Przegląd Polski
21 listopada 2008
- Gdy bunt wynika z pustki - Andrzej Józef Dąbrowski
- Dni pełne muzyki - Roman Markowicz, Jan Latus, Renata Pasternak-Mazur
- Nowojorska kronika (sztuka) - Czesław Karkowski
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Pogranicze pojednania
Dobro i mądrość to ciche i skromne siostry, niemal zakonne, które pracują w swych klasztorach, gdzieś na obrzeżach świata, z dala od zgiełku metropolii.
Do takiego klasztoru nad Wigrami zaprosił mnie w 1997 r. Krzysztof Czyżewski, twórca Ośrodka "Pogranicze - sztuk, kultur, narodów" na sesję "Odkrywanie Polski na nowo". Otoczony wianuszkiem słuchaczy, Czyżewski pytał natchniony i prawdziwie przejęty o to, o czym myślimy, gdy mówimy: Śląsk, Mazury, Podlasie, Łemkowszczyzna - "czy kryje się za tym nostalgiczny poblask dawnych cywilizacji i księstw, bo tak ongiś nazywano te regiony, a więc Hanza, Wielkie Księstwo Litewskie, Prusy Wschodnie, monarchia habsburska, Księstwo Galicji i Lodomerii, Księstwo Cieszyńskie? A może myślimy o zacofanej i zrujnowanej ´ścianie wschodniejª, o Polsce B, o Ziemiach Odzyskanych cierpiących na kompleks tymczasowości i niezadomowienia? O zagłębiu węglowym, zatrutym i w obliczu końca, o mieście Wrocław, które boi się słowa Breslau, o Ziemiach Niczyich, splądrowanych Akcją ´Wisłaª i zagospodarowanych ´bazami ludzi umarłychª? O regionach zatraconej tożsamości?".
W rok później, w listopadzie 1998 r., przyjechał do Toronto. Pracowałem wtedy w miesięczniku Books in Canada; drugie tysiąclecie i krwawy wiek dwudziesty zbliżały się nareszcie do szczęśliwego końca. Z redaktor naczelną Dianą Kuprel wymyśliliśmy więc serię spotkań z pisarzami i autorami (to bynajmniej nie jedno i to samo na tym kontynencie...) na temat kluczowych zagadnień, jakie czekają świat przełomu mileniów. Cykl nazwaliśmy tajemniczo, ale za Stachurą "Fabula rasa", a naszym pierwszym gościem został właśnie Czyżewski.
Mówił, podobnie jak nad Wigrami, o zatraconej tożsamości, ale już w perspektywie globalnej, jak i o doświadczaniu swego pogranicza, bliskiego naszym, codziennym doświadczeniom na wychodźstwie. Dla niego pogranicze to "miejsce, w którym granice przebiegają wewnątrz, którego mieszkańcy mówią różnymi językami, modlą się w różnych świątyniach czy są różnej narodowości". Człowiek pogranicza jest tolerancyjny, posiada takie cechy, jak "empatia, krytyczny patriotyzm, odporność na narodowe fobie, biegłość w językach, ciekawość innego i, połączona z otwartością na świat, miłość do swojej małej ojczyzny".
Czyżewski w Toronto powiedział też, że człowiekiem prawdziwie tolerancyjnym jest dla niego ten, który nie dowierza swojemu przekonaniu o swojej własnej tolerancji, który stale w nią wątpi. Ani przez chwilę nie wątpiłem, że ma rację... Dlatego bardzo mnie ucieszyła wiadomość, że został tegorocznym laureatem nagrody Rzeczpospolitej imienia Jerzego Giedroycia "za działalność w imię polskiej racji stanu".
To hasło nieco zawęża pole działalności Krzysztofa i jego przyjaciół. Są kontynuatorami dzieła Jerzego Giedroycia, ich ojca duchowego, mentora i sponsora, który uważał zawsze, że najlepiej rozumiany interes Polski jest nierozdzielnie związany z istnieniem wolnej Litwy, Białorusi i Ukrainy. Zależało mu wszak, aby odwieczne "przedmurze chrześcijaństwa" przestało być zaporą przed "wschodnią barbarią", a stało się dla Wschodu szeroko otwartą bramą na Zachód i pomostem, po którym będą swobodnie przechodzić zwaśnione niegdyś narody, kultury i religie.
Czyżewski trafił na pogranicze polsko-litewskie na początku lat 90. ub. wieku. To, co wydawało się miejscowym mrzonką i pobożnym życzeniem, czyli zbliżenie narodów, kultur i religii, dla konspiratora, artysty i intelektualisty z Poznania stanowiło zachętę do pracy u podstaw, organicznej, i dodajmy: bardzo niewdzięcznej. Wiem coś o tym, bo wychowałem się na pograniczu polsko-ukraińskim, a pracowałem na pograniczu polsko-białoruskim, gdzie podziały przebiegały nie tylko przez dzielnice, ulice i podwórka, ale i rodziny.
Fundacja "Pogranicze" zaczęła budowę przyczółku pojednania od wyremontowania w Sejnach synagogi. Stworzyli w niej teatr. Założyli wydawnictwo publikujące książki pisarzy mieszkających na pograniczach, od Bałtyku po Adriatyk. Zachwycony inicjatywą Czesław Miłosz przekazał im swój dworek w Krasnogrudzie, i tak też nazwali kwartalnik: Krasnogruda, z podtytułem: Narody. Kultury. Małe ojczyzny Europy Środkowo-Wschodniej. Mała ojczyzna Czyżewskiego zaczęła nabierać znaczenia w świecie i pokazywać swej dużej ojczyźnie, co i jak należy robić, by nie utracić - czym martwił się Giedroyc - "bezprecedensowej okazji do odegrania roli w Europie Środkowej".
Książę z Maisons-Laffitte mówił, że tę okazję wolna Polska gubi "przez zaniedbywanie małych narodów przy uniżonym stosunku do supermocarstw". A o działalności "Pogranicza" powiedział, że to "udana kontynuacja polityki wschodniej wypracowanej przez Kulturę". Czyżewski od 18 lat buduje pracowicie mosty, przekraczając wciąż granice wpisane w mentalność, dotykając odważnie bolesnych spraw z historii.
Dobro i mądrość, ciche i skromne siostry, tkają uparcie na dalekich pograniczach tkankę wspólnej kultury, dając nam wszystkim lekcję tolerancji i pokory.
