Przegląd Polski
19 grudnia 2008

Żabką przez Atlantyk

Dyplomacja i libacje

Marek Kusiba

Gdy przeczytałem w kanadyjskiej prasie wiadomość, że Tomasz Lis spowodował w Vancouver wypadek, przeraziłem się nie na żarty. Pomyślałem, że zwolnili już całe małżeństwo Lisów z Telewizji Polskiej i zesłali ich do dalekiej Brytyjskiej Kolumbii, żeby mieć w Warszawie szczwanych dziennikarzy z głowy. No to się teraz zacznie, dumałem, Lis uruchomi własny program o nazwie "Co z tą Kanadą?", a z czasem zacznie się ubiegać o stolec premiera BC albo od razu - Kraju Klonowego Liścia. Czas jest po temu jak najlepszy, jako że premier Harper rozwiązał parlament i dni konserwatywnego rządu są policzone. Czyha na jego stanowisko nowy lider liberałów o źle dla polskiego ucha (i patriotycznego ducha) brzmiącym nazwisku Ignatieff, dlaczego więc Polak nie miałby mieć szansy?

Po chwili zrozumiałem, że niejednemu lisowi Lis na imię i że chodzi tu o świeżo upieczonego konsula generalnego w Vancouver. Konsul Tomasz Lis zachował się wszak jak na polskiego dyplomatę i patriotę przystało. Jadąc czarnym volvo zobaczył przed sobą czerwony wóz strażacki, co podziałało na niego jak płachta na byka: ruszył do ataku, chcąc chyba wziąć odwet za niegodziwości komuny, tyle że kraje mu się trochę pomyliły. Strażacy poczuli uderzenie i zobaczyli wyprzedzające ich pokiereszowane auto na dyplomatycznych tablicach. Uruchomili więc syrenę i ruszyli za samochodem nie tyle w pościg, co w celu udzielenia pierwszej pomocy kierowcy, bo to obowiązek strażaków na tym kontynencie.

Umykające ulicą volvo w końcu utknęło w korku, a gdy grzeczni strażacy poprosili kierowcę o prawo jazdy, ze zdumieniem stwierdzili, że to jednak nie mąż słynnej Hanny Lis z telewizji polskiej, a nikomu nieznany dyplomata z kraju Lecha. Konsul nie mógł utrzymać się na nogach, miał bowiem we krwi 2,6 promila alkoholu, ale wiedział, jak się tłumaczyć policji, która w międzyczasie się pojawiła. Wyznał, że schlał się z żalu i wściekłości patriotycznej wielce, jako że nie będzie postawionych zarzutów kryminalnych wobec oficerów RCMP, odpowiedzialnych za uśmiercenie rodaka konsula, Roberta Dziekańskiego, na lotnisku w Vancouver.

Będą jednak zarzuty wobec Lisa - za jazdę po pijanemu, spowodowanie wypadku w stanie upojenia alkoholowego i próbę ucieczki z miejsca przestępstwa. Nie robi to na mnie większego wrażenia, jako że występy i występki polskich dyplomatów w dziedzinie alkomatu znane są nie od dziś. Lis wpisuje się w chlubną tradycję. Pijany prezydent Kwaśniewski w Charkowie, skłonności obecnego prezydenta, nieprzytomny poseł PO śpiący na podłodze na korytarzu sejmowego hotelu, zawiani posłowie PiS demolujący wózki golfowe na Cyprze, pijana posłanka w Sejmie, zresztą była przewodnicząca Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, poseł PiS Jacek Kurski, nie wiadomo w jakim stanie, ale ścigający od Gdańska kolumnę aut Centralnego Biura Antykorupcyjnego, jakby chciał odbić przewożonego przestępcę...

Można tak wyliczać długo. Tymczasem polski rząd, zamiast traktować swoich pijących polityków alkomatem przed wejściem na debatę, wysyła ich na kolejne placówki. O sprawdzaniu alkomatem posłów myśli rząd Nowej Południowej Walii, ale w Polsce to się nie przyjmie, bo za daleko do Australii. Nieco bliżej za to do Kanady. Rzeczniczka prasowa polskiej ambasady w Ottawie Sylwia Domisiewicz, indagowana przez gazetę The Vancouver Sun, wyjaśniła, że Lis jest zawodowym dyplomatą od roku 1990 i że dopiero co przyjechał do Kanady z placówki w Grecji. Na wiadomość o zarzutach karnych wobec Lisa rzeczniczka wyrzekła jeno dyplomatyczne: Oh, no, no. Oh wow...

Moim zdaniem największym występkiem konsula Lisa jest niemoralne i ogólnie wstrętne tłumaczenie swej skłonności do kieliszka śmiercią Dziekańskiego. To niegodziwość, zważywszy na okoliczności tamtej tragedii. Robert Dziekański przybył do słonecznej Brytyjskiej Kolumbii na emigrację i był na niej zaledwie kilka godzin, bo został pozbawiony życia. Konsul Lis przybył tam na delegację - jak się okazuje, miesięczną zaledwie - i pozbawił się sam kariery z powodu choroby alkoholowej. Co więcej, rolą konsula jest niesienie ulgi i pomocy rodakom i ich rodzinom, których spotkało nieszczęście poza granicami, a nie wykorzystywanie cudzego nieszczęścia do folgowania własnym nałogom. Konsulowi się chyba zdało, że w Kanadzie, tak jak w Polsce, wszystko można wytłumaczyć upiciem się "w dobrej sprawie". Walter Kostecki, prawnik matki Dziekańskiego, z którym Lis miał się spotkać, powiedział dziennikarce The Vancouver Sun, że do spotkania nie doszło. A to znaczy, że konsula nie spoił Kostecki, jeno upił się sam.

Warszawski Dziennik dał tytuł informacji z Kanady: "Lis wyrzucony za jazdę po alkoholu". Ja bym na miejscu Tomasza Lisa nie pozywał Dziennika do sądu za oczywistą manipulację nazwiskiem, tylko od razu złożył podanie do MSZ z prośbą o wysłanie go na placówkę zwolnioną przez Tomasza Lisa - byłego, miejmy nadzieję, dyplomatę.

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail