Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Wywiady
Turystyka

Alaska jest piękna, ale wolałbym mieszkać na Florydzie

05.12.2022
Czesław Dębosz na wzgórzu Griffith Park w Los Angeles. W tle – słabo widoczny – napis HOLLYWOOD FOTO: JANUSZ M. SZLECHTA/NOWY DZIENNIK

„Wycieczki zacząłem organizować samodzielnie, na konkretne zamówienie ludzi, którzy chcieli zobaczyć więcej i coś innego,niż oferują biura turystyczne. Co ciekawe, zamówienia na zorganizowanie wycieczki otrzymuję głównie od osób z Polski“ – mówi Czesław Dębosz, przewodnik turystyczny, który oprowadza wycieczki po USA i Kanadzie.

Byłeś przewodnikiem wycieczki zorganizowanej w lipcu 2022 roku przez biuro Classic Travel z Wallington, NJ. Pokazałeś 12-osobowej grupie, jak wyglądają zachodnie stany USA. Miałem szczęście być jej uczestnikiem. Była to wycieczka trudna, wymagająca koncentracji i dużo wysiłku ze strony przewodnika. Codziennie przemieszczaliśmy się, jechaliśmy przez pustynię, zwiedzaliśmy wspaniałe parki narodowe. A Ty byłeś jednocześnie kierowcą vana, którym jeździliśmy po zachodniach stanach. Czy przygotowywałeś się do tej wyprawy w jakiś specjalny sposób?

– Oczywiście, bo każda wycieczka jest inna. Nawet jeśli turyści trafiają w te same miejsca, w których już byłem z inną grupą, to przecież czas jest inny i inne realia, zwłaszcza teraz, po pandemii. Nie wszystko jeszcze działa tak, jak powinno. Ruch turystyczny odżył mniej więcej w 50 procentach, wiele obiektów nadal jest zamkniętych. Musiałem należycie przygotować się do trasy i wraz z Classic Travel sprawdzić, czy obiekty, które mamy zwiedzać, będą dostępne. Hotele również.

Jak wyglądały te przygotowania?

– Nie było to łatwe, bo ostatni raz byłem w zachodnich stanach trzy lata temu. Moim zadaniem jest zrealizować program, a więc pokazać wszystko to, co zostało zaplanowane, no i dbać o bezpieczeństwo uczestników wycieczki. Przeglądałem mapy, aby oswoić się z trasą, którą będziemy jechać. Czytałem o miejscach, które mieliśmy zwiedzać. Sprawdzałem, jak będzie wyglądał nasz pobyt, gdzie można dotrzeć, co się zmieniło. Nie wszystko można sprawdzić ze względu na odległość i określony czas. Starałem się przygotować na różne utrudnienia i niedogodności, które mogą się pojawić – i tak zresztą było. W Las Vegas czy w San Simeon, gdzie zwiedzaliśmy zamek Hearsta, wszystko było normalnie. Napotkaliśmy natomiast na spore trudności przy wjeździe do Parku Narodowego Yosemite ze względu na remont dróg. Ale daliśmy radę.

Masz ogromne doświadczenie. Od jak dawna prowadzisz wycieczki?

– Marzyłem o podróżach po świecie od zawsze. W pewnym momencie turystyka stała się moją pasją. I tak jest do dziś. Już w Polsce prowadziłem wycieczki zagraniczne organizowane przez Biuro Podróży Orbis w Tarnowie. Przygodę z turystyką zacząłem w roku 1989. Jeździłem do krajów zachodnich, przede wszystkim do Hiszpanii, Niemiec i Włoch. Prowadziłem też grupy na wschód, po ówczesnym Związku Radzieckim, między innymi do Moskwy i na Syberię. Pracowałem jako nauczyciel i w pewnym momencie musialem wybrać: szkoła czy turystyka? Wybrałem turystykę.

Do Stanów Zjednoczonych przyjechałem w roku 2000. Zamieszkałem w Nowym Jorku na Manhattanie. Zajmowałem się różnymi rzeczami, aby przeżyć. Zacząłem się też oswajać z turystyką. Zauważyłem, że rynek turystyczny jest tu bardziej ograniczony aniżeli w Polsce. Biura organizują typowe wycieczki: do stolicy kraju Waszyngtonu, nad wodospady Niagara, po Nowym Jorku, do Filadelfii i kilku innych miejsc. Pięć lat później poprowadziłem pierwszą wycieczkę. Zacząłem je organizować samodzielnie, na konkretne zamówienie ludzi, którzy chcieli zobaczyć więcej i coś innego, aniżeli oferują biura turystyczne. Zawsze dokładałem do programu coś od siebie. Co ciekawe, zamówienia na zorganizowanie wycieczki otrzymywałem głównie od osób z Polski.

Czy są takie miejsca, które szczególnie lubisz i chętnie tam zabierasz turystów?

– O tak, wiele jest takich miejsc, ale przede wszystkim… Alaska. Lubię tam jeździć i pokazywać ją turystom. Nie chciałbym tam mieszkać ze względu na długie zimy i krótkie dni. W lecie jest tam natomiast wspaniale. Temperatura bywa nawet powyżej 20 stopni Celsjusza, wegetacja roślin jest błyskawiczna, rozwijają się, kwitną i zachwycają swoim wyglądem. Kraj jest dziki, nie ma takich osiedli mieszkaniowych jak w metropolii nowojorskiej. Jest tylko kilkanaście dróg, którymi można się przemieszczać, ale można nimi objechać całą Alaskę.

Natomiast jeśli miałbym wybierać miejsce zamieszkania, to byłaby to Floryda. Ma łagodny klimat, ciepłe wody oceanu i niskie podatki.

A nie chciałbyś zamieszkć w pięknej Kalifornii, do której nas zawiozłeś?

– Raczej nie. Przede wszystkim dlatego, że tutaj woda w oceanie nie jest za ciepła. Oczywiście jest to piękny stan. Aby naprawdę zwiedzić Kalifornię i zobaczyć wszystko co warto, czyli od wysokich góry Sierra Nevada aż po wybrzeże Pacyfiku, trzeba by poświęcić na to co najmniej miesiąc. Ja dużo już zobaczyłem.

Czy prowadzisz notatnik, w którym rejestrujesz każdą wycieczkę, którą zorganizowałeś, w jakich miejscach byłeś, co się wydarzyło dobrego, no i co złego, aby tego uniknąć w przyszłości?

– Nie, nie robię czegoś takiego. Wręcz odwrotnie, jeżeli mam konkretny plan wycieczki, to po jej zakończeniu i powrocie do domu wyrzucam go do kosza. A to dlatego, aby mnie nie kusiło, żeby drugi raz zrobić to samo i powielać to, co już było. Nigdy nie zachowuję planów wycieczek, które już się skończyły.

Pamiętasz, ile wycieczek już poprowadziłeś po Stanach Zjednoczonych i Kanadzie?

– Nie pamiętam, ale na pewno było ich około 500. Przed pandemią bywało tak, że wracałem z wycieczki, wysiadałem z samolotu w Nowym Jorku i wsiadałem do drugiego, aby polecieć na następną. Najdłużej byłem w trasie 39 dni. Poprowadziłem wtedy trzy wycieczki jedna po drugiej, bez zaglądania do domu. 

Kanada też jest chętnie odwiedzana przez turystów. Z wielu powodów. Jest to inny kraj niż Stany Zjednoczone, ma trochę inną kulturę i historię. No i jest to drugi kraj na świecie pod względem zajmowanej powierzchni, a zamieszkuje go niecałe 38 milionów ludzi. Obowiązują tu dwa języki: francuski i angielski. Północne regiony to jest dzika i piękna Kanada. Ludzie chcą oglądać dziką przyrodę, ogromne przestrzenie, ale też wspaniałe miasta. Najchętniej odwiedzane są prowincje położone bliżej Atlantyku, ale też wspaniałe Vancouver w Kolumbii Brytyjskiej, blisko Oceanu Spokojnego. Wycieczki po Kanadzie często zaczynam właśnie w Vancouver.

Jak liczne są grupy, które prowadzisz?

– Najczęściej są to grupy liczące od trzech do sześciu osób. Zdarzyło mi się kilka razy, że pojechałem w trasę tylko z jedną osobą. Z pewną panią z Polski wędrowałem dwa tygodnie po całej wschodniej Ameryce. Miała określone plany i dokładnie wiedziała, co chce zobaczyć. Zwiedziliśmy na przykład jaskinie krasowe, znajdujące się w pobliżu miasta Luray w stanie Virginia, a także mniejsze miejscowości i dzikie tereny na Florydzie. Jeździłem też z jednym panem. Jest pasjonatem motorów, więc pojechaliśmy do miasta York w stanie Pensylwania, aby zobaczyć fabrykę Harleya. Mają tam świetnie przygotowane trasy dla turystów. Zwiedzając fabrykę widać, jak montują te motocykle i że każdy jest inny. Tak to jest zorganizowane, że turyści w ogóle nie przeszkadzają fachowcom zajmującym się produkcją. Ten pan był zachwycony. Kupił sobie oryginalny strój harleyowca. 

Podobnie jest w fabryce Forda w mieście Dearborn, koło Detroit, w stanie Michigan, dokąd też udaję się z wycieczkami.

Miałeś do czynienia z tyloma osobami i byłeś w tylu wspaniałych miejscach… Czy zdarzyła Ci się taka wycieczka, którą szczególnie zapamiętałeś, wspominasz z sentymentem i chciałbyś ją powtórzyć?

– Było takich co najmniej kilka. Bardzo dobrze wspominam wycieczkę, na którą pojechałem z dwiema osobami – parą z Bielska-Białej. Znałem ich dobrze i od dawna, bo uczestniczyli wcześniej w siedmiu wycieczkach, które prowadziłem. Wycieczkę tę zorganizowałem na ich prośbę. Trwała dwa tygodnie. Zaczynała się w Vancouver w Kanadzie. Stamtąd popłynęliśmy statkiem wycieczkowym na Alaskę. Zatrzymywaliśmy się w miejscach, gdzie nie ma dróg, ale można do nich dolecieć samolotem. Płynęliśmy tydzień. Kiedy dopłynęliśmy do miejscowości Valdez, zeszliśmy ze statku i wsiedliśmy do wspaniałego pociągu dla turystów. Jechaliśmy cztery godziny do Anchorage, największego miasta na Alasce. Pociąg ma szklany dach. Jedzie przez alaskajską tajgę. Widoki są niesamowite. Co ciekawe, po trasie mającej tylko jeden tor, jadą dwa pociągi: jeden z Valdez do Anchorage, a drugi z Anchorage do Valdez. Pociągi te muszą się minąć mniej więcej w środku trasy, gdzie jest drugi tor. Jeśli któryś przyjedzie wcześniej to musi czekać do momentu, aż tamten drugi przyjedzie.

W Anchorage wynajęliśmy samochód i pojechaliśmy dookoła Alaski. Dotarliśmy nawet do gorących źródeł – Chena Hot Springs. Turyści rzadko tam docierają.

Do dzisiaj wspominam z sentymentem tę wycieczkę, bo zobaczyłem niemal całą Alaskę. Było to połączenie podróży statkiem, pociągiem i samochodem, co rzadko się zdarza. No i miałem dobre towarzystwo, bo ten chłopak i dziewczyna są wspaniałą parą.

A jak będziesz wspominał tę ostatnią wycieczkę, którą poprowadziłeś po zachodnich stanach Ameryki, a która zakończyła się 24 lipca?

– Bardzo dobrze. Oczywiście, mieliśmy pewne problemy na trasie, przede wszystkim z samochodem – aż trzy razy musiałem go wymieniać. Ale rzadko spotyka się ludzi tak pomocnych i tak dobrze rozumiejących sytuację. Bez ich otwartości i pomocy ta wycieczka pewnie by się nie udała. Było nas 12 osób. Spotkaliśmy się pierwszy raz w życiu. Nie wiem, jak to się stało, że wszyscy potrafili dogadać się, pomagać sobie nawzajem, mnie również. Nikt nie odbiegał od zasady, że skoro jesteśmy w grupie, to ponosimy wszyscy skutki niedostaków, ale też musimy się wspierać i czerpać radość z tego, co dobre i piękne. Dobre słowo, uśmiech, podanie sobie ręki – to była norma. Zapamiętam ciekawą trasę, cudowne widoki, ale przede wszystkim wspaniałych członków mojej grupy.

Rozmawiał: Janusz M. Szlechta

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

CO GDZIE KIEDY