Przegląd Polski
10 października 2008

Żabką przez Atlantyk

Z Balic na Bali

Marek Kusiba

Wieść o Nagrodzie Nike (czytaj: najki) dla Olgi Tokarczuk za Biegunów otworzyła w mej dziurawej pamięci szufladkę, z której wyfrunęły pierwsze zdania z Wszystko jest poezja Edwarda Stachury: "Trzeba pisać. Żeby zarobić na chleb. I na podróż do Patagonii. Albo na Alaskę. Bo trzeciego wyjścia, trzeciego bieguna, zdaje się, nie ma".

Stachura pisał o biegunach magnetycznych, ale nie wspominał o magicznych biegunach, tych Beduinach Wschodu, którzy w XVII wieku wymyślili jemu i jemu podobnym sposób na ucieczkę przed złem: ciągły ruch, podróż jako antidotum na zasiedzenie - czytaj: zło, czytaj: śmierć. Bieguni, odłam prawosławnych starowierców, byli przekonani - choć zupełnie nie wiem, na jakiej podstawie - że świat dostał się we władzę Szatana. Żeby wszak dostąpić zbawienia, umyślili sobie, że trzeba nieprzerwanie wędrować, podróżować, uciekać na peryferie.

Gdyby przed nimi nie wymyślono diaspory, byliby pierwszymi wyznawcami emigracji jako formy bytowania. Czerwony szatan chciał nas zatrzymać w miejscu, ustalić na zawsze, a myśmy ubiegli jego szatańskie pomysły - i mu zbiegli... Choć mówią, że wygnanie z miejsca danego człowiekowi jest schorzeniem. Bo jak pisał Czesław Miłosz, "wygnanie nie polega tylko na przekraczaniu granic, bo dojrzewa w nas, przekształca nas od środka i staje się naszym losem". Właśnie...

Do największych współczesnych biegunów, zbiegających przed życiem w dobrobycie drobnomieszczaństwa i także przez sobą, należał Edward Stachura. Biegał po Polsce i świecie uprawiając życiopisanie i pisanie na kolanie - w autobusach, na dworcach, w jadłodajniach, w rowach i szopach, gdzie tylko wypadło mu nocowanie. Miał w chlebaku kilka zeszytów i pisał tak jak żył, a żył tak jak pisał - w ciągłym ruchu, biegu, pędzie, wreszcie obłędzie. Pisał nieustannie, uprawiał "literaturę bieguńską", słusznie zakładając, że "wędrówką jedną życie jest człowieka", a siedzenie w miejscu to zguba i śmierć: "Od stania w miejscu niejeden już zginął,/ niejeden zginął już kwiat".

Toteż i biegł ten biegun podbiegunowy, ten Beduin bulwarowy, by nie wpadać w zasadzki zasiedzenia, przedzierał się przez labirynty świata, te wszystkie Delfinaty, Paryże, Grudziądze i Meksyki, żyjąc w "straszliwym i cudownym napięciu w każdej zawsze i wszędzie sekundzie". Tak się poskładało, że o jego śmierci dowiedziałem się z radia w samochodzie będącym w ruchu, gdzieś w okolicach Sokółki na Białostocczyźnie. - Zatrzymaj się - poprosiłem redakcyjnego kierowcę. - Zatrzymał się - rzekł Piotr Sawicki, fotoreporter. - Kto się zatrzymał, przecież jeszcze jadę? - zapytał logicznie kierowca. - Sted się zatrzymał, baranie. - Jaki Sted?- zapytał znowu kierowca. - Sted, czyli wędrowny ptaków klucz... - Wtedy kierowca zahamował z piskiem opon i zapalił papierosa. Ręce mu się trzęsły, a opony mózgowe pęczniały. Patrzył na nas jak na jurodiwych, a myśmy płakali jak małe dzieci, które nagle straciły ojca.

Z tego wszystkiego poszliśmy się upić. Noc spędziliśmy w aucie, bo nasz kierowca zalał się w trupa. Obudziło nas stado kóz beczących na pobliskiej łące.

Ta historia przypomniała mi dwa inne spotkania z kozami - w zagrodzie Beduina o nazwisku Mlajhat niedaleko Jerozolimy oraz w domu Olgi Tokarczuk w Krajanowie niedaleko Nowej Rudy. Olga hoduje spore stadko, bynajmniej nie dla zysku, a dla idei. Po prostu lubi kozy, golące z trawy okoliczne wzgórza. Pięknie tam i spokojnie, idealne miejsce dla pisarza-samotnika. Olga wszak rusza się po świecie, a wynikiem jej licznych podróży jest nagrodzona książka. Tym jednak różni się Olga od nas, biegunów dożywotnich, że po każdej podróży wraca do swoich kóz i do swojego domu w pięknej Kotlinie Kłodzkiej. Nie żaden z niej homo viator, czyli człowiek-wędrowiec, żyjący stale w podróży, a wędrowiec sporadyczny, wylatujący na przykład z lotniska Balice pod Krakowem na Bali, w poszukiwaniu wrażeń, a nie celu życia.

O istocie podróżowania opisanego w Biegunach najcelniej napisał XVIII-wieczny angielski poeta William Cowper: "Cymbał, co się po świecie przedyndał/ Nad tumanem góruje, co nie podróżuje..." (przekład Melchiora Wańkowicza). Ale Bieguni nie są jedynie powieścią o egzotycznych wycieczkach i spotkaniach, miastach i miejscach. Olga pyta o powody opuszczania domów i zagród, miejsc zamieszkanych przez pokolenia. Co biegunom każe gnać przez świat?

Ja nie wiem, choć już ćwierć wieku jestem czymś w rodzaju bieguna. A Olga wie i za to ją lubię: "Obok turysty istnieje wiele odmian podróżników, ludzi, którym bardziej niż na dotarciu do celu zależy na ´byciu w podróżyª, swego rodzaju włóczęgostwie" - wywodzi w wywiadzie. Ładne hobby: włóczęgostwo. Czym innym wszak podróże po Europie, spotkania z czytelnikami w Berlinie i Amsterdamie, a czym innym bieżenie po świecie jak po kolana w zamieci, niekoniecznie boso, choć w ostrogach i w butach Nike (nie mylić z nagrodą Gazety Wyborczej)...

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail