wspaniałą fabułę nie tylko na tle tarapatów i przygód ludzi Polski Podziemnej (co robią inne rządy państw okupowanych), ale przedstawiającą znaczenie, trudności i poświęcenie Polaków na tle odrzucenia jakiejkolwiek współpracy z okupantem".

W innych krajach są Quislingi

Omawiany w raporcie projekt przewiduje, najprawdopodobniej dla zwiększenia dramaturgii, "ścieranie się opinii" wśród przedstawicieli Polski Podziemnej, konflikt pomiędzy "jednostkami patriotycznymi, myślącymi przede wszystkim o biologicznym zachowaniu Polaków, o zelżeniu terroru niemieckiego, o ofiarach polskich". Karski uważa, że powinno się pokazać nie tylko ludzi zdecydowanych na bezkompromisowa walkę, ale też patriotów zdecydowanych na "nieszczerą współpracę z okupantem", na stworzenie "jakiejś stabilizacji na terenach polskich", słowem patriotów podkreślających, że "świat nie zrozumie, za jaką cenę nie mamy Quislinga".

W cytowanym raporcie nazwisko Vidkuna Quislinga pojawia się parokrotnie, gdyż tak właśnie wracało podczas wszystkich spotkań, odbywanych przez emisariusza w Stanach Zjednoczonych, gdzie norweskiego premiera uznano za symbol kolaboracji z Niemcami na terenie Europy. Pisząc o kolaborantach, którzy również powinni być przedstawieni w filmie, Karski tak widzi ich postępowanie: "Czują się usprawiedliwieni, ponieważ we wszystkich innych krajach są Quislingi. Zwracają uwagę, że nie można żądać od narodu polskiego aż tak wielkich ofiar. Zwracają uwagę, że tak daleko idąca lojalność i całkowite oraz bezkompromisowe oświadczenie się po stronie słusznej sprawy doprowadzi do eksterminacji przywódczej klasy polskiej. Zwracają uwagę, że jednak narody, które mają Quislingów, zdołały osiągnąć pewne korzyści od Niemców, a przynajmniej udało im się uniknąć tak generalnych strat, jakie mają miejsce w Polsce. Przekonują oni kierownicze sfery Polski Podziemnej, że nie można tylko myśleć kategoriami honoru i tradycji, ale że trzeba brać pod uwagę także realność istniejącego stanu rzeczy".

Karski planuje w tym filmie role dla przynajmniej kilku "szczerych - jak czytamy w raporcie - patriotów i szczerych zwolenników aliantów". Powinno się też - zdaniem autora projektu - znaleźć miejsce dla "jakiegoś taktyka politycznego, ze względów taktyczno-politycznych doradzającego koncepcje podwójnej gry".

W dalszej części raportu większą uwagę poświęca jednak jego autor polskiemu ruchowi podziemnemu, "zdecydowanie i zwarcie przeciwstawiającemu się" kolaborantom, jak nazwał wspomnianych wcześniej biskupa, "kogoś z warstwy ziemiańskiej i taktyka politycznego". Ten ruch podziemny reprezentuje "najszersze warstwy polskie: świat robotników, świat chłopów i świat pracującej inteligencji. Zdają sobie oni sprawę z ofiar - pisze Karski - wiedzą, czym będzie groziła Polsce ich sztywna postawa wobec okupanta, wszelkie jednak kompromisy uważają za niegodne Polaków".

Polska jest lojalna i rycerska

Zastanawiając się na filmem o Polsce Podziemnej, autor projektu sugeruje, aby stworzyć "cudowną fabułę na tle starć, dyskusji, argumentów, wysiłków, przygód itp., z których wynikałoby jedno: wszyscy Polacy na terenie ziem polskich są patriotami i myślą o Polsce. Nawet ci jednak patrioci, którzy są bardziej kompromisowi - pisze Karski - którzy myślą tylko i wyłącznie o wąskiej platformie polskiej - nawet ci nie mogą uzyskać poparcia w ośrodkach organizacyjnych, reprezentujących masy".

W innej części raportu znajdują się sugestie dla reżysera lub kogoś, kto miałby Karskiemu pomagać przy pisaniu scenariusza - bo tak widzi emisariusz swoją rolę. I wyobraża sobie "stworzenie całego szeregu wzruszających epizodów, aktów rozpaczy, zwątpienia słabszych choć patriotycznych jednostek, aktów samosądów, zabójstw na Niemcach. (...) Z tych i innych elementów - proponuje - ma wynikać jedna zasadnicza idea i jeden zasadniczy stan faktyczny, który istotnie ma tylko Polska, a którym nie może się wykazać żaden z innych narodów świata: Polska nie ma Quislinga, Polska jest lojalna i rycerska aż do śmierci, Polska dotrzymuje danego słowa".

"Dobrze zrobiony taki film - tłumaczy Karski - oddałby ogromną usługę naszej sprawie nie przez ten fakt, iż wykazywałby walkę naszego ruchu podziemnego, ale przez to, że pokazałby światu jedyność sytuacji polskiej. Nie rozumiem, dlaczego my się tym nie mamy chwalić".

Dlaczego nie ma Armii Krajowej?

Podczas pobytu w USA w roku 1943 Jan Karski miał okazję zobaczyć dokumentalne obrazy w reżyserii Franka Capry z serii Dlaczego walczymy, ukazującymi genezę konfliktu ideologicznego z faszyzmem oraz z cyklu Poznaj naszych przyjaciół - o dokonaniach i problemach walczącego podziemia różnych krajów Europy. Mógł także zetknąć się z nagrodzonymi Oscarami dokumentami klasyka hollywoodzkiego kina Johna Forda, który dla propagandy wojennej jako szef zespołu realizatorskiego marynarki wojennej przygotował filmy Bitwa o Midway (1942 r.) oraz o japońskim ataku na Pearl Harbor 7 grudnia (1943 r.). Wytwórnie filmowe chętnie korzystały z szansy, jaką daje zainteresowanie kinem nawet - a może szczególnie - w momentach przełomowych dla kraju. Obok wspomnianych już obrazów Forda w latach 1942-44 powstały filmy poświęcone walkom amerykańsko-japońskim, m.in. Rozkaz: utrzymać wyspę, Pamiętajcie o Pearl Harbor, Bohaterki Pacyfiku, natomiast walki o Anglię z udziałem amerykańskich lotników przypominać miały Jankes w RAF-ie, Bije dwunasta, zrealizowane w ślad za Dowódcą eskadry i Korkociągiem, wyświetlanym w kinach już w roku 1941.

Z ważniejszych dokonań propagandy okresu wojny trzeba jeszcze wymienić opowiadające o francuskim ruchu oporu filmy Jeana Renoira To jest mój kraj i Krzyż lotaryński, oba z roku 1943. W tym samym roku pojawiły się na ekranach: Północna gwiazda, poświęcona okupowanej wsi rosyjskiej; Księżyc zachodzi i Ostrze ciemności opowiadające o norweskich konspiratorach; Szaleniec Hitler o bohaterskich Czechach z ruchu oporu oraz zrealizowany przez Fritza Langa bardzo ciekawy film Kaci też umierają ze scenariuszem Bertolda Brechta.

- Oglądałem filmy - Jan Karski pamiętał je nawet po wielu latach - o odważnych amerykańskich lotnikach i marynarzach, o okrutnych Japończykach, o bohaterskich konspiratorach sowieckich, norweskich i francuskich, ale oczywiście dzisiaj nie pamiętam tytułów. Nie było Polaków z Armii Krajowej, jakby w ogóle nie istniała. Walkę naszego kraju z Niemcami reprezentowała komedia o grupie polskich aktorów, w roku 1939 ściganych i prześladowanych przez gestapowców, z których sala śmiała się do rozpuku. (...) Konspiracja polska w tym filmie wyglądała na jedną wielką operetkę. O ile mi wiadomo, reżysera krytykowano za proniemieckie spojrzenie na wojnę".

W grudniu 1987 r. nie wiedziałem, o jakim filmie profesor mówi. Dopiero dziesięć lat później udało mi się ustalić, że emisariusz Karski mógł wybrać się do kina na Być albo nie być w reżyserii Ernsta Lubitscha. Zarzucano mu, że chociaż jako Żyda do wyjazdu z Niemiec zmusili go naziści, to w swojej komedii bardziej ośmiesza... Polaków.

Całkowita aprobata rządu

W marcu 1944 r. Jan Karski przyjeżdża do USA z podpisanym przez ministra spraw zagranicznych Tadeusza Romera listem do ambasadora RP w Waszyngtonie Jana Ciechanowskiego.

"Obecnym zadaniem p. Karskiego jest, o ile to możliwe, doprowadzić do zrealizowania wielkiego filmu o Polsce pod okupacją, a w szczególności o polskim ruchu podziemnym - informuje Tadeusz Romer. - Do imprezy tej Rząd przywiązuje duże znaczenie. Projekt scenariusza p. J. Karskiego zyskał całkowitą aprobatę Rządu. Ze względu jednak na to, iż Rząd polski nie jest w stanie subsydiować tak kosztownej imprezy - p. Karski będzie próbował urzeczywistnić nasz plan jako swoją prywatną inicjatywę. W związku z powyższym proszę Pana Ambasadora o skomunikowanie go z odpowiednimi czynnikami amerykańskimi, wytwórniami filmowymi itp.".

Minister spraw zagranicznych wierzy w patriotyzm, życzliwość i zaangażowanie Polaków w Stanach Zjednoczonych, więc na zakończenie listu prosi ambasadora Ciechanowskiego o "pomoc w uzyskaniu odpowiednich funduszów od Polonii amerykańskiej na uzyskanie subsydiów na zrealizowanie powyższego filmu".

Czy w pierwszej połowie 1944 r. była w ogóle szansa na zainteresowanie Ameryki tym polskim projektem?

- Po kilku rozmowach i spotkaniach - powie mi profesor Jan Karski w grudniu 1987 r. - wiedziałem, że wcześniej zmarnowano po prostu okazję i z każdym miesiącem sprawami Polaków będzie coraz trudniej zainteresować amerykańskie wytwórnie. Polonia zupełnie nie rozumiała propagandowego znaczenia podobnej produkcji. Nasz MSZ w Londynie od początku konsekwentnie stał na stanowisku, że funduszy nie tylko nie da, bo nie ma, i że to jest moje indywidualne przedsięwzięcie. Minister Romer potwierdzał wprawdzie, że zaaprobowany przez rząd scenariusz jest ważny, ale o realizację 'imprezy', bo tak się wyrażał, mieli się martwić Karski z Ciechanowskim...".

Ambasador Ciechanowski pomaga Karskiemu w nawiązaniu odpowiednich kontaktów i autor projektu raportuje do Londynu o "nawiązaniu łączności z najważniejszymi firmami w Hollywood". "Wygrywam jak mogę - pisze Karski - argumenty opierające się na posiadanych przeze mnie materiałach oraz przypuszczalnie wartości, jakie zapewniam osobiście producentowi, dostarczając mu autentycznych, ścisłych dokumentarnych, a nie wydumanych danych. Argumenty te zdaje się chwytają...".

Czego nie przewidziano w Londynie?

Z każdym tygodniem 1944 r. "sprawa filmu rozwija się nie tak - raportował Karski ministrowi Kotowi - jak przewidywaliśmy w Londynie". Po rozmowach z wielką liczbą osób w Nowym Jorku, Waszyngtonie i Detroit oceniał, że "nie da się zrealizować idei scenariusza, przywiezionego z Londynu".

"Nastroje polityczne dla Polski i Polskiego Ruchu Podziemnego, a przede wszystkim dla Polskiego Rządu, są tutaj tego rodzaju, że film posiadający taką tendencję, jak ja określiłem, nie ma żadnych prawie szans". Z dalszych zdań raportu wynikało, że producenci obawiają się ryzyka, nieaktualności filmu za dziesięć miesięcy, a spodziewają się "kompromisu w sprawach polsko-rosyjskich".

"Rząd ma dość słabą pozycję w sferach producentów filmowych - nie chcą robić mu reklamy. Ludzie ci w ogóle nie wiedzą, jak się rozwinie sprawa polska, uważają ją za niepewną i nie zaryzykują dużego filmu, tak zdecydowanie przedstawiającego łączność między ruchem podziemnym a Rządem, oraz tak przedstawiającego ruch podziemny. Pierwsza reakcja każdego z nich była, że jeżeli robi się film obrazujący całość zagadnienia ruchu podziemnego, [to] należy uwzględnić także bohaterstwo partyzantów sowieckich i udział organizacji komunistycznych.

Jednocześnie podkreślali - raportował Jan Karski - że jeżeli uczynię to, film stanie się kontrowersyjny, co także nie jest im na rękę. Przedstawiciel jednej z największych wytwórni filmowych powiedział mi nawet wprost: 'polski ruch podziemny jest zagadką i będzie jeszcze zagadką. Być może okaże się za kilka miesięcy, że jedyną siłą żywotną, która będzie miała siłę na przyszłość, będą komunistyczne ośrodki organizacyjne. Jak można żądać od nas, abyśmy w tej sytuacji produkowali film tego rodzaju'.

Liczyć na to, że jakaś wielka wytwórnia filmowa na własną rękę, opierając się na moim scenariuszu i na moich informacjach, przystąpi do produkcji p o l i t y c z n e g o filmu - nie można. Nie przewidzieliśmy tego w Londynie, nie przewidzieliśmy że dla filmowego 'businessmana' sprawa polska przedstawia się jeszcze w gorszym świetle niż dla świata politycznego".

W 1944 roku telegramy od ministra Stanisława Kota z Londynu ponaglały emisariusza do "dalszych starań w sprawie filmu", ale nadal nie było mowy o jakichkolwiek "zaliczkach". Niespodziewanie to słowo pojawiło się w zupełnie innym kontekście. Przeglądając projektowany przez Karskiego scenariusz znany agent literacki i wydawca Emery Reeves nie tylko proponuje zaliczkę i podział zysków, ale obiecuje, że po wydaniu książki filmowcy "sami się zgłoszą do autora".

Trudno powiedzieć, czy zrealizowany w Hollywood obraz Polski Podziemnej, którego podstawą miał być scenariusz Jana Karskiego, cieszyłby się większym powodzeniem od jego głośnej książki Story of a Secret State, ale z całą pewnością na pudełkach z kopiami filmu trudniej byłoby autorowi składać autografy...

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail