Wiadomości ze świata sobota, 10 maja
Demonstracja siły na placu Czerwonym
Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew powiedział w piątek, że Dzień Zwycięstwa jest dla wszystkich Rosjan symbolem jedności narodu.
Przemawiając podczas uroczystości z okazji 63. rocznicy zwycięstwa w II wojnie światowej, nowy prezydent podkreślił, że obecne rosyjskie władze nie dopuszczą, aby ktokolwiek na świecie zagroził jedności i suwerenności ich kraju. Prezydent przestrzegł przed próbami rewidowania granic i łamaniem prawa międzynarodowego. Nowy gospodarz Kremla oświadczył, że "nie można dopuszczać do lekceważenia norm prawa międzynarodowego; prawa, które - jak to ujął - zrodziło się w wyniku cierpień całej wspólnoty światowej; prawa, bez którego niemożliwe jest bezpieczne życie i sprawiedliwy ład w świecie". Miedwiediew zauważył również, że w tamtych groźnych latach ramię w ramię walczyli z wrogiem ludzie różnych narodowości. "Dzisiaj Dzień Zwycięstwa świętują miliony ludzi nie tylko w Rosji, ale także w krajach Wspólnoty Niepodległych Państw i państwach dalekiej zagranicy - powiedział. - Im dalej są wydarzenia tamtej strasznej wojny, tym droższe jest nasze odwieczne braterstwo i solidarność". Zwracając się do weteranów II wojny światowej, Miedwiediew podkreślił, że nie pozwolili rzucić kraju na kolana i dali przyszłym pokoleniom lekcję patriotyzmu.
Głównym punktem obchodów 63. rocznicy zwycięstwa była defilada wojskowa na placu Czerwonym w Moskwie. Była to pierwsza parada - od rozpadu ZSRR - na placu Czerwonym z udziałem sprzętu wojskowego. Ostatnia taka parada odbyła się tam 7 listopada 1990 roku. Uroczystość rozpoczęło wprowadzenie sztandarów wojskowych. Przy dźwiękach historycznego Marszu Pułku Przeobrażeńskiego wprowadzono między innymi Sztandar Zwycięstwa, przechowywany na co dzień w Muzeum Armii Rosyjskiej. Nowy prezydent odebrał defiladę w towarzystwie nowego premiera Władimira Putina. Putin zaprzeczył kilka dni temu, aby defilada ta była "pobrzękiwaniem szabelką". Według niego Moskwie chodziło jedynie o zademonstrowanie "rosnących możliwości Rosji w sferze obrony".
Parada rozpoczęła się od przeglądu wojsk dokonanego przez ministra obrony Anatolija Sierdiukowa. Paradą dowodził dowódca Moskiewskiego Okręgu Wojskowego, generał Władimir Bakin. Składała się z trzech części: pieszej, zmechanizowanej i powietrznej. Uczestniczyło w niej ponad 8 tys. żołnierzy. Po raz pierwszy publicznie zaprezentowano samochody opancerzone zwiadu GAZ-233014 Tygrys, system rakietowy S-300 PS Faworit i rakiety operacyjno-taktyczne Iskander-M. Pokazano też transportery opancerzone BTR-80, wozy bojowe piechoty BMP-3, wozy bojowe desantu BMD-4 Bachcza, samobieżne działa przeciwpancerne Sprut, najnowocześniejsze czołgi T-90 i rakietowo-artyleryjskie systemy obrony przeciwlotniczej Tunguska. Przejechały także wyrzutnie międzykontynentalnych rakiet balistycznych Topol.
Na zakończenie defilady nad placem Czerwonym, na wysokości 300 metrów, przeleciały trzy śmigłowce Mi-8, samolot transportowy An-124 Rusłan w asyście dwóch myśliwców Su-27, bombowiec strategiczny Tu-160 w asyście dwóch myśliwców przechwytujących MiG-31, samolot-cysterna Ił-78 i bombowiec strategiczny Tu-95MS w asyście dwóch myśliwców MiG-29, trzy bombowce dalekiego zasięgu Tu-22MZ, cztery samoloty szturmowe Su-25 oraz dziewięć myśliwców Su-27 i MiG-29.
Władze stolicy oceniają, że usuwanie szkód spowodowanych kilkakrotnym przejazdem przez jej centrum - paradę poprzedziły dwie próby - ciężkiego sprzętu bojowego pochłonie ponad miliard rubli (ok. 42,4 mln dolarów).
JMS, (PAP, IAR)
Szkocka farma jak obóz pracy
Brytyjski dziennik "Times" donosi o aferze związanej z wyzyskiwaniem polskich robotników rolnych w Szkocji.
Firma pośrednictwa pracy Timberland Recruitment, która zatrudniała ponad 200 robotników - w większości z Polski - straciła licencję po dochodzeniu w sprawie stosowania wobec nich przymusu i zastraszania. Pracownicy zatrudnieni przy zbieraniu żonkili otrzymywali po 4 pensy od wiązki. Tym samym - jak pisze "Times" - zarabiali zaledwie 24 funty za 9-godzinny dzień pracy. Pracodawca straszył ich, że jeśli porzucą to zajęcie przed upływem kontraktu, obciąży ich kosztami w wysokości 700 funtów. Groził też, że jeśli nie będą w stanie zapłacić, pieniądze zostaną ściągnięte od ich rodzin w Polsce.
Brytyjska agencja nadzorująca przedsiębiorców rekrutujących brygady do pracy, głównie w rolnictwie, odebrała licencję dyrektorowi firmy. Timberland Recruitment, została też zgłoszona policyjnemu Ośrodkowi Handlu Żywym Towarem w Sheffield. "Times" ujawnia, że dochodzenie podjęto po skardze 7 robotników w Angus w Szkocji na nędzne zakwaterowanie. Zmuszeni byli spać w starym budynku farmy, po 8 osób w pokoju, w których były tylko 3 piętrowe prycze. Spółdzielnia ogrodnicza i farmerzy, którzy wynajmowali robotników od Timberlandu, twierdzą, że byli nieświadomi tego wyzysku. Ich zdaniem warunki mieszkaniowe były również przyzwoite. Jak mówili dziennikowi, "wielu ludzi chciałoby tak spędzać wakacje".
Jeden z polskich robotników, 22-letni Krzysztof Potoczny, powiedział "Timesowi", że pracował na farmach w Kornwalii i Szkocji, ale przez 2 miesiące zarobił zaledwie 800 funtów. To dwa razy mniej, niż się spodziewał. Jak ujawnił, robotnicy Timberlandu podpisywali dwa kontrakty: jeden opiewał na stawki akordowe, drugi na minimalną brytyjską płacę za godzinę - 5 funtów i 52 pensy. "Ale nigdy nie widzieliśmy takich pieniędzy" - dodał.
JMS, (IAR)
Komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail
Ostatnia modyfikacja: Fri May 9 14:01:58 2008
