Przegląd Polski
15 sierpnia 2008
- Dzień Wojska Polskiego czy rocznica "cudu nad Wisłą" - Witold J. Ławrynowicz
- Miś smorgończyk - Mistrz z Mołodeczna - Nina Taylor-Terlecka
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Dzień Wojska Polskiego
czy rocznica "cudu nad Wisłą"
Jerzy Kossak, Cud nad Wisłą 15 sierpnia 1920 roku, 1930 r., olej na płótnie (94 x 145 cm). Obraz znajduje się w zbiorach Zamku Królewskiego w Warszawie
15 sierpnia przypada Dzień Wojska Polskiego, który Marszałek Józef Piłsudski nazwał Świętem Żołnierza. W tym roku będzie obchodzony po raz 85., w kolejną rocznicę zwycięskiej dla Polski bitwy warszawskiej.
Ta bitwa bardzo szybko obrosła mnóstwem legend i mitów. Zwiastuny tej tendencji pojawiły się jeszcze podczas sierpniowych dni 1920 roku, zanim właściwa bitwa dobiegła końca. Społeczeństwo polskie oczekiwało tego zwycięstwa i pragnęło się nim cieszyć; było jakby powtórnym odzyskaniem niepodległości. Prawica zrozumiała swoją dziejową szansę i ukuła wtedy, używane po dziś określenie "cud nad Wisłą". Miała w tym swoje dalekosiężne rachuby.
ŻEBY POJĄĆ, DLACZEGO NARODOWA DEMOKRACJA wprowadziła do powszechnego obiegu określenie "cud nad Wisłą", trzeba cofnąć się do momentu odzyskania przez Polskę niepodległości w listopadzie 1918 roku. Od momentu powrotu Józefa Piłsudskiego do Warszawy toczyła się zaciekła walka polityczna o władzę nad krajem. Prawica, reprezentowana przez Narodową Demokrację, usiłowała odebrać władzę Piłsudskiemu, przedstawiając go jako socjalistę. Dopóki była to walka słowna w Sejmie czy podczas kampanii wyborczej, dopóty wpisywała się w pojęcie demokracji, ale zacietrzewienie części polityków sięgało dalej.
Podczas odwrotu w lipcu 1920 roku prasa prawicowa oskarżała Piłsudskiego o "lekkomyślność", "niefachowość", "karygodne zaniedbania", a w końcu o "konszachty z nieprzyjacielem" i "pospolitą zdradę". Po latach Piłsudski wspominał o pośle na Sejm, księdzu Stanisławie Maciejewiczu, który opowiadał w kuluarach, że Stanisław Car, szef kancelarii cywilnej Naczelnika Państwa, "ma telefon tajemnie przeprowadzony spod soboru prawosławnego na placu Saskim i za pomocą tego aparatu komunikuje się z bolszewikami". W tych warunkach jest zrozumiałe, że prasa endecka i politycy prawicy podjęli zabiegi o odebranie Piłsudskiemu glorii chwały zwycięzcy nad bolszewikami, a w dalszej konsekwencji dążyli do przejęcia władzy w kraju. W celu przeprowadzenia tego zamiaru stopniowo posługiwano się coraz to silniejszymi argumentami, tworząc fałszywy obraz wypadków.
PO ROZPOCZĘCIU OFENSYWY ZNAD WIEPRZA prasa zwracała uwagę społeczeństwa na bitwę pod Radzyminem. Wprawdzie pod Radzyminem utrzymano front, ale była to bitwa drugorzędna - rozstrzygnięcie przyniósł trzymany przez pewien czas w tajemnicy manewr znad Wieprza. Już w parę dni później podsunięto społeczeństwu dwóch bohaterów, którzy swoimi czynami mieli przechylić szalę zwycięstwa na polską stronę. Byli to ksiądz Skorupka i porucznik Pogonowski. Obaj byli niezaprzeczalnymi bohaterami obrony Warszawy, ale na niskim szczeblu w hierarchii dowodzenia nie mogli spowodować zwycięstwa w bitwie toczonej na dużym obszarze. Wiedzieli o tym propagandyści i potrzebowali silniejszego argumentu. Zaczęto zatem wprowadzać do propagandy postać generała Józefa Hallera, oficera o prawicowych przekonaniach i dużych ambicjach politycznych. Po serii opatrzonych jego zdjęciami artykułów, pochwalnych wierszy i hymnów stwierdzono, że gen. Haller "przez kilka godzin leżał krzyżem w kościele i ubłagał Królową Korony Polskiej o cud nad Wisłą". Profesor Stanisław Stroński, który w Rzeczypospolitej przewodził akcji, napisał: "Tydzień temu, gdy jenerał Haller zarządził ośmiodniowe nabożeństwo o powodzenie oręża polskiego w obronie Warszawy i Polski, modliliśmy się o cud Wisły. Cud się ziścił". Oddanie chwały zwycięstwa nadprzyrodzonej interwencji Maryi doskonale wpisuje się w romantyczną mentalność Polaków i zostało natychmiast zaakceptowane przez szerokie rzesze społeczeństwa. Określenie "cud nad Wisłą" stało się wkrótce synonimem odniesionego pod Warszawą zwycięstwa militarnego nad wojskami Tuchaczewskiego.
TO BYŁO JEDNAK ZA MAŁO, przecież część społeczeństwa zasługę zwycięstwa wiązała z działaniami wojskowymi. Stroński wybrał zatem francuskiego gen. Maxime'a Weyganda jako zwycięzcę pod Warszawą i swoich artykułach wykreował go na człowieka, którego kunszt militarny zaowocował udanym manewrem wojsk polskich na lewe skrzydło bolszewików. Stroński napisał, że gen. Weygand: "wzniecił jedną z pierwszych iskier płomieni wspaniałej bitwy pod Warszawą". Chodziło o to, żeby chwałę triumfu odebrać Piłsudskiemu i oddać w ręce obcokrajowca, pomniejszając zasługi Naczelnego Wodza. I nie miało żadnego znaczenia, że Weygand natychmiast odciął się w prasie od tego typu enuncjacji. W wywiadzie udzielonym w Warszawie jeszcze w sierpniu 1920 roku gen. Weygand powiedział: "To zwycięstwo, które jest powodem wielkiego święta w Warszawie, jest zwycięstwem polskim, operacje wojskowe zostały dokonane przez generałów polskich, według polskiego planu operacyjnego". W odczycie wygłoszonym w Brukseli w lutym 1929 roku Weygand ponownie stwierdził kategorycznie, że: "Naczelny Dowódca (...) stanowczo i wyraziście ustala plan jej [bitwy] tegoż dnia". Ale czym są fakty wobec legendy.
Jerzy Kossak malując obraz Cud nad Wisłą 15 sierpnia 1920 roku umieścił w jego centrum postać Najświętszej Marii Panny stojącą na obłoku nad polem bitwy. Obserwator odnosi wrażenie, że NMP prowadzi polskie zastępy do walki z siłami piekieł i taka miała być w zamyśle artysty alegoryczna wymowa obrazu.
Smutne jest to, że podobne zacietrzewienie i żądzę niszczenia pomnikowych postaci naszej historii najnowszej można wciąż, na bieżąco, obserwować w życiu politycznym Polski w roku 2008. Tak jakby historia nie uczyła Polaków niczego.
PO DZIŚ OKREŚLENIE "CUD NAD WISŁĄ" jest powszechnie utożsamiane z bitwą warszawską. Na pytanie, kto był autorem manewru znad Wieprza, historycy nie dają jednoznacznej odpowiedzi; autorstwo Piłsudskiego wydaje się trudne do podważenia, choć niektórzy przypisują je jego szefowi sztabu gen. Tadeuszowi Rozwadowskiemu.
Jedno jest pewne: że na świetne zwycięstwo w wojnie z bolszewikami, dodajmy pierwsze samodzielne zwycięstwo Polski w wojnie od czasu kampanii księcia Józefa Poniatowskiego w 1809 roku, złożyło się wiele elementów. Przede wszystkim doskonale opracowany manewr wojsk polskich na tyły wojsk Tuchaczewskiego, rozciągnięcie sił napastnika i wyczerpanie bolszewików, wspaniałe działania polskiego wywiadu wojskowego, który złamał szyfr wojsk sowieckich, zniszczenie w Ciechanowie radiostacji sowieckiej 4. Armii, postawa społeczeństwa i morale wojska oraz szereg pomniejszych elementów. Próba przypisania zwycięstwa kunsztowi sztabowemu gen. Weyganda nie wytrzymuje krytycznego spojrzenia historyka. A cud, no cóż, już Napoleon Bonaparte zwykł był mawiać, że "Bóg stoi po stronie liczniejszych batalionów". Bardziej dosadnie ujął to dowcip krążący po Warszawie w czasach mojej młodości: na odprawie partyjnej członek KC PZPR na pytanie o "cud nad Wisłą" odpowiedział: "Cud? Jaki cud? Daliśmy w d... bolszewikom i wszystko".
ŚWIĘTO ŻOŁNIERZA USTANOWIŁ JÓZEF PIŁSUDSKI w 1923 roku i było ono obchodzone do 1939 roku. W roku 1947 komunistyczny rząd przesunął je na dzień 9 maja, rocznicę kapitulacji Niemiec hitlerowskich (zresztą oszustwo, Niemcy skapitulowały 8 maja). Potem w roku 1950 związano je z rocznicą bitwy pod Lenino i ustalono na dzień 12 października. Od 1992 roku Dzień Wojska Polskiego jest ponownie obchodzony 15 sierpnia "w rocznicę wiekopomnego rozgromienia nawały bolszewickiej pod Warszawą", jak powiedział Marszałek Józef Piłsudski.
Bibliografia
Władysław Pobóg-Malinowski, Najnowsze dzieje polityczne
Polski, tom II, Gryf Printers, Londyn 1956
Józef Piłsudski, Pisma zbiorowe, Krajowa Agencja Wydawnicza,
Warszawa 1989-1991
Maxime Weygand, "Bitwa o Warszawę", odczyt wygłoszony w Brukseli, Mazowiecka
Spółka Wydawnicza, Warszawa 1930
