Przegląd Polski
8 sierpnia 2008
- Poeci nominaci - Jan Zieliński
- Giną doktryny, zostaje filozofia (w życiu i twórczości prof. Barbary Skargi) - Joanna Rostropowicz-Clark
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Giną doktryny, zostaje filozofia
(w życiu i twórczości prof. Barbary Skargi)
W książkach prof. Barbary Skargi każdy znajdzie coś, co go osobiście zainteresuje: osoby, miejsca, poglądy na nurtujące nas problemy
Każdy polski czytelnik znajdzie w książkach Barbary Skargi coś, co go zainteresuje: osoby, miejsca, poglądy na nurtujące nas problemy.
Rzym, 1981 r. 60-letnia Barbara Skarga, wybitny filozof, zatrzymuje się u 80-letniej hr. Karoliny Lanckorońskiej, wybitnego historyka sztuki. Prof. Skarga ma ciężką, pełną książek walizkę, chce zadzwonić po taksówkę. Prof. Lanckorońska mówi, że byłaby to rozpusta, chwyta za walizkę. Obie panie przez chwilę się borykają - wybuchają śmiechem. Nie takie kiedyś dźwigały ciężary: Karolina w Ravensbrück, Barbara, nieco później, w syberyjskich łagrach.
KTOŚ MÓGŁBY PRZYPUSZCZAĆ, że te panny ze szlacheckich dworów (ogromnie bogaty Lanckorońskich i względnie zamożny Skargów), były szczególnie źle przygotowane na przeżycie w obozach koncentracyjnych. A jednak właśnie wpajane im od dzieciństwa zasady samodyscypliny i nieużalania się nad sobą okazały się istotnym elementem duchowego hartu, jaki pomógł w przetrwaniu tortur, głodu i morderczej pracy. W książce Innego końca świata nie będzie - zapisie wywiadu udzielonego Katarzynie Janowskiej i Piotrowi Mucharskiemu - Barbara Skarga przedstawia swoje dzieciństwo i młodość jako bardzo szczęśliwe. Do przedwczesnej śmierci ojca, dyrektora Związku Ubezpieczeniowego Przemysłowców Polskich, rodzice z trójką dzieci, Hanną (to później znakomita aktorka Hanna Skarżanka), Barbarą i Edwardem mieszkali w Warszawie, w świetnych warunkach materialnych. Dzieci miały bony, wakacje spędzały w willi państwa Żeromskich w Konstancinie, były wszechstronnie oczytane, uczone języków obcych. Rodzice, o głębokich kresowych korzeniach, byli wyznania kalwińskiego (co częste na Litwie), ale w domu panowała atmosfera świecka, duch tolerancji i szacunek dla ludzi o niższej pozycji społecznej. Po owdowieniu pani Skarżyna przeniosła się do Wilna, gdzie podjęła pracę zarobkową i wynajęła mieszkanie w kamienicy, która, jak pisze córka, stała się wylęgarnią uczonych i artystów (Kridlowie, Wróblewscy, Kiersnowscy). Czas wolny od nauki panna Barbara spędzała w majątku ciotki w Chocieńczycach, tuż koło granicy polsko-sowieckiej, za którą widać było nędzę. Chocieńczyce były dla młodzieży zarazem rajem i szkołą solidnej pracy gospodarskiej, w której uczestniczyli wszyscy domownicy. Nie przetrwały okupacji sowieckiej: zostały spalone. Ciotka była jedną z nielicznych spośród tamtejszych ziemian, którzy uniknęli wywózek i mordów ze strony obu okupantów.
NA STUDIA BARBARA POJECHAŁA DO WARSZAWY. Świetna matematyczka, dostała się na politechnikę, ale po roku przeniosła się na filozofię na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie. Studiowało z nią czterech kolegów, wśród nich Edward Csató i Ludwik Fryde. Czytała Kanta u prof. Bogusława Jasinowskiego, chodziła na wykłady Konrada Górskiego o Mickiewiczu.
Wkrótce wybuchła wojna. Już podczas krótkiej okupacji litewskiej władze zamknęły uniwersytet, zaczęły się ostre prześladowania Polaków. "Pierwszym znakiem nastania władzy sowieckiej (latem 1940 r.) - mówi prof. Skarga - było zastąpienie Kuriera Wileńskiego Prawdą Wileńską pod redakcją Stefana Jędrychowskiego. Z punktu widzenia marksizmu, nadbudowa wyprzedziła bazę".
Prof. Skarga podkreśla dziś, że ani wtedy, ani przez wiele lat późniejszych, w Warszawie nie miano pojęcia, co się działo w Wilnie. Trwały aresztowania, systematyczne wywózki zamożniejszych rolników, urzędników, drobnych przedsiębiorców i oczywiście ziemian. W czerwcu 1941 r. aresztowania poszły ławą, nikt już nie wiedział, z jakiego klucza. "Na szczęście wybuchła wojna między Rosją i Niemcami. To była radość. Myśmy się ogromnie cieszyli.Tę radość było widać na ulicy. (...) Bolszewiki uciekają!".
RADOŚĆ TRWAŁA NADER KRÓTKO. I nader szybko prawie całe polskie Wilno z okolicami weszło do konspiracji. Pani Barbara została przydzielona do odszyfrowywania londyńskich depesz, była łączniczką "Ewą", awansowała do funkcji szefa łączności terenowej w sztabie Okręgu Wileńskiego AK pod kierownictwem "Ludwika", czyli pułkownika Lubosława Krzeszowskiego, byłego hallerczyka. Po ich aresztowaniu przez Sowietów we wrześniu 1944 r. to właśnie "Ludwik" zdekonspirował "Ewę". Miał nadzieję, że zgodnie z obietnicą ją wypuszczą i wtedy będzie mogła ostrzec innych. Powiedział do niej w śledztwie: "Poświęcam ciebie". 25-letnia wówczas adeptka filozofii i sztuki wojennej wróci do Polski, zupełnie siwa, w grudniu 1955 r. Z żalem, że zapomniała łacinę i grekę.
Piekło łagrów i dwuletni czyściec zesłania do syberyjskiego kołchozu Barbara Skarga opisała (pod pseudonimem Wiktoria Kraśniewska) w książce Po wyzwoleniu - pierwotnie wydanej przez Jerzego Giedroycia w 1984 r., o czym milczy obecne wydanie. Przyznając, że z trudem składa te swoje obozowe wspomnienia, autorka pisze w krótkim wstępie: "Kiedyś, kiedy jeszcze znajdowaliśmy się w obozie, obiecywaliśmy sobie opisać go z humorem jako świat piramidalnego absurdu. Dziś trudniej mi zachować ten humor, może właśnie dlatego, że patrzę z dystansu, że już nie jestem aktorem, ale widzem, świadomym spustoszeń moralnych i fizycznych, jakie te lata przyniosły. Niekiedy jednak kpina sama się ciśnie pod pióro, bo ostrzej widzi, wyraźniej rysuje".
ABSURD I LUDZKA MĘKA SĄ W OPOWIEŚCI PROF. SKARGI nieodłączne i równie wstrząsające. Długotrwałe śledztwo i tortury w więzieniach śledczych - autorka przeszła wpędzającą niejedną ofiarę w obłęd torturę wielodobowego pozbawienia snu - było monstrualną sztuką dla sztuki, skoro samo oskarżenie stanowiło dowód winy. Motyw trzymania w strachu każdego i wszystkich mieszkańców komunistycznego imperium szedł w parze z motywem zysku z niewolniczej siły roboczej. Wiele aresztów łączyło rabunek z popisem bezkarności; nie istniał żaden zewnętrzny aparat interwencji, żadna organizacja praw człowieka. Nie było nikogo "na Zachodzie", kto wstawiłby się za aresztowanymi akowcami albo grupą ocalałych z zagłady wileńskich Żydów, którym władze sowieckie sprzedały bilety do Palestyny, po czym zgarnęły ich do łagrów.
Po 15 miesiącach więzienia nastąpiły lata obozów w północnym Kazachstanie. W pustynnych stepach, gdzie nie wiadomo, czy gorsze lato, czy zima. Jakim cudem przeżyła? Fascynacja, z jaką czytamy relacje ocaleńców, skupia się wokół odpowiedzi na to pytanie, podczas gdy budzi ono opór owej "garstki ocalonych", od których domagamy się opisu ich męczarni w imię niepozbawionej hipokryzji formuły "ratowania od zapomnienia". Oczekujemy też wyrazistej linii granicznej między dobrem i złem, moralitetu naszych czasów. Barbara Skarga tłumaczy swoją niechęć do pisania obozowych wspomnień lukami pamięci, wolałaby też nie tracić cennego czasu, jaki z radością poświęca opóźnionej 10-letnim uwięzieniem pracy naukowej. Ale czytelnik odczuwa, że jej wyniesiona z domu postawa nierozczulania się nad sobą powstrzymuje ją od obnażania własnych, a czasem i cudzych ran. I właśnie ta surowość, w połączeniu z szacunkiem dla godności w cierpieniu, stanowi o szczególnej sile Po wyzwoleniu.
W KŁĘBOWISKU LUDZKIEGO CIERPIENIA I LUDZKIEGO OKRUCIEŃSTWA Barbara Skarga nie traci z uwagi pojedynczych współwięźniów i nadzorców. W łagrach jej koleżeńskie usposobienie, dar bycia "dobrym kumplem", okazał się najlepszą, z ledwie możliwych, strategią przeżycia. Wbrew zamiarom projektantów gułagu zasada "człowiek człowiekowi jest wilkiem" ustępowała potrzebie wzajemnego wsparcia, wymiany usług, czego rezultatem była odśrodkowa korupcja całego systemu. Jednym z paradoksów karnych obozów pracy, o jakich pisze prof. Skarga, była wspólnota interesów więźniów i kierownictwa w fałszowaniu wyników produkcji. Innym - wspólnota strachu. Naczelnicy bali się więźniów-donosicieli, a mieli więcej do stracenia niż więźniowie. Wszyscy bali się "urków" (kryminalistów). Istniała też sfera wymiany usług pomiędzy łagrem i pogrążoną w głębokiej nędzy wolną okolicą. Niektóre miejsca pracy, cegielnia, szpital z wysoko wykwalifikowanym personelem i zasobami spirytusu, stwarzały atrakcyjne możliwości dla życiodajnych transakcji. Bezcenny w tych niebezpiecznych kontaktach był swoisty honor wspólników, kredyt zaufania. Dodajmy tu na marginesie, że przyszła autorka Granic historyczności miała mocną głowę i wypiła niejedną szklankę wódki z osobami, które na szali dobra zajmują oba krańce. Także z "urkami". "Gdybym nie była wyrozumiała dla ludzi, to bym nie przeżyła tych jedenastu lat w Rosji albo musiałabym nosić nienawiść w sercu do dzisiejszego dnia. Uwierzcie, nie ma we mnie nienawiści" - mówi w książce Innego końca świata nie będzie.
UKAZANIE OBOZOWEGO LOSU KOBIET wyróżnia wspomnienia prof. Skargi. Tęsknoty uczuciowe, męka menstruacji, aborcje i porody, wierność i zdrada, większa niż u mężczyzn odporność na głód, nie mniejsza doza okrucieństwa... Obserwacja podobieństw i różnic: płci, wykształcenia, narodowości (autorka poznała wielu wspaniałych Rosjan, ale "poczucie inności pozostało"), znalazło odzwierciedlenie w jej zbiorze esejów filozoficznych Tożsamość i różnica.
Polska lat 1955-56 wydała się uwolnionej Barbarze Skardze rajem dobrobytu, swobody ducha. Wróciła do rodziny, do studiów. Choć nie pozwolono jej po uzyskaniu doktoratu wykładać na uniwersytecie, znalazła poparcie i ogrom serdeczności w kierowanym wówczas przez Adama Schaffa Zakładzie Filozofii Polskiej Akademii Nauk. "Za szafą", jak żartowano, kryło się wielu "nieprawomyślnych" uczonych. Dla niej oczywiście najbliższy stał się krąg "rewizjonistów", już na zawsze drogich przyjaciół: Leszek Kołakowski, Andrzej Walicki, Bronisław Baczko, Jerzy Szacki... Krąg stale się powiększał, doszli znakomici krakowianie, a po wyjazdach stypendialnych do Francji (bardzo elegancka prof. Skarga kocha Paryż!) tuzy światowej filozofii.
RACZEJ Z NAMOWY NIŻ Z WYBORU prof. Skarga zajęła się filozofią pozytywizmu, co stało się punktem wyjścia dla jej analiz powstawania i rozpadu doktryn; wewnętrznej, niezależnej od warunków społecznych dynamiki tych procesów. Świat myśli, podobnie jak indywidualny świat każdego człowieka, jest czymś innym niż świat danej społeczności - parafrazuję zdanie pani profesor. Wraca dawna fascynacja Kantem i łączy się z uznaniem dla Husserla i Heideggera ("nieprzyjemny człowiek, ale wielki filozof").
Tożsamość i różnica powstała pod wpływem poznanego we Francji Immanuela Levinasa, którego prace zapoczątkowały zainteresowanie humanistyki tematem "innego". Z czasem w filozoficznej wędrówce coraz silniejsza staje się pokusa zmierzenia się z metafizyką. Do Kwintetu metafizycznego doprowadziło ją ukochane przesłanie Kanta: "Myśleć więcej".
Każdy polski czytelnik znajdzie w tych książkach coś, co go osobiście zainteresuje: osoby, miejsca, poglądy na nurtujące nas problemy. Można je czytać z ulgą, że skończył się tamten nieludzki świat, można też z niepokojem, że nadal, blisko, w o ileż lepszym świecie, przetrzymywani są bez sądu w klatkach więziennych i torturowani "wrogowie (naszego) systemu". Profesor Barbara Skarga ostrzega: "Rozmaite ideologie dają się wykorzystać do zbrodniczych celów".
Innego końca świata nie będzie. Z Barbarą Skargą
rozmawiają Katarzyna Janowska i Piotr Mucharski. Wydawnictwo
Znak, Kraków 2008, str. 331, cena 22 dol. Barbara Skarga, Po wyzwoleniu.
Wydawnictwo Znak, Kraków 2008, str. 301, cena 27 dol. Obie książki są
do nabycia w Księgarni Nowego Dziennika. W przypadku zamówienia
z wysyłką do ceny należy doliczyć 6,50 dol.
tel. (212) 594-2386
e-mail: ksiazki@dziennik.com
www.ksiazkionline.com
