Przegląd Polski
18 lipca 2008
- Niezastąpiony. Bronisław Geremek (1932-2008) - Ryszard Stemplowski
- Witold Kaczanowski: "Nie ma bariery między sztuką a życiem"
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Rózia w epistoladzie
W czasach zaniku pięknej sztuki listopisania, wypieranej przez czynność imejlowania, czyli listoklikania, dobrze jest znaleźć w skrzynce pocztowej ręcznie zaadresowaną kopertę lub choćby kartkę pocztową. Zapowiadają cokolwiek inne emocje niż te, jakie znajdziemy w poczcie elektronicznej czy w kopertach adresowanych przez drukarkę. Myślę, że gdyby nasze banki pisały do nas odręczne prośby o zwrot pożyczki, nie mielibyśmy tylu długów. List wypluty z drukarki, ze skopiowanym podpisem, nie zachęca do odpowiedzi, nie mówiąc o spłatach...
Napisany, a nie naklikany list ma dziś wartość papirusu, a wysiłek włożony w jego kaligrafowanie, adresowanie, zakup i przyklejenie znaczka, wreszcie zaniesienie go na pocztę, winien być oceniany na równi z mozołem zakonnych skrybów ze średniowiecza, przepisujących gęsimi piórami święte księgi - nieraz i przez całe życie. Zawsze, gdy piszę szybkie "emalie" mam wrażenie, jakbym pisał reporterskie depesze z pola bitwy o czas. A przecież to oni, średniowieczni mnichowie, pokazali nam dobitnie, że spieszyć się trzeba powoli. Ich dzieło przetrwało wieki, a co się dzieje z naszymi mejlowymi meldunkami? Lądują w elektronicznym koszu i śladu po nich nie ma - chyba że adresat takiego mejla "wyprintuje".
Nietrudno byłoby mi wyobrazić sobie zdziwienie Jerzego Giedroycia, który napisał odręcznie i na maszynie ponad dwieście tysięcy listów, gdyby w Paryżu posłyszał taką na przykład wymianę informacji pary młodych Polaków: Dostałeś emalię? Farbę? Jaką tam farbę, baranie, wysłałem ci mejla. A, tego... Masakryczny... Sure, że tak. Odimejlowałem ci, etc... Jerzy Giedroyc czy Czesław Miłosz z pewnością domyśliliby się, o co młodzieńcom chodzi. Gorzej byłoby z zagadniętymi o te nazwiska młodzieńcami.
Czasem jest w kopercie książka z Polski, a czasem list nie tyle miłosny - nie ta epoka - co radosny, gdyż są jeszcze ludzie dzielący się z bliźnimi wrażeniami z wyprawy na wakacje czy do teatru (młodszym czytelnikom przypominam: teatr to takie dziwne miejsce, gdzie nie ma ekranu i nie sprzedają popcornu). Codziennie więc zaglądam do metalowej skrzynki pocztowej, czekając z utęsknieniem na przesłanie mi pierwszego tomu korespondencji Jerzego Giedroycia z Czesławem Miłoszem, wydanej właśnie przez Czytelnika w opracowaniu Marka Kornata z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk. Ta korespondencja trwała nieprzerwanie blisko pół wieku i liczy około tysiąca listów-listy przeglądowej dziejów kultury polskiej drugiej połowy XX wieku.
Czekając na tę ucztę epistolarną, zajrzałem do własnej, dość pokaźnej "epistolady" - jak dowcipnie nazwał mój starszy syn szufladę z korespondencją, zawierającą listy pisane ręcznie czy na maszynie do pisania, ale z własnoręcznymi podpisami i dopiskami nadawców. Znalazłem w niej po kilka kopii nigdzie jak na razie nieopublikowanych listów Stanisława Piętaka, Anny Kamieńskiej i Jana Śpiewaka do Wacława Iwaniuka. Tak się składa, że w piątek 18 lipca przypada setna rocznica urodzin Jana Śpiewaka - dziś już niesłusznie zapomnianego poety, eseisty i tłumacza z literatury rosyjskiej i bułgarskiej, za życia męża poetki Anny Kamieńskiej i ojca socjologa Pawła Śpiewaka. Warto o nim pamiętać, gdyż sam był autorem antologii, szkiców literackich i wspomnień o innych poetach - o Konstantym Ildefonsie Gałczyńskim, Stanisławie Piętaku i Zuzannie Ginczance. We współpracy z Sewerynem Pollakiem opublikował w 1955 r. dorobek literacki Józefa Czechowicza.
Od Czechowicza już tylko krok do Iwaniuka. Łączyła bowiem tzw. czechowiczowskich poetów jedna warszawska kamienica przy ulicy Dobrej 9. W 1933 r. Józef Czechowicz przeniósł się z Lublina do Warszawy już jako znany i ceniony autor trzech znakomitych tomików. Miał też pracę - w Związku Nauczycielstwa Polskiego - i był mentorem oraz pomocną portmonetką dla wielu młodych a chudych kolegów-literatów skupionych wokół awangardy lubelskiej, a wynajmujących mieszkanie u słynnej pani Rózi przy Dobrej 9 na Mokotowie. Przy tej naprawdę Dobrej przemieszkiwali m.in.: Wacław Iwaniuk, Henryk Domiński, Wacław Mrozowski i Bronisław Ludwik Michalski. Pokoik na Dobrej 9 odwiedzali także: Czesław Miłosz, Anna Świrszczyńska, Paweł Hertz, Józef Łobodowski, Jan Śpiewak czy Stanisław Piętak.
Ten ostatni tak oto pisał 18 września 1961 r. z Paryża do Wacława Iwaniuka w Toronto: "Dobra 9 poczyna być nareszcie sławna. W tym roku wyszła książka Wiesława Szymańskiego pt. Ballady przed burzą, w której wiele pisze i cytuje garść artykułów i listów dotyczących historii Czechowicza, mojej, Br. (Bronisława - MK) Michalskiego i Henia Domińskiego. Z początkiem natomiast przyszłego roku Wacław Mrozowski ogłasza powieść o pobycie na Dobrej 9. Rzecz jest nadspodziewanie interesująca i wypełniona".
Ta i inne rzeczy, pomieszczone w tych listach, są tak nadspodziewanie interesujące i wypełnione, że w czasach zaniku pięknej sztuki listopisania z tym większą ochotą wrócę do nich za tydzień...
