Przegląd Polski
31 października 2008

Żabką przez Atlantyk

Cienie żeńskiego rodzaju

Marek Kusiba

Ktoś mądry powiedział, że literatura to cmentarzysko pogrzebanych idei. Zaiste, literatura i cmentarze mają ze sobą więcej wspólnego niż tylko nazwiska pisarzy wyryte na licznych nagrobkach. Dobra literatura jest też cmentarzyskiem nierzadko świetnych pomysłów na życie: leżą pod pięknie wystrojonymi klepsydrami stron, w długich szeregach starannie wyplewionych zdań. Na kopczykach usypanych ze słów kładą swe rozpalone ciekawością oczy czytelnicy, szukając w nich żywotów zastępczych, niekoniecznie świętych - ludzi, którzy zamiast żyć, woleli o tym pisać.

Literatura i cmentarze kryją też liczne zagadki. Jak choćby ta, pomieszczona w wierszu Bolesława Leśmiana W zakątku cmentarza. Poeta przywołuje w nim tajemniczą postać: "(...) We fraku bezrozumnie skąsanym przez szczura,/ Na czele kilku cieni żeńskiego rodzaju/ Nieboszczyk Madaleński - prowadzi mazura". Kim jest zagadkowy imć Madaleński? Dlaczego prowadzi mazura, niczym Podkomorzy, "może ostatni, co tak poloneza wodził" w napisanym w Paryżu Panu Tadeuszu Adama Mickiewicza? I czy ten Madaleński ma coś wspólnego z panem Madalińskim z łódzkiej kawiarni czasu okupacji, opisanej mistrzowsko przez Juliana Tuwima w Kwiatach polskich, które notabene powstały także na emigracji, bo w Rio de Janeiro?

Takie pytania plątały mi się po głowie jeszcze w Polsce, zanim nie podążyłem śladami poetów na rubieże świata i o zagadce zapomniałem. Tymczasem Tuwimowe "Pół czarnej, panie Madaliński!", zamówione dla damy jedzącej "babkę śmietankową" w cukierni łódzkiego Grand Hotelu, i Leśmianowy "nieboszczyk Madaleński", prowadzący do tańca "cienie żeńskiego rodzaju", wróciły do mnie nieoczekiwanie w Polsce, gdy wybrałem się tam na jeden z licznych pogrzebów literackich. Przez lata nie wiedziałem, jak gryźć tę babkę śmietankową Leśmianowo-Tuwimowych szyfrów, aż pewnego dnia wysiadłem z krakowskiego tramwaju, sunącego aleją Marii Konopnickiej w kierunku alei Zygmunta Krasińskiego i zobaczyłem nazwę kolejnej, "literackiej" krakowskiej ulicy: Gen. Antoniego Józefa Madalińskiego. Zapętlony przez lata węzeł poetyckiej zagadki zaczął mi się nieoczekiwanie rozwiązywać, nie tylko dlatego, że stałem na rogu ulicy Powroźniczej...

Dotarło do mnie, że Leśmian popełnił błąd w pisowni nazwiska. Zamiast Madaliński napisał Madaleński. Innego wyjaśnienia nie znajdowałem i nie znajduję. Tym bardziej że generał Madaliński mógł być, jak najbardziej, bohaterem literackim, będąc bohaterem narodowym (jako jeden z dowódców insurekcji kościuszkowskiej) - co nie zawsze wychodzi literaturze na dobre. Literatura lepiej się czuje bliżej życia niż piedestału, co potwierdzają liczne przykłady pokracznych, brązowniczych w zamiarze, a bezbarwnych w wykonaniu portretów naszych wielkich. Ze sławnymi nieboszczykami zawsze był ten kłopot, że pisanie na kolanach jest niewygodne, a pisanie na kolanie - niegodne... Trzeba znaleźć złoty środek - ale gdzie go szukać?

U sławnych żyjących. Mieszkających zresztą przy alei... Madalińskiego, dla odmiany w Warszawie - jak pisarka Joanna Chmielewska. O jej sławie nie mogli nawet marzyć umarli poeci, łącznie z Miłoszem: łączny nakład jej powieści przekroczył w Polsce 6 milionów egzemplarzy, a w Rosji, gdzie uważana jest za najpoczytniejszą pisarkę zagraniczną, osiągnął nawet 8 milionów. Myślę, że w rosyjskich wydaniach Joanna Chmielewska to kobiecy odpowiednik Konrada Wallenroda, biorący teraz odwet na naszych odwiecznych ciemiężycielach. Wystarczy poczytać tę liter-torturę, by zrozumieć strategiczne znaczenie wkładu pisarki w osłabianie rosyjskiego zagrożenia: cieniem żeńskiego rodzaju, i to polskiego, kładzie się ani chybi na rozdartej - między komunizmem i kapitalizmem - rosyjskiej duszy...

Chmielewska nie ma wątpliwości co do jakości swego powołania. Mówi w wywiadzie: "Poza głębokim przekonaniem, że powinnam dostać Nagrodę Nobla za rozweselanie społeczeństwa, innych ambicji nie mam". Nie wiem jednak, czy może rozweselać akurat Rosjan tytułami swych kryminałów: Mnie zabić, Rzeź bezkręgowców, Szajka bez końca, Trudny trup, Trupy polskie, (Nie)boszczyk mąż, Całe zdanie nieboszczyka, Wszyscy jesteśmy podejrzani, Wszystko czerwone itd. Aż cmentarnie zimno się robi... Nawiedzony dom Chmielewskiej to być może nie Zapiski z martwego domu Fiodora Dostojewskiego, ale swoje spustoszenie w rosyjskiej duszy czyni. I dobrze. Niech pamięta ona (dusza) o swej kryminalnej proweniencji.

Jako się rzekło, literatura i cmentarze mają ze sobą więcej wspólnego niż nazwiska pisarzy na nagrobkach. "Nieboszczyk Madaleński" z wiersza Leśmiana, czyli generał Antoni Józef Madaliński, walczył z Rosjanami swoją kawalerią - podobnie jak Joanna Chmielewska swoimi utworami. Podczas działań powstańczych Madaliński odznaczył się jako zdecydowany dowódca, realizujący strategię śmiałych manewrów. Strategia Chmielewskiej jest nie mniej śmiała - i za to jej chwała, amen.

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail