Przegląd Polski
10 października 2008

Tutaj się wszystko zaczęło...

TERESA BĘTKOWSKA

Kościół w Wadowicach, rodzinnym mieście Karola Wojtyły

16 października 1978 roku o Wadowicach stało się głośno. Znacznie głośniej, niż miało to miejsce w czasach, gdy Ada Sari - tam urodzona - swym koloraturowym sopranem przez długie lata zachwycała melomanów w mediolańskiej La Scali czy nowojorskiej Carnegie Hall.

Głośniej niż wówczas, gdy Jan Kalinowski - przywódca powstania styczniowego na Litwie - po powrocie z zesłania na Sybir ufundował i wybudował w miasteczku nad rzeką Skawą kościół oraz klasztor karmelitów bosych. Głośniej nawet od rozsławiania rodzimej miejscowości na Podgórzu Śląskim, której historia jest zapisywana od siedmiu już stuleci przez tak wybitnych twórców kultury, jak animator Teatru Rapsodycznego Mieczysław Kotlarczyk czy pieśniarz-bard Maciej Zembaty. Ba, również Emil Zegadłowicz - współzałożyciel grupy pisarzy i artystów malarzy Beskidu Małego "Czartak", autor uznanej za skandaliczną powieści Zmory.

O Wadowicach stało się głośno na całym świecie 16 października 1978 roku za sprawą wybranego przez konklawe Karola Wojtyły, który tego właśnie dnia stanął w oknie pałacu watykańskiego już jako Jan Paweł II. Ale też jako kapłan, który zawsze i wszędzie podkreślał, że swe pielgrzymowanie rozpoczął od wadowickiego domu stojącego przy ul. Kościelnej.

Kiedy patrzę na ten rynek...

Pierwsza wizyta Jana Pawła II w Polsce - a miała ona miejsce w czerwcu 1979 roku - nie obyła się bez odwiedzin Wadowic. Pielgrzym watykański tak zwrócił się wówczas do zgromadzonych:

"Z wielkim wzruszeniem przybywam dzisiaj do tego miasta, w którym się urodziłem - do parafii, w której zostałem ochrzczony i przyjęty do wspólnoty Kościoła Chrystusowego - do środowiska, z którym związałem się przez osiemnaście lat mojego życia, od urodzenia do matury.

Kiedy patrzę na ten rynek, to prawie każdy szczegół łączy się tu dla mnie ze wspomnieniem najwcześniejszego okresu życia. (...) Myślą i sercem nie tylko wracam do domu, w którym się urodziłem, obok kościoła, ale również do szkoły podstawowej, tu w rynku, i z kolei do gimnazjum wadowickiego im. Marcina Wadowity, do którego uczęszczałem. Dzisiaj, o ile wiem, Wadowice posiadają więcej szkół średnich. Wtedy do gimnazjum imienia Marcina Wadowity, do którego później dołączyło się żeńskie, imienia Michaliny Mościckiej, było szkołą o bardzo dużym zasięgu terytorialnym. Mieliśmy kolegów i z Kalwarii, i z Andrychowa, i z Suchej, bo tam nie było szkół średnich, a teraz wszędzie są. Pamiętam też, że to stare i zasłużone wadowickie gimnazjum, jedno z najstarszych w tym rejonie Polski, obchodziło swoje stulecie w roku tysiąclecia chrztu Polski. To pamiętam.

Myślą i sercem wracam też do moich rówieśników, kolegów i koleżanek, zarówno z lat szkoły podstawowej, jak może bardziej jeszcze z lat szkoły średniej, bo te trwały dłużej. Ja jeszcze należałem do tego pokolenia, które chodziło do ośmioklasowego gimnazjum. (...) Już mało kto z nich żyje...".

Czas ucieka, przyszłość czeka

Nie ma teraz i Jana Pawła II. Opuścił nas wieczorem 2 kwietnia 2005 roku. Jego gimnazjalna klasa skurczyła się też o innych jego rówieśników. Przy życiu pozostało ich tylko pięciu.

- ...a było nas czterdziestu! W 1938 roku zdawaliśmy maturę - z nostalgią wspomina Eugeniusz Mróz, dziś mieszkaniec Opola.

Opowieść przyjaciela Karola Wojtyły o minionych latach przykuwa moją uwagę. Mówi bowiem o losach pokolenia uwikłanego w II wojnę światową, okupację, wywózki na roboty do Niemiec. Mówi o nastaniu komunizmu, który dla wielu ludzi oznaczał wywózki do ZSRR albo więzienie. Ale mówi przede wszystkim o heroizmie dwudziestu dwóch kolegów z gimnazjalnej klasy, którzy walczyli na różnych frontach, m.in. pod Monte Cassino.

- Dziesięciu z nich już nigdy do Wadowic nie wróciło. Zginęli. To była danina krwi naszego rocznika - tak kończy ponure odniesienie do wojny.

Twarz pana Eugeniusza jednak szybko rozjaśnia inne wspomnienie. To związane z domem przy ulicy Kościelnej. Z mieszkaniem na pierwszym piętrze, z kuchnią, gdzie pod oknem stała balia do kąpieli, a u wejścia mała, porcelanowa kropielniczka, w której domownicy moczyli palce i kreślili znak krzyża.

- ... byłem sąsiadem Lolka - kontynuuje opowieść p. Eugeniusz. - Znałem go od dzieciństwa. I dobrze sobie zapamiętałem rok 1929, w którym jego ukochaną matkę, Emilię Wojtyłę z domu Kaczorowską, śmierć do siebie zabrała. Rok później zabrała Lolkowi i starszego brata Edmunda. Dlatego serce mi zadrżało, gdy podczas pielgrzymki do Wadowic z ust Jana Pawła II usłyszałem słowa:

"(...) a kiedy patrzyłem przez okno (rodzinnego domu - przyp. TB), to widziałem na murze kościelnym zegar słoneczny i napis: ´Czas ucieka - wieczność czekaª".

Wzrastanie w świętość

Podobnie jak Eugeniusz Mróz, również Stanisław Jura (także szkolny kolega) ma zachowane w pamięci obrazy z Karolem Wojtyłą w tle. Ich dzieciństwo, ich dojrzewanie nie tak znów bardzo różniło się od siebie. Razem bowiem chodzili na wycieczki w Tatry, Gorce i Beskidy. Razem kąpali się w rzekach, grali w piłkę, udzielali w szkolnym teatrzyku, czasem nawet psocili...

- Lolek wyniósł z domu staranne wychowanie religijne - to mocno podkreślają 86-letni dziś panowie, przypominając, jak to młody Wojtyła służył do mszy świętej, jak przynależał do Sodalicji Mariańskiej i kółka ministrantów przy parafii Najświętszej Marii Panny. Jak od młodości "wzrastał w świętość" - bo zawsze i wszędzie pomagał innym.

- Gdy nasz profesor Eugeniusz Jelonek - przypominają - został w czasie okupacji za przekonania zwolniony ze szkoły, to Lolek wspierał go materialnie, przygarnął do swojego domu... - to dowód na to wzrastanie w świętości.

- Gdy na Czerwonych Wierchach, w drodze na Giewont, dopadła nas straszliwa mgła i ojciec Lolka gdzieś się "rozpłynął" i nie sposób było go odnaleźć, to Lolek ukląkł i zaczął się żarliwie modlić. No i wymodlił szczęśliwy powrót taty do schroniska - to drugi dowód.

- Był najlepszym uczniem w klasie, ale... nie dawał nam od siebie odpisywać zadań! Mówił: przyjdź do mnie, ja ci pomogę. No i przychodziliśmy do domu Wojtyłów, a on pomagał nam w rozwiązywaniu zadań z matematyki, jego ojciec w języku niemieckim i historii... - mówi Eugeniusz Mróz. A pan Jura dopowiada:

- On zawsze pierwszy napisał klasówkę z greki, łaciny czy niemieckiego, ale nie oddawał pracy nauczycielowi wcześniej od innych. Solidaryzował się z resztą klasy.

Kto chce zrozumieć poetę...

Dom Karola Wojtyły dziś stoi tam, gdzie stał. Obok niego, tuż przed bazyliką ze słynnym zegarem odmierzającym czas, papież Jan Paweł II patrzy na swoje ukochane Wadowice, na rynek... z pomnika.

- Mało podobny jest tu do siebie, prawda? - słyszę uwagę jakiegoś turysty. Ale też słucham, jak przewodnik ze spokojem nadal recytuje: "Najważniejszą postacią w całej historii miasta jest oczywiście Karol Wojtyła, najpierw ksiądz, później biskup, arcybiskup, kardynał krakowski aż wreszcie człowiek wyniesiony na Stolicę Piotrową. Papież odwiedził swoje rodzinne miasto w 1979, 1991 i 1999 roku. Później przyjechał do nas Benedykt XVI. I powiedział: "Umiłowani bracia i siostry. Z wielkim wzruszeniem przybywam do miejsca narodzin mojego wielkiego poprzednika. (...) Wielki poeta niemiecki Johann Wolfgang Goethe powiedział: ´Kto chce zrozumieć poetę, powinien udać się do jego krajuª. Tak też, aby zrozumieć posługę Jana Pawła II, trzeba było przybyć do jego rodzinnego miasta".

Siedmiowiekowa historia

Rodzinne miasto Karola Wojtyły, później wielkiego duchem i umysłem polskiego Papieża Jana Pawła II, jest stare. Historią sięga roku 1327, bo z tego okresu pochodzi pierwsza o nim wzmianka. Wiadomo też, że w 1445 r. Wadowice przeszły pod panowanie Księstwa Oświęcimskiego, a później Księstwa Zatorskiego. Za sprawą króla Zygmunta Starego 50 lat później zostały włączone do Polski.

Dzieje Wadowic to dzieje losów miast znajdujących się pod zaborem austriackim. Zaś w czasie II wojny światowej to los miasta leżącego pomiędzy niemiecką Rzeszą a Generalnym Gubernatorstwem; w utworzonym tu getcie przebywało ponad 1500 kobiet, mężczyzn, dzieci, którzy po likwidacji tegoż w 1943 r. zostali wymordowani w Auschwitz i Bełżcu. Z ponad 2000 wadowickich Żydów ocalało tylko kilkudziesięciu...

- Dla nas, mieszkańców papieskiego grodu, siedmiowiekowa historia ma ogromne znaczenie. I znaczenie ma to, że tutaj właśnie urodził się polski Papież, który miasto w świecie rozsławił. Dlatego raz jeszcze pozwolę sobie przypomnieć jego słowa wypowiedziane 16 czerwca 1999 roku: "(...) W tym mieście, w Wadowicach, wszystko się zaczęło. I życie się zaczęło, i szkoła się zaczęła, studia się zaczęły, i teatr się zaczął, i kapłaństwo się zaczęło..." - usłyszę od pani burmistrz Wadowic Ewy Filipek.

Zobacz Wadowice

Pani burmistrz nie ukrywa, że cieszy ją to, iż Wadowice przyciągają wielkie rzesze pielgrzymów z całego świata.

Fotograf papieski Adam Bujak oraz jego syn Marcin też są zadowoleni ze swojej ostatniej wspólnej pracy w tym mieście. Udało im się bowiem pięknie utrwalić na fotografiach Bazylikę Ofiarowania Najświętszej Marii Panny, dom rodzinny Papieża w pobliżu, klasztor Karmelitów Bosych na Górce, Drogę Krzyżową, nowy kościół, rynek, a także inne obiekty.

- Archiwalne zdjęcia, przedstawiające m.in. rodziców Ojca Świętego, jego brata Edmunda oraz szkolnych kolegów (a wydawca dołożył je do naszego albumu), z całą pewnością są warte pamięci pokoleń - mówią niemal jednym głosem.

Z nostalgią oglądam album niedawno wydany w Białym Kruku. I ponownie - chyba z jeszcze większym sentymentem - spoglądam na dom przy ulicy Kościelnej 4. Kłębią się bowiem przed nim tłumy. Tak zresztą jak przed wystawą, która nosi tytuł "Zobacz dawne Wadowice".

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail