Przegląd Polski
24 października 2008

Żabką przez Atlantyk

Ładne kwiatki

Marek Kusiba

Prezydent Lech Kaczyński zakochał się w dziennikarce Monice Olejnik. Nazwał ją pieszczotliwie Stokrotką, przysłał do jej prywatnego domu, i to w piątek wieczorem, 11 czerwonych róż z prezydenckim bilecikiem, a w chwilę później do niej zadzwonił. Można się domyślać, że była to miła rozmowa, jako że wcześniej, w studiu TVN prezydent reklamował się dziennikarce swoimi męskimi walorami, mówiąc, że ją "wykończy", mając oczywiście na myśli harce miłosne. Zadeklarował też, że słodka Stokrotka jest na jego "krótkiej liście", co może tylko oznaczać, że już niedługo Monika Olejnik dostąpi zaszczytu prezydenckich pieszczot. Jak mogła Monica Lewinsky dostąpić pieszczot Billa, to dlaczego nie miałaby Monika Olejnik zasmakować w rycerskości Lecha? Polacy nie gęsi...

Miłosne zapędy prezydenta potwierdził Adam Bielan, rzecznik PiS, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego i jeden z najbliższych współpracowników Lecha Kaczyńskiego: "Prezydent jest czuły na punkcie swoich relacji z kobietami". Sam prezydent stwierdził, że jest "sympatyczniejszym wobec dam" - niż na przykład wobec powszechnie nieznanego imiennika, niejakiego Lecha "Bolka" W. z unijnej rady mędrców - gdyż "w naszej kulturze wierzy się kobiecie". To zdanie może tylko świadczyć o naiwności głowy państwa względem płci przeciwnej. Ja bym tam Olejnik nie wierzył jak diabłu albo "małpie w czerwonym". Wiadomo, dziennikarka, i to z zaciągu w stanie wojennym. Wyciągnie na zwierzenia, rozkocha, uwiedzie, a potem wszystko opublikuje i postawi jeszcze kropkę nad "i" pomówieniem o ojcostwo nieślubnego dzieciątka, a w sądzie rzuci pogardliwe "spieprzaj dziadu".

Notabene powiedzonko to, poczęte w ustach obecnego prezydenta podczas kampanii wyborczej na stołeczny stolec, a użyte pod adresem bezrobotnego wyborcy, zrobiło zawrotną karierę. Burmistrza Warszawy rodacy szybko przenieśli do Belwederu, chyba w nagrodę za kultywowanie typowej dla Mazowsza kultury osobistej i politycznej. Teraz prezydent upomniał się o należne mu prawa autorskie do powiedzonka i za cytowanie grozi kara do 3 lat więzienia. Przytoczone bezprawnie przez 33-letniego mieszkańca Lublina sprokurowało właśnie wszczęcie śledztwa przez lubelską prokuraturę, z paragrafu o obrazę głowy państwa. O dziada nikt się jeszcze w Polsce, poza wieszczem Adamem, nie upomniał...

A skoro o poetach mowa. Poetka Anna Frajlich opowiedziała mi niedawno, jak poeta Ernest Bryll zapowiedział na zjeździe ZLP w 1966 r. w Krakowie poetę i polityka Jerzego Zawieyskiego: "Członek głowy państwa". To było typowe dla poety "przezajęczenie". Tymczasem Piotr Najsztub z Przekroju proponuje, żeby zmienić termin "głowa państwa" na "woreczek żółciowy państwa" - sugerując, jakoby prezydent miał problem z nadpobudliwością nerwową. Najsztub perorował w radiu: "Tak rozumie swoją władzę, że jest od wykańczania ludzi, których nie lubi, których nie popiera, z których poglądami się nie zgadza. To jest pojęcie władzy prymitywne, dyktatorskie". O wiele dalej poszedł Jacek Żakowski, pomawiając Lecha Kaczyńskiego o chorobę umysłową: "Prezydent ma problemy psychiczne, nie panuje nad sobą, nie panuje nad tym, co mówi". Honorowy prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Stefan Bratkowski zasugerował, że "prezydent powinien ustąpić ze stanowiska". Oczywiście honorowo. Redaktor naczelny Polityki Jerzy Baczyński pokiwał natomiast prezydentowi przed nosem paragrafem: "To jest rodzaj retoryki, która normalnym ludziom nie przechodzi przez usta, takich rzeczy się nie mówi, już pomijam to, że w sensie formalnym to są nawet groźby karalne". I jakby tego było mało, postraszył czytelników: "Niestabilność emocjonalna głowy państwa, który jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, jest dla kraju czymś bardzo niebezpiecznym".

Wszystkim chodziło nie o jakieś stare strachy na Lecha (Wałęsę), a o Monikę Olejnik. Prezydent miał rzekomo wyznać pod jej adresem: "Stokrotka, Stokrotka, jest pani na mojej krótkiej liście, pożałuje pani tego, wykończę panią, nie obronią pani agenci służb specjalnych Walterowie". To wyznanie tak miało dziennikarkę wzruszyć, że wyszła ze studia zapłakana. Zazdrośni o nią koledzy-dziennikarze próbują teraz głowie państwa pokrzyżować miłosne plany, przypinając mu łatkę osoby niepoczytalnej.

Zupełnie innego zdania są lubiący prezydenta lublinianie, nie tylko ci z prokuratury. Na niedawnym spotkaniu w grodzie Kozła (ofiarnego?) widniały plakaty: LUBLIN PRZEPRASZA ZA PALIKOTA. Trzy dekady z okładem wcześniej ci sami ludzie malowali transparenty z napisami: LUBLIN Z WAMI TOWARZYSZU GIEREK. Ciekaw jestem, czy niebawem nie zobaczymy przed pałacem prezydenckim plakatów o treści: WARSZAWA PRZEPRASZA ZA OLEJNIK albo: GDAŃSK PRZEPRASZA ZA TUSKA.

Nie zdziwiłbym się także, gdyby nad stolicą, na purpurowym (ze wstydu) niebie, ukazał się ogromny baner z napisem z pierzastych obłoków: KSIĘŻYC PRZEPRASZA ZA PREZYDENTA...

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail