Przegląd Polski
17 października 2008

Żabką przez Atlantyk

Krach ma wielkie oczy

Marek Kusiba

Żyjemy w ciekawych czasach. Największą ich zaletą jest brak zalet, wobec czego sięgamy po zapomniane nieco, a dobre lektury, aby się pocieszyć myślą, że inni żyli w jeszcze ciekawszych czasach. Bo jak twierdzi George Steiner, amerykański pisarz, filozof i "optymistyczny katastrofista" - jak sam siebie nazywa - "w trudnych czasach powracamy do jakości. Czujemy wielką pustkę i pragniemy zapełnić ją czymś wartościowym". A cóż może być bardziej wartościowego w czasach strachu z powodu krachu, nie tylko na giełdzie, niż Ciężkie pieniądze Johna Dos Passosa?

Ten amerykański pisarz, niewiele starszy od Fitzgeralda, Faulknera i Hemingwaya, był w Polsce lat 30. ubiegłego wieku najsławniejszym z pisarzy amerykańskich tak zwanego zagubionego pokolenia. Rozczytywano się wówczas w jego głośnej, pacyfistycznej powieści Trzej żołnierze oraz w Manhattan Transfer, kronice życia Nowego Jorku na początku ubiegłego wieku. Ciężkie pieniądze, wydane w 1990 r. nakładem Czytelnika w kongenialnym przekładzie Krzysztofa Zarzeckiego, stanowiły trzecią część trylogii USA; wcześniej po polsku ukazały się 42 równoleżnik i Rok 1919.

Napisana w latach 30. trylogia zapewniła Dos Passosowi miejsce w panteonie literatury amerykańskiej. Natomiast mistrzowski przekład i znakomite opracowanie tekstu jej trzeciego tomu (70 stron przypisów tłumacza, będących swoistym almanachem Ameryki czasów wielkiego kryzysu) zapewnił Zarzeckiemu miejsce w panteonie polskich tłumaczy.

Ciężkie pieniądze są na ciężkie czasy lekturą obowiązkową. Tę niezwykłą powieściową kronikę krachu i strachu powinni dokładnie przeczytać historycy i politycy, bankierzy, maklerzy i... gospodynie domowe, zachodzące w głowę, co włożyć do garnka. John Dos Passos znalazł idealny przepis: włożył do tej powieści wszystko, co znalazł w swojej literackiej kuchni. Zarzecki wyjaśnia we wstępie: "Fikcyjne życiorysy dwunastu bohaterów przeplótł Dos Passos krótkimi rozdziałami-przerywnikami, utrwalającymi klimat i smak epoki. Są one trojakiego rodzaju: dwadzieścia sześć pełnych ekspresji, zwięzłych biografii sławnych Amerykanów tej epoki - prezydentów Wilsona i Teodora Roosevelta, pisarza-rewolucjonisty Johna Reeda i bankiera Morgana, wynalazcy Edisona i aktora Rudolfa Valentino, fabrykanta automobilów Henry'ego Forda i tancerki Isadory Duncan; sześćdziesiąt osiem dokumentarnych Kronik złożonych w całości z nagłówków gazetowych, fragmentów wypowiedzi i artykułów, popularnych szlagierów i reklam; wreszcie pięćdziesiąt jeden rozdzialików zatytułowanych Oko kamery, stanowiących poetyckie strzępy autobiografii samego autora".

Klimat i smak tamtej epoki do złudzenia przypomina klimat i smak, a raczej jego brak, epoki nam danej. Amerykanie słuchali wtedy śpiewanych recept na przetrwanie: "Czasy są ciężkie, a płace głodowe,/ Więc póki pora, rzuć ją, Johny,/ Chleb jest komiśny, a mięso kartkowe,/ Więc nie bierz sobie na kark żony". W gazetach ostrzegano: "Interes polega w głównej mierze na finansowaniu fabrykantów i kupców przez wykupywanie dowodów ich zadłużenia wynikającego z zarzucenia rynku wielką różnorodnością towarów takich, jak automobile, aparaty elektryczne, maszyny". Wystarczy dodać domy i jesteśmy w domu...

W amerykańskich domach nie było wesoło: "NIESZCZĘŚLIWA ŻONA SZUKA ŚMIERCI; MĄŻ WYSKAKUJE OKNEM W ŚLAD ZA ŻONĄ; Finanse jedynym problemem; Zanosi się na konflikt społeczny; Grozi stan wyjątkowy". Radio dolewało oliwy do ognia piosenkami w stylu: "Chciałem zapewnić byt rodzinie/ Teraz już wiem, że przy mnie zginie"...

John Dos Passos wybierał z prasy passusy zawsze aktualne, rzec można uniwersalne, np.: "Nadchodzące wybory nie odbierają snu ludziom interesu". Krzysztof Zarzecki wyjaśnia w przypisie: "Nadchodzące wybory to wybory 6 listopada 1928, w wyniku których miejsce ustępującego prezydenta, republikanina Calvina Coolidge'a, zajął inny przedstawiciel tej samej partii, Herbert Hoover (1874-1964), który miał nieszczęście pełnić ten urząd w czasie, gdy nastąpiło bezprecedensowe załamanie na giełdach światowych i nastał wielki kryzys, czego pierwsze oznaki zdaje się sygnalizować jeden z następnych nagłówków gazetowych". Oto on: "ZŁOWROGIE PRZECZUCIA PORUSZAJĄ MOSKWĘ. Wyobraźnia wzdryga się na sprawozdania dochodzące z Moskwy. Owi mordercy postawili się poza nawiasem społeczeństwa. Okazali się wściekłymi psami cywilizowanego świata". Nic dodać, nic ująć...

Nie wymagają też komentarza inne nagłówki sprzed 80 lat: "OSŁUPIENIE NA WALL STREET; RYNEK Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ OTRZĄŚNIE SIĘ PO KRACHU". Na razie nie ma jeszcze w gazetach wierszyków w rodzaju: "My na panów tyramy,/ Dzieci płaczą do mamy,/ Ledwie starczy dochodu/ Na opędzenie głodu", ale to tylko kwestia czasu. Bo jak powtarza za Beckettem "optymistyczny katastrofista" George Steiner, "życie to sztuka doskonalenia porażek". Nadchodzące miesiące pokażą, czy dobra literatura i tym razem okaże się proroczą.

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail