Przegląd Polski
21 grudnia 2007
- Boże Narodzenie 2007 - ks. Janusz Balicki
- Wigilijne wiersze Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej - Andrzej Józef Dąbrowski
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Wigilijne wiersze
Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej

Zdumiewające, jak niewiele wiadomo o ostatnim okresie życia naszej najwybitniejszej poetki epoki międzywojnia. W pamięci pokoleń Maria Pawlikowska-Jasnorzewska jest przede wszystkim piewczynią miłości, rzadziej pamięta się ją jako poetkę natury, jeszcze rzadziej jest kojarzona z poezją wyrosłą z zainteresowania religią hinduską, a już najmniej znane są jej wiersze z okresu wojennego. Warto je przypomnieć, choćby pokrótce, albowiem są one podsumowaniem całej twórczości. Nieznajomość ostatniego rozdziału poezji "polskiej Safony" wynika zapewne z tego, że powstawała ona poza krajem, w okresie kiedy codzienność II wojny światowej spychała na drugi plan wszystko, co nie służyło bezpośrednio walce z wrogiem.
Nie od rzeczy będzie przypomnienie, że Maria Pawlikowska-Jasnorzewska znalazła się wraz z mężem - oficerem lotnictwa - najpierw w Paryżu, a później w Anglii. Tam, nękana depresją i chora na raka, dożywała swoich dni. Zmarła w szpitalu w Manchesterze 9 lipca 1945 roku, przeżywszy zaledwie 54 lata. Nie zdołała dotrzymać obietnicy danej samej sobie tuż przed opuszczeniem Polski:
Jest w Zaleszczykach, nisko w dole, na Rybackiej,
Pensjonat "Ariadna". Do połowy nieba
Sięgały przed nim wzgórza jak zawieszony kilim,
W roślinowych barwikach jesiennie kwitnący...
Dniestr, płytki i zaspany, czołgał się powolnie,
Dzieląc polską tragedię od rumuńskiej ciszy.
(...)
Pensjonat "Ariadna" był ostatnim punktem
Mojego zamieszkania w Kraju. Od tej chwili
Weszłam w Labirynt. Lecz niech imię Ariadny
Będzie mi dobrą wróżką. Kłębek trzymam w ręce -
Nitkę tam uwiązałam na progu.
Powrócę.
Nitka Ariadny
Poezje wojenne Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej zebrane są w tomach Róża i lasy płonące, Gołąb ofiarny i w zbiorze Ostatnie utwory, wydanym w roku 1956 przez Tymona Terleckiego. W Wierszach zebranych - zebranych i opracowanych przez Aleksandra Madyda i wydanych w roku 2003 - ostatnie utwory znalazły się w cyklu Wiersze rozproszone z lat 1940-45. Tytuł pierwszego tomu Róża i lasy płonące nawiązuje do znanego dwuwiersza z dramatu Lilla Weneda Juliusza Słowackiego": "Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy". Wbrew wieszczowi poetka snuje refleksje i nad różą, i nad płonącymi lasami. Róża symbolizuje ją samą, ale nie zawsze, niekiedy jest też symbolem zwykłego człowieka zmagającego się z nieludzkim czasem. Płonące lasy - to wszechogarniająca wojna. Różę trapi depresja spowodowana w jednakowym stopniu świadomością własnego więdnięcia, co katastroficznymi przewidywaniami. Z ostatnich tomów bije pesymizm. Retoryczny zwrot z 1937 roku: "Chcę morze zarzucić na głowę, by nikt nie widział łez moich" nabrał realnego znaczenia. Poezje Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej powstałe po 1939 roku wypełnia tęsknota za rodziną w kraju, także tęsknota za Polską.
Czas wojny dla Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej jest "erą niepojętą", erą triumfującego zła i epoką śmierci spotykanej na co dzień. Jest to także czas walczących żołnierzy, którzy już nie wrócą do domu, czas rozłączenia rodzin, czas wygnania z własnych gniazd. Poetkę nękają najgorsze przeczucia. Wojenne przeżycia rzutują też na formę jej utworów - dawniejsze wysublimowane i wyrafinowane miniatury z zaskakującą puentą zastępuje coraz częściej proza poetycka. Coraz częściej też staje się ona modlitwą.
W tym nurcie twórczości znajdują się również utwory zebrane w rozdziale Wiersze wigilijne. Właściwie zamiast "rozdział" powinno się powiedzieć - rozdzialik, albowiem zawiera on zaledwie sześć wierszy. Nie mówią one wprost o świętach Bożego Narodzenia, nie nawiązują do tradycji polskiej Wigilii, nie ma w nich też skojarzeń, jakie się z tymi świętami wiążą. Nie pachnie w nich choinka, nie czuć zapachu i smaku świątecznych potraw, nie słychać w nich kolęd. Ze stałych atrybutów Bożego Narodzenia raz jeden wymienione są tylko: gwiazda, opłatek, szopka i życzenia. Święta są dla poetki inspiracją do szerszych rozważań. Siłą rzeczy są to rozważania o wojnie w różnych jej aspektach. W wierszu Imię tej wojny czas pożogi jawi się jej jako "wojna z rodziną". Z rodziną w ogóle i z rodziną własną, pozostałą w Polsce, za którą tęskni "z każdą godziną". O rodzinie, zarówno przez małe, jak i duże "R" jest również mowa w Samotniku, gdzie "Bóg w Trójcy swej rodzinny sprzyja ludzkim gniazdom" i "Raczej niż o narodach, mówi o Rodzinie". Rodzinie znienawidzonej przez szatana, który chciałby ją zdeptać. Boże Narodzenie to dla Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej przede wszystkim święto rodziny. Mówi o tym wprost w wierszu pod jakże wymownym tytułem W Święto Rodziny:
O Refugies niebiescy, godni dziś zazdrości,
Nierozłączni w swej gwieździe, wyzłacanej szopce!
Posłuchajcie kantyczki, którą wojna niesie:
Maria martwo zrodzone opłakuje dziecię,
Józef odchodzi, w mroźne pognany zaświecie,
Betleem płonie
I reflektory w chmurnym wędrują bezkresie...
Do "wyzłacanej szopki" - kto wie, może szopki krakowskiej, zważywszy na powiązania poetki z tym miastem - wdarła się wojna. Ojciec idzie na front, dziecię rodzi się martwe, miasto płonie, a reflektory penetrują niebo w poszukiwaniu samolotów wroga. Obraz niemal apokaliptyczny. Bez nadziei, jaka zawsze towarzyszy świętom, zwłaszcza świętom Bożego Narodzenia. Cień nadziei pojawia się natomiast w utworze Gwiazda odkryta w 42 roku. Poetka zwraca się w nim w nim wprost do gwiazdy z "wieczności wyklutej, migocącej świeżością wśród burzy", pytając o wieści, jakie ona niesie. Mijający rok "zabijał i głodził", a jaki będzie następny? Może lepszy? Promyk nadziei przebija się również w Życzeniach. Wiersz ten nawiązuje do życzeń, jakie składali sobie podczas wojny Polacy, zarówno w kraju, jak i na tułaczce. Pojawiały się w nich coraz to nowe terminy zakończenia wojny - na wiosnę 1940 roku, po klęsce niemieckiego lotnictwa w bitwie o Anglię, po zwycięstwie Sowietów w Stalingradzie, po wylądowaniu Amerykanów w Normandii... Pawlikowska-Jasnorzewska pisze o nich tak:
Więc już nie teraz, ale wiosną lub latem,
Nie sankami do domu, nie pod białe strzechy!
Raz jeszcze ten zamglony podzielny opłatek,
Z uporem powtarzając coroczne pociechy:
"Na Wielkanoc! - Najpóźniej - na Zielone Święta!".
Wykrzykniki mogą świadczyć zarówno o sile tej nadziei, jak i o sile rozpaczy. Wiadomo bowiem, że "już nie teraz". Można się zatem domyślać, że życzenia wynikające z przekonania, iż wojna się skończy na Wielkanoc, składane już były nie raz i nie dwa. Na Wielkanoc mawiało się - "aby do Bożego Narodzenia" a na Boże Narodzenie - "aby do Wielkiej Nocy!".
O świątecznych życzeniach jest również mowa w wierszu Christmas Cards. Jego bohaterką jest anonimowa Angielka wybierająca zdobione karty z gotowymi powinszowaniami, nieświadoma, iż są miejsca, do których nie będzie mogła ich wysłać. Nie dojdą one ani do żołnierzy walczących na froncie, ani do mieszkańców krajów podbitych. "Czy wiesz, że ja do rodziny od lat już nie piszę na ´Christmasª,/ Chociaż ją kocham nad życie, choć o niej bardzo pamiętam? (...) Wesołe są wasze ´greetingsª, niedoścignione w pomysłach,/ Lecz ich nie wyślesz do Polski, jak ich nie wyślesz na Księżyc...". Wojna to nie tylko oddalenie od bliźnich, ale i przerwanie łączności między nimi, zauważa z bólem autorka.
Ostatnie strofy Marii Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej są mniej lub bardziej świadomym pożegnaniem. Ze wszystkim, nie wyłączając nawet promyków nadziei. Wiersze wigilijne są cząstką tego pożegnania.
