Przegląd Polski
25 lipca 2008

Żabką przez Atlantyk

Rózia w epistoladzie (2)

Marek Kusiba

Czasem dobrze jest sobie ponarzekać. Na moje utyskiwania sprzed tygodnia o zaniku pięknej sztuki listopisania odpowiedziała Anna Frajlich, mailowo co prawda, ale obiecując nadesłanie z wakacji pocztówki. Z Nowego Jorku otrzymałem też, pisany na kolorowym papierze, list od pani Haliny Dubickiej, dopisującej kilkanaście miłych zdań do mojego felietonu o Wałęsie. Z kolei z Rennes we Francji napisała pani Agnieszka Blach, zajmująca się na co dzień badaniem bezkręgowców wodnych, a w wolnych chwilach czytająca pasjami... Andrzeja Bobkowskiego. Pani Agnieszka nie kryje zachwytu nad twórczością słynnego "Bobka". Dla mnie to sygnał triumfu dobrej literatury nad oddaleniem i zapomnieniem. Okazuje się po raz kolejny, że nie jest ważne miejsce, w jakim pisarz się zaszyje, bo mądry, dociekliwy, głodny dobrej literatury czytelnik i tak znajdzie ważne dla niego książki.

Z listem na temat Bobkowskiego łączy się na poły magiczna historia. Pani Agnieszka wspomniała, że bezskutecznie od lat poszukuje tomu jego szkiców i opowiadań Coco de Oro, wydanego w roku 1970 przez Jerzego Giedroycia. W dzień po otrzymaniu tego listu wybrałem się na ontaryjskie Kaszuby. Przed "Katedrą pod Sosnami" rozstawił kilka stolików z książkami pan L. z Ottawy. Pierwszy tytuł, jaki rzucił mi się w oczy: Coco de Oro... Tej książki też kiedyś bezskutecznie szukałem w antykwariatach, a znalazłem ją w środku lasu. To zdarzenie można skomentować zdaniem z rozmowy autora z konsjerżką na temat braków: "Oh Monsieur, brak teraz wszystkiego. Zabrakło już nawet idiotów, aby utworzyć nowy rząd..." (Nekyia; Coco de Oro, s.18).

Konsjerżka mówiła oczywiście o Francji z roku 1947. W innych krajach jakoś nigdy nie brakowało i nie brakuje idiotów rwących się do władzy. Jej polska koleżanka po fachu, pani Rózia z domu przy Dobrej 9 w Warszawie, nie miała takich zmartwień: jej lokatorzy nigdy nie rwali się do rządzenia. Może co najwyżej marzyły im się rządy dusz. Ślady tych skłonności, aczkolwiek niewinne, znajdujemy w listach mieszkańców i bywalców Dobrej 9 do Wacława Iwaniuka.

Tak oto pisał w liście do niego z Warszawy Jan Śpiewak, dnia 19 czerwca 1966 r.: "Pan jest polskim poetą, a polskość i w liściach, i w kolorze ziemi, i w rysach ludzkich twarzy, w autostradach i w małych wiejskich drożynach". W liście z 14 stycznia 1968 r. znajdujemy i takie uwagi: "Rozwój Pana poezji bardzo mnie interesuje. Kiepsko znam język angielski, więc nie wiem, czy i o ile anglosaska poezja wpłynęła na Pana poezję. Jeśli taki wpływ istnieje, objawia się to zapewne w ulogicznieniu; niepokój przeżyć i doświadczeń życiowych zawiera się w głębszych warstwach słownych. Ten kontrast pomiędzy opanowaną relacją a wewnętrzną relacją jest bardzo orzeźwiający, zwłaszcza na tle naszej poezji. Sądzę, że nasza poezja krajowa należy chyba do najciekawszych w Europie, jeśli wziąć pod uwagę szczytowe osiągnięcia. Niestety, snobizmu jest też niemało".

W listach żony Śpiewaka, Anny Kamieńskiej, do Wacława Iwaniuka odnajdujemy garść, ważnych dla poetów-emigrantów, olśnień. 11 kwietnia 1972 r. poetka pisała: "Drogi Panie Wacławie! Czytam i czytam Pana wiersze z tomu Lustro. Jak to dziwne, że za oceanem rodzi się coś tak bliskiego i dojmująco bolesnego! Takie wiersze pisze się nie konceptami, ale trudem i męką dni i nocy. Wiem o tym. Dlatego są tak mocno prawdziwe. (...) Jest coś absurdalnego w tym, że poezja taka może pozostać w Polsce nieznana. Proszę, aby pisał Pan dalej tak wspaniałe wiersze".

Poezja ta, na szczęście, nie pozostała w kraju nieznana. Ale nie obyło się bez kłopotów. Kamieńska w liście z kwietnia 1973 r. informowała: "Recenzja o Panu pióra Waśkiewicza (Andrzeja Krzysztofa Waśkiewicza - przyp. MK) nie mogła być wydrukowana z powodów od redakcji niezależnych. Jest mi bardzo przykro - i jestem bezradna". (Zapewne chodzi o interwencję cenzury w Twórczości, gdzie Kamieńska pracowała). Anna Kamieńska szczerze nad tym faktem bolała, pisząc dalej w tym samym liście o poezji Iwaniuka: "Dziękuję za wiersze. Są mądre i piękne. Jest Pan według mnie najbardziej żywym poetą poza krajem, poetą sumienia, a to nie jest takie częste. Czuję też w Pana wierszach bolesne przedzieranie się do spraw metafizyki, uwrażliwienie na wezwania od tej strony. Jest mi to bliskie, pokrewne".

Blokowanie dostępu Iwaniukowi do polskiego czytelnika nie ograniczało się li tylko do interwencji cenzorskich. Oto co pisał do niego Stanisław Piętak w liście z 18 września 1961 r.: "Wiem od Janka Śpiewaka, że odmówiono Ci wizy do Polski. Rozgoryczony byłem tym i oburzony. Mackiewiczów i Wańkowiczów sprowadzają i fetują, a pisarza, który się wywodzi z ludu, ignorują, i taka to jest praktyka naszego rządu, snobizm nie gorszy niż był przed wojną".

Czasem dobrze jest sobie ponarzekać. Utyskiwania Śpiewaka czy Piętaka na temat snobizmu znajdują bowiem po latach wdzięcznych czytelników i rzucają pomocne światło - także na snobizm twórczego listopisania poetów...

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail