Przegląd Polski
16 listopada 2007
- Retoryka, retoryka, sprośna limeryka, nobelologia i Pooh - Z Michałem Rusinkiem rozmawia Bożena U. Zaremba
- Nowojorska kronika (sztuka) - Czesław Karkowski
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Żurnalizm
czyli deja vu
Wbrew opinii tak zwanej opinii publicznej wstukiwanie zdań w komputer w celu zamieniania ich w szeleszczące banknoty nie należy do zajęć ani przyjemnych, ani bezpiecznych. Nie tak dawno karano śmiercią cywilną za wystukiwanie na przedpotopowych maszynach do pisania zdań niestrawnych dla jedynego właściciela środków masowego rażenia, jakim było państwo zwane Polską Ludową. Niewiele się pod tym względem zmieniło i teraz, w czasach raczkującej, by nie powiedzieć: pełzającej demokracji.
Wybitny humorysta amerykański Samuel Langhorne Clemens, podpisujący się pseudonimem Mark Twain, stwierdził: "Żurnaliści odzwierciedlają zawsze głupotę opinii publicznej". Amerykanin nie mógł przewidzieć, że w XIX wieku pisze także o polskiej opinii publicznej Anno Domini 2007. A już na pewno do głowy by mu nie przyszło, że pisze o stróżach prawa w sędziowskich togach.
Popisali się oni klasyczną w Polsce metodą, dotyczącą dziennikarzy, zastosowaną podczas stanu wojennego, wprowadzonego na mocy dekretu podpisanego przez ówczesnego przewodniczącego rady państwa Henryka Jabłońskiego. Przed dwoma tygodniami sędzia Maciej Jabłoński (rodzina?!) podpisał dekret o uwięzieniu na 48 godzin, a następnie doprowadzeniu na rozprawę sądową redaktora naczelnego Gazety Polskiej Tomasza Sakiewicza i jego zastępczyni red. Katarzyny Hejke - w związku z jednorazowym niestawieniem się ich na rozprawie wytoczonej przez telewizję TVN. Zatrzymanie Sakiewicza i Hejke ma nastąpić 13 grudnia, w kolejną, 26. rocznicę wojenki jaruzelskiej. Dejavu? Bynajmniej. To tylko nawiązanie do tradycji walki z dziennikarzami przy użyciu ulubionej metody: przemocy.
Kuriozalną decyzję Sądu Rejonowego dla miasta stołecznego Warszawy na pewno ułatwiła gorąca miłość do żurnalistów, okazywana przez braci K., oraz czystki zarządzone przez nich w mediach publicznych. Kto kocha - krzywdzi, oczywiście dla dobra obiektu uczucia. Lustrowano i bezprawnie wyrzucano na bruk dziennikarzy, a teraz warszawski sąd zrobił krok do przodu. I co się okazuje? Jarosław Kaczyński dalej kocha dziennikarzy, tyle że inaczej: jął się obrony Sakiewicza i Hejke przed sądami, które jeszcze do niedawna były jego straszakiem na niepokornych żurnalistów. Można się w tych nagłych zmianach preferencji pogubić...
Daniel Passent, felietonista Polityki, którego nie darzę bynajmniej gorącym uczuciem, celnie zauważył: "Premier, za czasów którego wyrzucono z pracy setki dziennikarzy, wprowadzono faktyczną politykę proskrypcyjną w mediach publicznych, urządzono czystkę największą od 1989 r. - ten premier występuje teraz w obronie dziennikarzy. Toż to kpina!".
Niezupełnie kpina. To polityka. Jarosław K. nie tak dawno obrażał wykształciuchów, teraz obraża inteligencję nawet przeciętnego wyborcy. Jeszcze nie tak dawno chciał słać listy gończe za dziennikarzami i karać ich sądami, a teraz gani sądy za ich karanie? Toż to szczyt zakłamania, cynizm i polityczne wyrachowanie.
Arogancja i buta to za słabe słowa, by nazwać to, co się działo podczas wielu dni i nocy długich języków w radiostacjach. Passent: "Panowie Czabański, Targalski i spółka urządzili w Radiu prawdziwą rzeź, którą nazywali rewolucją, a jeden z nich, kiedy rozległy się pytania, dlaczego zwalnia radiowca o popularnym głosie, znanym jeszcze z PRL, odpowiedział, że w obozie koncentracyjnym też można mieć popularny głos".
Moje koleżanki i koledzy z Polskiego Radia opowiadali mi o chamstwie i pogardzie im okazywanej przez tych, co wyrzucali. Dziś kaci sami czekają na ścięcie. A w mediach rozgorzał spór o to, czy czystka winna się czystką odciskać. Czy przegranych należy przegonić w pokutnych workach z anten, ekranów i kolumn - najlepiej w kolumnach maszerujących do krainy niebytu? Wymiana kadr to ulubione wszak zajęcie zmieniających się jak pory roku ekip. A polityczne polowania na czarownice i czyszczenie szeregów z wrogów to nałóg polskiej polityki. PiS sPiSywał na straty ludzi III RP, a teraz domaga się chrześcijańskiej litości od nowej ekipy. I zapewne ją otrzyma.
Na łamach prasy zaczęły się także pojawiać listy otwarte w sprawie Sakiewicza i Hejke. Nawet oskarżyciel apelował o umiar. Podzielone środowisko dziennikarskie decyzja sądu tylko zjednoczyła, bo jest ona zapowiedzią kontynuowania tradycji zamykania dziennikarzom ust i ich samych w więzieniu. Protest wystosowało Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Nie wiem, czy słusznie. Może się wszak okazać, że sędzia Jabłoński postanowił zrobić z redaktora Sakiewicza męczennika. Może się tak umówili, może są kolegami ze szkolnej ławy. Nie ma dla dziennikarza większej nagrody, jak głośny proces o zniesławienie, pomówienie czy obrazę majestatu. Wtedy jest na świeczniku i cierpi za miliony (w złotówkach)...
Gdyby się to okazało prawdą, będę musiał uaktualnić aforyzm Marka Twaina: "Żurnaliści odzwierciedlają także głupotę żurnalistów"...
