Przegląd Polski
11 lipca 2008
- Czas na Szymanowskiego - Z Leonem Botsteinem i Lechem Majewskim rozmawia Roman Markowicz
- O Adamie Czerniawskim i jego esejach - Izabela Joanna Bożek
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Czas na Szymanowskiego
Z Leonem Botsteinem i Lechem Majewskim o inscenizacji "Króla Rogera" i "Harnasiów" rozmawia Roman Markowicz
Leon Botstein
Naszą rozmowę z Leonem Botsteinem rozpocząłem od przypomnienia mu koncertu sprzed 12 lat, kiedy ze swoją American Symphony Orchestra zaprezentował w Avery Fisher Hall koncert w całości poświęcony muzyce Karola Szymanowskiego. Wówczas, obok nigdy chyba wcześniej niewykonanej w USA kompozycji Słopiewnie usłyszeliśmy trzy symfonie (nr 2, 3 - Pieśń o nocy i 4 - Symfonię koncertującą na fortepian z orkiestrą).
Maestro Botsteinowi przypomniałem również, że poza koncertową prezentacją Króla Rogera przez Montreal Symphony Orchestra pod batutą Charles'a Dutoita nikt inny wśród niepolskich dyrygentów nie wprowadza Szymanowskiego do swoich programów. Wprawdzie sir Simon Rattle nagrał orkiestrowe kompozycje i wspomnianą operę, ale na amerykańskim gruncie Botstein pozostaje dotąd jedynym prawdziwym propagatorem muzyki Szymanowskiego.
Moim pierwszym pytaniem nie było więc "dlaczego Szymanowski?", ale raczej - w jaki sposób znalazł się on w towarzystwie Sergiusza Prokofiewa, któremu poświęcony jest tegoroczny festiwal w Bard College w Annandale-on-Hudson pod Nowym Jorkiem. Botstein poprzedził jednak swoją odpowiedź powrotem w przeszłość:
Lech
Majewski
- Muzykę Szymanowskiego przedstawił mi po raz pierwszy mój nauczyciel skrzypiec Roman Totenberg, który był nie tylko przyjacielem kompozytora, ale propagatorem jego muzyki. W towarzystwie Szymanowskiego wykonywał on też niektóre kompozycje skrzypcowe; miał więc nie tylko znajomość tej muzyki z pierwszej ręki, ale też zaszczepił we mnie zainteresowanie nią.
W tym roku festiwal poświęcamy Prokofiewowi, ale tradycyjnie wykonujemy też opery pochodzące z tej samej epoki. Przed rokiem, kiedy festiwal poświęcony był Elgarowi, wykonaliśmy opery Zemlinskiego, rok wcześniej podczas festiwalu muzyki Liszta zaprezentowaliśmy operę Schumanna Genowefa. Ustalając repertuar braliśmy pod uwagę fakt, że dwie spośród oper Prokofiewa, które wchodziłyby w rachubę: Gracz oraz Wojna i pokój, znajdują się repertuarze Metropolitan Opera; Miłość do trzech pomarańczy jest trochę pospolita. Reszta oper Prokofiewa jest także problematyczna; np. burleskowe, komiczne Zaręczyny w klasztorze, taka rosyjska wersja Cosi fan tutte nie dałaby się zbyt łatwo zaadaptować ze względu na humor, który jest za bardzo związany z językiem rosyjskim. Inne opery to zwykła sowiecka propaganda.
Zacząłem się zastanawiać nad innymi kompozytorami, którzy być może mieli z kontakt z Prokofiewem i byli jakoś z nim powiązani. I tutaj pojawił się Szymanowski, który znał Prokofiewa, był z nim w poprawnych stosunkach, a łączyła ich przyjaźń ze skrzypkiem Pawłem Kochańskim. Pomyślałem sobie, że istnieje wystarczająco wiele związków tych dwóch kompozytorów ze sobą, aby skorzystać z szansy na przedstawienie rzadko prezentowanego dzieła, jakim jest opera Król Roger. Tutaj w Bard College jesteśmy również znani z tego, że poszukujemy okazji na zaprezentowanie kompozycji o nietuzinkowym ze sobą powiązaniu. Tak więc, jako przykład: jeśli mielibyśmy festiwal poświęcony Mozartowi, to zamiast kolejnej wersji jednej z jego znanych oper, ja bym raczej zaprezentował którąś z oper Haydna.
Opera Szymanowskiego to po pierwsze - arcydzieło, dotąd chyba niewystawiane tu w oryginalnej wersji, po drugie - to również opera odbiegająca od standardów. Jest trochę krótsza niż dzieła tego typu, a dramaturgicznie dość statyczna: stanowiłaby interesujący kontrast z inną kompozycją, którą chciałem zaprezentować, a mianowicie z baletem Harnasie, który również nigdy nie był w USA prezentowany w wersji choreograficznej. Wielu uważa Harnasiów za jedno z najlepszych dzieł Szymanowskiego. Zdecydowaliśmy więc na tzw. double-bill i koncert otworzymy właśnie tym baletem: te dwa dzieła razem - będzie to coś wyjątkowego.
Dla mnie wielce interesującą ideą było nie tylko zaproszenie polskich solistów, ale również chórzystów.
O ile moja znajomość języka rosyjskiego pozwoliła w przeszłości na pracę nad rosyjskojęzycznym repertuarem, powiedzmy nad XIII symfonią "Babi Jar" Szostakowicza, o tyle język polski, który znam z domu, ale którego nigdy dokładnie nie studiowałem, sprawiłby i mnie, i dostępnym mi chórzystom większą trudność: profesjonalne chóry przy pomocy polskiego instruktora poradziłyby sobie z fonetyką polską, ale dzięki współpracy polskiego rządu i Instytutu Kultury Polskiej w Nowym Jorku pojawiła się szansa sprowadzenia polskiego chóru, z której skorzystaliśmy. Język polski, który uważam za znacznie bardziej powabny od np. czeskiego, jest jednak trudny dla amerykańskich wokalistów, również dlatego, że nie mają z tym językiem tyle do czynienia co z rosyjskim, znacznie bardziej popularnym. Teraz nie będziemy przynajmniej musieli spędzać ogromnej ilości czasu na przygotowanie śpiewaków.
Podczas festiwalu cały rosyjski repertuar: kompozycje Prokofiewa, Rachmaninowa i Dukielskiego, przygotowujemy z amerykańskim chórem pod opieką rosyjskiego korepetytora.
***
Do grupy bliskich współpracowników Leona Botsteina należy Suzanne Mayer. Jak się okazało, to właśnie ona podczas pobytu w Polsce postanowiła zaangażować Lecha Majewskiego. Wybrała również solistów do Króla Rogera i Harnasiów.
Lech Majewski to niezwykle wszechstronny twórca światowej sławy - jest poetą, reżyserem filmowym, malarzem, prozaikiem, reżyserem teatralnym i operowym. Carmen, Król Ubu Pendereckiego czy Opera za trzy grosze Brechta przyniosły mu krajowe i międzynarodowe triumfy.
W Bard College Majewski nie tylko reżyseruje Króla Rogera, ale opracował również scenografię i projekty kostiumów; w Harnasiach nadzoruje także stronę artystyczną i wizualną baletu (choć nie samą choreografię, którą powierzono Noemie LaFrance, a kostiumy zaprojektowała Ewa Kochańska).
Rozmowę z Lechem Majewskim odbyłem już podczas prób. Reżyser rozpoczął ją od kwestii libretta opery, stworzonego przez Jarosława Iwaszkiewicza i samego kompozytora.
- Jest to dość chaotyczne libretto; w pewnym momencie Iwaszkiewicz zarzucił pracę nad Królem Rogerem i Szymanowski musiał sam ją kontynuować. Poezja Szymanowskiego - w przeciwieństwie do jego urzekającej muzyki - jest rozbuchanie kwiecista. Można by się długo głowić nad jej sensem i wynikającą z niej logiką akcji. Są tam jednak ciekawe idee, nie mówiąc już o stronie muzycznej, która ma wiele momentów o niezwykłej piękności - chociażby samo pojawienia się Roxany, z jej kołysanką.
Czy o wspomnianych problemach libretta wiedział Pan wcześniej, czy zdał sobie z nich sprawę dopiero podczas głębszego studiowania opery?
Znałem tę kompozycje bardziej jako muzykę, która mnie urzekła. Widziałem kilka inscenizacji, ale mnie nie zauroczyły - zamykałem więc oczy i słuchałem muzyki. W tej muzyce jest napięcie emocjonalne i czar: wciągnął mnie syreni śpiew Roxany.
Gdyby Pan o tych problemach wiedział wcześniej, nie zaakceptowałby Pan propozycji wyreżyserowania "Króla Rogera"?
Problemy libretta, o których mówiłem, pozostawiają w pewnym sensie otwartą kwestię realizacji opery. Pozwala to na szukanie własnych sensów, różnych interpretacji, wymiarów. Moją rolą jest uszanować i znaleźć ekwiwalent wizualny dla wizji Szymanowskiego.
Mam w pamięci jedno tylko przedstawienie "Króla Rogera" w scenicznej wersji, poza tym znam albo wykonania koncertowe, albo nagrania. W wersji koncertowej opera świetnie się sprawdzała. Poza tym, dla mnie jest czymś oczywistym, że większość librett nie ma zbyt wiele sensu...
Opracowując reżyserię skupiłem się na przesłaniu symboli w tej operze: poszedłem też w stronę uproszczenia pogmatwanego sensu, jednocześnie wprowadzając elementy magii, cudowności, które pasują bardziej do języka współczesnego teatru i opery. Chcę tam wywołać element magii i rytualności istniejący w tej operze i odnieść się do jej symboli. Bo tam właśnie znajdujemy i Bizancjum, i Orient z arabskimi napisami, i wczesne chrześcijaństwo, i Sycylię: wszystko razem w takim intensywnym neoromantycznym duchu.
Głównym wyzwaniem, rzuconym mi jako reżyserowi, było przede wszystkim tchnięcie życia w statyczną akcję opery. Król Roger przepełniony jest zwalczającymi się emocjami - podejrzewam, że jest to walka Szymanowskiego z samym sobą: odczuwam to i w treści, i w muzyce. On się szamocze i współcześni komentatorzy na pewno dopatrzyliby się w licznych momentach libretta utajonego homoseksualizmu kompozytora, ale przecież muzyczna emanacja Roxany jest szalenie zmysłowa, kobieca, kusząca: jej śpiew uwodzi. Pasterz natomiast przywodzi na myśl Narcyza (bluźniercze słowa: "Bóg jest piękny jako ja"). No i jego dionizyjska ekstatyczność...
W Królu Rogerze wystąpią: Adam Kruszewski,
Iwona Hossa, Tadeusz Szlenkier, Wojciech Maciejowski, Ewa Marciniec
i Wojciech Bujalski. Pod batutą Leona Botsteina zagra American Symphony
Orchestra, zaśpiewają: Chór Opery Wrocławskiej i Summerescape Festival
Children's Chorus.
Przedstawienia: 25, 27 i 31 oraz 2 i 3 sierpnia w The Richard B. Fisher
Center for the Performing Arts at Bard College, Annandale-on-Hudson.
25 i 31 lipca oraz 2 sierpnia można skorzystać z autobusu odjeżdżającego
z Columbus Circle na Manhattanie: rezerwacja miejsc i biletów w cenie
od 20 do 75 dol. - tel. (845) 758-7900, www.fishercenter.bard.edu.
Szczegółowe informacje: www.Polish-Culture-NYC.org.
