Przegląd Polski
11 lipca 2008
- Czas na Szymanowskiego - Z Leonem Botsteinem i Lechem Majewskim rozmawia Roman Markowicz
- O Adamie Czerniawskim i jego esejach - Izabela Joanna Bożek
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Po swojemu
O Adamie Czerniawskim i jego esejach
Eseje Adama Czerniawskiego są pełne
twórczej pasji, niezwykle
osobiste i pełne intelektualnych meandrów, wśród których czytelnik musi poruszać się niezwykle ostrożnie dla własnego dobra, bowiem autor prowadzi nas poprzez
niespotykanie bogatą
tematykę
Orszulo moja wdzięczna (...)
Czyliś do raju wzięta?
Czyliś na szczęśliwe
Wyspy zaprowadzona?
Tak pytał w Trenie X zrozpaczony po utracie córki Jan Kochanowski i był on zapewne pierwszym w literaturze polskiej poetą przywołującym mityczny toponim krainy wiecznej szczęśliwości. Zarówno sam mistrz z Czarnolasu, jak i jego twórczość od lat stanowią przedmiot zainteresowań translatorskich Adama Czerniawskiego, być może więc dlatego nowa książka tego poety, pisarza, krytyka literackiego, eseisty, tłumacza i filozofa wreszcie nosi tytuł Wyspy szczęśliwe. Eseje o poezji.
URODZONY W 1934 ROKU CZERNIAWSKI jest w historii literatury polskiej XX wieku postacią, którą trudno przecenić. Kiedy opuszczał wraz z matką Polskę w 1941 roku, był dzieckiem niespełna ośmioletnim. To zapewne atmosfera domowa, wychowanie w pewnej kulturze, a może także fakt, że początkowe nauki pobierał w Tel Awiwie, Jerozolimie, Bejrucie i polskiej Junackiej Szkole Kadetów w obozie Barbara w Palestynie sprawiły, że nie mając bezpośredniego związku z językiem i literaturą, stał się Czerniawski jej praktykiem, wyznawcą i orędownikiem. Studia humanistyczne odbyte w Anglii uformowały go chyba w podobnym stopniu, jak obcowanie z bogatą rodzinną tradycją, a związki z emigracyjnymi ośrodkami i twórcami dokonały reszty. Jeśli więc patrzeć na Czerniawskiego jako na twórcę emigracyjnego, to jest on przypadkiem osobnym i wyjątkowym: będąc całkowicie i idealnie pisarzem dwujęzycznym, nigdy nie stał w niewygodnym rozkroku pomiędzy krajem pozostawionym a krajem obecnym i nigdy też nie musiał znosić twórczych niewygód przypisanych tym, którzy opuszczali kraj jako ukształtowani już pisarze. Swobodne poruszanie się w dwóch językach dało Czerniawskiemu niewątpliwą przewagę i pozwoliło powiększyć obszar zainteresowań i twórczych działań oraz zaistnieć na wielu poziomach literackich.
POKAZUJE TO WYRAŹNIE TOM ESEJÓW wydany ostatnio przez Polski Fundusz Wydawniczy w Kanadzie i Stowarzyszenie Literacko-Artystyczne "Fraza" w Rzeszowie. Autor zamieścił w Wyspach szczęśliwych ponad dwadzieścia esejów. Powstawały one na przestrzeni ponad czterdziestu lat, od końca lat 50. ubiegłego stulecia po początek wieku obecnego. Wiele z nich nosi podwójne daty, świadczące o tym, że zostały one po latach poddane powtórnej analizie, że być może zostały skorygowane, poprawione. Niemniej jednak ich ton pozostaje niezmieniony - pełen twórczej pasji, niezwykle osobisty i pełen intelektualnych meandrów, wśród których czytelnik musi poruszać się niezwykle ostrożnie dla własnego dobra, bowiem autor prowadzi nas poprzez niespotykanie bogatą tematykę. Mały traktat o sztuce, pochodzący z 1965 roku, a będący wprowadzeniem do tomu, ma tę samą wagę i znaczenie co ponad 40 lat temu: dzieło sztuki - obojętnie, czy jest to wytwór malarza, czy poety - jest bytem niezależnym i niepodlegającym pobocznym interpretacjom. Nie wolno łączyć go z biografią autora czy wykorzystywać biografii do jakiejkolwiek interpretacji. Dziś to spostrzeżenie wydaje się oczywiste; kiedy Czerniawski pisał te słowa, mogły się one spotykać ze sprzeciwem.
Pozostałe eseje zadziwiają i imponują wiedzą i erudycją autora, który swobodnie i bez najmniejszego kłopotu porusza się po literaturze na każdej, dowolnie wybranej i dowolnie przywołanej płaszczyźnie jej interpretacji: historycznej, stylistycznej, językowej, kulturowej. Ezra Pound i Kochanowski, Przyboś i Norwid, Różewicz i Eliot, Czaykowski i Miłosz. Do tego dochodzą rozważania o świętym Anzelmie i jego dowodzie ontologicznym, Kartezjuszu i Heraklicie. Pisze też o sobie, o własnej poezji, o zmaganiu się z językiem, o własnej pracy translatorskiej i rozważania te stają się niezwykle ciekawym przyczynkiem do całej, ogromnej i jeszcze nieopisanej twórczości Czerniawskiego. Dla uważnego i nieortodoksyjnego czytelnika, który potrafi zsyntetyzować całość zbioru, staje się jasne, że Czerniawski dokonuje tu podsumowania swojego dorobku życiowego, że porządkuje kanon swoich poglądów na poezję, kanon, którego podstawy uformowały się wiele lat temu i któremu pisarz pozostaje wierny przez całe życie. Podsumowanie owego credo zamknąć można w kilku stwierdzeniach: poezja ma służyć pewnym celom i - aby dobrze wypełniać tę służbę - musi poddać się głównej i jedynej zasadzie: słowo ma mieć swoje znaczenie i tylko ono się liczy. Ornamentacyjna rola słowa w poezji nie jest istotna w przekazywaniu treści, a jedynie prostota zapewni jej przetrwanie. Poeta odgrywa w społeczeństwie rolę służebną - ma mówić, ale nie może pouczać, ma przypominać, ale nie napominać. Nie oznacza to całkowitego wyrzeczenia się emocji czy liryzmu, należy jednak wystrzegać się pustego poezjowania, zabawy słowem dla samej zabawy, dekoracyjności, która istnieje dla samej siebie i która prędzej czy później okaże się zdradliwa i szkodząca samej poezji.
INTERESUJĄCE I WYMAGAJĄCE DYSCYPLINY JEST WYZWANIE INTELEKTUALNE, jakie autor stawia czytelnikowi swoich esejów. Czy będzie to analiza rozbieżności zdań pomiędzy Miłoszem i Przybosiem na temat obowiązków poezji, czy interpretacja trzech religijnych wierszy Czaykowskiego, czy wreszcie rozważania o dykcji poetyckiej Ewy Lipskiej, zawsze jest to pisarstwo gęste od odniesień, aluzji, erudycyjnych wypraw w rejony, które mogą być nawet czytelnikowi nieznane, ale które nigdy nie są peryferyjne. Nie oznacza to jednak chaosu, wręcz przeciwnie: Czerniawski ujmuje swoje rozważania w określone ramy i dyscyplinuje sam siebie, skutecznie wciągając czytelnika w określone tylko rejony literackich dywagacji.
Czerniawski to pisarz niezwykle płodny, jego bibliografia to kilkanaście tomów poezji i prozy, przekładów, antologii. Wśród nich są dwa tytuły, które warto przy okazji przypomnieć. Jeden z nich to wydane przez W.A.B. w 2003 roku Narracje ormiańskie. Ten tom krótkich form, opowiadań, zachwyca "wariacką" wyobraźnią (niech mi autor wybaczy to określenie). Jest to kwintesencja groteski i niesłychanej przewrotności, z pomocą której wykreowany został świat o niepojętych zasadach, ale jest to świat, z którego nie można po prostu wyjść. Mieszają się w tych opowiadaniach konwencje, fakty i wydarzenia w niesłychanie cudowny sposób, cudowny, bo przywracający wiarę w to, że nie wszystko jeszcze wymyślono i że istnieje takie pisarstwo, które może zaskoczyć czymś do tej pory niespotykanym.
ZUPEŁNIE INNĄ RANGĘ MA ANTOLOGIA POEZJI POLSKIEJ, wydana przez Czerniawskiego już jakiś czas temu. Jej wartość jest ogromna i wciąż aktualna. Oto bowiem w 1988 roku czytelnik anglojęzyczny, będący jednocześnie amatorem poezji polskiej, otrzymał wybór wierszy 17 poetów przetłumaczonych na angielski przez samego Czerniawskiego. Wybór tych 17 nazwisk jest niezwykle oryginalny, bardzo osobisty i od razu wzbudził niemałe kontrowersje. Był to wybór z punktu widzenia twórcy antologii; można ten wybór krytykować, ale nie powinno się podważać. Wśród wybranych przez Czerniawskiego poetów znaleźli się Norwid, Staff, Szymborska, Herbert i Różewicz, czyli ci poeci, którzy zwykle umieszczani są w takich publikacjach. Oprócz nich autor antologii wyróżnił między innymi Wojaczka, Bursę, Woroszylskiego, dodając kilka nazwisk z londyńskiej grupy "Kontynenty", takich jak Bohdan Czaykowski, Jan Darowski i sam Czerniawski. Nie zabrakło także Ryszarda Krynickiego, Stanisława Barańczaka i Bronisława Maja. Tom zatytułowany Burning Forest ukazał się nakładem Bloodaxe Books i stał się pozycją wyjątkową z kilku powodów. Już sam tytuł nawiązujący do cytatu ze Słowackiego ("nie czas żałować róż, gdy płoną lasy") określa zamysł twórcy antologii: liczy się poezja pozbawiona romantycznego rozgadania, koronkowości i patetycznego patriotyzmu. Ironiczny język Szymborskiej i Krynickiego, pozbawiona metaforycznych ozdóbek, dramatyczna poezja Bursy i Wojaczka, unikająca deklaratywności i skromna w wyrazie poezja Barańczaka - oto co liczy się w poezji. Recenzenci zwrócili uwagę, iż zabrakło w tej antologii Czesława Miłosza, i spekulowali o powodach tej nieobecności. Niemniej jednak dla każdego, kto czyta Czerniawskiego, wybór tych, a nie innych nazwisk miał swoje uzasadnienie, które nie musiało być oparte na obiektywnych przesłankach. Czytelnik anglojęzyczny otrzymał wybór ciekawy, osobisty, prowokujący do przemyśleń i do dalszych poszukiwań. Czytelnik, należy podkreślić, bardziej ambitny niż ten, który ogranicza się do wypisów szkolnych...
Wróćmy jednak do zbioru esejów: Wyspy szczęśliwe to książka do wielokrotnego czytania, do przypominania sobie pewnych prawd, do pobudzania własnego apetytu intelektualnego. Może wydać się czasami kontrowersyjna i ortodoksyjna, wielokrotnie będzie irytować bezkompromisowymi opiniami, ale warta jest wczytywania się w nią. Jeśli nie po to, by zgadzać się z głoszonymi przez autora poglądami, to po to, by przez chwilę obcować z erudycją i siłą głosu rzadko już dziś spotykaną.
Adam Czerniawski, Wyspy szczęśliwe. Eseje o poezji,
Polski Fundusz Wydawniczy w Kanadzie, Stowarzyszenie Literacko-Artystyczne
"Fraza", Toronto-Rzeszów, 2007, s. 298. Książkę można zamówić w Księgarni
Nowego Dziennika
tel. (212) 594-2386
e-mail: ksiazki@dziennik.com; strona internetowa: www.ksiazkionline.com

