Przegląd Polski
14 grudnia 2007
- Geomancja w kolorach - Ewa Bobrowska-Jakubowska
- Norman Davies o wojnie w Europie 1939-1945 - Anna M. Cienciała
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Tako rzecze rzecznik
Niedawno pisałem o kuriozalnej decyzji warszawskiego sądu rejonowego w sprawie zatrzymania na 48 godzin i doprowadzenia przed sąd dziennikarzy Gazety Polskiej: Tomasza Sakiewicza i Katarzyny Hejke. Treść nakazu sądowego brzmi: "Sąd Rejonowy dla m. st. Warszawy III Wydział Karny, stosownie do postanowienia z dnia 30.10.2007 poleca doprowadzić, PO UPRZEDNIM ZATRZYMANIU NA CZAS DO 48 H PRZYMUSOWO (podkr. MK) na rozprawę główną, która odbędzie się 14. 12. 2007 r. godz. 14:30".
Kuriozalność tej decyzji nie podlega dla mnie dyskusji, jako że polega ona na represyjnym stosowania prawa. Sąd nakazuje wręcz policji zamknięcie w areszcie i doprowadzenie stamtąd na salę rozpraw dwójki obywateli, będących w dodatku rzecznikami opinii publicznej. Pamiętam grudniowe czasy, gdy dziennikarze byli już skuwani w redakcjach w kajdanki i doprowadzani do aresztu. Tyle że wtedy mieliśmy stan wojenny...
Smaczku całej sprawie dodaje opinia rzecznika praw obywatelskich. Imiennik mistrza Jana z Czarnolasu, Janusz Kochanowski zdobył się na takie oto uzasadnienie: "Z nadesłanych przez Prezesa Sądu Rejonowego dla m. st. Warszawy wyjaśnień wynika, iż obydwoje dziennikarze byli prawidłowo poinformowani o terminie rozprawy (...) i żadne z nich nie usprawiedliwiło należycie swojego niestawiennictwa". Jednym słowem, rzecznik praw obywatelskich pochwala zatrzymanie w areszcie obywateli tylko z tego powodu, że się dostatecznie dobrze nie wytłumaczyli z nieobecności na rozprawie o zniesławienie. Rzecznik praw obywatelskich staje tym samym po stronie obywateli w togach, czyli nadgorliwych sędziów. A to jest z kolei najkrótsza wykładnia ukąszenia heglowskiego, jakie w polskich umysłach pozostawiło głębokie ślady.
Dla porządku przypomnę, że dziennikarzom Gazety Polskiej proces wytoczyła TVN za artykuł "WSI na wizji". W związku z "nieusprawiedliwioną nieobecnością" oskarżonych na pierwszej rozprawie sąd wydał nakaz zamknięcia dziennikarzy przed sądnym dniem, aby nie przyszło im do głowy zamknąć się, na przykład, w szpitalu dla wariatów. Moim zdaniem i nadgorliwi sędziowie, i spolegliwy oraz posłuszny władzy rzecznik praw obywatelskich powinni trafić do Tworek lub innej Choroszczy - na przymusową terapię odwykową od starych, komuszych nawyków.
Decyzja sądu wywołała w środowisku dziennikarskim dziki kwik i przerażenie. Nawet powód poczuł się z tym niewygodnie i próbował z sądem negocjować niestosowanie "tak drastycznych i bezprecedensowych" środków przymusu i udzielenie oskarżonym jedynie ostrzeżenia, ale sąd... oddalił wniosek prezesa zarządu TVN Piotra Waltera. Sędzia uznał, że Walter myli się, twierdząc, że są inne środki, które mogą zapewnić stawiennictwo oskarżonych, którzy się od tego uchylają. Dodał, że w razie ich nieusprawiedliwionej nieobecności kodeks postępowania karnego nie przewiduje innej reakcji sądu niż tylko doprowadzenie podsądnych po uprzednim zatrzymaniu. Myślę, że czas najwyższy na dostosowanie przepisów kodeksu karnego do życia.
Cała nadzieja w nowym ministrze sprawiedliwości rodem z Krakowa. Nie wiem tylko, czy profesor Zbigniew Ćwiąkalski wprowadził się już do swojego biura w ministerstwie, w którym zaplanowano wymianę podłogi, zapewne w celu usunięcia podsłuchów pozakładanych ministrowi-magistrowi prawa Zbigniewowi Ziobro oraz nowemu ministrowi-profesorowi. Profesor prawa karnego i znany krakowski adwokat nie zaczął jeszcze na dobre urzędowania, a już musi odpierać ataki o to, że bronił na przykład biznesmena Krauzego. Tymczasem nie bronił, wydał jedynie opinię, ale nie w tym rzecz. Chodzi o prawo każdego podejrzanego do obrony i prawo adwokata do wykonywania swojego zawodu. Profesor Ćwiąkalski mógłby bronić i samego diabła, oskarżonego o branie łapówek za zmniejszanie ognia piekielnego wybranym grzesznikom, a i tak miałby takie samo prawo do bycia ministrem sprawiedliwości chrześcijańskiego na wskroś społeczeństwa, jak najświętszy ze świętych ministrów, magister Ziobro.
No tak, ale minister Ćwiąkalski jest z Krakowa, i to wiele wyjaśnia. Od początku Warszawa broni swoich okopów przed inwazją krakusów. W gabinecie zrywają ministrowi klepki, w TVN zwaliła mu się na głowę dekoracja. Z powyższych powodów chciałbym zadać ministrowi pytanie erotyczne, przepraszam - retoryczne, zwane erotemą, ale mam tremę. Zwyczajem Moniki Olejnik odpowiem sobie sam na postawione przez siebie pytanie, zanim jeszcze rozmówca zdąży otworzyć usta: tak, jest to początek przenoszenia stolicy z powrotem do Krakowa, tyle że bez zmieniania miejsca pobytu Pałacu Kultury. Ale jak warszawiacy usłyszą płynący z 30. piętra pałacu hejnał mariacki, będzie to oznaczało, że niewinna na pozór operacja wymiany podłogi miała o wiele dalej idące konsekwencje...
Operację przyklepie gorliwy rzecznik praw władzy: "Z nadesłanych przez Prezesa Sądu Rejonowego dla m. st. Warszawy wyjaśnień wynika, iż warszawiacy byli prawidłowo poinformowani o terminie przenosin stolicy"..., etc.
