Przegląd Polski
19 września 2008

Nowojorska kronika

MUZYKA

ROMAN MARKOWICZ

Rafał Blechacz, zwycięzca Konkursu Chopinowskiego w Warszawie w 2005 r.

Kiedy pamięć mi dopisuje i jest przy tym wspomagana dopingiem ze strony red. Julity Karkowskiej, zamieszczam przy kronikach zapowiedzi o wartych uwagi koncertach. Dzisiejszą poświęcę kilku polskim artystom, którzy wystąpią w Nowym Jorku w nadchodzących tygodniach.

W przypadku jednego z nich będzie to również próba oceny dotychczasowych dokonań na podstawie nagrań lub koncertów na żywo. Zacznijmy od niego - Rafała Blechacza, pianisty, który na ostatnim Konkursie Chopinowskim w Warszawie (2005 r.) został pierwszym od czasów Krystiana Zimermana polskim zwycięzcą tych "chopinowskich igrzysk olimpijskich" i stał się nadzieją polskiej pianistyki.

Kilka miesięcy temu polecałem muzyczne wakacyjne zajęcie w postaci odwiedzin strony internetowej www.medici.tv. Jest to witryna, gdzie można nie tylko posłuchać, ale i obejrzeć koncerty symfoniczne oraz solowe i kameralne recitale z europejskich i amerykańskich festiwali. Szczególnie atrakcyjną ofertą był słynny festiwal w szwajcarskim Verbier, przez który przewinęli się najsłynniejsi dziś muzycy, z Martą Argerich na czele. Jednym z gości festiwalu był w tym roku Rafał Blechacz, który w tym samym sezonie wystąpił również na dwóch innych legendarnych letnich festiwalach: francuskim Roque d'Antheron oraz w Salzburgu. Już samo zaproszenie do udziału w nich nobilituje, a młodemu Polakowi przyniosły znaczne sukcesy.

NOWOJORSCY MELOMANI BĘDĄ MOGLI POSŁUCHAĆ RAFAŁA BLECHACZA trzykrotnie: zadebiutuje tu jako solista Filharmonii Nowojorskiej (7 i 11 października) w Koncercie e-moll Chopina oraz w solowym recitalu (4 października) w Metropolitan Museum of Art.

Wspomniana strona medici.tv będzie nadawać swoje programy do końca września, a więc ktoś, kto chce sprawdzić, jak Rafał gra na żywo, może to zrobić; ja tak kilkakrotnie uczyniłem.

Program jego niezbyt długiego recitalu zawiera kompozycje: Bacha (Koncert włoski), Liszta (3 Etiudy koncertowe), Debussy'ego (Estampes, z nieznanego mi powodu niepokazywane w tym programie) oraz Chopina (3 Mazurki op. 50 i Sonata h-moll op. 58). W kilka dni później Blechacz grał ten sam program we Francji, a później powtórzył go jeszcze na wspomnianym festiwalu w Salzburgu. Nie byłem w stanie dostrzec specjalnych różnic w wykonaniach z Verbier i Roque d'Antheron (tego drugiego wysłuchałem dzięki transmisji radiowej), co świadczyłoby o tym, że młody pianista jest pewien swojej koncepcji.

Te recitale potwierdziły zasadniczo moją opinię, którą wyrobiłem sobie podczas słuchania jego kompaktu z Preludiami Chopina. Była to pierwsza płyta Blechacza nagrana dla słynnej firmy Deutsche Grammophon. Ponieważ nie miałem dotąd okazji napisania o niej, zatrzymajmy się przy Chopinie, zanim przejdziemy do opisu recitali na żywo. Blechacz podjął odważną decyzję nagrania na pierwszej płycie CD wymagającego kompletu Preludiów zamiast popularnej w takich sytuacjach mieszanki niezwiązanych ze sobą kompozycji. Jako że domeną (przekleństwem?) krytyków jest ciągłe porównywanie, i ja próbowałem znaleźć nagrania, z którymi można by porównać tę płytę. Skupiłem się w swych poszukiwaniach na laureatach Konkursu Chopinowskiego, którzy w momencie nagrania byli mniej więcej w tym samym wieku co Blechacz. Okazało się, że takich niełatwo znaleźć. Preludia zarejestrowali młodziutki wówczas Maurizio Pollini (1960 r.) oraz Krzysztof Jabłoński (1985 r.).

Nie ukrywam, że słuchałem nagrania Blechacza, dopatrując się w nim cech, które byłyby (albo powinny być) znamienne dla tzw. chopinistów. Dla mnie najważniejszą być może wśród tych charakterystyk jest umiejętność wokalnego frazowania, "śpiewania na fortepianie". Tej cechy, niestety, w grze Rafała Blechacza trudno się dopatrzyć. Zbyt często zaznacza początek każdego taktu, zamiast zagrać jedną długą frazę. Ma ładny, trochę może cienki dźwięk (jeśli porównać mleko do kakao), ale jego gra jest pełna subtelności i niuansów. Technicznie nie można mu zbyt wiele zarzucić: Preludia op. 28 są niesłychanie zdradliwe i niejeden pianista miał z nimi kłopoty, ale pod niezawodnymi palcami młodego Polaka wszystko jest osadzone i pewne. Mimo to dwa wcześniej wspomniane nagrania - niestety, niedostępne obecnie na rynku - oferują więcej przeżyć. Pollini jako 19-latek jest brawurowy i gra "na jednym oddechu": nawet nagranie robi wielkie wrażenie; wyobrażam sobie, jaki to musiał być koncert! Wielkim i miłym zaskoczeniem był dla mnie powrót do nagrania Krzysztofa Jabłońskiego, wówczas w początku trzeciej dekady życia. Okazał znaczniej mniej powściągliwości i ogólnie wydał mi się o wiele bardziej przekonującym, naturalnym chopinistą, jak również pianistą o wrodzonej i imponującej wirtuozerii.

Płyt dopełniają elegancko wykonane dwa Nokturny z op. 62, w których dostrzegłem sporą dozę wyrafinowania i poezji. Równie pozytywne wrażenie sprawiła na mnie interpretacja improwizacyjnego Preludium cis-moll op. 45, zagrane z bardziej naturalną narracją niż np. wolne Preludium Des-dur (Deszczowe). Cała CD jest ładnie opracowana, z ciekawym komentarzem Adama Rozlacha o karierze i ideach artysty oraz licznymi - mniej lub bardziej pozowanymi - fotografiami.

Obejrzenie recitalu w Verbier potwierdziło zarówno moje obawy, jak i podziw. Blechacza cechuje doskonała biegłość palcowa, która okazała się niezmiernie efektowna w etiudach Liszta. W jednym z własnych komentarzy, jak wyczytałem w polskiej prasie, pianista określił ten aspekt swej pianistyki jako "powietrze między palcami". Zauważyłem niestety, iż ów szczególny aspekt techniki stał się środkiem samym w sobie. Odwołam się do moich ulubionych analogii kulinarnych: szczypta przyprawy może podkreślić smak, ale sama przyprawa nie będzie w stanie zmienić niejadalnej potrawy w arcydzieło. Jeśli w etiudzie Leggierezza, studium delikatności uderzenia, o niemal impresjonistycznym powiewie, słyszymy wyłącznie "mocne uderzenie", a nie słyszymy wcale równie niezbędnego legata, dla mnie jest to powodem do obaw. Innym powodem konsternacji był pierwszy z trzech Mazurków op. 50, w którym niewytłumaczalna rytmiczna niechlujność była wręcz alarmująca. To samo zastrzeżenie w tym samym mazurku miałem już półtora roku temu (w Wigmore Hall): czyżby fakt, że masakruje go laureat konkursu nie pozwolił nikomu na zwrócenie artyście uwagi, że dwa takty mazurka nie mają prawa być grane na 5/4?

Interpretacyjnie polski wirtuoz nie miał wiele do powiedzenia w suicie Estampes Debussy'ego: ponętny, zmysłowy nastrój środkowej części La soiree dans Grenade (Wieczór w Grenadzie) był wręcz niedostrzegalny. Ostatnia część Jardins sous la pluie (Ogrody w deszczu) stała się kolejną etiudą, z tym samym... tak, zgadli Państwo - "powietrzem między palcami". Sonata h-moll Chopina była wykonana w wysoce profesjonalny sposób: muzykalnie, z nienaganną kontrolą palcową, z kulturą i jednocześnie dozą, może na mój gust zbyt wielką, umiaru. Natomiast precyzyjnie wygrany Koncert włoski Bacha zabrzmiał trochę szkolnie, ale to właściwie można by powiedzieć o całym recitalu: zasadniczo nie mogłem oprzeć się uczuciu, iż mam do czynienia ze zdolnym studentem wykonującym wszystkie polecenia profesora. W grze Blechacza nie znalazłem osobowości. Daleki jestem od belferskich interwencji: graj niskim przegubem, graj wysokim przegubem, rozluźnij tu, rozluźnij tam. Mam znacznie prostszą prośbę: graj tak, aby dało się ciebie słuchać. Jeśli taką, a nie inną pozycją ręki jesteś w stanie osiągnąć prawdziwe legato, niczego nie zmieniaj; jeśli prawdziwe legato nie jest ci potrzebne, to... Mnie, w każdym razie jest ono niezbędne.

Czy znaczy to, że sugeruję czytelnikom, aby zapomnieli o jego nowojorskich występach? Absolutnie nic dalszego od prawdy: sam jestem niezmiernie ciekaw, jakie wrażenie pianista ów uczyni na mnie w osobistym kontakcie.To, co słyszałem dotąd, było dźwiękiem głośnika, a nie fortepianu.

Szkoda, że Rafał Blechacz, słusznie może, odrzucił propozycję muzyków Filharmonii Nowojorskiej, aby zagrać z nimi Kwintet f-moll Brahmsa. Byli oni najwyraźniej pod wrażeniem, że młody polski pianista, tak jak jego amerykańscy i europejscy rówieśnicy, traktuje muzykę kameralną jako nierozłączną część pianistycznych poczynań. Jak się okazało, Blechacz nie jest jeszcze zainteresowany tą przebogatą i ofiarującą ogrom artystycznych satysfakcji częścią repertuaru.

WRZESIEŃ PRZYNOSI WIELKĄ ATRAKCJĘ: WYSTĘPY EWY PODLEŚ W METROPOLITAN OPERA. Będzie to jej długo oczekiwany powrót na scenę tego teatru po 24 latach nieobecności. Przypomnijmy, że w ostatnich latach nawet powściągliwi i niemieszający się w sprawy angażowania artystów krytycy podkreślali w swoich recenzjach smutny fakt, że tak wielka artystka nie pojawia się w Met. Ewa Podleś wystąpi w roli Cieca w rzadko wystawianej operze Ponchiellego Gioconda. Jej partnerkami w tym przedstawieniu będą takie gwiazdy opery jak Debora Voigt i Olga Borodina. Podleś zaśpiewa zaledwie pięciokrotnie: premiera 24 IX, a potem 27 IX, 2 X, 6 X i 9 X.

Wielka artystka po raz pierwszy pojawi się na nowojorskiej estradzie w dwóch programach Chamber Society of Lincoln Center (26 X i 28 X), podczas których - z towarzyszeniem kwartetu smyczkowego i klawesynu - wykona kantatę Haydna Arianna a Naxos oraz kompozycję Respighiego do wierszy Shelleya Il Tramonto (Zachód słońca). Już dziś radzę zająć się rezerwacją biletów, na które bez wątpienia będzie ogromny popyt. Radziłbym też już teraz zaznajomić się z librettem Giocondy, które przy pierwszym czytaniu wyglądało mi na kompilację czterech oper Verdiego, taka w nim kondensacja dramatu, tragedii i silnych namiętności. Tylko nielicznym bohaterom Giocondy udaje się ujść z życiem (tzn. do następnego przedstawienia...).

W TYM SAMYM NIEMAL CZASIE POJAWI SIĘ W MET TENOR PIOTR BECZAŁA. O tym znakomitym artyście z entuzjazmem pisałem na tych łamach w zeszłym sezonie. W październiku śpiewać będzie partię Edgardo w Lucii di Lamermoor Donizettiego (3, 8, 11, 15, 18 i 22 października). W tej samej operze w styczniu i lutym 2009 r. powtórnie usłyszymy Mariusza Kwietnia, który zrobił swoim portretem Enrico, brata Lucii, ogromne wrażenie zarówno na publiczności, jak i na krytykach.

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail