New York
45°
Sunny
7:07 am5:10 pm EST
2mph
68%
30.21
TueWedThu
41°F
41°F
45°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.

Serbki nie oddały tytułu

W półfinałach Serbki wygrały w Gliwicach z Amerykankami 3:1 (25:21, 25:20, 17:25, 25:23), a Brazylijki w Apeldoorn z Włoszkami 3:1 (25:23, 22:25, 26:24, 25:19).

Finałowy mecz lepiej rozpoczęły Brazylijki, które od początku odskoczyły rywalkom na 10:7. Serbki w połowie seta doprowadziły do wyrównania, po czym przejęły inicjatywę. Dopiero w końcówce zbudowały dwupunktową przewagę i chociaż siatkarki z Ameryki Południowej zdołały zniwelować straty, to w grze na przewagi lepsze okazały się Europejki.

Druga partia wyglądała podobnie jak premierowa odsłona, jednak tym razem Brazylijki dłużej utrzymały prowadzenie – w połowie seta miały przewagę 16:13. Wtedy jednak zanotowały przestój, grę poprawiły natomiast Serbki, które zdobyły siedem punktów z rzędu i nie pozwoliły już wydrzeć sobie zwycięstwa z rąk w tej partii.

Trzecia odsłona to była całkowita dominacja obrończyń tytułu od początku do końca. Wygrały pewnie 3:0 i zakończyły turniej bez porażki na koncie, z zaledwie pięcioma przegranymi setami. Najtrudniejszą przeprawę w rozgrywkach miały z Polkami, które były blisko wyeliminowania ich w ćwierćfinale. Ostatecznie Serbki triumfowały wtedy 3:2, w tym 16:14 w tie-breaku.

„Brak mi słów. Te dziewczyny, ten zespół, ta energia… Wygrałyśmy turniej bez ani jednej porażki. Jestem dumna z tego, że jestem częścią tego zespołu. Po prostu cieszyłyśmy się grą na boisku, to dla nas najważniejsze” – powiedziała zaraz po finale liderka serbskiej reprezentacji i MVP turnieju Tijana Bosković.

Brazylijki po raz czwarty w historii zagrały w finale mundialu, ale nigdy jeszcze nie sięgnęły po złoto.

We wcześniejszym meczu o brąz Włoszki pewnie pokonały Amerykanki 3:0 (25:20, 25:15, 27:25).

MŚ 2022 W SIATKÓWCE KOBIET

Półfinały

Serbia – USA 3:1 (25:21, 25:20, 17:25, 25:23)

Brazylia – Włochy 3:1 (25:23, 22:25, 26:24, 25:19)

Mecz o 3. miejsce

Włochy – USA 3:0 (25:20, 25:15, 27:25).

Finał

Serbia – Brazylia 3:0 (26:24, 25:22, 25:17)

Serbia: Joavana Stevanović, Bianka Busa, Tijana Bosković, Bojana Drca, Sara Lozo, Mina Popović, Teodoria Pusić (libero) oraz Katarina Lazović, Bojana Milenković.

Końcowa klasyfikacja: 1. Serbia, 2. Brazylia, 3. Włochy, 4. USA, 5. Japonia, 6 Chiny, 7. Polska, 8. Turcja, 9. Belgia, 10. Kanada, 11. Dominikana, 12. Holandia, 13. Tajlandia, 14. Niemcy, 15. Portoryko, 16. Argentyna, 17. Bułgaria, 18. Czechy, 19. Kenia, 20. Korea Południowa, 21. Kolumbia, 22. Chorwacja, 23. Kazachstan, 24. Kamerun.

„DRUŻYNA MARZEŃ” MŚ:

Najlepsza rozgrywająca: Bojana Drca (Serbia)

Najlepsza atakująca: Tijana Bosković (Serbia)

Najlepsze środkowe: Ana Carolina da Silva (Brazylia), Anna Danesi (Włochy)

Najlepsze przyjmujące: Gabi Braga Guimaraes (Brazylia), Miriam Sylla (Włochy)

Najlepsza libero: Teodoria Pusić (Serbia)

MVP: Tijana Bosković (Serbia).

JG (R)

Popłynęliśmy za marzeniami (cz. 1)

Janusz M. Szlechta

Na propozycję Jurka Kołakowskiego odpowiedziało ponad 60 osób, ale ostatecznie na pokładach znalazło się 49 miłośników żeglarstwa. Najwięcej, bo 26 osób, przyleciało ze Stanów Zjednoczonych, po 1 osobie z Kanady, Danii i Szwecji, po 2 osoby z Wielkiej Brytanii i Hiszpanii oraz 16 osób z Polski. Spotkaliśmy się w sobotę, 25 czerwca, w Stanicy Żeglarskiej Korektywa w Piaskach koło Rucianego-Nidy. Każdy otrzymał przydział do załogi i koję do spania na jachcie. Podział był ustalony znacznie wcześniej. Można było jednak w trakcie rejsu, po wcześniejszym uzgodnieniu z kapitanem, zmieniać łódkę i dołączyć do innej załogi. To było dosyć częste i dzięki temu pływanie było bardziej atrakcyjne.

Jacht motorowy „Szuflada“ na Jeziorze Mikołajskim

Po jeziorach płynęło pięć jachtów żaglowych: „Biegnąca po falach“ z 12-osobową załogą, „Płynący obłok“ (9 osób), „Raspberry“ (8), „Paskuda“ (4), „Nieduży ale…“ (4) oraz dwa jachty motorowe: „Kredens“ (6 osób) i „Szuflada“ (6 osób załogi). Jachty wypłynęły ze Stanicy Żeglarskiej Korektywa na jeziorze Bełdany do Mikołajek, a stamtąd ruszyły do Rynu nad Jeziorem Ryńskim, następnie do Robert’s Port, Folwarku Łuknajno na jeziorze Śniardwy, mariny Niedźwiedzi Róg, stamtąd dopłynęły do dzikiej mariny Flosek, po czym wróciły do Korektywy. I tutaj był koniec rejsu.

POCZTÓWKI Z MAZUR

Pierwszy dzień w stanicy Korektywa był ważny i pełen emocji. Uczestnicy rejsu dojeżdżali z różnych stron Polski i meldowali się na pokładach łódek. Ja trafiłem do załogi jachtu motorowego „Kredens“. Kapitanem był Andrzej Skarka. W załodze były jeszcze cztery panie: żona kapitana Teresa Skarka, Beata Ziółkowska, Agnieszka Gołdańska i Halina Sellman.

Mikołajki widziane z pokładu jachtu „Kredens“

Wieczorem mieliśmy wspólną kolację w restauracji „Tatarak“. Polskie potrawy smakowały nam bardzo. Jurek Kołakowski przedstawił wszystkich uczestników rejsu. Większość żeglarzy, którzy przylecieli z USA, poznałem przed laty na Barce – w siedzibie Polskiego Klubu Żeglarskiego w Nowym Jorku. Wojciech Marek Darski, który urodził się i wciąż mieszka w Giżycku, opowiedział nam o Mazurach. Przedstawił też swoją książkę „Pocztówki z Mazur“. Jest w niej mnóstwo pięknych, starych pocztówek z kolekcji Kasi i Janusza Pileckich. Do każdej pocztówki jest dołożony wiersz autora. W wierszach tych poeta opisuje swoje Mazury.

Odprawa na pokładzie „Biegnącej po falach“ przed wypłynięciem z Mikołajek

NA POKŁADZIE „CHOPINA“

W niedzielę po śniadaniu wypłynęliśmy na jezioro Bełdany i popłynęliśmy do Mikołajek. Bełdany, z malowniczymi zatokami i urozmaiconą linią brzegową, jest uważane za najpiękniejsze jezioro mazurskie. Ma prawie 950 hektarów powierzchni. Od północy łączy się z Jeziorem Mikołajskim, a na południowym krańcu, poprzez śluzę komorową Guzianka, z jeziorem Guzianka Mała i dalej z jeziorem Guzianka Wielka i Jeziorem Nidzkim. Podobnie jak Jezioro Nidzkie, Bełdany otaczają lasy Puszczy Piskiej. Przez jezioro kursuje prom samochodowo-pasażerski, dzięki czemu łatwo dostać się na drugi brzeg.

Wszystkie nasze jachty zacumowały w Zatoce Cichej Mikołajki, w pobliżu statku „Chopin“. Tym statkiem popłynęliśmy po jeziorze Śniardwy. Na jego pokładzie  spędziliśmy cztery godziny, podziwiając dziką przyrodę. Utrwalaliśmy jej piękno na zdjęciach.

Kapitan Krzysztof Kosiński opowiedział nam historię statku. „Chopin” jest to największy polski żaglowiec śródlądowy (40,90 m długości), zbudowany w stylu XIX-wiecznego brygu. Wszystkie elementy wykonane są z tradycyjnych i oryginalnych materiałów, co stwarza wyjątkowy i niepowtarzalny jego klimat. Żaglowiec pływa po jeziorach Mikołajskim, Bełdany i Śniardwy – w sezonie nawigacyjnym, czyli od połowy kwietnia do połowy listopada.

Uczestnicy Rejsu Marzeń na pokładzie statku pasażerskiego „Chopin“

Po rejsie, już wieczorem, poszliśmy poznać z bliska Mikołajki. Zajrzeliśmy do tawerny „Żagiel“ i restauracji „Nóż w Wodzie“. Jest tu dużo nowoczesnych hoteli i zabytków (na przykład młyn z początku XX wieku), które warto zobaczyć.

„BIEGNĄCĄ PO FALACH“ DO RYNU

W poniedziałek dołączyłem do załogi „Biegnącej po falach“. Przepłynęliśmy na silniku pod trzema mostami. Kiedy już wypłynęliśmy na Jezioro Ryńskie, kapitan Ziemowit Barański zdecydował, że podnosimy maszty i będziemy płynąć z wiatrem. Stanęliśmy w niewielkiej zatoce. Janek Fryzeł i Marek Ziółkowski naciągali liny korbą, a reszta załogi podnosiła fokmaszt. Nagle coś strzeliło, lina się urwała i maszt gwałtownie opadł. Na szczęście nic nikomu się nie stało. Okazało się, że pod wpływem nacisku lin pękł blok talii składania fokmasztu. Do Rynu dopłynęliśmy na silniku. Jurek Kołakowski i kapitan Barański zaraz pojechali do Giżycka i kupili nowy blok. Kiedy go założyli, następnego dnia jacht mógł już płynąć z rozwiniętymi żaglami.

Zamek w Rynie

W Rynie zwiedzaliśmy zamek, gdzie otrzymaliśmy stroje sprzed wieków i w nich podziwialiśmy tę budowlę, która zbudowana została na potrzeby zakonu krzyżackiego na polecenie wielkiego mistrza Winricha von Kniprode ok. 1377 roku. Po 1945 zamek zaadaptowano na dom kultury, urządzono w nim też niewielkie muzeum i ulokowano urząd miasta. W 1990 roku władze miejskie sprzedały go osobie prywatnej, która urządziła w nim czterogwiazdkowy hotel.

Uczestnicy rejsu w strojach sprzed wieków przed zamkiem w Rynie

Po obiedzie w zamkowej restauracji – w odpowiednio przygotowanej sali – Jurek Majcherczyk przypomniał historię zdobycia Kanionu Colca w Peru przez grupę studentów z Krakowa. Potem obejrzeliśmy film „Godspeed, Los Polacos“, zrealizowany przez Adama Nawrota i Sonię Szczęsną.

POGODA SPRZYJAŁA ŻEGLARZOM

Następnego dnia znowu płynąłem jachtem „Kredens“ po Jeziorze Ryńskim i Tałty. Mijaliśmy dużo łódek. Pogoda sprzyjała żeglowaniu: świeciło słońce i wiał lekki wiatr. Jako pierwsi dopłynęliśmy do Robert’s Port na Tałtach.  Zacumowaliśmy koło dużego statku pasażerskiego „K.I. Gałczyński“. Niedaleko brzegu stoi nowoczesny, ogromny Robert’s Port Hotel. W tutejszej eleganckiej restauracji zjedliśmy obiadokolację, a potem Jurek Majcherczyk, wygłosił wykład „Polskie dokonania w Ameryce Południowej“. Swoje opowieści wzbogacał zdjęciami. Była to intrygująca prelekcja, gdyż dowiedzieliśmy się o wielu Polakach, którzy dokonywali wspaniałych rzeczy w krajach Ameryki Południowej, a przede wszystkim w Peru. Wśród tych wielkich rodaków są m.in.: Ernest Malinowski – polski inżynier drogowy i kolejowy, bohater obrony Callao w 1866 roku, budowniczy kolei w Peru i Ekwadorze, projektant i budowniczy Centralnej Kolei Transandyjskiej; Konstanty Roman Jelski – polski zoolog, podróżnik i badacz Ameryki Południowej; Edward Jan Habich – polski inżynier i matematyk; uczestnik powstania styczniowego, w Peru zorganizował szkołę inżynieryjną i otrzymał honorowe obywatelstwo.

Wieczorem na pokładzie „Kredensu“ nasz kapitan Andrzej Skarka wyciągnął gitarę, a wokół niego

zasiadła grupa miłośników szant. Nasze śpiewy nie milkły do późnej nocy…

Na pokładzie „Kredensu“ po każdym rejsie Andrzej Skarka wyciągał gitarę, grał i śpiewał

SPOTKANIE Z KAPITANEM BARANOWSKIM

W środę było ciepło, ale niebo pokrywały chmury. Andrzej Skarka stał za sterem, a załoga podziwiała jezioro, jego brzegi brzegi i łódki płynące obok. Rejs zakończyliśmy w przystani Folwark Łuknajno na Śniardwach. Molo jest tam nieduże, w kształcie litery T. Był problem z cumowaniem, ale daliśmy radę. W wodzie jest mnóstwo tataraku, a pobliski brzeg porasta gęsty las.

Po późnym obiedzie w restauracji „Gościniec pod Łabędziem“ spotkaliśmy się z legendarnym kapitanem Krzysztofem Baranowskim, który jako pierwszy Polak dwukrotnie opłynął samotnie kulę ziemską. Opowiedział o swojej drodze do żeglarstwa i o niektórych rejsach. Zaprezentował też 12 książek (m.in. „Samotny żeglarz“, „Zostań Opti-mistrzem“ i „Bujanie w morskiej pianie“), w których opisuje wydarzenia, których doświadczył podczas żeglowania.

Jurek Kołakowski (z mikrofonem) wita legendarnego kapitana Krzysztofa Baranowskiego w restauracji „Gościniec pod Łabędziem“

Kiedy wróciliśmy na pokłady jachtów, już było ciemno.  Jeden z żeglarzy rozpalił ognisko na brzegu. Dołączali do niego kolejni, bo ognisko przyciągało swym urokiem. Andrzej Skarka przyszedł z gitarą i zaśpiewał kilka starych, dobrze znanych przebojów, które kiedyś śpiewali Czesław Niemen, Czerwone Gitary czy Tadeusz Nalepa z zespołem Breakout. Zaśpiewaliśmy też wspólnie kilka piosenek żeglarskich. Zrobiło się tak sympatycznie i ciepło przy  ognisku, że trudno było się rozstać. No, ale trzeba było pójść spać, bo przed nami kolejny rejs.

Dokończenie za dwa tygodnie

Złota Piłka dla Benzemy

To pierwsza Złota Piłka na koncie niezwykle doświadczonego Benzemy. 34-latek jest piątym Francuzem, który odebrał prestiżową nagrodę. Usiadł przy jednym stole z takimi legendami jak Raymond Kopa (1958), Michel Platini (1983, 1984, 1985), Jean-Pierre Papin (1991) czy Zinedine Zidane (1998).

W poprzednich rozgrywkach madrytczycy triumfowali w Primera Division, a Benzema przyczynił się w znacznym stopniu do tego sukcesu. Z 27 bramkami w dorobku filar Realu Madryt był najskuteczniejszym zawodnikiem ligi hiszpańskiej. Z kolei na poziomie Ligi Mistrzów aż 15 razy trafił do siatki. Jego zespół również triumfował w najważniejszych klubowych rozgrywkach w Europie. Na dokładkę podopieczni Carlo Ancelottiego zwyciężyli jeszcze w Superpucharze Hiszpanii i Superpucharze Europy.

„Zawsze o tym marzyłem i wierzyłem, że wszystko jest możliwe. Nigdy nie przestałem ciężko pracować, nawet gdy nie byłem w narodowej reprezentacji. Jestem dumny z mojej podróży, która doprowadziła mnie do tego momentu. Nie było to łatwe. Przeszedłem wiele trudnych chwil. To jest dowód uznania mojej pracy, który stanowi dla mnie motywację na przyszłość. Dziękuję mojemu klubowi Realowi Madryt, a także reprezentacji Francji, moim trenerom i prezydentowi Florentino Perezowi” – powiedział Benzema.

Drugie miejsce zajął Senegalczyk Sadio Mane. W poprzednim sezonie bronił barw Liverpoolu, a obecnie gra w Bayernie Monachium. Na najniższym stopniu podium znalazł się Belg Kevin de Bruyne z Manchesteru City. Lewandowski, który w poprzedniej edycji był drugi, zajął czwarte miejsce.

Polski napastnik wywalczył z Bayernem Monachium mistrzostwo Niemiec, został m.in. królem strzelców Bundesligi. Łącznie w cyklu 2021/22 zdobył 57 bramek i na gali w Paryżu odebrał nagrodę imienia Gerda Muellera dla najlepszego strzelca. W zeszłym sezonie strzelił 50 goli w klubowych rozgrywkach: 35 w Bundeslidze, 13 w Lidze Mistrzów i dwa w Superpucharze Niemiec. Zdobył również 7 bramek w reprezentacji Polski.

Robert Lewandowski odebrał nagrodę imienia Gerda Muellera dla najlepszego strzelca  FOTO:  EPA/MOHAMMED BADRA

„Jestem szczęśliwy, będąc tutaj. Jestem zadowolony i dumny ze zdobycia tej nagrody również z powodu imienia czyje nosi. Gerd Mueller był dla mnie wielką inspiracją. Zawsze starałem się pobić jego rekordy. Chciałbym podziękować moim byłym kolegom z Bayernu Monachium oraz obecnym z Barcelony. Wiem, jak ciężko musimy pracować na bramki” – przyznał Lewandowski, który podziękował również swoim bliskim za wsparcie.

„France Football” przyznaje swoją nagrodę od 1956 roku. W latach 2010-15 magazyn i Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej (FIFA) wyróżniały wspólnie jednego zawodnika Złotą Piłką FIFA, ale od 2016 roku plebiscyty na najlepszych piłkarzy znów prowadzone są oddzielnie. Tym razem głosujący dziennikarze brali pod uwagę przede wszystkimi osiągnięcia indywidualne piłkarzy w minionym sezonie, a nie w roku kalendarzowym. Liczbę głosujących ograniczono do stu osób z krajów będących w czołowej setce rankingu FIFA. Co ciekawe, spośród 100 uprawnionych w tegorocznym plebiscycie zagłosowały 94 osoby.

Najlepszym młodym piłkarzem do 21. roku życia został wybrany pomocnik Barcelony – Gavi. 18-latek w zeszłym sezonie stał się podstawowym graczem „Dumy Katalonii” oraz zadebiutował w reprezentacji Hiszpanii.

Nagrodę Socratesa dla piłkarza angażującego się w życie społeczne otrzymał Sadio Mane, który zasłużył się działalnością dobroczynną w swojej ojczyźnie – Senegalu.

Najlepszą piłkarką ogłoszono Alexię Putellas z Barcelony. Hiszpanka jest pierwszą zawodniczką, która dwa lata z rzędu zdobyła Złotą Piłkę. Pomocniczka z dorobkiem 11 bramek została królową strzelczyń Ligi Mistrzów.

Alexia Putellas jest pierwszą zawodniczką, która dwa lata z rzędu zdobyła Złotą Piłkę
FOTO:  EPA/MOHAMMED BADRA

Nagrodę wręczył jej były ukraiński piłkarz – Andrij Szewczenko, który był laureatem Złotej Piłki w 2004 roku. Szewczenko podczas gali odniósł się do trwającej wojny na Ukrainie.

„Jestem bardzo dumny z tego, jak mój kraj broni się i walczy o wolność” – podkreślił Szewczenko.

Thibaut Courtois z Realu Madryt został wybrany najlepszym bramkarzem. Belg wygrał Ligę Mistrzów, La Ligę oraz triumfował w Pucharze Europy. Statuetkę wręczył mu zmagający się z nowotworem Sebastian Haller, napastnik Borussii Dortmund.

Luis Figo ogłosił, że najlepszym klubem w sezonie 2021/22 jest mistrz Anglii – Manchester City. Nominowany był również FC Liverpool – drugi klub Premier League oraz Real Madryt – mistrz Hiszpanii i triumfator Ligi Mistrzów.

CZOŁOWA DZIESIĄTKA PLEBISCYTU ZŁOTA PIŁKA

 1. Karim Benzema (Francja, Real Madryt)

 2. Sadio Mane (Senegal, Liverpool/Bayern Monachium)

 3. Kevin De Bruyne (Belgia, Manchester City)

 4. Robert Lewandowski (Polska, Bayern Monachium/FC Barcelona)

 5. Mohamed Salah (Egipt, Liverpool)

 6. Kylian Mbappe (Francja, Paris Saint-Germain)

 7. Thibaut Courtois (Belgia, Real Madryt)

 8. Vinicius Junior (Brazylia, Real Madryt)

 9. Luka Modric (Chorwacja, Real Madryt)

10. Erling Haaland (Norwegia, Borussia Dortmund/Manchester City)

LAUREACI PLEBISCYTU „FRANCE FOOTBALL” 2022

Złota Piłka: Karim Benzema (Real Madryt, Francja)

Złota Piłka kobiet: Alexia Putellas (FC Barcelona, Hiszpania)

Nagroda im. Lwa Jaszyna: Thibaut Courtois (Real Madryt, Belgia)

Nagroda im. Raymonda Kopaszewskiego: Gavi (FC Barcelona, Hiszpania)

Nagroda im. Gerda Muellera: Robert Lewandowski – 57 goli (Bayern Monachium/FC Barcelona, Polska)

Nagroda im. Socratesa: Sadio Mane (Liverpool FC/Bayern Monachium, Senegal)

Drużyna Roku: Manchester City

JG (R)

Praca niekonieczna

Wiesław Cypryś

Weźmy dla przykładu: „Bez pracy nie ma kołaczy”.  Wyjaśniać jego znaczenia raczej nie trzeba, więc przejdę do wpływu tych słów na mnie. Rodzice ciągle powtarzali, że tylko dzięki wzmożonemu wysiłkowi można coś w życiu osiągnąć. Na myśli mieli wykształcenie, lepsze zarobki, wyższe stanowisko. Czy w systemie komunistycznym mogło się to spełnić, mocno wątpiłem, bo wiedziałem, że bardziej pomocne atrybuty sukcesu nie wiązały się z ciężką pracą, a przynależnością do partii rządzącej i klaskaniem jej bez względu na to, jakie podejmowała decyzje i jakie popełniała błędy.

W Ameryce miało być inaczej. I w przeważającej większości to się sprawdzało. Teraz już jednak nie. Jak kraj długi i szeroki politycy Parii Demokratycznej forsują rozdawanie pieniędzy biednym, bez zadawania zbędnych pytań i bez żadnych warunków. Nie trzeba pracować czy chodzić do szkoły. Kto płaci? Podatnik.

Program zaczęto już wdrażać w Los Angeles, Chicago, Denver, Providence i wielu innych miastach. Nietrudno sobie wyobrazić, co o tym myślą ludzie pracujący i płacący podatki. Czują się frajerami.

W powiecie Los Angeles, gdzie nie brakuje bezdomnych na własne życzenie, wkrótce zacznie się wydawanie gotówki w wysokości tysiąca dolarów miesięcznie losowo wybranym osobom. Nie podano, ilu biednych będzie dostawało tę wcale niemałą sumę i jak długo.

W powiecie Cook w Illinois, w obrębie którego znajduje się Chicago, uruchamia się największą krajową machinę gwarantującą darmową kasę. Przewodniczący Rady Powiatu Toni Preckwinkle popiera program, który „pomoże rodzinom w przetrwaniu, lepszemu wyedukowaniu się i znalezieniu lepszej pracy”. Naprawdę? Proszę wybaczyć, ale te same cele przyświecają ludziom pracującym, które mogą osiągnąć harówką i oszczędzaniem. Ci, którzy mają dwie prace i nie mogą związać końca z końcem, zasługują na pomoc, a nie ci, którzy cały dzień siedzą na kanapie i nie ruszają palcem u nogi, albo ci, którzy decydują się żyć na ulicy, jak to się ma w Mieście Aniołów.

Partia Demokratyczna przez lata uchodziła za partię ludzi pracujących, broniącą ich interesów i dającą im głos w organach ustawodawczych. Obecnie już nią nie jest. Przerodziła się w partię wspierającą nierobów. To wyraźny kontrast z reformą zasiłków prezydenta Billa Clintona z 1996 roku, która dawała nisko sytuowanym gotówkę pod warunkiem, że ma się pracę, szuka się zatrudnienia lub chodzi do szkoły.

Dzisiejsza Partia Demokratyczna ma nową agendę – redystrybucję funduszy preferowanym grupom. Rada Miasta Denver przegłosowała prawo, według którego tylko bezdomne i transpłciowe kobiety będą uprawnione do pobierania miesięcznych wypłat beż żadnych uwarunkowań.

A to nie koniec systemowej przebudowy majątku społeczeństwa, która bez ogródek odbiera bogatym, a daje biednym. W Connecticut weszła już w życie, a w innych stanach jest poważnie rozważana. Każde urodzone tam dziecko, którego matka ma Medicaid, czyli państwowe bezpłatne ubezpieczenie, w tym nieudokumentowana, automatycznie dostanie na konto 3200 dolarów. Pieniądze będą się znajdowały pod kontrolą stanowego sekretarza skarbu do czasu, aż potomek osiągnie pełnoletność – po doliczeniu odsetek suma urośnie do 11 tysięcy. W ten sposób podatnicy stanu Connecticut rocznie uszczuplani są o prawie 50 milionów dolarów, które głównie trafiają do czarnych i latynoskich dzieci.

Zwolennicy gwarantowanych darmowych pieniędzy naciskają na Kongres, żeby działał w tym kierunnku. Federalny program stworzony dla niepracujących lub otrzymujących skromną pensję pozwoliłby na pobieranie comiesięcznej wypłaty z odpowiednim dodatkiem na każde dziecko.

Co stało się z amerykańskim etosem pracy, który kiedyś świat podziwiał? Jeszcze do niedawna nagradzał harujących lepszymi zarobkami i awansami. Dzisiaj, żeby otrzymywać wynagrodzenie, nie musi się pracować. Jeżeli socjalizm w Ameryce nie zostanie zatrzymany, zabraknie frajerów pracujących na darmozjadów.

Amerykański wyrzut sumienia

Tomasz Deptuła

Decyzja dotycząca DACA zapadła w ubiegłym tygodniku. Federalny Sąd Apelacyjny 5. Dystryktu w Nowym Orleanie podtrzymał decyzję sądu niższej instancji z konserwatywnej części Teksasu uznając funkcjonujący od 10 lat program za nielegalny. Odesłał też sprawę do niższego sądu.

Obecnie wygląda na to, że program nadal funkcjonuje, tzn. daje ochronę przed deportacją, choć nie przyjmuje nowych uczestników, ale jego przyszłość wisi na przysłowiowym włosku, uzależniona od kolejnych decyzji sądów. Prognozy są raczej pesymistyczne – sąd niższej instancji, do której wraca sprawa, już raz podważył legalność DACA. Z kolei jeśli administracja Joego Bidena odwoła się do Sądu Najwyższego – na co się zapowiada – to należy wątpić, czy zdominowane przez konserwatystów 9-osobowe gremium podważy orzeczenia niższej instancji. 

DREAM ACT – CZYLI NIESPEŁNIONE MARZENIE

Aby zrozumieć, dlaczego sprawa Dreamersów może być moralnym wyrzutem sumienia Ameryki, warto zajrzeć do najnowszej historii. Pierwsze projekty DREAM Act (skrót od Development, Relief, and Education for Alien Minors Act) pojawiły się w Kongresie na początku obecnego tysiąclecia. Wydawało się wówczas, że uregulowanie statusu imigrantów wwiezionych do USA jako dzieci będzie sprawą prostą. 

Na Kapitolu jednak nic nie jest przesądzone aż do ostatniego głosowania w obu izbach Kongresu. W czasach, gdy upadały kolejne projekty zmian w prawie imigracyjnym, do kosza trafiały także kolejne projekty regulujące na stałe status Dreamersów. W ciągu minionych 21 lat można doliczyć się co najmniej dziesięciu poważniejszych planów rozwiązania sytuacji tej grupy nieudokumentowanych imigrantów. Żadnemu z projektów nie udało się jednak przejść przez pełną procedurę legislacyjną w Kongresie i trafić na biurko prezydenta w Białym Domu. 

PERMANENTNA PROWIZORKA

Wprowadzony w 2012 roku program DACA miał być z założenia rozwiązaniem tymczasowym. Ówczesny prezydent Barack Obama chciał chronić przed deportacją Dreamersów do momentu, gdy Kongres kolejnej kadencji przegłosuje kolejną wersję DREAM Act. Biały Dom wyszedł z założenia, że skoro rząd nie ma fizycznej możliwości deportowania całej populacji nieudokumentowanych imigrantów, to istnieje możliwość rozwinięcia parasola ochronnego nad Dreamersami, spełniającymi pewne wymagania. Aby kwalifikować się do DACA, trzeba było wjechać do USA przed skończeniem 16 lat, przebywać bez przerwy w USA od 15 czerwca 2007 roku do czasu wystąpienia o ochronę przed deportacją, być obecnym w Stanach zarówno w dniu 15 czerwca 2012 i w dniu wypełnienia wniosku. Dodatkowe warunki, w zamian na dwuletni okres ochronny z prawem do zatrudnienia, to chęć kształcenia się i/lub odbycia służby wojskowej.  No i oczywiście niekaralność.

Spodziewano się, że przegłosowanie DREAM Act to kwestia kilku, maksymalnie kilkunastu miesięcy. Prowizoryczne rozwiązanie trwa już ponad dekadę. 

W 2017 roku prezydent Donald Trump podjął próbę zamknięcia DACA, która nie powiodła się po serii rozpraw sądowych. Biały Dom przegrał nawet w konserwatywnym Sądzie Najwyższym, ale konserwatywne gremium nie odniosło się do meritum, jakim było orzeczenie o zgodności DACA z konstytucją, ale do kwestii proceduralnych, których nie dopełniła ówczesna administracja. Prezydentowi Trumpowi udało się jednak czasowo ograniczyć przyjmowanie nowych wnioskodawców do DACA, a także wprowadzić obowiązek odnawiania statusu ochronnego raz na rok, a nie co 24 miesiące. Administracja Bidena przywróciła jednak stare zasady, choć kolejne orzeczenia sądowe sprawiły, że DACA można tylko przedłużyć, ale nie można do niego przystąpić. US Citizenship and Immigration Services przyjmuje co prawda nowe wnioski, ale ich nie rozpatruje.

MORALNY KAC SPOŁECZNY

Nawet w okresach wzrostu antyimigracyjnych nastrojów kwestia legalizacji Dreamersów cieszyła się poparciem społecznym. We wszystkich badaniach opinii publicznej za taką opcją opowiadała się większość Amerykanów. W jednym z ostatnich – przeprowadzonym już w czasie kryzysu granicznego, na zlecenie National Immigration Forum – aż 79 proc. opowiedziało się za ścieżką do obywatelstwa dla tej grupy imigrantów. Poparcie wśród demokratów było zawsze dużo większe niż wśród republikanów, ale pozytywne nastawienie społeczeństwa do Dreamersów trudno było podawać w wątpliwość: oto mamy młodych ludzi, którzy dostali się do USA wskutek decyzji innych ludzi, niepamiętających często innej ojczyzny niż Stany Zjednoczone. Do tego są ludźmi, którzy chcą się uczyć lub służyć w siłach zbrojnych. Trudno znaleźć inną grupę osób, która bardziej zasługiwałaby na pełną legalizację w USA i na szansę na spełnienie American Dream. Także w najnowszym badaniu większość Amerykanów chciałaby, aby Kongres uregulował kwestię statusu Dreamersów jeszcze przed listopadowymi wyborami. Za pełną legalizacją tej grupy opowiada się także wielki biznes, organizacje społeczne, kościoły, a nawet wielu republikanów, głosujących zwykle przeciwko liberalnym reformom w prawie imigracyjnym. Dominują opinie, że sprawa Dreamersów powinna być wyrzutem sumienia amerykańskiego systemu imigracyjnego.

Statystyczny uczestnik DACA ma dziś 26 lat, ale są i tacy, którzy mają już ponad 30 lat (przypomnijmy – aby kwalifikować się do programu musieli wjechać do USA przed 2006 rokiem), mają założone rodziny i są wtopieni w amerykańskie społeczeństwo. Często wykonują prace w zawodach, które w czasie epidemii uznano za kluczowe – takie jak służba zdrowia czy oświata. Mają urodzone w USA rodzeństwo, które żyje tu w pełni legalnie.

Niemożność załatwienia tej sprawy przez Kongres jest konsekwencją uczynienia z imigracji jednego z głównych przedmiotów sporu politycznego. To sprawiło, że ostatnią poważną ustawę regulującą kwestię nieudokumentowanych imigrantów przebywających w USA uchwalono w… 1986 roku, kiedy prezydentem USA był republikanin Ronald Reagan. Od tamtych czasów konstruktywna dyskusja na temat reformy systemu imigracyjnego stawała coraz trudniejsza. Dziś jest praktycznie mission impossible. Do tego stopnia, że brakuje zwykłego politycznego pragmatyzmu, aby rozwiązać raz na zawsze kwestię statusu Dreamersów.