Przegląd Polski
12 września 2008

Nie wiadomo,
kiedy się tam osiedlili...

IZABELA JOANNA BOŻEK

Henryk Dasko (1947-2006) zamierzał napisać kilka książek. Ale udało mu się zacząć tylko jedną - Dworzec Gdański. Historia niedokończona...

Wielka to niesprawiedliwość losu, kiedy ktoś, kto bardziej niż inni był przeznaczony do tego, by twórczo pisać, kogo natura obdarzyła niepoślednim talentem, odchodzi, a jedyną spuścizną po nim jest garść artykułów, recenzji, szkiców krytycznoliterackich i listów.

 

Henryk Dasko, który zmarł 16 września 2006 r., nie pozostawił po sobie większego dzieła, choć plany miał szerokie i ambitne. Ale przynajmniej została nam jedna książka opatrzona jego imieniem i nazwiskiem - Dworzec Gdański. Historia niedokończona. Do jej pisania Dasko przystąpił już wtedy, gdy toczyła go śmiertelna choroba, z którą nie przestawał walczyć ani na chwilę. Wydawnictwo Literackie wydało ją w półtora roku po śmierci autora, dołączając do listy jakże potrzebnych opowieści o Marcu '68, o ludziach, których w rzekomo demokratycznym kraju, w świetle prawa i z błogosławieństwem rządzącej partii (ale także z milczącym przyzwoleniem narodu) skazano na wygnanie.

DWORZEC GDAŃSKI OD 40 LAT STANOWI W POLSCE SYMBOL DRAMATYCZNYCH WYDARZEŃ. Owe traumatyczne, rozdzierające pożegnania "na zawsze", których był świadkiem w 1968 roku, to tylko jedna strona medalu. Druga to pamięć zarówno tych, którzy na tym dworcu wsiadali do pociągu z dokumentem podróży w kieszeni, haniebnym niby-paszportem w jedną stronę, jak i tych, którzy zostali na peronie. Peron rzeczywisty Dworca Gdańskiego zapełniały rodziny, przyjaciele, znajomi odjeżdżających; peronem metaforycznym był kraj, który lekką ręką pozbył się wtedy swoich własnych obywateli i któremu trzeba było wstrząsów historii, by zrozumieć, co się wówczas stało.

Książka Daski mówi jednak nie tylko o exodusie 68 roku. Rozpoczynający ją rozdział Dzieciństwo to krótka historia rodu Rosenbergów, Kaganów, wreszcie Daszkiewiczów. Znamienne słowa: "Nie wiadomo, kiedy się tam osiedlili..." zestawione z losami niektórych członków rodziny (jeden z braci ojca Henryka został zastrzelony w czasie powstania warszawskiego przez akowską żandarmerię jako "niemiecki szpieg") dźwięczą straszliwą ironią przez resztę książki.

POZNAJEMY LOSY RODZINY ZE STRONY OJCA I ZE STRONY MATKI; różne środowiska żydowskie, robotnicze i inteligenckie, przechodzące przez skomplikowane i niełatwe ścieżki fascynacji komunizmem, a jednocześnie kultywujące polską tradycję. "Uważałem ojca za patriotę", pisze Dasko i wspomina ojcowską miłość do polskiej poezji i czytywane w domu książki oraz wyznawany na co dzień romantyzm. Wygodny dom, dostatnie jak na lata 50. życie, praca obojga rodziców, kontakty z warszawską inteligencją, nawet czasami wyjazdy za granicę - to obraz sielski, ale i on ma swoje skazy. Wśród wspomnień o pięknych dziewczynach "w angorowych sweterkach", opowieści o znajomych rodziców i pierwszych przyjaźniach pojawia się rysa. "Obrażony chłopiec" - tak oto podpisał się kilkunastoletni Henryk pod listem do warszawskiego Expressu Wieczornego, w którym zawarł swą skargę na dozorczynię wyzywającą go od "świń" i "Żydów". Nie wiadomo, czy list wydrukowano, ale w tym miejscu jak nieznośny refren przypomina się zdanie: "Nie wiadomo, kiedy się tam osiedlili...". Jak niewiele znaczy jedność miejsca urodzenia, współobecność w tej samej kulturze rozciągająca się na całe generacje. "Żyd" w ustach owej dozorczyni to echo okrzyków przedwojennych bojówkarzy i zapowiedź haniebnych haseł Marca.

DORASTAJĄCY CHŁOPIEC WRAŻLIWYM OKIEM OGARNIAŁ ÓWCZESNĄ RZECZYWISTOŚĆ: szkoła, nauczyciele, dziewczyny, samochody, szkolne wycieczki - ten pejzaż opisany jest przez wytrawnego obserwatora, który nawet błahą anegdotę opowiada z napięciem. Warszawa lat 60., ów schizofreniczny nieco świat pełen blichtru udającego zachodni szlif i szarych robotnic zdążających o świcie do fabryk w opowiadaniu Daski jawi się jako kraina beztroskiego dzieciństwa i pięknej młodości. Rok 1968 staje się cezurą, grubą, wyraźną kreską, która nie pozwoli Henrykowi na bezbolesne przekroczenie nowego etapu życia, etapu, w którym beztroska uleci, a jej miejsce zajmą pytania dotąd niezadawane.

To, co się stało w Polsce w 1968 roku, ujął w kilku wersach genialny Jacek Kaczmarski:

Za te hańby zasługi - Warszawa czy Kraków -
Gomułka nam powiedział: Polska dla Polaków.
Już nie dla przybłędów Pospolita Rzecz -
Wiesław jak faraon popędził nas precz.
I szli profesorowie, uczeni, pisarze,
Pracownicy Urzędu, szli i dziennikarze.

Dla Daski rok 1968 oznaczał zmiany, jakich jeszcze niedawno nie spodziewał się ani on, ani jego bliscy. Nagle dano mu ze wszech miar do zrozumienia, że nie ma dla niego miejsca w kraju, w którym się urodził, którego codziennością oddychał jak powietrzem. Relegowany ze studiów w maju, dwa miesiące po wydarzeniach marcowych, uniknął "pójścia w kamasze" dzięki skomplikowanym i niezupełnie legalnym zabiegom Ireny Małcużyńskiej, która w swoim gabinecie lekarskim założyła mu sfingowaną kartę choroby. Jeszcze była jakaś próba pomocy ze strony dyrektora Łazienek Marka Kwiatkowskiego, który na czas wakacji zatrudnił Daskę jako przewodnika, ale i to minęło. Nadszedł czas podsumowania przemyśleń "kim jestem" i "co dalej", które znalazły swój epilog na Dworcu Gdańskim w sierpniu 1969 roku.

KOPENHAGA, POTEM KANADA, STANY ZJEDNOCZONE, ZNÓW TORONTO, podróże, małżeństwo, dzieci - Dasko budował swoje życie z dala od Polski, ale nie wyrzekając się związków z nią. Co najważniejsze - nigdy nie obraził się na Polskę.

Poza swoją rozwiniętą działalnością biznesową poświęcał się właśnie sprawie żydowsko-polskiej. Pisał o tym, że niechęć Żydów do Polaków "pali się płomieniem gorętszym niż inne" i chciał się z tą niechęcią jakoś rozliczyć. Mówił o sobie "polski Żyd", został współzałożycielem Polish Jewish Heritage Foundation of Canada i kiedy tylko mógł, pisał szkice o polskiej literaturze.

Napisanie tej książki (jak i wielu innych, do których od lat zbierał materiały, a były tam projekty tak ciekawe i ambitne, jak choćby biografia Adama Michnika) Henryk planował od dawna. Ale tylko tę jedną udało mu się zacząć. Czy ją skończył? Czy przybrała taki kształt, jaki zamierzył na początku?

TA AUTOBIOGRAFIA ZADZIWIA LAKONICZNOŚCIĄ, zwartością z jednej strony i niespójnością z drugiej. Widać wyraźnie, jak w miarę rozrastania się książki zmienia się jej styl, język, nastrój. Jak szeroka narracja zaczyna przyspieszać, tracić oddech i posiłkować się fragmentami dawniej napisanych artykułów i fragmentów internetowych wypowiedzi z list dyskusyjnych, w których Henryk Dasko tak chętnie i intensywnie uczestniczył.

Dworzec Gdański. Historia niedokończona mogłaby być jeszcze jednym świadectwem tamtych niedobrych czasów. Obok zbioru listów Anny Frajlich, Felicji Bromberg i Władysława Zająca Po marcu. Wiedeń, Rzym, Nowy Jork czy Życia przeciętego Joanny Wiszniewicz mogła stać się książką świadkiem. Niestety, autor nie dokończył jej w takim stylu, jakiego można by oczekiwać po pierwszej części, która ze wszystkich trzech jest najbardziej autentyczna i najciekawsza. Zabrakło - niestety - czasu...

Do książki dołączona jest bibliografia publicystyki Daski. Ten spis zaledwie kilkudziesięciu pozycji (w tym tytuły esejów opublikowanych na łamach Przeglądu Polskiego, z którym przez kilka lat współpracował) nie jest jednak w stanie przekazać pełnego wymiaru i charakteru jego głosu, który słychać było w dużej mierze w internecie, poza ramami tradycyjnych mediów "papierowych". Wszelka twórczość natury elektronicznej jest chwilowa, wręcz nieuchwytna na dłuższą metę. W tym jednak przypadku - szczęśliwie - istnieje łatwo dostępna "Daskografia", obszerny i, jak na skalę polskiego literackiego internetu, wyjątkowy zapis bibliograficzny chyba wszystkich dostępnych gdziekolwiek artykułów i szkiców Daski. Projekt ten jest wynikiem kilkumiesięcznego wysiłku jednego z jego przyjaciół, a adres "Daskografii" (xtrakt.art.pl/daskografia.htm) wydawnictwo winno było podać w książce.

Henryk Dasko, Dworzec Gdański. Historia niedokończona, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008, s. 243, cena 19 dol. plus 6,50 dol. porto w przypadku zamówienia z wysyłką (do nabycia w Księgarni Nowego Dziennika)
tel. (212) 594-2386
e-mail: ksiazki@dziennik.com
strona internetowa:
www.ksiazkionline.com

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail