Przegląd Polski
11 lipca 2008
- Czas na Szymanowskiego - Z Leonem Botsteinem i Lechem Majewskim rozmawia Roman Markowicz
- O Adamie Czerniawskim i jego esejach - Izabela Joanna Bożek
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Model Bobkowskiego
Nieoceniony przyjaciel Romek Sabo znów wpuścił mnie w maliny, a raczej - w Bobkowskiego, i to z powodu Sikorskiego. Generała Władysława Sikorskiego, a nie ministra Radosława Sikorskiego - jego zostawmy na inną okazję. W Polsce odżyła bowiem sprawa Gibraltaru, toczą się spory i boje historyków i histeryków, a ja, zamiast pisać "Żabkę" i zajmować tak zwane stanowisko, od dwóch dni czytam znowu, ale tym razem uważnie, Szkice piórkiem Andrzeja Bobkowskiego - literacki dziennik pisany we Francji w latach 1940-1944.
Czytam i przecieram oczy ze zdumienia przenikliwością pisarza. Przecież on wszystko przeczuł i przewidział! Pod datą 27.4.43 notował: "Makabryczny, ale doskonały dowcip w dzisiejszym Le Petit Parisien. Olbrzymi Stalin pochylający się nad małym Churchillem i mówiący konfidencjonalnie, przysłaniając ręką usta i spoglądając na sylwetkę oficera polskiego, odwróconego do nich tyłem: ´Miejsce pewnego generała polskiego nie jest w Londynie... lecz w Katyniuª. Jak będzie ´za dużoª o Sikorskiego, to chociaż jego sprzątną, skoro całej Polski nie można sprzątnąć. Zawalidroga. Na miejscu Sikorskiego zacząłbym się teraz bardzo pilnować". Aż ciarki przechodzą po plecach...
Zapis z 5 lipca 1943 r. jest już tylko potwierdzeniem złowieszczej wróżby: "Skończyli go. (...) Całą jego siłą było może tylko to, że był niewygodny, ale w naszej obecnej sytuacji to było już siłą. Poza tym miał siłę symbolu, symbolu Polski, która w nim (oczywiście dla obcych) przeżyła dotąd na wygnaniu. (...) Dwa miesiące temu zaczynałem coś ´przeczuwaćª i nawet wkleiłem do zeszytu ten rysuneczek z Petit Parisien. (...) Jakże wspaniale urządza wszystkich ta śmierć".
Następnego dnia Bobkowski zanotował: "Mają przeprowadzić śledztwo i dochodzenie w Gibraltarze. Trzeba by je raczej zrobić w Londynie albo w Moskwie". Co do Moskwy miał także wyjątkową zdolność przewidywania. Pisał: "Rosjanie (...) niedługo zaczną nas ´uwalniaćª. I uwolnią nas na pięćdziesiąt lat". I jak tu nie wierzyć pisarzom? Bobkowski odrzucał myślenie o czynnej walce o Polskę, "o której my nie będziemy stanowić". Był bezkompromisowy: "Polska usiadła nam na mózgu i paraliżuje myślenie. Zamiast być homo sapiens należymy do rasy homo polacus, do rasy ogłupionej ojczyzną, do kretynów chorobliwego patriotyzmu i nacjonalizmu".
W tym fragmencie przypomina uwagi Witolda Gombrowicza z Dzienników czy Transatlantyku. Bobkowski zresztą podążył w ślad za Gombrowiczem do Ameryki Południowej. Latem 1948 roku wraz z żoną Barbarą opuścił Francję, by "szukać ludzi wolnych w tym zbaraniałym świecie". Mierziło go opanowujące ówczesną Europę "totalne stotalnienie". "Europejczyk, który nie chce być wolny, przestaje być Europejczykiem. Aby nim pozostać, musiałem wyjechać" - napisał w opowiadaniu Na tyłach. Jerzy Giedroyc tak komentował decyzję swojego przyjaciela: "Był pod wielkim wrażeniem upadku i rozkładu Europy, nienawidził jej zmurszałych ideologii, widział tu przyszłość w bardzo czarnych barwach i chciał rozpocząć nowe życie w Ameryce Południowej".
O swojej, i nie tylko swojej, emigracji Bobkowski pisał: "Bądźmy szczerzy, ale tak naprawdę emigracja, to nie ucieczka DLA POLSKI, to ucieczka OD Polski, od grobów, od nieszczęść, od ciągłych próżnych wysiłków. Ucieczka od ciągłego kłopotu, od ciągłej pracy bez wynagrodzenia, od entuzjastycznej śmierci. Można chować się za wiele pozorów, ale na dnie pozostaje zwyczajne i bardzo ludzkie uczucie prawa do szczęścia". Do tych słów wypada dodać i takie wyznanie Bobkowskiego: "W całym moim życiu żeniłem się ze wszystkim z miłości. To nie jest wygodne, ale co robić, gdy nie można inaczej".
Andrzej Bobkowski osiadł w Gwatemali. Utrzymywał się z klejenia i sprzedaży modeli samolotów. W sklepie niemieckiego biznesmena założył modelarnię, później otworzył własny interes - Guatemala Hobby Shop. Zgromadził wokół siebie liczne grono młodych entuzjastów modelarstwa. Był konsekwentnym zwolennikiem utrzymywania się z pracy własnych rąk, zaradności, samodzielności. W pierwszym liście wysłanym z Gwatemali do Nowego Jorku stanowczo odmawiał przyjęcia wszelkiej pomocy finansowej i prosił, żeby nie traktowano go jak nieudacznika, bo żyje z pracy własnych rąk i ma się dobrze.
W Szkicach piórkiem wyznał prawdę, pod którą podpisuję się od lat obydwiema rękami: "z emigracji nie wraca się". Nie wrócił. Zmarł w Gwatemali na raka mózgu w wieku zaledwie 48 lat. Pochowano go w grobie rodziny doktora Quevedo, którego czterech synów przez dwanaście lat uczył modelarstwa.
A swoją drogą to ciekawe, dlaczego Bobkowski, zakochany w lotnictwie, klejący całe życie modele szybowców i samolotów, miał absolutną pewność co do okoliczności śmierci generała Sikorskiego. Moim skromnym zdaniem ta pewność wynikała z dokładnej znajomości konstrukcji lotniczych. W bajeczki o plecaku, który miał ponoć zablokować ster głębokości, mogą uwierzyć tylko ci, którzy dość płytko znają się na budowie samolotów...
