Przegląd Polski
4 lipca 2008

Gibraltar, 1943 rok

KRZYSZTOF MAZOWSKI

Uroczysty pogrzeb gen. Sikorskiego w katedrze westminsterskiej w Londynie

Kiedy w latach 70. ub. wieku studiowałem historię na Uniwersytecie Warszawskim, zaproponowano mi udział w pewnej historycznej zabawie, którą organizował docent Jerzy Holzer.

Zabawa była rodzajem sądu nad poglądami piłsudczyków i endeków. Zorganizowano dwie ekipy, które zbierały "dowody", a potem prezentowały je publiczności. Początkowo zgodziłem się wystąpić jako adwokat obozu piłsudczyków, ale wycofałem się, gdy dowiedziałem się, że potem ma nastąpić zmiana i w kolejnej turze byłbym rzecznikiem Romana Dmowskiego. Pointą zabawy miało być pokazanie, jak należy argumentować, gdy zmienią się aktualne potrzeby propagandowe...

Studia kończyłem pracą magisterską o światopoglądzie polityków brytyjskich. Skupiałem się na latach II wojny światowej, ponieważ na temat tego okresu powstało najwięcej publikacji, m.in. The Second World War Winstona Churchilla. Dzięki temu mogłem prześledzić brytyjski sposób traktowania sojuszników, dobrze wypróbowany jeszcze w epoce napoleońskiej, a sprowadzający się do formuły: "wrogowie naszych wrogów są naszymi oczywistymi sojusznikami". Sojusznicy mogli dzielić się na ważniejszych i mniej ważnych, przy czym interesy tych mniej ważnych mogły zostać podporządkowane interesom ważniejszych...

JAK JEDNAK POSTĄPIĆ, KIEDY SOJUSZNIK MNIEJ WAŻNY przestaje być sojusznikiem ważniejszego? Co robić, gdy któryś z nich staje się zbyt kłopotliwy, tak jak kłopotliwi stali się Francuzi w roku 1940 po podpisaniu kapitulacji? Anglicy nie mieli wątpliwości, że należy zniszczyć francuską flotę wojenną i zrobili to pod Mers El Kebir 10 lipca 1940 r. Z rąk brytyjskich sojuszników zginęło wtedy ponad 1000 Francuzów. Szef zatopionej floty, admirał Francois Darlan, zajmujący wysoką pozycję w rządzie Vichy, dogadał się jednak w 1942 roku z Amerykanami w obliczu alianckiej inwazji Afryki Północnej. Zerwał z rządem Vichy i 10 listopada 1942 r. ogłosił się niezależnym francuskim przywódcą, zgłaszającym chęć do walki z Niemcami po stronie aliantów. Tymczasem Anglicy mieli już "swojego" Francuza - generała de Gaulle'a, i drugi francuski przywódca oznaczał tylko dodatkowy kłopot, a kłopotów nie szczędził już Anglikom i generał de Gaulle. Problem rozwiązał się jednak "sam". Darlan zginął niebawem w niejasnych okolicznościach, a zamachowiec został niemal od razu rozstrzelany, więc jakby nie było już sprawy.

SPORO KŁOPOTÓW SPRAWIAŁ TEŻ ANGLIKOM GENERAŁ SIKORSKI, szczególnie dlatego, że miał własne zdanie na temat Katynia. Tak naprawdę to sprawa katyńska była tylko na rękę Rosjanom. Pokazywała ich bezwzględność, z którą należało się liczyć. Przyjęcie przez Anglików polskiego punktu widzenia oznaczało zerwanie sojuszu z Sowietami, co miałoby katastrofalne skutki. Jedynym możliwym rozwiązaniem była akceptacja stanowiska sowieckiego i faktyczne poświęcenie polskiego sojusznika, z wszelkimi wynikającymi z tego konsekwencjami. Ot, taka ofiara w celu udobruchania "złego".

W marcu 1943 r. utworzono w ZSRR tzw. Związek Patriotów Polskich, który wedle założeń miał zostać przekształcony w jakąś namiastkę władz polskich w momencie wejścia Armii Czerwonej na terytorium Rzeczpospolitej. Pewną przeszkodę dyplomatyczną stanowił fakt istnienia legalnych władz polskich w Londynie oraz niejasność pojęcia "terytorium Rzeczpospolitej" wynikająca z kontrowersji wokół linii Curzona. W każdym razie chodziło w tym momencie o zwiększenie znaczenia politycznego moskiewskich Polaków. Można to było osiągnąć dwoma sposobami. Jednym z nich był "rachunek krwi" polegający na skierowaniu do walki z Niemcami polskich oddziałów, utworzonych przy Armii Czerwonej. Oddziały te, źle uzbrojone i bez znaczenia strategicznego, miały ponieść jak największe straty, tak aby prezentując liczbę poległych można było wykazać przy stole konferencyjnym wkład polskiego sojusznika i jego prawo do reprezentowania narodu polskiego, wywalczone krwią na polach bitew przeciwko Niemcom, np. w bitwie pod Lenino. Niestety, takie myślenie polityczne nie było obce także po drugiej stronie, kiedy Polacy ginęli w powstaniu warszawskim czy pod Monte Cassino.

Innym sposobem zwiększenia wagi politycznej moskiewskich Polaków było zmniejszenie wagi Polaków londyńskich, najlepiej poprzez ich fizyczną eliminację. Gestapo aresztowało gen. Stefana Grota-Roweckiego 30 czerwca 1943 r., cztery dni przed śmiercią Sikorskiego. Roweckiego wydali współpracujący z gestapo polscy agenci NKWD. Sikorskiemu miało się "coś przytrafić" także mniej więcej w tym samym czasie, podczas przeglądu oddziałów gen. Władysława Andersa na Bliskim Wschodzie. Podobno Anders planował pucz przeciwko Sikorskiemu, ale może ktoś planował za niego... Jego najbliższy adiutant, Klimkowski, okazał się agentem NKWD. Możliwe, że chętnych do zgładzenia generała było w tym momencie tak wielu, że po prostu nie byli w stanie się dogadać, kto ma to zrobić, albo wręcz przeszkadzali sobie nawzajem. Było zresztą kilka nieudanych prób zamachu.

W RAMACH PRZYGOTOWAŃ DO OBCHODÓW 60. rocznicy śmierci generała Sikorskiego napisałem artykuł "Tragedia na Gibraltarze", przeznaczony dla gazet polonijnych. Znalazł się także w internecie. W tekście przychylałem się bardziej do teorii zamachu niż wypadku. Operacją, dozorowaną przez przebywającego wtedy na Gibraltarze Iwana Majskiego, mógł kierować sowiecki agent Kim Philby, szef sekcji iberyjskiej brytyjskiego Special Operations Executive.

Taka była myśl przewodnia wynikająca z zestawienia faktów z możliwym scenariuszem wydarzeń. Już z porównania daty aresztowania Grota-Roweckiego i śmierci Sikorskiego można wysnuć może naiwny, ale prawdopodobny wniosek, że Rosjanom chodziło po prostu o oczyszczenie przedpola w momencie wkraczania ich armii na terytorium Rzeczpospolitej. Robili to też kanałami dyplomatycznymi, sugerując Churchillowi konieczność zmiany kierownictwa polskiego rządu w Londynie. Kontynuacją akcji czyszczącej polskie terytorium była postawa wobec powstania warszawskiego, potem aresztowanie szesnastu przywódców polskiego podziemia, a w końcu eliminacja ostatniego znaczącego polskiego polityka, Kazimierza Pużaka w roku 1950.

GDY NA BLISKIM WSCHODZIE ZAMACHOWCOM COŚ JEDNAK NIE WYSZŁO, to Gibraltar był ostatnim, awaryjnym miejscem, gdzie można było pozbyć się gen. Sikorskiego, zanim doleci do Londynu. Ponieważ było to już terytorium brytyjskie, sprawa okazała się z jednej strony bardziej skomplikowana, ale z drugiej łatwiejsza do ukrycia, bo zakładano, że Anglicy nigdy nie przyznają się, że pod ich nosem dokonano zamachu na przywódcę sojuszniczego państwa. Anglicy w tym momencie stali się mimo woli sojusznikami zamachowców, kim by oni nie byli.

Oficjalny raport brytyjskiej komisji mówił więc o katastrofie, której przyczyn nie udało się do końca ustalić. Trzeba jednak pamiętać, że komisje tego typu powoływane są nie po to, aby coś naprawdę znaleźć, lecz po to, aby sprawę wyjaśnić w sposób możliwy do przedstawienia opinii publicznej, ot, żeby niepotrzebnie nie otwierać puszki Pandory...

Te braki w ustaleniach i niedociągnięcia proceduralne zaowocowały jednak powstaniem wielu mniej czy bardziej prawdopodobnych teorii spiskowych, co można było łatwo przewidzieć, ale czemu trudno było zapobiec. Przez cały czas, praktycznie do dziś, wychodzą też na jaw nowe fakty, które częściej gmatwają sprawę, niż przybliżają jej wyjaśnienie. W każdym razie historycy i publicyści mają się o co spierać. Polemizowanie z każdą pojawiającą się nową tezą, nowym dokumentem czy śladem może stanowić doskonały materiał na kilka tomów dla kolejnych historyków zajmujących się Sikorskim. Niedawnym przykładem publikacji na ten temat jest książka Tadeusza A. Kisielewskiego Zamach oraz jej druga część Zabójcy. Oba tomy czyta się jak powieść sensacyjną, może nawet za bardzo sensacyjną, ale autor ma tak dużo do powiedzenia, że czasem trudno śledzić ciągłość myśli i wątków, które powracają, urywają się, aby w jakimś momencie ponownie powrócić, czasem z inną niż spodziewaliśmy się, pointą. Na stronie 120 Zamachu Kisielewski przytacza np. moją tezę, rozwiniętą w artykule "Tragedia na Gibraltarze", że generał stanowił tylko kłopot dla Anglików, z którą rozprawia się w sposób następujący:

"Taki pogląd implikuje jednak absurdalne założenie, że tak antykomunistyczny polityk jak Churchill zamierzał gorliwie usuwać wszelkie przeszkody leżące na drodze Stalina do podporządkowania Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej Związkowi Radzieckiemu. Było wprost przeciwnie...".

Niekonsekwencja Kisielewskiego polega jednak na tym, że w kolejnych rozdziałach nie wyklucza udziału w zamachu członków wywiadu brytyjskiego, w tym Kima Philby'ego, który zresztą, na co może przesadnie zwraca uwagę kilku autorów, otrzymał obywatelstwo sowieckie równo 20 lat później - 4 lipca 1963 roku. Moją "brytyjską" tezę, która przecież nigdy nie była moją, gdyż sformułowano ją wcześniej, powtarza Kisielewski także w drugim tomie - Zabójcy. Jest to w sumie streszczenie tomu pierwszego, przy czym autor stara się rozwinąć wiele wątków i prezentuje nowe hipotezy, które narodziły się po oddaniu do druku tomu pierwszego. W każdym razie - w Gibraltarze - konstatuje Kisielewski - czekała już na generała inna ekipa, międzynarodowa, wykonująca zlecenie Kremla, i to ona uskuteczniła zamach.

MNIEJ WIĘCEJ W TYM CZASIE KILKA PODRÓŻY KURIERSKICH odbyła na Zachód przez Hiszpanię i Gibraltar słynna łączniczka Armii Krajowej Elżbieta Zawacka, pseudonim "Zo", doskonale obeznana ze sprawami wywiadu. Z tego, co mi wiadomo, w rozmowach prywatnych dzieliła się podobno przypuszczeniami, że zamachu mogły dokonać tylko współpracujące ze sobą służby specjalne kilku państw, niekoniecznie sojuszniczych. (W maju 2005 roku Brytyjczycy odznaczyli przeszło stuletnią generał Zawacką Odznaką Weterana, jako byłą współpracowniczkę Special Operations Executive).

Niedawna ukazała się książka Śmierć generała Sikorskiego napisana przez wnuka brygadiera J.P. Whiteleya, Justina Whiteleya. Brygadier Whiteley, poseł do parlamentu brytyjskiego, był pasażerem Liberatora i zginął na jego pokładzie razem z Polakami. Justin Whiteley napisał bardzo wyważoną książkę, prawdopodobnie jedną z lepszych, jakie ukazały się ostatnio na ten temat. Punktem wyjścia jego rozważań są prace komisji śledczej, powołanej do zbadania przyczyn "wypadku". Whiteley pisze:

"Postępowanie komisji (śledczej) budzi zbyt wiele zastrzeżeń. Nie sposób ustalić, czy wnioski, do których doszła, były słuszne, lecz w postępowaniu jej widać różnego rodzaju niedociągnięcia i błędy, które mogły spowodować, że wydane przez nią orzeczenia nie zostały należycie wsparte materiałem dowodowym".

Mimo wszystkich zastrzeżeń do prac komisji i po dogłębnym rozważeniu różnych możliwych scenariuszy zamachu, interpretowanych w sposób wychodzący daleko poza granice zakreślone przez oficjalną propagandę brytyjską, Whiteley kończy swoją książkę w sposób zaskakująco poprawny politycznie:

"Nigdy nie wyszły na jaw żadne dowody wskazujące na cokolwiek podejrzanego. Niestety, dla obdarzonych bujną wyobraźnią twórców teorii spiskowych brak dowodów to jednoznaczny dowód na to, że muszą istnieć dowody. Prawda jest jednak taka, że generał Sikorski oraz towarzyszące mu osoby zginęły w wyniku tragicznego wypadku".

PRZECIWKO SIKORSKIEMU SPISKOWALI PRAKTYCZNIE WSZYSCY JEGO PRZECIWNICY po tej i tamtej stronie frontu - Niemcy, Rosjanie, Anglicy, wreszcie i Polacy... Wszyscy rozważali, a niektórzy opracowywali mniej czy bardziej dramatyczne scenariusze pozbycia się generała. Możliwe, że czasem współpracowali ze sobą. Przez cały okres wojny odbywało się wielkie polowanie z nagonką na czołowych polskich polityków, czego najbardziej jaskrawym przykładem była seria zamachów na generała Sikorskiego. Bezpośrednio po wojnie komunistyczne władze w Polsce interpretowały to, co stało się w Gibraltarze, zgodnie ze swoimi aktualnymi potrzebami propagandowymi. Po roku 1989 kolejne polskie rządy nie podjęły tej sprawy, poza czysto spektakularnym sprowadzeniem zwłok generała do kraju. Tajemnica śmierci generała Sikorskiego pozostaje niewyjaśniona do dziś i nadal jest tylko igraszką publicystów i historyków próbujących uchylić wieko puszki Pandory.

 

Od redakcji

W ostatnich dniach pojawiły się informacje o zamiarze dokonania ekshumacji zwłok gen. Władysława Sikorskiego i poddania jego czaszki tomografii komputerowej. Naukowcy liczą, że dzięki temu badaniu będzie można odpowiedzieć na kilka zasadniczych pytań dotyczących jego śmierci.

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail